Szedłeś powoli jednym z warszawskich osiedli czując pod nogami skrzypiący śnieg. Od świąt minęło niewiele ponad miesiąc i jak tak dłużej się nad tym zastanawiasz. to każde z was było osobno. Ty nie rozmawiałeś już godzinami z Weroniką, Kamil nie kontaktował się z Lilianną. Właściwie nie wiesz dlaczego. Może chciał się od tego odpocząć, podobnie jak ty? Tylko, że ty po prostu przestałeś wierzyć, cisza ze strony Weroniki świadczyła tylko o tym, że nic dla niej nie znaczyłeś. Chciałeś o tym wszystkim zapomnieć, o tej jednej rozmowie, która zniszczyła twoje serce. Chciałeś wymazać z pamięci to, co stało się w drugi dzień świąt na bielskim rynku. Byłeś gotowy dla niej zrobić wszystko, wystarczyło tylko jedno jej słowo, ale ona tego wszystkiego nie chce. Nie można kogoś zmusić do kochania. Westchnąłeś ciężko, teraz musiałeś pomóc swojej przyjaciółce. Podszedłeś pod kremowy blok strzeżonego osiedla. Jakiś starszy pan wpuścił cię do klatki, a ty w pospiechu pokonywałeś kolejne schodki tego niedawno wybudowanego bloku. Zatrzymałeś się przed znajomymi drzwiami i zadzwoniłeś dzwonkiem. Drzwi otworzył ci blondyn, który wyraźnie się ucieszył na twój widok. Natomiast, ty przyjechałeś tutaj tylko i wyłącznie dla Lilki, szczerze mówiąc nie do końca chciało ci się z nim rozmawiać. Jednak musiałeś.... Naprawdę cię poraził swoim telefonem i tym co mówił o stanie Lili. Widziałeś, że się martwił, a ty domyślałeś się co jest powodem jej stanu.
- Cieszę się, że jesteś Wojtek. Chyba tylko ty możesz mi pomóc. - westchnął bezradnie i zamknął za tobą drzwi.
- Co się stało? Gdzie Lilka? - pytałeś rozsuwając zamek od swojej beżowej kurtki.
- Mam wrażenie, że nas już nie ma. Ona w ogóle ze mną nie rozmawia. Szef ją wręcz zmusił do urlopu, bo jest cieniem samej siebie. Mi nic nie mówi, patrzy godzinami w przestrzeń i odsuwa się ode mnie jak tylko może. Myśli pewnie, że tego nie widzę, ale widzę i to bardzo dobrze. - popatrzyłeś przerażony na Ludwika. Nie sądziłeś, że jest z nią aż tak źle.
- Pójdę do niej. - powiedziałeś zawieszając kurkę na wieszak i chciałeś go wyminąć.
- Wojtek... Ty wiesz co się wydarzyło wtedy w listopadzie w Bielsku. - powiedział cicho, zatrzymałeś i na niego spojrzałeś
- Nie do końca . - stwierdziłeś zgodnie z prawdą. Ani Kamil, ani Lilka nigdy tak naprawdę nie powiedzieli ci, co miedzy nimi zaszło. - Po za tym tak naprawdę, to z Lilianną musisz to wyjaśnić, a nie ze mną.
- Rozumiem. - westchnął - Dobra zostawiam was samych. Proszę cię porozmawiaj z nią. Martwię się o nią.
- Porozmawiam. - uciąłeś i miałeś ochotę jak najszybciej zakończyć z nim rozmowę.
- Bardzo się boję, że ją stracę, że chce odejść. - patrzyłeś na niego i chyba pierwszy raz było ci go szkoda. W końcu wiesz doskonale, jakie to straszliwe uczucie, gdy kobieta cię zostawia, bo kocha innego. I żeby było śmiesznie zarówno jego jak i twoja kobieta kochają tego samego mężczyznę. Czy ktoś widział większą parodie? Odgoniłeś od siebie wszelkie podobne myśli, w końcu Kamil to twój przyjaciel.
- Na jej uczucia nie mam wpływu. Mogę jedynie ją podnieść na duchu. - stwierdziłeś. Co miałeś mu innego powiedzieć? Miałeś mu powiedzieć, że cieszyłbyś się gdyby się rozstali? Na szczęście on szybko się tobą pożegnał. Wszedłeś powoli do salonu i zatrzymałeś się w drzwiach. Patrzyłeś uważnie na swoją przyjaciółkę, która siedziała w granatowej bluzie na kanapie owinięta zielonym kocem i patrzyła w telewizor. Na stoliku obok niej stała za pewne zimna już herbata, w telewizorze leciały napisy końcowe. Po chwili napisy zmieniły się na reklamy, a ona ani drgnęła. Znasz ją pół życia, a po raz pierwszy widzisz ją w takim stanie, naprawdę się przestraszyłeś. W dodatku była strasznie wychudzona...
- Interesujący ten serial. - prychnąłeś zakładając dłonie na klatkę piersiową. Lilianna zdziwiona spojrzała na ciebie.
- Włodi? - spytała mierząc cię wzrokiem - Skąd ty się tu wziąłeś?
- Nie mogę odwiedzić przyjaciółki? - spytałeś i podszedłeś do niej rozsiadając się na kanapie
- Ludwik cię przysłał? - zmrużyła oczy i świdrowała cię spojrzeniem.
- Jakie to ma znaczenie? Wyglądasz jak kupa nieszczęść. - stwierdziłeś mierząc ją wzrokiem.
- Jak zwykle uprzejmy.... - mruknęła opierając się o kanapę.
- Już tak się nie obrażaj. - zaśmiałeś się pod nosem - Powiesz mi? - dotknąłeś delikatnie jej ramienia, a ona spuściła wzrok na podłogę.
- Chcę złożyć pozew rozwodowy. - słysząc to mało nie spadłeś z kanapy. Patrzyłeś na nią zdumiony, jednak twoja radość natychmiast została stłumiona przez jej smutek.
- To chyba dobrze? W końcu ułożysz sobie życie. - uśmiechnąłeś pokrzepiająco.
- Wojtek tu nie chodzi o mnie. Jak mam komuś zniszczyć życie? Jak mam powiedzieć, że to wszystko to była jedna wielka pomyłka, skoro on się tak stara i martwi. Każdego dnia, próbuję się zdobyć na odwagę, by o tym z nim porozmawiać, ale nie potrafię. Nie potrafię tak po prostu go zranić, wiedząc, że sama dałam mu nadzieję na szczęśliwe życie. - schowała twarz w dłonie. Objąłeś ją mocno ramieniem i przytuliłeś do siebie.
- Spokojnie, jestem tu z tobą i zawsze możesz na mnie liczyć. Jakoś to wszystko poukładamy. - mówiłeś starając się ją uspokoić. Wiedziałeś, że teraz bardzo cię potrzebuję, bo po za tobą nie ma tak naprawdę nikogo innego, kto by ją wspierał w tej decyzji. - Wiem, że to trudne, ale skoro podjęłaś taką decyzję, to znaczy, że nie kochasz Ludwika i nie potrafisz być przy nim szczęśliwa. A przez to, męczysz nie tylko siebie, ale i jego.
- Wiem, ale... - zaczęła odsuwając się od ciebie.
- Tu nie ma ale Lili. - przerwałeś jej. - Ty też zasługujesz na szczęście. Nie ma ludzi, którzy nie popełniają błędów. Każdy jakieś robi, sztuką jest je potem naprawić. A ty możesz to jeszcze zrobić. Możesz być tak po prostu szczęśliwa. - mówiłeś starając się ją podnieść na duchu. Było ci jej szkoda. Widziałeś jak bardzo cierpiała, jednak to ona sama musiała zebrać się na odwagę. Ty mogłeś ją jedynie wspierać. Nagle przerwał wam wibrujący telefon Lilki. Spojrzałeś na nią pytająco.
- To Ludwik. Napisał, że zostanie dziś u Szymona, by nam nie przeszkadzać. - westchnęła przeczesując dłonie ręką - Jak tylko wróci to z nim porozmawiam....
- Cieszę się, że podjęłaś taką decyzję. - uśmiechnąłeś się. Naprawdę odetchnąłeś. W końcu będzie mogła być szczęśliwa, w końcu twoi przyjaciele nie będą mieli problemów na drodze do wspólnego szczęścia. - Kamil oszaleje ze szczęścia!
- No własnie. Mam prośbę, nic mu nie mów. Chce sama mu o tym powiedzieć, jak będzie już po wszystkim. - w końcu się uśmiechnęła To ciekawe, wystarczy wspomnieć jego imię, a na jej twarz wkrada się uśmiech.
- Nie ma sprawy. - stwierdziłeś opierając się o kanapę. Naprawdę się ucieszyłeś, w końcu się skończy ta ich męczarnia. Czułeś jednak na sobie jej skupiony wzrok.
- Dosyć o mnie. - powiedziała nie odrywając od ciebie swojego spojrzenia, chyba się domyślałeś co cię czeka - Wojtek... Co z Weroniką? - wiedziała o tym, że ją pocałowałeś. Zaraz po tym co stało się wtedy w Bielsku, wróciłeś do Andrychowa i od razu udałeś się do rodzinnego domu twojej przyjaciółki. Wszystko jej wtedy opowiedziałeś, niemal płacząc. Siedząc tamtego wieczora razem z tobą w jej pokoju na poddaszu, była zmartwiona, nie bardziej niż ty teraz, gdy patrzysz na jej smutną twarz i podkrążone oczy.
- Nic. - mruknąłeś biorąc głęboki oddech - Nie odzywa się do mnie, ani ja do niej. Nic dla niej nie znaczę. Nie będę się pchał tam, gdzie mnie nie chcą. - choć prawda była taka, że gdyby się do ciebie odezwała, powiedziała choć jedno słowo, ty byś teraz pędził w stronę Bielska, by choć przez chwilę ją ujrzeć. Miłość całkowicie ci odbierała rozum....
- Wojciech Włodarczyk się poddaje? - spytała unosząc brew do góry. A ty tylko spuściłeś wzrok na kolorowy dywan.
- Wojciech Włodarczyk przestał wierzyć. - odpowiedziałeś smutno - Dałem jej całego siebie Lili, oddałem jej moje serce. A ona? Tak po prostu je wyrzuciła.... Po raz pierwszy kogoś pokochałem i wiesz co? Nie mam zamiaru już kochać. W miłości są dwie drogi, albo cię uszczęśliwi i sprawi, że będziesz unosić się nad ziemią, albo całkowicie cię zniszczy. Mi przyszło zmierzyć się z ta drugą opcją. - schowałeś twarz w dłonie. Natomiast Lilianna siedziała zamyślona przez dłuższą chwilę.
- W miłość nie wolno nigdy wątpić Wojtuś. - uśmiechnęła się pokrzepiająco i dotknęła twojego ramienia - Czy Werka kiedykolwiek powiedziała, że cię nie kocha?
- Nie musiała.... - zacząłeś, jednak Lilka pokręciła tylko głową - Nie dała nam nawet szansy. Powiedziała, że to bez sensu! Czy uczucia mogą nie mieć sensu? - cały czas nie ukrywałeś swojego rozgoryczenia. Ale co miałeś zrobić? Twoja przyszłość z Weroniką była jedyną rzeczą, w którą wierzyłeś tak bardzo, bardziej niż w zwycięstwo w każdym meczu. Ona zajmowała twoja głowę. Każdej nocy ci się śni, na każdym meczu zastanawiasz się, czy go ogląda. Ty przez nią całkowicie zwariowałeś, a teraz gdy wyciągnąłeś do niej dłoń, by iść razem przez życie, ona ją odepchnęła. Byłeś wściekły sam na siebie, za to, że w końcu pokochałeś tak mocno....
- Ona nie zrobiła tego przeciwko tobie tylko dla ciebie Włodarczyk. - spojrzałeś na Lilkę zdziwiony. Chyba całkowicie jej się poprzestawiało w głowie. Jak można złamać komuś serce dla jego dobra? - Nie patrz na mnie jak na idiotkę. - stwierdziła ze śmiechem.
- To nie gadaj głupot. - prychnąłeś zakładając ręce na klatkę piersiową. Z boku przypominałeś pewnie obrażone dziecko.
- Jesteś niby na nią zły, ale jakby tu się pojawiła od razu byś do niej pobiegł. - mruknęła rudowłosa. Wiedziałeś, że miała rację...
- Wcale nie. - zaprzeczyłeś szybko. Lili kręciła tylko głową z politowaniem.
- Przestań tu się obrażać, tylko posłuchaj. Spójrz na chwilę na wszystko z jej perspektywy. Jesteś od lat zakochany w jakiejś kobiecie, może i nie możecie być razem, ale wciąż coś do niej czujesz. Nagle się zjawia inna, wywraca wszystko do góry nogami. Czujesz, że chcesz z nią jak najwięcej przebywać, ale pamiętasz wciąż o tamtym uczuciu, które gdzieś w tobie jeszcze istnieje. Czujesz, że chcesz spróbować czegoś nowego, ale boisz się, że to dawne uczucie może powrócić, a ty wtedy jeszcze bardziej zranisz tę drugą dziewczynę, która tak mocno cię pokochała.... - zamilkła nagle i spuściła głowę. Byłeś pewny, że powstrzymuje swój płacz - W dodatku widziała w co wpakowaliśmy się z Kamilem...
- Uważasz, że zrobiła to, by uchronić mnie przed jeszcze większym cierpieniem? - pytałeś zdumiony. Lilka tylko skinęła głową. - Wy kobiety, to się jednak zawsze potraficie zrozumieć. Chodź tutaj - przygarnąłeś ją do siebie ramieniem i mocno przytuliłeś. - Dziękuję ci moja mała Pipi.
- Nie znoszę, gdy mnie tak nazywasz, już nie noszę warkoczyków. - mruknęła jeszcze bardziej się w ciebie wtulając. Była dla ciebie jak młodsza siostra, mimo że była młodsza jedynie o miesiąc. Wiedziałeś, że zawsze możesz na nią liczyć i nigdy cię nie zawiedzie.
- Ale charakter masz wciąż taki sam. Nie ważne, jak bardzo zmienia się nasze życie. - zaśmiałeś się pod nosem - Lepiej powiedz, co mam teraz zrobić? Mam do niej jechać? - spytałeś. Tak na dobrą sprawę byłeś bezradny. Nie potrafiłeś znaleźć sensownego rozwiązania. Ale wiedziałeś jedno, że wciąż to ona jest całym twoim światem i nawet twój wcześniejszy gniew nie zdołał tego zmienić.
- Daj jej trochę czasu. - Lilka się od siebie odsunęła - Musi to sobie poukładać.
- Masz rację, niech zatęskni. - stwierdziłeś poważnie, po czym wesoło się roześmiałeś. Wiedziałeś jedno, na pewno nie pozwolisz pannie Weronice tak zwyczajnie odejść. Nie pozwolisz, bo to ona sprawia, że twoje serce bije szybciej, to ona wyznacza sens twojemu życiu, a nie siatkówka, jak do tej pory myślałeś.... Jesteś w niej bez pamięci zakochany i masz gdzieś w sobie cichą nadzieję, że ona w tobie także. W końcu gdyby jej na tobie nie zależało, nie bałaby się ciebie zranić. Musisz teraz jedynie sprawić, by przyznała się do swoich uczuć przed samą sobą. W końcu o miłość chyba warto walczyć, prawda?
Zapiąłeś zieloną bluzę BBTSu pod samą szyję i zarzuciłeś na ramię czarną torbę z logo swojego klubu. Wyszedłeś z szatni udając się w stronę wyjścia z hali. Jedyne o czym teraz marzyłeś, to swoje łóżko i ciepła kołdra. Twoja rehabilitacja i powolny powrót do normalnych treningów całkowicie cię wykańczają, ale przynajmniej nie myślisz tyle o własnym życiu, które jest w jeszcze większej rozsypce niż twój bark. Z Lilianną nie rozmawiałeś, tak jak sobie zażyczyła w drugi dzień świąt i nawet nie miałeś już na nią siły. Każde spotkanie z nią doprowadzało cię do ruiny, męczyłeś się sam ze sobą potem przez tygodnie dochodząc do siebie i starając się wegetować, bo nie nazwałbyś tego pełnią życia, jedyne na czym ci teraz zależało, to wrócenie do gry i pokazanie jeszcze w tym sezonie na co cię stać. Nie chciałeś już myśleć o miłości, która doprowadzała cię do autodestrukcji i na dobrą sprawę i tak nigdy nie miała prawa się spełnić. To było oczywiste, że Lilka i tak się z nim nie rozwiedzie. Nawet jeśli go nie kocha, to będzie się bała go zranić, nie myśląc nawet o tym, jak bardzo rani przez to siebie samą. Gdybyście mieli być kiedykolwiek razem, ona nigdy nie powiedziałaby "tak" w majowe popołudnie w andrychowskim urzędzie. Czułeś, że musisz się w końcu pogodzić z tym, że twoja miłość do Lilianny pozostanie tylko pięknym snem, a wasza szansa na szczęśliwe życie została zaprzepaszczona kilka lat temu.... Musisz ponownie zacząć od nowa Kamilu... Tylko jak? Szedłeś powoli wlepiając swój wzrok w szare płytki na korytarzu, a twoje przemyślenia przerwał stukot czyichś szpilek. Podniosłeś wzrok i zobaczyłeś blondynkę, która szła przed siebie z nosem w jakichś papierach i była opatulona granatowym płaszczem. Zatrzymała się na moment wertując stos kartek na swoim ręku. Podszedłeś do niej powoli i stanąłeś tuż za nią.
- Szpilki w zimę? - powiedziałeś jej nad uchem. Ona aż podskoczyła, a wszystkie kartki rozsypały się po podłodze.
- Kamil! Umrę na zawał przez ciebie! - krzyknęła przestraszona. - Mieliśmy dzisiaj spotkanie z waszym sponsorem. Musiałam przyjść w tym.... - wskazała na buty- Ale w samochodzie mam na szczęście coś bardziej sensownego. - uśmiechnęła się pokazując ręką w stronę parkingu, po czym zaczęła składać dokumenty do pomarańczowej teczki. Kucnąłeś przy niej i pomogłeś jej pozbierać kartki.
- To byłaby piękna śmierć... Umrzeć przez Kamila Kwasowskiego. - zaśmiałeś się podając jej kilka zebranych dokumentów. Weronika spojrzała na ciebie jak na ostatniego kretyna i szybko się podniosła z podłogi, a ty poszedłeś w jej ślady.
- Za jakie grzechy ja się muszę z tobą męczyć. - mruknęła podnosząc oczy ku niebu i ruszyła w stronę wyjścia. Ostatnio miałeś wrażenie, że cie unika. Nie wiesz nawet czemu, postanowiłeś to wszystko wyjaśnić. Wyszedłeś szybkim krokiem za nią z hali. Poczułeś na policzkach mroźnie powietrze, nasunąłeś szybko kaptur na głowę.
- Poczekaj. Chciałbym z tobą porozmawiać. - złapałeś ją za nadgarstek, odwróciła się w twoja stronę, stając przy tym bardzo blisko ciebie. Dzieliło was zaledwie kilkanaście centymetrów.
- O czym? - spytała cicho wpatrując się w twoje ciemne oczy.
- Nie chciałabyś mi czegoś powiedzieć? - zapytałeś nagle. Ona zmarszczyła śmiesznie brwi.
- Czego? - westchnąłeś i uśmiechnąłeś się pod nosem.
- Czegoś bardzo ważnego... Czegoś co dotyczy też nas bezpośrednio... Czegoś szczerego... Czegoś, co wiążę się z twoimi uczuciami? - mówiłeś cały czas z delikatnym uśmiechem na twarzy, nie odrywając się ani na moment od jej błękitnego spojrzenia.
- Kamil ja.... - zaczęła niepewnie, a jej twarz delikatnie się zrumieniła, nagle jednak uciekła wzrokiem od ciebie.
- Kamil? - słysząc ponownie swoje imię rozejrzałeś dookoła po parkingu przed halą. I dosłownie zamarłeś. Stałeś jak sparaliżowany. - Przepraszam, że przeszkadzam... - spojrzał na ciebie wymownie Musimy porozmawiać.
- Czego chcesz? - spytałeś mało przyjaźnie i skierowałeś wzrok na Werkę, która była jeszcze bardziej zdezorientowana od ciebie. - Zapomniałem przedstawić. Werka to jest Ludwik, mąż Lili. Ludwik, to jest Weronika moja przyjaciółka. - powiedziałeś znudzony. Blondynka spojrzała na ciebie zaskoczona, po czym podała prawnikowi rękę.
- To ja was zostawię samych. Miło było poznać. Do jutra Kamil. - uśmiechnęła się w waszym kierunku i ruszyła w stronę samochodu.
- Przyjaciółka? - Ludwik przeszył cię swoim spojrzeniem.
- Tak, pracuje w BBTSie, ale to chyba nie twoja sprawa. - mruknąłeś. Nie miałeś zamiaru być dla niego miły, w końcu to on odebrał ci twój największy skarb i za każdym razem ci o tym przypominał, rozbijając ci serce. - Co cię sprowadza? - powiedziałeś znudzony i oparłeś się o swój samochód.
- Lilka. O ile ona jeszcze coś dla ciebie znaczy. - prychnął. A w tobie zaczynało się wszystko gotować. Kim on był, żeby oceniać twoje uczucia!
- Nie muszę rozpowiadać ile dla mnie znaczy.... A tym bardziej tobie. - westchnąłeś. Tak naprawdę wiedziałeś, że on bez powodu, by tu nie przyjeżdżał. Bałeś się tego, co możesz usłyszeć. Jego mina nie mówiła nic dobrego. Z minuty na minute coraz bardziej bałeś się o nią. Bałeś się, że coś się stało.
- Dobra nie ważne. Posłuchaj z nią jest bardzo źle. Ona zamyka się w sobie, praktycznie nie śpi, nie je. Myśli, że nie zauważam tego, ale się myli. To wszystko się zaczęło, od kiedy wróciła w listopadzie z Bielska. Z dnia na dzień jest tylko gorzej. Dlatego chce wiedzieć, co się wtedy wydarzyło między wami. - Patrzyłeś na niego oszołomiony i nie wiedziałeś co powiedzieć. Najchętniej zostawiłbyś go teraz, wsiadł do samochodu i pojechał do Warszawy. Jednak wiedziałeś, że jest to niemożliwe. Przetarłeś twarz dłonią i zapatrzyłeś się w przestrzeń przed sobą. Czułeś na swoim ciele jej dotyk, czułeś smak jej ciała, czułeś jej zapach. Przymknąłeś oczy, przypominając sobie wieczór, podczas którego wszystko miało się skończyć.
- Powiedziałem jej, żebyśmy się rozstali. Zakończyliśmy wtedy naszą przyjaźń. - spojrzałeś na Ludwika i zacisnąłeś usta. Nie mogłeś mu powiedzieć wszystkiego. Jeszcze mogło by się to odbić na Lilce, a nie chciałeś by tak się stało. Co by się nie działo, twoim obowiązkiem jest ją chronić.
- Ale dlaczego? - spojrzał na ciebie zaskoczymy - Ty.... Kochasz ją prawda? - słysząc to opuściłeś głowę. Nie chciałeś z nim o tym rozmawiać. Chciałeś o tym w końcu zapomnieć. A gdy chcesz to zrobić, zjawia się nagle on i mówi ci, że ona bardzo cierpi. A ty teraz czujesz, jak rozrywa cię od środka. Czemu miłość musi tak bardzo boleć?
- Jest dla mnie najważniejsza. - stwierdziłeś wypuszczając z siebie powietrze. Zapadła między wami niezręczna cisza. Z boku musiało to wyglądać komicznie. Dwóch mężczyzn patrzących bez słowa na siebie i zakochanych do szaleństwa w jednej kobiecie.
- Dzięki, że mi powiedziałeś. Tylko to chciałem wiedzieć, pójdę już. - stwierdził i już miał odejść. Wtedy zrozumiałeś, że on na swój sposób musiał ją kochać, skoro tylko po to jechał przez pół Polski. Chciał ją po prostu zrozumieć i jej pomóc. Lilka wybrała sobie jednak dobrego męża.
- Masz ogromne szczęście. - powiedziałeś do niego gdy odchodził. On się nagle zatrzymał i odwrócił w twoją stronę.
- Mylisz się Kamilu. Z nas dwóch to ty jesteś większym szczęściarzem. - uśmiechnął się blado i zostawił cię samego. Ty natomiast wsiadłeś do samochodu i oparłeś się o fotel. Co on chciał przez to powiedzieć? Miałeś już dość tej chorej sytuacji. Chciałeś w końcu normalnie żyć. Mieć przy sobie ukochaną kobietę i wieść z nią spokojne życie, mieć rodzinę, dom, ogród. A nawet nie mieć tych dwóch ostatnich rzeczy, ale po prostu być przy niej. Czemu to wszystko jest tak bardzo nierealne. Czy ty naprawdę nie zasłużyłeś na szczęście? Nie zasłużyłeś na to by być kochanym? Wiedziałeś jedno, Lilianna za bardzo miesza ci w głowie. Za mocno za nią tęsknisz, to się musi w końcu skończyć.... Bo ty naprawdę już nie dajesz sobie rady z własnymi emocjami i uczuciami. Nie potrafisz uciec od własnych uczuć, od wspomnień, od jej ciepłego głosu, otumaniającego zapachu, czy pięknego uśmiechu. Może faktycznie ktoś powinien ci w tym pomóc? Nie miałeś pojęcia. W tej chwili wiedziałeś jedno. Byłeś strasznie zagubiony Kamilu.
Siedziałaś w jasnej kuchni oparta o drewniany stolik i powoli piłaś zimną już kawę. Wojtek wczoraj wieczorem wrócił do Olsztyna, a ty zostałaś sama ze swoimi myślami. Patrzyłaś za okno na prószący spokojnie śnieg. Ty ani trochę nie byłaś spokojna. W nocy prawie w ogóle nie spałaś. Bałaś się tej rozmowy, ale musisz w końcu to zrobić. Dla Ludwika, dla siebie, dla Kamila... Dla was wszystkich. Słysząc jak ktoś przekręca zamek w drzwiach, zaczęłaś nerwowo obracać obrączkę znajdującą się na na twojej drobnej dłoni. Wzięłaś głęboki oddech i wyszłaś na korytarz. Teraz albo nigdy!
- Cześć. Możemy porozmawiać? - powiedziałaś cicho spuszczając wzrok na jasne panele.
- Cześć kochanie. - cmoknął cię w policzek. Czy on musiał tak wszystko utrudniać? - Oczywiście.
- Nie wiem od czego zacząć. - powiedziałaś bezradnie patrząc na blondyna i usiadłaś obok niego na kanapie.
- Chodzi o to co się między nami ostatnio dzieje? - zapytał, a ty skinęłaś głową.
- Dużo o tym myślałam. - zaczęłaś skubiąc rękaw swojego ciemnozielonego swetra - Ja nie potrafię tak żyć.
- Tak, czyli jak? - spytał wpatrując się w twoją postać. Westchnęłaś, to wszystko było dla ciebie tak bardzo trudne.
- Bez miłości. - stwierdziłaś wciąż uciekając od niego wzrokiem.
- Ale ja cię kocham Lili. - złapał za twój podbródek - Kocham bardzo mocno i chce ci to każdego dnia okazywać.
- Tylko, że ja nie kocham ciebie. - powiedziałaś w końcu, a Ludwik natychmiast się od siebie odsunął.
- To po co za mnie wyszłaś? - spytał lekko poddenerwowany.
- Myślałam, że jesteś tym jedynym. - ponownie opuściłaś głowę. Czułaś się dziwnie, sama nie potrafiłaś tego wyjaśnić. Właśnie kończysz, swój kilkuletni związek, własnie kończysz coś co miało być na zawsze - Jednak z każdym kolejnym dniem przekonywałam się, że tak nie jest. Starałam się jakoś to zmienić, ale nie potrafię okłamywać siebie samej, a przede wszystkim ciebie. Jesteś dla mnie kimś bardzo ważnym, ale....
- Ale nie najważniejszym. - przerwał ci - Nie jestem jak Kwasowski. - wstał z miejsca i zaczął krążyć po pokoju. Patrzyłaś na niego smutno - Lili, mogę ci dać wszystko czego tylko zapragniesz. Dlaczego wolisz jego?!
- Tego nie da się wytłumaczyć. Kiedyś byłam zakochana w Kamilu, potem nasze drogi się rozeszły, a teraz to wszystko wróciło. Ale tu nie chodzi tylko o niego Ludwik. Ty naprawdę nie widzisz jak bardzo się różnimy? - spytałaś wbijając w niego swój wzrok. On przetarł twarz dłonią i spojrzał na ciebie.
- Pasowaliśmy do siebie idealnie, uzupełnialiśmy się. Gdyby nie on... - zacisnął dłonie w pięści
- To i tak by się stało. - powiedziałaś już pewniej. Ludwik zaskoczony zmierzył cię wzrokiem.
- A ja myślałem, że jesteś moim słońcem pośród gwiazd. - powiedział cicho - Pamiętasz gdy ci to powiedziałem? Jak mogłem się tak mylić....
- Ludwik proszę cię.... Przepraszam, że cię zraniłam... - mówiłaś cicho. Widząc jego nieobecną twarz i zaszklone oczy, miałaś ochotę się rozpłynąć. Nienawidziłaś ranić innych, jednak teraz nie miałaś innego wyjścia. - Chcę się rozwieźć.
- Jesteś jedyną kobietą, z którą czułem, że mogę wszystko... - miałaś wrażenie, że cię w ogóle nie słucha. Usiadł na fotelu na przeciw ciebie i patrzył gdzieś w przestrzeń - Chciałem mieć z tobą rodzinę, czułem, że to ty jesteś właśnie tą właściwą kobietą. I mimo słów, które tu przed chwilą padły Lili, ja wciąż cię bardzo kocham, dlatego jeśli tego tak bardzo chcesz... Nie będę robił żadnych problemów. - spojrzałaś na niego zaskoczona. Byłaś mu naprawdę wdzięczna, po tym co mu teraz robisz, miał prawo się nie zgadzać. W końcu zniszczyłaś mu życie, doprowadziłaś do tego, że zmarnował na ciebie kilka lat.
- Do jutra się wyprowadzę. Dziękuję. - powiedziałaś cicho.
- Nie masz za co, nic na siłę. Mam tylko nadzieję, że on będzie potrafił to docenić. - westchnął i wyszedł do kuchni. A ty nadal siedziałaś na kanapie, a w twojej głowie wirowały różne myśli. Właśnie przekreśliłaś, to co budowałaś przez ostatnie miesiące, zniszczyłaś własne małżeństwo. Było ci strasznie przykro, bo zraniłaś Ludwika. Mimo że nie pokazywał tego po sobie, wiedziałaś, że cierpi. Nigdy nie pokazywał uczuć, zawsze wszystko dusił w sobie, jednak tym razem ty nie mogłaś mu pomóc. Byłaś jedynie powodem jego cierpienia. Z drugiej strony odetchnęłaś. Bałaś się tej rozmowy, a teraz masz ją już za sobą. Zaczynasz właśnie wielki przewrót we własnym życiu. A to wszystko po to, by w pewnych czekoladowych oczach znowu gościły ciepłe ogniki. To wszystko po to, by znowu zaciągnąć się mocnym zapachem jego perfum i w końcu powiedzieć mu jak bardzo go kochasz. Masz nadzieję, że to wszystko się uda, że Kamil wciąż cię będzie kochał, tak mocno jak ty jego, że nic nie będzie w stanie zniszczyć tego uczucia. Jeszcze kilka miesięcy i będziesz mogła tak po prostu się w niego wtulić, bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Mimo, że teraz jest ci szkoda Ludwika, wierzysz, że on również ułożyć sobie życie z kimś, kto pokocha tak mocno, jak ty Kamila, bo mocniej się już nie da. Ten wielkolud skradł twoje serce jedenaście lat temu w andrychowskim parku i do tej pory to się nie zmienia. Jedyne czego teraz pragniesz, to dać mu to szczęście o jakim marzy, o ile jeszcze będzie tego chciał.... Właśnie zaczynasz coś nowego Lilianno i obyś się znowu nie pomyliła!
- Na jej uczucia nie mam wpływu. Mogę jedynie ją podnieść na duchu. - stwierdziłeś. Co miałeś mu innego powiedzieć? Miałeś mu powiedzieć, że cieszyłbyś się gdyby się rozstali? Na szczęście on szybko się tobą pożegnał. Wszedłeś powoli do salonu i zatrzymałeś się w drzwiach. Patrzyłeś uważnie na swoją przyjaciółkę, która siedziała w granatowej bluzie na kanapie owinięta zielonym kocem i patrzyła w telewizor. Na stoliku obok niej stała za pewne zimna już herbata, w telewizorze leciały napisy końcowe. Po chwili napisy zmieniły się na reklamy, a ona ani drgnęła. Znasz ją pół życia, a po raz pierwszy widzisz ją w takim stanie, naprawdę się przestraszyłeś. W dodatku była strasznie wychudzona...
- Interesujący ten serial. - prychnąłeś zakładając dłonie na klatkę piersiową. Lilianna zdziwiona spojrzała na ciebie.
- Włodi? - spytała mierząc cię wzrokiem - Skąd ty się tu wziąłeś?
- Nie mogę odwiedzić przyjaciółki? - spytałeś i podszedłeś do niej rozsiadając się na kanapie
- Ludwik cię przysłał? - zmrużyła oczy i świdrowała cię spojrzeniem.
- Jakie to ma znaczenie? Wyglądasz jak kupa nieszczęść. - stwierdziłeś mierząc ją wzrokiem.
- Jak zwykle uprzejmy.... - mruknęła opierając się o kanapę.
- Już tak się nie obrażaj. - zaśmiałeś się pod nosem - Powiesz mi? - dotknąłeś delikatnie jej ramienia, a ona spuściła wzrok na podłogę.
- Chcę złożyć pozew rozwodowy. - słysząc to mało nie spadłeś z kanapy. Patrzyłeś na nią zdumiony, jednak twoja radość natychmiast została stłumiona przez jej smutek.
- To chyba dobrze? W końcu ułożysz sobie życie. - uśmiechnąłeś pokrzepiająco.
- Wojtek tu nie chodzi o mnie. Jak mam komuś zniszczyć życie? Jak mam powiedzieć, że to wszystko to była jedna wielka pomyłka, skoro on się tak stara i martwi. Każdego dnia, próbuję się zdobyć na odwagę, by o tym z nim porozmawiać, ale nie potrafię. Nie potrafię tak po prostu go zranić, wiedząc, że sama dałam mu nadzieję na szczęśliwe życie. - schowała twarz w dłonie. Objąłeś ją mocno ramieniem i przytuliłeś do siebie.
- Spokojnie, jestem tu z tobą i zawsze możesz na mnie liczyć. Jakoś to wszystko poukładamy. - mówiłeś starając się ją uspokoić. Wiedziałeś, że teraz bardzo cię potrzebuję, bo po za tobą nie ma tak naprawdę nikogo innego, kto by ją wspierał w tej decyzji. - Wiem, że to trudne, ale skoro podjęłaś taką decyzję, to znaczy, że nie kochasz Ludwika i nie potrafisz być przy nim szczęśliwa. A przez to, męczysz nie tylko siebie, ale i jego.
- Wiem, ale... - zaczęła odsuwając się od ciebie.
- Tu nie ma ale Lili. - przerwałeś jej. - Ty też zasługujesz na szczęście. Nie ma ludzi, którzy nie popełniają błędów. Każdy jakieś robi, sztuką jest je potem naprawić. A ty możesz to jeszcze zrobić. Możesz być tak po prostu szczęśliwa. - mówiłeś starając się ją podnieść na duchu. Było ci jej szkoda. Widziałeś jak bardzo cierpiała, jednak to ona sama musiała zebrać się na odwagę. Ty mogłeś ją jedynie wspierać. Nagle przerwał wam wibrujący telefon Lilki. Spojrzałeś na nią pytająco.
- To Ludwik. Napisał, że zostanie dziś u Szymona, by nam nie przeszkadzać. - westchnęła przeczesując dłonie ręką - Jak tylko wróci to z nim porozmawiam....
- Cieszę się, że podjęłaś taką decyzję. - uśmiechnąłeś się. Naprawdę odetchnąłeś. W końcu będzie mogła być szczęśliwa, w końcu twoi przyjaciele nie będą mieli problemów na drodze do wspólnego szczęścia. - Kamil oszaleje ze szczęścia!
- No własnie. Mam prośbę, nic mu nie mów. Chce sama mu o tym powiedzieć, jak będzie już po wszystkim. - w końcu się uśmiechnęła To ciekawe, wystarczy wspomnieć jego imię, a na jej twarz wkrada się uśmiech.
- Nie ma sprawy. - stwierdziłeś opierając się o kanapę. Naprawdę się ucieszyłeś, w końcu się skończy ta ich męczarnia. Czułeś jednak na sobie jej skupiony wzrok.
- Dosyć o mnie. - powiedziała nie odrywając od ciebie swojego spojrzenia, chyba się domyślałeś co cię czeka - Wojtek... Co z Weroniką? - wiedziała o tym, że ją pocałowałeś. Zaraz po tym co stało się wtedy w Bielsku, wróciłeś do Andrychowa i od razu udałeś się do rodzinnego domu twojej przyjaciółki. Wszystko jej wtedy opowiedziałeś, niemal płacząc. Siedząc tamtego wieczora razem z tobą w jej pokoju na poddaszu, była zmartwiona, nie bardziej niż ty teraz, gdy patrzysz na jej smutną twarz i podkrążone oczy.
- Nic. - mruknąłeś biorąc głęboki oddech - Nie odzywa się do mnie, ani ja do niej. Nic dla niej nie znaczę. Nie będę się pchał tam, gdzie mnie nie chcą. - choć prawda była taka, że gdyby się do ciebie odezwała, powiedziała choć jedno słowo, ty byś teraz pędził w stronę Bielska, by choć przez chwilę ją ujrzeć. Miłość całkowicie ci odbierała rozum....
- Wojciech Włodarczyk się poddaje? - spytała unosząc brew do góry. A ty tylko spuściłeś wzrok na kolorowy dywan.
- Wojciech Włodarczyk przestał wierzyć. - odpowiedziałeś smutno - Dałem jej całego siebie Lili, oddałem jej moje serce. A ona? Tak po prostu je wyrzuciła.... Po raz pierwszy kogoś pokochałem i wiesz co? Nie mam zamiaru już kochać. W miłości są dwie drogi, albo cię uszczęśliwi i sprawi, że będziesz unosić się nad ziemią, albo całkowicie cię zniszczy. Mi przyszło zmierzyć się z ta drugą opcją. - schowałeś twarz w dłonie. Natomiast Lilianna siedziała zamyślona przez dłuższą chwilę.
- W miłość nie wolno nigdy wątpić Wojtuś. - uśmiechnęła się pokrzepiająco i dotknęła twojego ramienia - Czy Werka kiedykolwiek powiedziała, że cię nie kocha?
- Nie musiała.... - zacząłeś, jednak Lilka pokręciła tylko głową - Nie dała nam nawet szansy. Powiedziała, że to bez sensu! Czy uczucia mogą nie mieć sensu? - cały czas nie ukrywałeś swojego rozgoryczenia. Ale co miałeś zrobić? Twoja przyszłość z Weroniką była jedyną rzeczą, w którą wierzyłeś tak bardzo, bardziej niż w zwycięstwo w każdym meczu. Ona zajmowała twoja głowę. Każdej nocy ci się śni, na każdym meczu zastanawiasz się, czy go ogląda. Ty przez nią całkowicie zwariowałeś, a teraz gdy wyciągnąłeś do niej dłoń, by iść razem przez życie, ona ją odepchnęła. Byłeś wściekły sam na siebie, za to, że w końcu pokochałeś tak mocno....
- Ona nie zrobiła tego przeciwko tobie tylko dla ciebie Włodarczyk. - spojrzałeś na Lilkę zdziwiony. Chyba całkowicie jej się poprzestawiało w głowie. Jak można złamać komuś serce dla jego dobra? - Nie patrz na mnie jak na idiotkę. - stwierdziła ze śmiechem.
- To nie gadaj głupot. - prychnąłeś zakładając ręce na klatkę piersiową. Z boku przypominałeś pewnie obrażone dziecko.
- Jesteś niby na nią zły, ale jakby tu się pojawiła od razu byś do niej pobiegł. - mruknęła rudowłosa. Wiedziałeś, że miała rację...
- Wcale nie. - zaprzeczyłeś szybko. Lili kręciła tylko głową z politowaniem.
- Przestań tu się obrażać, tylko posłuchaj. Spójrz na chwilę na wszystko z jej perspektywy. Jesteś od lat zakochany w jakiejś kobiecie, może i nie możecie być razem, ale wciąż coś do niej czujesz. Nagle się zjawia inna, wywraca wszystko do góry nogami. Czujesz, że chcesz z nią jak najwięcej przebywać, ale pamiętasz wciąż o tamtym uczuciu, które gdzieś w tobie jeszcze istnieje. Czujesz, że chcesz spróbować czegoś nowego, ale boisz się, że to dawne uczucie może powrócić, a ty wtedy jeszcze bardziej zranisz tę drugą dziewczynę, która tak mocno cię pokochała.... - zamilkła nagle i spuściła głowę. Byłeś pewny, że powstrzymuje swój płacz - W dodatku widziała w co wpakowaliśmy się z Kamilem...
- Uważasz, że zrobiła to, by uchronić mnie przed jeszcze większym cierpieniem? - pytałeś zdumiony. Lilka tylko skinęła głową. - Wy kobiety, to się jednak zawsze potraficie zrozumieć. Chodź tutaj - przygarnąłeś ją do siebie ramieniem i mocno przytuliłeś. - Dziękuję ci moja mała Pipi.
- Nie znoszę, gdy mnie tak nazywasz, już nie noszę warkoczyków. - mruknęła jeszcze bardziej się w ciebie wtulając. Była dla ciebie jak młodsza siostra, mimo że była młodsza jedynie o miesiąc. Wiedziałeś, że zawsze możesz na nią liczyć i nigdy cię nie zawiedzie.
- Ale charakter masz wciąż taki sam. Nie ważne, jak bardzo zmienia się nasze życie. - zaśmiałeś się pod nosem - Lepiej powiedz, co mam teraz zrobić? Mam do niej jechać? - spytałeś. Tak na dobrą sprawę byłeś bezradny. Nie potrafiłeś znaleźć sensownego rozwiązania. Ale wiedziałeś jedno, że wciąż to ona jest całym twoim światem i nawet twój wcześniejszy gniew nie zdołał tego zmienić.
- Daj jej trochę czasu. - Lilka się od siebie odsunęła - Musi to sobie poukładać.
- Masz rację, niech zatęskni. - stwierdziłeś poważnie, po czym wesoło się roześmiałeś. Wiedziałeś jedno, na pewno nie pozwolisz pannie Weronice tak zwyczajnie odejść. Nie pozwolisz, bo to ona sprawia, że twoje serce bije szybciej, to ona wyznacza sens twojemu życiu, a nie siatkówka, jak do tej pory myślałeś.... Jesteś w niej bez pamięci zakochany i masz gdzieś w sobie cichą nadzieję, że ona w tobie także. W końcu gdyby jej na tobie nie zależało, nie bałaby się ciebie zranić. Musisz teraz jedynie sprawić, by przyznała się do swoich uczuć przed samą sobą. W końcu o miłość chyba warto walczyć, prawda?
***
Zapiąłeś zieloną bluzę BBTSu pod samą szyję i zarzuciłeś na ramię czarną torbę z logo swojego klubu. Wyszedłeś z szatni udając się w stronę wyjścia z hali. Jedyne o czym teraz marzyłeś, to swoje łóżko i ciepła kołdra. Twoja rehabilitacja i powolny powrót do normalnych treningów całkowicie cię wykańczają, ale przynajmniej nie myślisz tyle o własnym życiu, które jest w jeszcze większej rozsypce niż twój bark. Z Lilianną nie rozmawiałeś, tak jak sobie zażyczyła w drugi dzień świąt i nawet nie miałeś już na nią siły. Każde spotkanie z nią doprowadzało cię do ruiny, męczyłeś się sam ze sobą potem przez tygodnie dochodząc do siebie i starając się wegetować, bo nie nazwałbyś tego pełnią życia, jedyne na czym ci teraz zależało, to wrócenie do gry i pokazanie jeszcze w tym sezonie na co cię stać. Nie chciałeś już myśleć o miłości, która doprowadzała cię do autodestrukcji i na dobrą sprawę i tak nigdy nie miała prawa się spełnić. To było oczywiste, że Lilka i tak się z nim nie rozwiedzie. Nawet jeśli go nie kocha, to będzie się bała go zranić, nie myśląc nawet o tym, jak bardzo rani przez to siebie samą. Gdybyście mieli być kiedykolwiek razem, ona nigdy nie powiedziałaby "tak" w majowe popołudnie w andrychowskim urzędzie. Czułeś, że musisz się w końcu pogodzić z tym, że twoja miłość do Lilianny pozostanie tylko pięknym snem, a wasza szansa na szczęśliwe życie została zaprzepaszczona kilka lat temu.... Musisz ponownie zacząć od nowa Kamilu... Tylko jak? Szedłeś powoli wlepiając swój wzrok w szare płytki na korytarzu, a twoje przemyślenia przerwał stukot czyichś szpilek. Podniosłeś wzrok i zobaczyłeś blondynkę, która szła przed siebie z nosem w jakichś papierach i była opatulona granatowym płaszczem. Zatrzymała się na moment wertując stos kartek na swoim ręku. Podszedłeś do niej powoli i stanąłeś tuż za nią.
- Szpilki w zimę? - powiedziałeś jej nad uchem. Ona aż podskoczyła, a wszystkie kartki rozsypały się po podłodze.
- Kamil! Umrę na zawał przez ciebie! - krzyknęła przestraszona. - Mieliśmy dzisiaj spotkanie z waszym sponsorem. Musiałam przyjść w tym.... - wskazała na buty- Ale w samochodzie mam na szczęście coś bardziej sensownego. - uśmiechnęła się pokazując ręką w stronę parkingu, po czym zaczęła składać dokumenty do pomarańczowej teczki. Kucnąłeś przy niej i pomogłeś jej pozbierać kartki.
- To byłaby piękna śmierć... Umrzeć przez Kamila Kwasowskiego. - zaśmiałeś się podając jej kilka zebranych dokumentów. Weronika spojrzała na ciebie jak na ostatniego kretyna i szybko się podniosła z podłogi, a ty poszedłeś w jej ślady.
- Za jakie grzechy ja się muszę z tobą męczyć. - mruknęła podnosząc oczy ku niebu i ruszyła w stronę wyjścia. Ostatnio miałeś wrażenie, że cie unika. Nie wiesz nawet czemu, postanowiłeś to wszystko wyjaśnić. Wyszedłeś szybkim krokiem za nią z hali. Poczułeś na policzkach mroźnie powietrze, nasunąłeś szybko kaptur na głowę.
- Poczekaj. Chciałbym z tobą porozmawiać. - złapałeś ją za nadgarstek, odwróciła się w twoja stronę, stając przy tym bardzo blisko ciebie. Dzieliło was zaledwie kilkanaście centymetrów.
- O czym? - spytała cicho wpatrując się w twoje ciemne oczy.
- Nie chciałabyś mi czegoś powiedzieć? - zapytałeś nagle. Ona zmarszczyła śmiesznie brwi.
- Czego? - westchnąłeś i uśmiechnąłeś się pod nosem.
- Czegoś bardzo ważnego... Czegoś co dotyczy też nas bezpośrednio... Czegoś szczerego... Czegoś, co wiążę się z twoimi uczuciami? - mówiłeś cały czas z delikatnym uśmiechem na twarzy, nie odrywając się ani na moment od jej błękitnego spojrzenia.
- Kamil ja.... - zaczęła niepewnie, a jej twarz delikatnie się zrumieniła, nagle jednak uciekła wzrokiem od ciebie.
- Kamil? - słysząc ponownie swoje imię rozejrzałeś dookoła po parkingu przed halą. I dosłownie zamarłeś. Stałeś jak sparaliżowany. - Przepraszam, że przeszkadzam... - spojrzał na ciebie wymownie Musimy porozmawiać.
- Czego chcesz? - spytałeś mało przyjaźnie i skierowałeś wzrok na Werkę, która była jeszcze bardziej zdezorientowana od ciebie. - Zapomniałem przedstawić. Werka to jest Ludwik, mąż Lili. Ludwik, to jest Weronika moja przyjaciółka. - powiedziałeś znudzony. Blondynka spojrzała na ciebie zaskoczona, po czym podała prawnikowi rękę.
- To ja was zostawię samych. Miło było poznać. Do jutra Kamil. - uśmiechnęła się w waszym kierunku i ruszyła w stronę samochodu.
- Przyjaciółka? - Ludwik przeszył cię swoim spojrzeniem.
- Tak, pracuje w BBTSie, ale to chyba nie twoja sprawa. - mruknąłeś. Nie miałeś zamiaru być dla niego miły, w końcu to on odebrał ci twój największy skarb i za każdym razem ci o tym przypominał, rozbijając ci serce. - Co cię sprowadza? - powiedziałeś znudzony i oparłeś się o swój samochód.
- Lilka. O ile ona jeszcze coś dla ciebie znaczy. - prychnął. A w tobie zaczynało się wszystko gotować. Kim on był, żeby oceniać twoje uczucia!
- Nie muszę rozpowiadać ile dla mnie znaczy.... A tym bardziej tobie. - westchnąłeś. Tak naprawdę wiedziałeś, że on bez powodu, by tu nie przyjeżdżał. Bałeś się tego, co możesz usłyszeć. Jego mina nie mówiła nic dobrego. Z minuty na minute coraz bardziej bałeś się o nią. Bałeś się, że coś się stało.
- Dobra nie ważne. Posłuchaj z nią jest bardzo źle. Ona zamyka się w sobie, praktycznie nie śpi, nie je. Myśli, że nie zauważam tego, ale się myli. To wszystko się zaczęło, od kiedy wróciła w listopadzie z Bielska. Z dnia na dzień jest tylko gorzej. Dlatego chce wiedzieć, co się wtedy wydarzyło między wami. - Patrzyłeś na niego oszołomiony i nie wiedziałeś co powiedzieć. Najchętniej zostawiłbyś go teraz, wsiadł do samochodu i pojechał do Warszawy. Jednak wiedziałeś, że jest to niemożliwe. Przetarłeś twarz dłonią i zapatrzyłeś się w przestrzeń przed sobą. Czułeś na swoim ciele jej dotyk, czułeś smak jej ciała, czułeś jej zapach. Przymknąłeś oczy, przypominając sobie wieczór, podczas którego wszystko miało się skończyć.
- Powiedziałem jej, żebyśmy się rozstali. Zakończyliśmy wtedy naszą przyjaźń. - spojrzałeś na Ludwika i zacisnąłeś usta. Nie mogłeś mu powiedzieć wszystkiego. Jeszcze mogło by się to odbić na Lilce, a nie chciałeś by tak się stało. Co by się nie działo, twoim obowiązkiem jest ją chronić.
- Ale dlaczego? - spojrzał na ciebie zaskoczymy - Ty.... Kochasz ją prawda? - słysząc to opuściłeś głowę. Nie chciałeś z nim o tym rozmawiać. Chciałeś o tym w końcu zapomnieć. A gdy chcesz to zrobić, zjawia się nagle on i mówi ci, że ona bardzo cierpi. A ty teraz czujesz, jak rozrywa cię od środka. Czemu miłość musi tak bardzo boleć?
- Jest dla mnie najważniejsza. - stwierdziłeś wypuszczając z siebie powietrze. Zapadła między wami niezręczna cisza. Z boku musiało to wyglądać komicznie. Dwóch mężczyzn patrzących bez słowa na siebie i zakochanych do szaleństwa w jednej kobiecie.
- Dzięki, że mi powiedziałeś. Tylko to chciałem wiedzieć, pójdę już. - stwierdził i już miał odejść. Wtedy zrozumiałeś, że on na swój sposób musiał ją kochać, skoro tylko po to jechał przez pół Polski. Chciał ją po prostu zrozumieć i jej pomóc. Lilka wybrała sobie jednak dobrego męża.
- Masz ogromne szczęście. - powiedziałeś do niego gdy odchodził. On się nagle zatrzymał i odwrócił w twoją stronę.
- Mylisz się Kamilu. Z nas dwóch to ty jesteś większym szczęściarzem. - uśmiechnął się blado i zostawił cię samego. Ty natomiast wsiadłeś do samochodu i oparłeś się o fotel. Co on chciał przez to powiedzieć? Miałeś już dość tej chorej sytuacji. Chciałeś w końcu normalnie żyć. Mieć przy sobie ukochaną kobietę i wieść z nią spokojne życie, mieć rodzinę, dom, ogród. A nawet nie mieć tych dwóch ostatnich rzeczy, ale po prostu być przy niej. Czemu to wszystko jest tak bardzo nierealne. Czy ty naprawdę nie zasłużyłeś na szczęście? Nie zasłużyłeś na to by być kochanym? Wiedziałeś jedno, Lilianna za bardzo miesza ci w głowie. Za mocno za nią tęsknisz, to się musi w końcu skończyć.... Bo ty naprawdę już nie dajesz sobie rady z własnymi emocjami i uczuciami. Nie potrafisz uciec od własnych uczuć, od wspomnień, od jej ciepłego głosu, otumaniającego zapachu, czy pięknego uśmiechu. Może faktycznie ktoś powinien ci w tym pomóc? Nie miałeś pojęcia. W tej chwili wiedziałeś jedno. Byłeś strasznie zagubiony Kamilu.
***
Pomyślałam, że nie można się zmusić do miłości. Albo jest, albo jej nie ma.
Jeśli nie, trzeba umieć się do tego przyznać.
A kiedy się kogoś kocha, należy robić wszystko, żeby ten ktoś był szczęśliwy.
***
Siedziałaś w jasnej kuchni oparta o drewniany stolik i powoli piłaś zimną już kawę. Wojtek wczoraj wieczorem wrócił do Olsztyna, a ty zostałaś sama ze swoimi myślami. Patrzyłaś za okno na prószący spokojnie śnieg. Ty ani trochę nie byłaś spokojna. W nocy prawie w ogóle nie spałaś. Bałaś się tej rozmowy, ale musisz w końcu to zrobić. Dla Ludwika, dla siebie, dla Kamila... Dla was wszystkich. Słysząc jak ktoś przekręca zamek w drzwiach, zaczęłaś nerwowo obracać obrączkę znajdującą się na na twojej drobnej dłoni. Wzięłaś głęboki oddech i wyszłaś na korytarz. Teraz albo nigdy!
- Cześć. Możemy porozmawiać? - powiedziałaś cicho spuszczając wzrok na jasne panele.
- Cześć kochanie. - cmoknął cię w policzek. Czy on musiał tak wszystko utrudniać? - Oczywiście.
- Nie wiem od czego zacząć. - powiedziałaś bezradnie patrząc na blondyna i usiadłaś obok niego na kanapie.
- Chodzi o to co się między nami ostatnio dzieje? - zapytał, a ty skinęłaś głową.
- Dużo o tym myślałam. - zaczęłaś skubiąc rękaw swojego ciemnozielonego swetra - Ja nie potrafię tak żyć.
- Tak, czyli jak? - spytał wpatrując się w twoją postać. Westchnęłaś, to wszystko było dla ciebie tak bardzo trudne.
- Bez miłości. - stwierdziłaś wciąż uciekając od niego wzrokiem.
- Ale ja cię kocham Lili. - złapał za twój podbródek - Kocham bardzo mocno i chce ci to każdego dnia okazywać.
- Tylko, że ja nie kocham ciebie. - powiedziałaś w końcu, a Ludwik natychmiast się od siebie odsunął.
- To po co za mnie wyszłaś? - spytał lekko poddenerwowany.
- Myślałam, że jesteś tym jedynym. - ponownie opuściłaś głowę. Czułaś się dziwnie, sama nie potrafiłaś tego wyjaśnić. Właśnie kończysz, swój kilkuletni związek, własnie kończysz coś co miało być na zawsze - Jednak z każdym kolejnym dniem przekonywałam się, że tak nie jest. Starałam się jakoś to zmienić, ale nie potrafię okłamywać siebie samej, a przede wszystkim ciebie. Jesteś dla mnie kimś bardzo ważnym, ale....
- Ale nie najważniejszym. - przerwał ci - Nie jestem jak Kwasowski. - wstał z miejsca i zaczął krążyć po pokoju. Patrzyłaś na niego smutno - Lili, mogę ci dać wszystko czego tylko zapragniesz. Dlaczego wolisz jego?!
- Tego nie da się wytłumaczyć. Kiedyś byłam zakochana w Kamilu, potem nasze drogi się rozeszły, a teraz to wszystko wróciło. Ale tu nie chodzi tylko o niego Ludwik. Ty naprawdę nie widzisz jak bardzo się różnimy? - spytałaś wbijając w niego swój wzrok. On przetarł twarz dłonią i spojrzał na ciebie.
- Pasowaliśmy do siebie idealnie, uzupełnialiśmy się. Gdyby nie on... - zacisnął dłonie w pięści
- To i tak by się stało. - powiedziałaś już pewniej. Ludwik zaskoczony zmierzył cię wzrokiem.
- A ja myślałem, że jesteś moim słońcem pośród gwiazd. - powiedział cicho - Pamiętasz gdy ci to powiedziałem? Jak mogłem się tak mylić....
- Ludwik proszę cię.... Przepraszam, że cię zraniłam... - mówiłaś cicho. Widząc jego nieobecną twarz i zaszklone oczy, miałaś ochotę się rozpłynąć. Nienawidziłaś ranić innych, jednak teraz nie miałaś innego wyjścia. - Chcę się rozwieźć.
- Jesteś jedyną kobietą, z którą czułem, że mogę wszystko... - miałaś wrażenie, że cię w ogóle nie słucha. Usiadł na fotelu na przeciw ciebie i patrzył gdzieś w przestrzeń - Chciałem mieć z tobą rodzinę, czułem, że to ty jesteś właśnie tą właściwą kobietą. I mimo słów, które tu przed chwilą padły Lili, ja wciąż cię bardzo kocham, dlatego jeśli tego tak bardzo chcesz... Nie będę robił żadnych problemów. - spojrzałaś na niego zaskoczona. Byłaś mu naprawdę wdzięczna, po tym co mu teraz robisz, miał prawo się nie zgadzać. W końcu zniszczyłaś mu życie, doprowadziłaś do tego, że zmarnował na ciebie kilka lat.
- Do jutra się wyprowadzę. Dziękuję. - powiedziałaś cicho.
- Nie masz za co, nic na siłę. Mam tylko nadzieję, że on będzie potrafił to docenić. - westchnął i wyszedł do kuchni. A ty nadal siedziałaś na kanapie, a w twojej głowie wirowały różne myśli. Właśnie przekreśliłaś, to co budowałaś przez ostatnie miesiące, zniszczyłaś własne małżeństwo. Było ci strasznie przykro, bo zraniłaś Ludwika. Mimo że nie pokazywał tego po sobie, wiedziałaś, że cierpi. Nigdy nie pokazywał uczuć, zawsze wszystko dusił w sobie, jednak tym razem ty nie mogłaś mu pomóc. Byłaś jedynie powodem jego cierpienia. Z drugiej strony odetchnęłaś. Bałaś się tej rozmowy, a teraz masz ją już za sobą. Zaczynasz właśnie wielki przewrót we własnym życiu. A to wszystko po to, by w pewnych czekoladowych oczach znowu gościły ciepłe ogniki. To wszystko po to, by znowu zaciągnąć się mocnym zapachem jego perfum i w końcu powiedzieć mu jak bardzo go kochasz. Masz nadzieję, że to wszystko się uda, że Kamil wciąż cię będzie kochał, tak mocno jak ty jego, że nic nie będzie w stanie zniszczyć tego uczucia. Jeszcze kilka miesięcy i będziesz mogła tak po prostu się w niego wtulić, bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Mimo, że teraz jest ci szkoda Ludwika, wierzysz, że on również ułożyć sobie życie z kimś, kto pokocha tak mocno, jak ty Kamila, bo mocniej się już nie da. Ten wielkolud skradł twoje serce jedenaście lat temu w andrychowskim parku i do tej pory to się nie zmienia. Jedyne czego teraz pragniesz, to dać mu to szczęście o jakim marzy, o ile jeszcze będzie tego chciał.... Właśnie zaczynasz coś nowego Lilianno i obyś się znowu nie pomyliła!
________
Cześć i czołem, miało być wczoraj, ale jest dzisiaj! To tak małe opóźnienie jak na mnie! ;) Padam z nóg więc nie będę się rozpisywać.
Co sądzicie o tym wyżej? Coś się zaczęło dziać. :D
Co sądzicie o tym wyżej? Coś się zaczęło dziać. :D
Rozdział z dedykacją dla tych, co wczoraj poszli do szkoły. ;) Ja na szczęście mam jeszcze miesiąc wolnego! <3
POZDRAWIAM !!!
Paulka
Kobieto powiem tylko jedno. Kocham Cię! :-)
OdpowiedzUsuń1. Weronika i WW powinni być razem.
2. Kwas już nie jest tak super jak kiedyś :(
3. Lilla w końcu dobrze robi.
4. Wiesz, dzisiaj miałam dwie sytuację które robiłam pierwszy raz i którymi się bardzo denerwowalam. Wiesz co uspokaja? Że kiedyś musi być pierwszy raz, że nie zawsze jest idealnie Ale z czasem dochodzimy do wprawy. Trudne sytuację trzeba rozwiązywać aby było lepiej dlatego cieszę się że Lilla zrobiła pierwszy krok :-)
Czyżby wszystko ( no prawie wszystko) zaczynało iść w dobrym kierunku? Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Lilka zaczyna wreszcie dorastać. Mam tylko nadzieję, że się nie wycofa i że, Kamil zrozumie. I że Weronika pokaże swoje prawdziwe powody, bo Wojtuś jakiś nie swój.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na więcej ;)
Kwasu zakończył porządną metamorfozę i nie chodzi mi tutaj o wygląd zewnętrzny; ja nie wiem czy on będzie w stanie oddać jej serce i znowu ją pokochać skoro oboje skreślili się ze swojego życia. Liliana nareszcie zrobiła to co od dawna musiała; nie da się funkcjonować przy kimś, kto nie jest najważniejszy, bo słowo ważny to nie to samo. A najbardziej szkoda mi tutaj Wojtka; przeprowadza interwencje, wspiera swoich przyjaciół, chce ich szczęścia, a Weronika nawet do niego nie zadzwoni,bo jak widać bardziej woli rozmowy z Kwasowskim. Lecę dalej!
OdpowiedzUsuń