wtorek, 30 sierpnia 2016

Poświęcenie ósme

4 komentarze:
Obudziły cię jakiś hałas, otworzyłaś oczy i przetarłaś twarz dłonią. Do głowy napływały ci wydarzenia wczorajszego wieczoru. Odruchowo dotknęłaś swoich ust, wciąż czujesz na nich dotyk kamicowych warg. Nawet nie wiesz jak do tego doszło. Może to przez ten walentynkowy nastrój? Nie masz pojęcia, jednak ten jeden wieczór jedna chwila sprawiła że przez moment byłaś naprawdę szczęśliwa, tak jak chciałaś być szczęśliwa zawsze. Nie rozumiesz czemu to wszystko wydarzyło się tak późno, czemu nie te cholerne kilka lat temu, kiedy Kamil był całym twoim światem. Kiedy lubiłaś się wsłuchiwać w jego głos, wpatrywać w jego ciemne oczy i patrzeć na uśmiech. Myślałaś, że to już minęło, że na zawsze pozbyłaś się Kwasowskiego ze swojej głowy i serca, że stał się przyjacielem jak Wojtek. Te dwa tygodnie sprawiły, że wiesz że się pomyliłaś. On nadal jest dla ciebie kimś najważniejszym. Znowu staje się kimś bez kogo nie potrafisz funkcjonować. Przeraża cię to, bo masz już zobowiązania. Jesteś zaręczona i wiesz, że nie możesz zranić Ludwika. Za daleko już to wszystko zaszło. Nie odwołuje się z dnia na dzień tak ważnych decyzji, obiecałaś mu wspólne życie. Powiedziałaś tak, więc musisz słowa dotrzymać, a z Kamila będziesz musiała na nowo się leczyć… Nie wiesz jak sobie z tym poradzisz, ale jakoś musisz. Wstałaś powoli z łóżka i udałaś się do salonu. Zatrzymałaś się przy drzwiach słysząc jakąś rozmowę.
- Przyjechałam po Lili. – usłyszałaś radosny gło swojego narzeczonego. A twoje serce szybciej zabiło.
- Super że sobie o niej przypomniałeś. – Stwierdził Kamil z wyrzutem.
- O co ci chodzi? – zdziwił się Ludwik. Zrobiłaś kilka kroków w stronę wejścia do salonu, aby lepiej się im przyjrzeć.
- Ty się kurwa jeszcze pytasz o co?! Cały dzień czekała chociaż na jednego smsa! Cały dzień! A ty masz ją w dupie! Co z tego, że jesteś dzisiaj jak ona potrzebowała cię wczoraj?! – słysząc to twoje oczy były wielkości pięciozłotówek, Kamil mało kiedy krzyczał. Zwłaszcza na ludzi których widział drugi raz w życiu…
- Spokojnie, nic wielkiego się nie stało. Miałem sporo pracy, a to tylko głupie święto. Wynagrodzę jej to. – stwierdził jakby nic się nie stało, trochę cię zabolała jego obojętność
- Nie obchodzi  mnie to czy pracowałeś czy  nie. Ona płakała i zapamiętaj sobie, jeśli Lilka jeszcze raz przez ciebie zapłacze, to nie będę zwracał uwagi czy jesteś jej narzeczonym czy nie…. – warknął, a ty naprawdę się przeraziłaś. Kwasowski wpadł w jakąś dziwną furię.
- Jakbyś nie wiedział groźby są karalne, a ja jestem prawnikiem. – odpowiedział poprawiając swój markowy garnitur.
- Mam w dupie kim jesteś. Jeśli ją skrzywdzisz, nie będę patrzył na to czy coś jest karalne czy nie. Lili to moja przyjaciółka i nie pozwolę na to byś ją tak traktował. Jedyne na czym mi zależy to jej szczęście, jeśli to spieprzysz nie licz, że się czegokolwiek przestraszę. – patrzyłaś na rosnącą złość w Kamilu, postanowiłaś nie ryzykować jakiejś bójki i natychmiast weszłaś do salonu.
- Lili skarbie, wybacz mi za to, że mnie wczoraj nie było. Miałem dużo pracy, ale za to jestem dzisiaj. – powiedział  na twój widok i już po chwili tkwiłaś w silnym uścisku swojego narzeczonego.
- Rozumiem. – mruknęłaś i spojrzałaś z niepokojem na Kamila.
- Nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłem. – usłyszałaś od Ludwika i natychmiast poczułaś smak jego ust. To był już zupełnie inny pocałunek od tego wczorajszego z Kamilem, owszem czułaś, że był przepełniony tęsknotą, ale nie czułaś w nim magii, tej magii która towarzyszyła ci przy Kwasowskim.
- Ja za tobą też. – powiedziałaś cicho i posłałaś mu uśmiech. Nie kłamałaś, brakowało ci Ludwika, przyzwyczaiłaś się do jego obecności w twoim życiu, jednak w głowie cały czas  siedział ci twój przyjaciel. – Wiesz co, spakuje się i zaraz do ciebie wracam. – powiedziałaś i schowałaś się za drzwiami sypialni. Sprawdzając czy masz wszystko w walizce poczułaś, że ktoś stoi tuż za tobą.
- Będzie mi ciebie brakowało. – usłyszałaś ciepły głos, odwróciłaś się powoli i spojrzałaś na przyjmującego.
- Mi ciebie też. Słyszałam waszą rozmowę. – zmieniłaś szybko temat by tylko się nie rozpłakać.
- Przepraszam cię za to, ale teraz wiesz, że nie rzucam słów na wiatr i niezależnie od tego co się stanie będę stał po twojej stronie. – stwierdził patrząc w twoje oczy.
- Zawsze to wiedziałam, ale to ja przepraszam. Za to wczoraj. – mruknęłaś cicho spuszczając wzrok i zaczęłaś się bawić kluczami od mieszkania przyjmującego.
- Lili, doskonale wiesz, że nie mam prawa czegokolwiek od ciebie oczekiwać. Chce tylko twojego szczęścia. Pamiętaj. A za pocałunek mogę jedynie podziękować. To była najpiękniejsza chwila w moim życiu. – słysząc to klucze wypadły ci z ręki podniosłaś je w pośpiechu.
- Oddaje.- powiedziałaś starając się nie wracać do poprzednich słów Kamila. Bałaś, że jeśli to się stanie to jeszcze zrobisz coś czego nie powinnaś, na przykład powtórzysz sytuację z wczoraj, a za ścianą  jest twój narzeczony.
- Zatrzymaj. Gdy będziesz miała jakiś kłopot po prostu wejdź. Ja tu zawsze będę na ciebie czekał. – nie wytrzymałaś i mocno się  wtuliłaś w Kamila. Wiedziałaś, że to może być jedna z ostatnich takich chwil gdy on jest tak blisko.
- Kamil. – powiedziałaś łamiącym się głosem
- Nie płacz. – uśmiechnął się i pocałował cię w czoło – Rozumiem, że on czeka. – Właśnie czekał. Za ścianą czekała na ciebie twoja nowa przyszłość. Przyszłość bez Kamila…. Nie wiesz jak sobie dasz bez niego radę. Przecież to on powinien być twoją przyszłością. Tak bardzo żałujesz, że   nie możesz cofnąć czasu…


 
***
Samotność to obejmowanie kogoś, kogo kochasz.
Gdy wiesz, że nigdy więcej nie obejmiesz go znowu.
***




Stałeś oparty od drzwi od salonu i patrzyłeś na biegającą w pośpiechu Lilkę, która sprawdzała czy niczego nie zapomniała. Chyba chciałbyś, żeby tak było.  Chciałbyś, żeby zostawiła nawet głupią wsuwkę do włosów, nawet taki drobny element przypominałby ci o czasie z nią spędzonym.  Chociaż czy ty tego właściwie potrzebowałeś? Nie. I tak będziesz to wszystko pamiętał. Teraz gdy spogląda co chwilę w stronę swojego narzeczonego, jest tak bardzo nie twoja, a przecież jeszcze kilka godzin temu była tylko twoja. Należała tylko i wyłącznie do ciebie, miałeś wrażenie, że każdy jej gest w twoją stronę miał w sobie wiele uczuć. Czułeś, że tamtemu wieczorowi towarzyszyła magia. Chłonąłeś jej zapach jak narkoman, a smak jej ust nadal ci towarzyszył. Marzyłeś o tej chwili od waszego pierwszego spotkania w Andrychowskim parku. Tak bardzo byś chciał powtórzyć wczorajszy wieczór, chciałbyś trzymać ją w swoich ramionach przez całe swoje życie, a nawet i po nim. Jednak to wszystko jest tak bardzo odległe, kobietą która jest tuż obok ciebie nie może być nigdy twoja. Nie wyobrażasz sobie bez niej życia. Nie wiesz jak przeżyjesz kolejne dni bez niej. Nie masz nawet pojęcia jak sobie poradzisz z wracaniem do pustego mieszkania w którym jej nie będzie. Będziesz tylko głucha cisza, a jej śmiech pozostanie tylko wspomnieniem. Uśmiechasz się do siebie patrząc na jej rozbiegany wzrok, nawet taka roztargniona jest bardzo urocza.  Twój mement kontemplacji przerywa pojawienie się obok ciebie Ludwika. Starasz się zignorować jego obecność. Od wczoraj on strasznie działa ci na nerwy. Zranił ją. Zranił twoją Lili. I tego mu nigdy nie zapomnisz. Na początku starałeś się jakoś przekonać do niego, w końcu to człowiek, który daje twojej Lili szczęście. Ale jak widzisz, że nie ma go gdy ona go potrzebuje, to ogarnia cię furia. Przecież ona to prawdziwy diament. A on ją wczoraj potraktował tak przedmiotowo, doprowadził ją do łez. To już dla ciebie nie jest do przyjęcia…
- Kocham Lilkę, zwłaszcza gdy jest taka zabiegana. – stwierdził i popatrzył na nią rozmarzony. I co  z tego? Przecież ty też ją kochasz i to o wiele bardziej….
- Zawsze taka była, ona się pod tym względem nie zmienia. – mówisz, nawet na niego nie patrząc.
- Chyba za mną nie przepadasz co? – pyta, a ty przewracasz oczami i wchodzisz do salonu, niestety twój rozmówca kroczy za tobą.
- Nie muszę za tobą przepadać. Ważne, że Lilka to robi. – mruknąłeś opierając się o kanapę – Może za mocno zareagowałem dzisiaj, ale ona jest dla nas bardzo ważna. I nie chce byś w ten sposób się zachowywał. Nie chce ci mówić co masz robić, po prostu zależy mi na tym by była traktowana jak najlepiej. – wytłumaczyłeś mu, a on ci się badawczo przyglądał.
- Wiem, że jest ważna dla ciebie i Wojtka. Tak samo jak wy dla niej. Mogę jedynie zapewnić, że jej nie zranię. Kocham Liliannę i już niedługo zostanie moją żoną. Jestem pewien, że to kobieta mojego życia. Wydaje mi się, że zależy nam na tym samym, na jej szczęściu. – zapewniał cię. Jego słowa bardzo cię zabolały, kobieta jego życia….. A co z tobą? Przecież to ty naprawdę ją kochałeś, przy tobie wczoraj również była szczęśliwa… Śmiała się, trzymała cię za rękę. Widocznie z nim jest jej lepiej….
- Nie licz, że do końca ci zaufam. Po prostu dbaj o nią jak najlepiej potrafisz i bądź zawsze kiedy będzie cię potrzebowała. Nie odkładaj tego na potem, bo potem może nie być. – powiedziałeś, tak bardzo chciałeś już zakończyć tą rozmowę… Nie miałeś kompletnie siły na jej kontynuację.
- A może byś wolał by tak się stało?  – spytał mierząc cię wzrokiem – Lilka mnie kocha, gdyby tak nie było, nie pobieralibyśmy się w maju. -  spojrzałeś na niego zdezorientowany i nie miałeś pojęcia co masz mu odpowiedzieć. Nagle ogarnął cię gniew, przecież nie jesteś aż takim egoistą, by życzyć jej rozstania.
- Masz rację, Lilka cię kocha. Jestem jej przyjacielem i nigdy przenigdy nie byłbym w stanie życzyć jej takiego cierpienia. I pewnie cię rozczaruje, ale jeśli ciebie wybrała, to chcę by wzięła ten ślub. Skoro ty jesteś miłością jej życia, po co miałbym to niszczyć? – popatrzyłeś na niego gniewnie. Wyraźnie go zbiłeś z tropu, co sprawiło ci satysfakcję. Niech wie, że w przeciwieństwie do niego nie myślisz o sobie, a o szczęściu kobiety która jest dla ciebie całym światem.
- To chyba wszystko. – spojrzałeś na dziewczynę która przywlokła za sobą walizkę. Nie była szczęśliwa, mimo uśmiechu na twarzy w jej oczach widziałeś smutek…
- Zaniosę walizkę do samochodu i poczekam na ciebie. – stwierdził Ludwik z uśmiechem i wziął od niej bagaż po czym wyszedł z mieszkania. Lilianna podeszła do szafy i wyciągnęła z niej swój płaszcz. Wziąłeś go od niej i pomogłeś jej się ubrać, po czym z czułością opatulałeś szalikiem.
- Dziękuję ci za te dwa tygodnie. – powiedziała podchodząc blisko ciebie – Przyzwyczaiłam się do ciebie Kwasowski. – uśmiechnęła się w twoim kierunku, jednak wiesz, że to był smutny uśmiech.
- Już mówiłem, że będę tęsknić. – powiedziałeś i przyciągnąłeś ją do siebie – To były najlepsze dwa tygodnie mojego życia. Będzie mi brakowało tej twojej ciągłej paplaniny.
- Kwasu nie żartuj sobie ze mnie! – mruknęła widząc jak się śmiejesz – Jesteś okropny!
- Za tym też będę tęsknił. – mruknąłeś i wtuliłeś się w jej włosy. Napawałeś się jej zapachem, chciałeś dokładnie go zapamiętać. Przecież to on był twoim tlenem. Staliście tak bez ruchu wtuleni w siebie przez dłuższą chwilę. Żadne z was nie chciało tego przerywać. Lecz wiedziałeś, że jeśli poczekasz tu chwilę dłużej nie będziesz wstanie jej wypuścić ze swoich ramion. Po prostu jej nie oddasz. – Lili idź już, bo za chwilę  nie pozwolę  ci wyjechać. – wyszeptałeś cicho, jednak nie potrafiłeś jej od siebie odsunąć. Byłeś tak bardzo bezradny.
- Chciałabym, żebyś mnie zatrzymał. – odpowiedziała nagle i chyba sama była tym zdziwiona. Patrzyłeś na nią  zaskoczony. – Jednak oboje wiemy, że ty nie możesz tego zrobić, a ja nie mogę zostać…. – dodała już znacznie ciszej i wyswobadzając się z twojego uścisku podeszła do drzwi. Patrzyłeś jak zaczarowany jak naciskała na klamkę.
- Masz rację Lili. – westchnąłeś i popatrzyłeś na nią. – Ale mogę się z tobą pożegnać. – odpowiedziałeś i zbliżyłeś się do niej, po czym delikatnie musnąłeś jej usta. Nie wiesz co tobą kierowało. I po co tak właściwie to zrobiłeś. Mieszałeś tym w głowie sobie i jej. Jednak nie potrafiłeś jej tak po prostu stąd wypuścić. Zdawałeś sobie z tego z sprawę, że po wczorajszych wydarzeniach, wasz kontakt się ograniczy. Gdy stąd wyjdzie, już nigdy nie będzie tak blisko, a  każda chwila z nią już nie będzie tak swobodna. Wiesz, że gdy tylko wyjdzie wszystko się zmieni. Ona ułoży sobie życie, a tobie pozostanie pustka nie do wypełnienia. Nie mogłeś postąpić inaczej.
- Muszę już iść. – stwierdziła smutno. Nie skomentowała twojego pocałunku. Otworzyła drzwi i spojrzała w twoją stronę – Do zobaczenia Kamil. – Nie potrafiłeś jej odpowiedzieć. W gardle urosła ci ogromna gula i nie potrafiłeś wykrztusić z siebie choćby słowa. Gdy zamknęła drzwi pozwoliłeś na to by łzy spokojnie spływały po twoich policzkach. Nigdy nie płakałeś, ale teraz to wszystko cię przerasta. Nie chciałeś tłumić tych uczuć sobie. Kochasz ją jak wariat i wiesz, że cholernie ci jej brakuje. Bo ona jest miłością twojego życia. A teraz odeszła……

________


Witajcie! Jestem z nowością i tutaj. Po dłuższej przerwie w końcu coś  napisałam. ;) Co raz bardziej mi szkoda tego biednego Kamila :( 

Rozdział z dedykacją dla tych, którzy w czwartek kończą swoje wakacje. 
 Ja na szczęście mam jeszcze miesiąc :) 

POZDRAWIAM !!!
Paulka