sobota, 23 lipca 2016

Poświęcenie siódme

10 komentarzy:
Siedziałaś skulona na łóżku wpisując na komputerze kolejne słowa artykułu. Już ostatniego artykułu do bielskiej gazety. Zerknęłaś  na oszronione okno, a twoje ciało ogarnął nieprzyjemny chłód. Nie wiele myśląc sięgnęłaś po wiszącą na krześle obok łóżka bluzę Kamila i szczelnie się nią otuliłaś. Zapisałaś plik i wysłałaś swojemu naczelnemu. Poczułaś nagły smutek,  to już jest praktycznie koniec twojej przygody w redakcji…. Twojej przygody w mieszkaniu Kamila… Wtuliłaś się mocniej w jego bluzę i rzuciłaś się bezwładnie na łóżko gapiąc się w sufit. Co ty tu właściwie robisz? Masz narzeczonego, za trzy miesiące wychodzisz za mąż, a leżysz teraz w mieszkaniu twojego przyjaciela, w jego bluzie i delektujesz się jej zapachem, tak bardzo kamilowym… W dodatku twój przyszły mąż niczego ci nie ułatwia. Spoglądasz na telefon jednak oprócz daty, nie ma tam nic więcej. 14 lutego, to z jednej strony tylko komercyjne  święto, jednak z drugiej miło jest jeśli twoja druga połówka wtedy o tobie pamięta. Przez cały dzień Ludwik  wcale się do ciebie nie odzywał. Szanujesz jego prace i ogromne zaangażowanie w pomaganie ludziom, bo wiesz że to dawało mu ogromną radość, a ciebie napawało dumą. Jednak zawsze musiałaś gdzieś być z boku i ustępować miejsca kolejnym sprawom jakie prowadził twój narzeczony, mając przy tym co raz mniej czasu dla ciebie. Trochę cię to już męczyło, jednak wiedziałaś, jakie to dla niego ważne. Westchnęłaś i powoli  wstałaś z łóżka w poszukiwaniu kieliszka do wina, po czym zapełniłaś go czerwonym trunkiem i opadłaś na kanapę wpatrując się w swój telefon. Nie usłyszałaś nawet gdy Kwasu wrócił do mieszkania. Nie miałaś pojęcia, że stał za tobą i  patrzył na ciebie zmartwiony, gdy ty opróżniałaś kolejne kieliszki wpatrując się w telefon.
- Dość tego. – usłyszałaś i spojrzałaś zaskoczona na przyjmującego.
- Już jesteś? – bardziej stwierdziłaś niż spytałaś.
- Tak. – wzruszył ramionami i sięgnął po twój telefon – A to wyłączamy…  Nie będziesz traciła czasu na jakiegoś kretyna. – mruknął zirytowany wyłączając i chowając telefon do szafki. Pierwszy raz obraził twojego przyszłego męża. 
- On nie jest…. – chciałaś zaprotestować jednak Kamil natychmiast ci przerwał.
- Jest! Nawet dziecko w przedszkolu wie, że kobiety uwielbiają takie głupie święta jak walentynki. Mimo, że miłość powinno się okazywać przez cały rok, a nie tylko w jeden dzień, to powinno się w tym czasie chociaż odezwać do ukochanej kobiety, bo ona po prostu tego potrzebuje. A ty Lili w szczególności na to zasługujesz. Zasługujesz na wiele więcej niż głupi telefon, którego on nawet nie potrafi wykonać. Gdybym był na jego miejscu, siedziałbym tu z ogromnym bukietem kwiatów i zabrał w jakieś wyjątkowe miejsce. Nie jestem nim i może nie mam do tego prawa, ale jako przyjaciel mam obowiązek sprawiać, by na twojej twarzy widniał uśmiech.  Dlatego koniec zastanawiania się czemu nie dzwoni. Obiecuję ci, że ten wieczór będzie wyjątkowy, jeśli tylko się na to zgodzisz. – patrzył na ciebie, a jego oczy niebezpiecznie błyszczały. Byłaś zaskoczona.  Z każdym kolejnym słowem nie poznawałaś go. Jeszcze kilka lat temu marzyłaś by spędzić z nim walentynki, by choć przez chwilę był twój. Czułaś jednak, że to nie będzie w porządku w stosunku do Ludwika. Stałaś i patrzyłaś na Kamila, który czekał na twoją decyzję. Ufałaś mu. Znał cię przecież doskonale i wiesz, że nigdy nie zrobiłby niczego wbrew twojej woli. Był zawsze przy tobie i stał po twojej stronie, ten wieczór również byłby tylko czysto przyjacielski, obawiasz się jedynie tego, że to ty nie będziesz potrafiła zachować tej przyjacielskiej granicy, zwłaszcza, że wypite wino trochę ci już szumiało w głowie.
- Zgadzam się.- powiedziałaś cicho. Kamil słysząc te słowa szeroko się uśmiechnął i wziął natychmiast  do ręki wasze kurtki. Wyszliście na zewnątrz, od razu uderzył cię szczypiący w policzki mróz. Mimo tego zdecydowaliście się na spacer.
- Pierwszy punkt programu to kino i głupawa komedia.- powiedział ze śmiechem. Masz wrażenie, że odkąd się zgodziłaś wstąpiła w niego jakaś dziwna siła. Nie mógł przestać się uśmiechać. Chciałabyś, żeby tak było do końca tego wieczoru.
- A potem? – spytałaś lustrując Kwasowskiego wzrokiem.
- Niespodzianka. – powiedział tajemniczo. Czułaś się jakbyś cofnęła się w czasie, jakbyś znowu była tą dziewczyną, która pragnęła by siatkarz choć przez moment spojrzał na ciebie w wyjątkowy sposób, tak jakbyś była najwspanialsza kobietą na ziemi. Tą jedyną. Idąc teraz obok niego, miałaś przeczucie, że ten wieczór będzie udany, że będzie tylko twój i Kamila. Nie miałaś pojęcia, że możesz zapomnieć o tym, że masz narzeczonego, który ciężko pracuje gdzieś tam w stolicy. Nie miałaś pojęcia, że ten wieczór zmieni tak wiele….


***
Zapragnęłam ponownie przeżyć każdą chwilę z nim spędzoną.
Choć jeszcze jeden zagadkowy uśmiech, wspólne rozbawienie. Jeszcze jeden elektryzujący pocałunek. 
Spotkałam go, nieświadoma, że to właśnie jego szukałam całe życie.
Wkroczył w nie zbyt późno i odchodził za szybko.
 Przypomniało mi się, jak mówił, że poświęci dla mnie wszystko.
Spełnił obietnicę.
***


Spacerowaliście po nocnym Bielsku i wpatrywaliście się w świecący duży księżyc. Nie przeszkadzała Ci nawet cisza jaka między wami panowała. Gdy wszedłeś dzisiaj do mieszkania i zobaczyłeś ją wpatrującą się w telefon ze smutkiem wymalowanym na twarzy, od razu się domyśliłeś, że ten cały Ludwik nawet nie raczył wysłać wiadomości. Byłeś wściekły, że tak ją potraktował. A gdy patrzyłeś na jej smutek, twoje serce roztrzaskiwało się na miliony malutkich kawałeczków. Chociaż musisz przyznać, że w twojej bluzie wyglądała idealnie, o wiele lepiej niż ty sam. Nie mogłeś pozwolić by pogrążała się w tym smutku. Zabrałeś ją do kina, nie mogłeś się napatrzeć na to jak się śmiała podczas filmu. Była takim twoim małym promyczkiem, gdy  patrzyła na ciebie z radosnymi iskierkami w oczach odczuwałeś niesamowite szczęście. A jej zaskoczenie, gdy zabrałeś ją do knajpki, w której jedliście wasz pierwszy obiad w Bielsku i przez kilka następnych lat dość często tam zaglądaliście, wywoływało na twojej twarzy szeroki uśmiech. Była wtedy taka piękna, taka twoja. Choć przez te kilka chwil.
- Nawet nie wiedziałam że tamto miejsce jeszcze istnieje. – powiedziała zdumiona i wzięła cię pod rękę.
- Chciałem  by było jak dawniej. To w tamtej knajpce zawsze świętowaliśmy nasze sukcesy, składaliśmy się na obiadki i po prostu byliśmy nierozłączną trójką. No i znosiliśmy głupie pomysły Włodarczyka…  Ale chciałbym ci jeszcze coś pokazać. Powiedziałeś i wziąłeś dziewczynę za rękę prowadząc w stronę parku. Rozglądałeś się uważnie dookoła szukając pewnego miejsca, w które przychodziłeś zawsze, gdy dopadała cię tęsknota za nią, czyli prawie codziennie.  – Pamiętasz? – spytałeś gdy stanęliście przed jednym ze drzew. Dziewczyna podeszła do drzewa i delikatnie przejechała dłonią ścierając szron z wyrytych na nim liter.
- K+L+W. – uśmiechnęła się – Niesamowite, że pamiętasz na którym dokładnie drzewie to napisaliśmy. To było wtedy jak miałam wyjeżdżać do Warszawy…. Mieliśmy być nierozłączni.
- A nie jesteśmy? Zawsze będziesz dla mnie najważniejsza Lili. – spojrzałeś na swoją przyjaciółkę – Dla mnie i dla Wojtka. Nic się nie zmieniło. Jeśli coś się stanie, zawsze możesz do mnie przyjść. Pamiętaj o tym. Ja zawsze będę… - zatrzymałeś się na chwilę w swojej wypowiedzi i odgarnąłeś jej włosy z czoła – Zawsze będę czekał Lili. –dokończyłeś i otuliłeś ją szczelnie swoimi ramionami, po czym pocałowałeś w czoło. Nie wiesz nawet ile trwaliście w tym uścisku, ale oboje nie mieliście ochoty przerywać tej chwili. Było ci w tamtym momencie idealnie, miałeś w swoich rękach swój największy skarb.
- Kamil wracajmy już. – powiedziała cicho. Nie zareagowała na twoje słowa. Odsunęła się od ciebie i ruszyła w stronę mieszkania. Wziąłeś ją za rękę, spojrzała na ciebie zawstydzona, ale nie  zabrała swojej dłoni, tylko mocniej ścisnęła twoją. Jakby wiedziała, że za kilka chwil urok tego wieczoru pryśnie. Bałeś się jutra. Bałeś się jej wyjazdu. Bałeś się, że zabrniecie za daleko, że coś sprawi, że przestaniesz się kontrolować, że na zawsze ją stracisz. A tego byś nie przeżył. Nie przeżyłbyś kolejnych dni bez niej w twoim życiu.  Ona była wszystkim, twoim tlenem, twoją miłością, twoim całym życiem…. Teraz gdy miałeś ją przy sobie, byłeś najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Nie potrzebowałeś niczego więcej, jednak niepokoiło cię zachowanie twojej przyjaciółki. Ona nigdy nie potrafiła tak długo milczeć. Teraz gdy weszliście do twojego mieszkania, zdjęła bez słowa kurtkę i usiadła w salonie. Nie wiele myśląc udałeś się do kuchni zrobić wam malinową herbatę, tą którą Lili tak bardzo lubiła.
- Zrobiłem herbatę, na pewno zmarzłaś. – powiedziałeś stawiając dwa kubki na małym drewnianym stoliku, miałeś wrażenie, że w ogóle cie nie słuchała. Patrzyła gdzieś przed siebie wsłuchując się w jakąś miłosną piosenkę lecącą akurat w radiu. – Lili wszystko w porządku? – spytałeś zmartwiony
- Tak. A właściwie nie.  – odpowiedziała wstając z miejsca i podeszła bliżej ciebie – Kamil…
- Tak? – spytałeś patrząc w jej oczy, w których lśniły łzy, przeraziłeś się.
- Zawsze marzyłam o takim wieczorze. O tym, żeby spędzić go właśnie z tobą. I gdybyś te cholerne kilka lat wstecz zechciał mnie pokochać, to…. – nie wierzyłeś w to co słyszysz. Patrzyłeś na nią zdezorientowany, a twoje serce przyśpieszało swój rytm. Miałeś wrażenie, że zaraz wyskoczy ci z piersi. – Jestem pewna, że to z tobą za trzy miesiące bym brała ślub.
- Lili ja… -chciałeś coś powiedzieć, ale sam nie wiedziałeś co. Mętlik w twojej głowie coraz bardziej narastał. A świat wirował. Patrzyłeś na Liliannę, może Wojtek miał rację? Może jeszcze nie jest za późno?
- Nie wiem po co to powiedziałam. Oboje poszliśmy w inne strony i nie powinnam mówić takich rzeczy. Chcę tylko byś wiedział, że ty też zawsze będziesz najważniejszy. – powiedziała cicho i chciała odejść. Nie pozwoliłeś jej na to. Złapałeś ją za dłoń przyciągając do siebie. Patrzyłeś w jej piękne oczy, trzymając mocno w swych ramionach. Jej śliczny zapach całkowicie cię otumaniał, nie potrafiłeś już myśleć i nie miałeś siły, na jakąkolwiek logikę. Nie mogłeś się już dłużej bronić przed swoim największym marzeniem. Pochyliłeś się bliżej niej i złożyłeś na jej ustach delikatny pocałunek, nie zaprotestowała. Ponownie złączyłeś wasze usta w pocałunku, poczułeś jak dziewczyna zaplata ci ręce na szyi. Nie potrafiłeś tego przerwać, nie chciałeś, choć może mieć to duże konsekwencje. Jednak to co się w tej chwili działo było niedopisania. Kosztowałeś właśnie najcudowniejszego smaku na tej ziemi, smaku ust twojej ukochanej. Marzyłeś o tym, od kiedy ją ujrzałeś w Andrychowskim parku. Po chwili oderwałeś się od Lilianny, łapiąc szybko powietrze. Jednak nawet na ułamek sekundy nie wypuściłeś jej z ramion. Czułeś jak otacza was jakaś dziwna magia, siła, która popychała cię w jej kierunku.  Widziałeś w jej oczach, że była równie szczęśliwa co ty. A tańczące w nich wesołe iskierki dodawały jej uroku i sprawiały, że twoje serce się roztapiało. Kochałeś ją do szaleństwa, jej uśmiech , oczy, głos, zapach. Wszystko co się z nią wiązało. Była twoim największym szczęściem, a teraz miałeś nareszcie ten swój skarb przy sobie. Lilianna skierowała wzrok na swoją dłoń na twoim ramieniu i natychmiast odsunęła się od ciebie.
- Lili… - szepnąłeś cicho, a z jej oczu zniknęły wesołe iskierki, a pojawiło się w nich przerażenie. W tej jednej chwili zrozumiałeś, co było powodem takiej reakcji. Złoty pierścionek z brylantem mieniącym się w świetle lampy…
- Przepraszam.  Jutro wrócę do Warszawy. – powiedziała i ruszyła w stronę swojego pokoju. To koniec. Zniszczyłeś coś co budowaliście przez lata. Jednym pocałunkiem. Jedną wyjątkową chwilą. Jedną chwilą, która sprawiła, że ją straciłeś… Bo nic już nie będzie tak jak dawniej, a ty już nigdy nie będziesz mógł zwyczajnie jej przytulić i zaciągnąć się jej zapachem. Usiadłeś bezradnie na kanapie, czując, jak twoje ciało przeszywa niesamowity ból. Nie miałeś siły już dłużej cierpieć. A kolejne dni będą jeszcze gorsze…. Bo właśnie tracisz swoje słońce i powód twojego każdego oddechu.


 ________


Przepraszam. Już powoli wracam. To coś powyżej miało być lepsze. :(
U was też niedługo się pojawię. :) 
Powiem Wam, że główny bohater tegoż opowiadania to nie człowiek, lecz stan umysłu. Naprawdę. Wczoraj się przekonałam. xd

Rozdział z dedykacją dla Marty! Z okazji wczorajszych urodzin. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego kochana. ;*

POZDRAWIAM !!!
Paulka