Było ciepłe majowe popołudnie. Stałaś przy lustrze i
patrzyłaś na delikatną śnieżnobiałą sukienkę, która bardzo się różniła od tej
która przymierzałaś wraz z Kamilem. Poprawiłaś idealnie ułożone rude fale
swoich włosów. Od wielkiej zmiany w twoim życiu dzieliło cię raptem niecałe dwie godziny. Bałaś się tego co stanie się w urzędzie. Bałaś się własnego
ślubu. Byłaś przerażona. Za kilka chwil wszystko się zmieni. Zostaniesz żoną
mężczyzny, którego kochałaś, jednak on nie był miłością twojego życia. Był ważny, byłaś z nim szczęśliwa, ale nie aż tak. Nie tak jak przy Kamilu. Najbardziej
jednak bałaś się o Kamila, bo przyjdzie. Jesteś tego niemal pewna. On zawsze
dotrzymuje obietnic, nawet jeśli mają go mocno zranić. Taki już był. Obiecałaś
sobie, że gdy już będziesz stała w urzędzie z Ludwikiem, nie pozwolisz sobie na
choćby jedno spojrzenie w stronę Kwasowskiego, bo wiesz, że jeśli to zrobisz,
zwątpisz w swój ślub jeszcze bardziej. Usłyszałaś nagle jak ktoś otwiera drzwi.
Twoim oczom ukazał się Włodarczyk. Zmierzyłaś go wzrokiem, musiałaś przyznać,
że twój przyjaciel w tym garniturze wygląda nadzwyczaj korzystnie, że też żadna
piękna kobieta nie potrafi go sobą zainteresować.
- Gotowa? – spytał i podszedł bliżej ciebie. Spojrzałaś na niego niepewnie.
- Z każdą chwilą coraz mniej. – mruknęłaś patrząc na ciemną podłogę w swoim pokoju.
- Lili, możesz jeszcze się wycofać. – dotknął twojego ramienia. Pokręciłaś szybko głową.
- Nie. Już jest za późno. Wyjdę za Ludwika. – powiedziałaś już bardziej pewnie i ruszyłaś w stronę drzwi. On jednak zastąpił ci drogę i podniósł twój podbródek tak byś patrzyła mu w oczy.
- Jesteś tego pewna? – zapytał. Nie, nie byłaś niczego pewna. Jednak skoro przyjęłaś oświadczyny, nie miałaś prawa z tego rezygnować. Po za tym wiesz, że Kamil to już przeszłość. Gdy zobaczyłaś go tamtej marcowej niedzieli w towarzystwie blondynki zamarłaś. Widziałaś jak przy niej się śmiał. Zrozumiałaś, że on może być jeszcze szczęśliwy, a jedyną przeszkodą jest twoja osoba. To przez ciebie cierpiał i był cieniem samego siebie. Dlatego postanowiłaś już nie mieszać w jego życiu. Musi je ułożyć bez ciebie. Tamten wieczór wiele ci uświadomił i naprawdę ułatwił decyzję. Rozdział pt. Kamil Kwasowski przechodzi po raz kolejny do historii. Teraz zaczniesz coś całkiem nowego, nowe życie Lilianny Majewskiej-Woźniak.
- Nie mam już wyjścia. Wojtek obiecaj mi coś. – powiedziałaś patrząc na swojego przyjaciela.
- Co takiego? Znam cię całe życie i nauczyłem się, że z twoimi pomysłami lepiej w ciemno ci nie obiecywać. – uśmiechnął się do ciebie.
- Zajmij się po ślubie Kamilem. On musi o mnie zapomnieć. Tak będzie najlepiej dla wszystkich. – Włodarczyk spojrzał na ciebie zdezorientowany i już chciał coś powiedzieć lecz mu przerwałaś. – Tak wiem, że go nie zostawisz samego. Pamiętasz tą blondynkę? Jak jej tam… Weronika tak? Pomóż mu się zbliżyć do niej. – oczy Wojciecha z każdym twoim słowem robiły się coraz większe.
- Ty do reszty zwariowałaś?! – krzyknął. Westchnęłaś cicho. Nie wiesz jak zniesiesz widok Kwasowskiego w towarzystwie innej kobiety, ale tylko tak mogłaś mu pomóc.
- Wojtek, ja za chwilę będę miała męża. To co jest miedzy nami, nie powinno tak naprawdę się nigdy wydarzyć. Widziałam jak się przy niej śmieje, przy mnie dawno się nie śmiał. – popatrzyłaś smutno na Wojtka.
- Może jeszcze powiesz, że przez to że się do niej uśmiechnął bierzesz ten ślub?! - spuściłaś wzrok – No nie wierzę. Lilka do cholery! Naprawdę uważasz, że on o tobie zapomni?
- Przynajmniej będzie miał kogoś kto mu pomoże i nie pozwoli upaść. – powiedziałaś błądząc wzrokiem po pokoju.
- Oszalałaś do reszty! Nie ma mowy! Nie będę obiecywał ci takich głupot! Kamil zrobi co będzie chciał. Nie będę brał udziału w tym cyrku! – oburzył się i spojrzał na ciebie zdenerwowany.
- Chce żeby nie cierpiał…. – powiedziałaś, a z twoich oczu zaczęły płynąć łzy. Włodarczyk znalazł się natychmiast przy tobie i otarł łzy.
- Nie płacz, zepsujesz sobie cały makijaż. Co to za panna młoda z rozmazanym makijażem. – uśmiechnął się do ciebie i przygarnął cię do siebie, mocno otulając ramionami. – Nie mogę ci tego obiecać, gdyby to się udało zniszczyłbym też cząstkę ciebie Lili. Przyczyniłbym się do rozbicia tego twojego malutkiego serduszka. – powiedział tuląc cię do siebie i starał uspokoić. Włodarczyk był naprawdę wyjątkowym człowiekiem. Wiesz, że cierpiał równie mocno co Kamil, wiedząc, że nie będzie potrafił pomóc najlepszemu przyjacielowi. Mimo to nie miał ci niczego za złe, był przy tobie, wspierał i pocieszał cię. Nie wiesz czym sobie zasłużyłaś na takiego przyjaciela, ale gdyby nie Wojtek ty rozpadłabyś się już dawno temu. Był dla ciebie ogromnym wsparciem i zawsze stał po twojej stronie. Za to będziesz mu zawsze wdzięczna.
- Dziękuję ci za wszystko. – powiedziałaś cicho i odsunęłaś się od przyjmującego.
- Nie masz za co. Musimy już iść. – powiedział otwierając powoli drzwi. Wzięłaś go pod rękę i wyszłaś z pokoju. Powoli wsiadłaś do pięknie przystrojonej białej limuzyny, poprosiłaś Wojtka aby jechał z tobą. Jego obecność naprawdę ci pomagała. Gdy podjechaliście pod urząd, szybko wysiadł z auta i otworzył ci drzwi. Rozejrzał się nerwowo dookoła, wiedziałaś kogo szukał. Westchnęłaś cicho i ruszyłaś w stronę wejścia, za chwilę będzie po wszystkim.
Szłaś powoli w stronę Ludwika, który szczerze się do ciebie uśmiechał. Twój bukiet drżał ci w twoich drobnych dłoniach, niepewnie rozglądałaś się po wszystkich gościach. Byli wszyscy… Dumni rodzice, rodzeństwo, przyjaciele, znajomi. Nie było tylko jego. Spojrzałaś na Wojtka który uśmiechnął się do ciebie pokrzepiająco. Naprawdę się cieszyłaś, że zgodził się zostać twoim świadkiem. Inaczej chyba byś tu za chwilę się rozpłakała. Stanęłaś naprzeciwko swojego narzeczonego i spojrzałaś w jego roześmiane oczy. Był tak bardzo szczęśliwy, ty też powinnaś. Czułaś jakby to wszystko był sen, wydawało ci się że zaraz się obudzisz wtulona w ramiona Kamila. I będziesz tak po prostu szczęśliwa. Wszystko działo się tak szybko. Patrzyłaś na Ludwika, nie spuszczał wzroku z twojej twarzy gdy mówił słowa przysięgi. Patrzył na ciebie z tak wielką miłością. Tak bardzo chciałaś mu się tym odwdzięczyć, niestety od kilkunastu tygodni nie potrafiłaś tego zrobić. Gdy przyszła kolej na ciebie wzięłaś głęboki wdech.
- Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z Ludwikiem i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe. – wypowiadając każde z tych słów głos ci drżał niesamowicie, podobnie jak twoje ciało.
- Wobec zgodnego oświadczenia obu stron, złożonego w obecności świadków, oświadczam, że Związek Małżeński Pani Lilianny Majewskiej i Pana Ludwika Woźniaka został zawarty zgodnie z przepisami. Jako symbol łączącego Państwa związku wymieńcie proszę obrączki. - Poczułaś jak Ludwik chwyta delikatnie twoją dłoń i wsuwa na nią złoty krążek, po chwili ty uczyniłaś to samo. Teraz byłaś już mężatką, teraz wszystko miało się zmienić. Poczułaś jak twój mąż delikatnie muska twoje usta. Uśmiechnęłaś się do niego najszczerzej jak tylko w tamtej chwili potrafiłaś. Ludwik natomiast wziął cię pod rękę i mieliście właśnie wychodzisz z urzędu stanu cywilnego. Podniosłaś głowę do góry i zobaczyłaś go. Stał oparty o drzwi wejściowe, miał na sobie błękitną koszulę, którą kupiłaś mu kiedyś na urodziny. Elegancka marynarka dodawała mu tylko niesamowitego uroku. Patrzyłaś na Kamila jak zaczarowana. Gdy zaczęli grać marsz Mendelsona, a ty powolnym krokiem zbliżałaś się do niego, zobaczyłaś ogromne cierpienie malujące się na jego twarzy. Patrzyłaś jak jego oczy robią się coraz bardziej zaszklone. Patrzył na ciebie przez dłuższą chwilę, wiedziałaś, że dostrzegł twoje zatroskane spojrzenie. Wyszedł. Tak po prostu zniknął za drzwiami. A ty właśnie zrozumiałaś, że zniszczyłaś mu życie. Sprawiłaś, że serce twojego ukochanego mężczyzny rozbiło się na małe kawałeczki. Doprowadziłaś go na skraj przepaści. Tym ślubem sprawiłaś, że umarła jakaś jego cząstka. Przez poproszenie go o to by tu się pojawił, doprowadziłaś do tego, że rozpadł się cały jego świat, skazałaś go na niesamowity ból i nie wiesz jak sobie teraz z tym wszystkim poradzisz. Nie masz pojęcia. Czułaś się wtedy jak najgorsza kobieta na tej ziemi. Nienawidziłaś siebie za to. I wiedziałaś, że nigdy sobie tego nie wybaczysz…. Nigdy nie wybaczysz sobie, że zraniłaś mężczyznę który był miłością twojego życia.
- Gotowa? – spytał i podszedł bliżej ciebie. Spojrzałaś na niego niepewnie.
- Z każdą chwilą coraz mniej. – mruknęłaś patrząc na ciemną podłogę w swoim pokoju.
- Lili, możesz jeszcze się wycofać. – dotknął twojego ramienia. Pokręciłaś szybko głową.
- Nie. Już jest za późno. Wyjdę za Ludwika. – powiedziałaś już bardziej pewnie i ruszyłaś w stronę drzwi. On jednak zastąpił ci drogę i podniósł twój podbródek tak byś patrzyła mu w oczy.
- Jesteś tego pewna? – zapytał. Nie, nie byłaś niczego pewna. Jednak skoro przyjęłaś oświadczyny, nie miałaś prawa z tego rezygnować. Po za tym wiesz, że Kamil to już przeszłość. Gdy zobaczyłaś go tamtej marcowej niedzieli w towarzystwie blondynki zamarłaś. Widziałaś jak przy niej się śmiał. Zrozumiałaś, że on może być jeszcze szczęśliwy, a jedyną przeszkodą jest twoja osoba. To przez ciebie cierpiał i był cieniem samego siebie. Dlatego postanowiłaś już nie mieszać w jego życiu. Musi je ułożyć bez ciebie. Tamten wieczór wiele ci uświadomił i naprawdę ułatwił decyzję. Rozdział pt. Kamil Kwasowski przechodzi po raz kolejny do historii. Teraz zaczniesz coś całkiem nowego, nowe życie Lilianny Majewskiej-Woźniak.
- Nie mam już wyjścia. Wojtek obiecaj mi coś. – powiedziałaś patrząc na swojego przyjaciela.
- Co takiego? Znam cię całe życie i nauczyłem się, że z twoimi pomysłami lepiej w ciemno ci nie obiecywać. – uśmiechnął się do ciebie.
- Zajmij się po ślubie Kamilem. On musi o mnie zapomnieć. Tak będzie najlepiej dla wszystkich. – Włodarczyk spojrzał na ciebie zdezorientowany i już chciał coś powiedzieć lecz mu przerwałaś. – Tak wiem, że go nie zostawisz samego. Pamiętasz tą blondynkę? Jak jej tam… Weronika tak? Pomóż mu się zbliżyć do niej. – oczy Wojciecha z każdym twoim słowem robiły się coraz większe.
- Ty do reszty zwariowałaś?! – krzyknął. Westchnęłaś cicho. Nie wiesz jak zniesiesz widok Kwasowskiego w towarzystwie innej kobiety, ale tylko tak mogłaś mu pomóc.
- Wojtek, ja za chwilę będę miała męża. To co jest miedzy nami, nie powinno tak naprawdę się nigdy wydarzyć. Widziałam jak się przy niej śmieje, przy mnie dawno się nie śmiał. – popatrzyłaś smutno na Wojtka.
- Może jeszcze powiesz, że przez to że się do niej uśmiechnął bierzesz ten ślub?! - spuściłaś wzrok – No nie wierzę. Lilka do cholery! Naprawdę uważasz, że on o tobie zapomni?
- Przynajmniej będzie miał kogoś kto mu pomoże i nie pozwoli upaść. – powiedziałaś błądząc wzrokiem po pokoju.
- Oszalałaś do reszty! Nie ma mowy! Nie będę obiecywał ci takich głupot! Kamil zrobi co będzie chciał. Nie będę brał udziału w tym cyrku! – oburzył się i spojrzał na ciebie zdenerwowany.
- Chce żeby nie cierpiał…. – powiedziałaś, a z twoich oczu zaczęły płynąć łzy. Włodarczyk znalazł się natychmiast przy tobie i otarł łzy.
- Nie płacz, zepsujesz sobie cały makijaż. Co to za panna młoda z rozmazanym makijażem. – uśmiechnął się do ciebie i przygarnął cię do siebie, mocno otulając ramionami. – Nie mogę ci tego obiecać, gdyby to się udało zniszczyłbym też cząstkę ciebie Lili. Przyczyniłbym się do rozbicia tego twojego malutkiego serduszka. – powiedział tuląc cię do siebie i starał uspokoić. Włodarczyk był naprawdę wyjątkowym człowiekiem. Wiesz, że cierpiał równie mocno co Kamil, wiedząc, że nie będzie potrafił pomóc najlepszemu przyjacielowi. Mimo to nie miał ci niczego za złe, był przy tobie, wspierał i pocieszał cię. Nie wiesz czym sobie zasłużyłaś na takiego przyjaciela, ale gdyby nie Wojtek ty rozpadłabyś się już dawno temu. Był dla ciebie ogromnym wsparciem i zawsze stał po twojej stronie. Za to będziesz mu zawsze wdzięczna.
- Dziękuję ci za wszystko. – powiedziałaś cicho i odsunęłaś się od przyjmującego.
- Nie masz za co. Musimy już iść. – powiedział otwierając powoli drzwi. Wzięłaś go pod rękę i wyszłaś z pokoju. Powoli wsiadłaś do pięknie przystrojonej białej limuzyny, poprosiłaś Wojtka aby jechał z tobą. Jego obecność naprawdę ci pomagała. Gdy podjechaliście pod urząd, szybko wysiadł z auta i otworzył ci drzwi. Rozejrzał się nerwowo dookoła, wiedziałaś kogo szukał. Westchnęłaś cicho i ruszyłaś w stronę wejścia, za chwilę będzie po wszystkim.
Szłaś powoli w stronę Ludwika, który szczerze się do ciebie uśmiechał. Twój bukiet drżał ci w twoich drobnych dłoniach, niepewnie rozglądałaś się po wszystkich gościach. Byli wszyscy… Dumni rodzice, rodzeństwo, przyjaciele, znajomi. Nie było tylko jego. Spojrzałaś na Wojtka który uśmiechnął się do ciebie pokrzepiająco. Naprawdę się cieszyłaś, że zgodził się zostać twoim świadkiem. Inaczej chyba byś tu za chwilę się rozpłakała. Stanęłaś naprzeciwko swojego narzeczonego i spojrzałaś w jego roześmiane oczy. Był tak bardzo szczęśliwy, ty też powinnaś. Czułaś jakby to wszystko był sen, wydawało ci się że zaraz się obudzisz wtulona w ramiona Kamila. I będziesz tak po prostu szczęśliwa. Wszystko działo się tak szybko. Patrzyłaś na Ludwika, nie spuszczał wzroku z twojej twarzy gdy mówił słowa przysięgi. Patrzył na ciebie z tak wielką miłością. Tak bardzo chciałaś mu się tym odwdzięczyć, niestety od kilkunastu tygodni nie potrafiłaś tego zrobić. Gdy przyszła kolej na ciebie wzięłaś głęboki wdech.
- Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z Ludwikiem i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe. – wypowiadając każde z tych słów głos ci drżał niesamowicie, podobnie jak twoje ciało.
- Wobec zgodnego oświadczenia obu stron, złożonego w obecności świadków, oświadczam, że Związek Małżeński Pani Lilianny Majewskiej i Pana Ludwika Woźniaka został zawarty zgodnie z przepisami. Jako symbol łączącego Państwa związku wymieńcie proszę obrączki. - Poczułaś jak Ludwik chwyta delikatnie twoją dłoń i wsuwa na nią złoty krążek, po chwili ty uczyniłaś to samo. Teraz byłaś już mężatką, teraz wszystko miało się zmienić. Poczułaś jak twój mąż delikatnie muska twoje usta. Uśmiechnęłaś się do niego najszczerzej jak tylko w tamtej chwili potrafiłaś. Ludwik natomiast wziął cię pod rękę i mieliście właśnie wychodzisz z urzędu stanu cywilnego. Podniosłaś głowę do góry i zobaczyłaś go. Stał oparty o drzwi wejściowe, miał na sobie błękitną koszulę, którą kupiłaś mu kiedyś na urodziny. Elegancka marynarka dodawała mu tylko niesamowitego uroku. Patrzyłaś na Kamila jak zaczarowana. Gdy zaczęli grać marsz Mendelsona, a ty powolnym krokiem zbliżałaś się do niego, zobaczyłaś ogromne cierpienie malujące się na jego twarzy. Patrzyłaś jak jego oczy robią się coraz bardziej zaszklone. Patrzył na ciebie przez dłuższą chwilę, wiedziałaś, że dostrzegł twoje zatroskane spojrzenie. Wyszedł. Tak po prostu zniknął za drzwiami. A ty właśnie zrozumiałaś, że zniszczyłaś mu życie. Sprawiłaś, że serce twojego ukochanego mężczyzny rozbiło się na małe kawałeczki. Doprowadziłaś go na skraj przepaści. Tym ślubem sprawiłaś, że umarła jakaś jego cząstka. Przez poproszenie go o to by tu się pojawił, doprowadziłaś do tego, że rozpadł się cały jego świat, skazałaś go na niesamowity ból i nie wiesz jak sobie teraz z tym wszystkim poradzisz. Nie masz pojęcia. Czułaś się wtedy jak najgorsza kobieta na tej ziemi. Nienawidziłaś siebie za to. I wiedziałaś, że nigdy sobie tego nie wybaczysz…. Nigdy nie wybaczysz sobie, że zraniłaś mężczyznę który był miłością twojego życia.
***
Przed ślubem zdawało
się jej, że go kocha, ale oczekiwane szczęście nie nadeszło.
„Pomyliłam się
więc” – myślała i starała się dociec znaczenia słów:
szczęście, namiętność,
upojenie, słów, które tak pięknie brzmiały w książkach.
***
Stałeś oparty o drzwi wejściowe i patrzyłeś jak twoja
ukochana bierze ślub. Była piękna, nawet w tej sukni ślubnej. Oddałbyś wszystko
by być teraz na miejscu Ludwika. By stać naprzeciwko niej i wypowiadać słowa
przysięgi. Patrzyłeś na wzruszoną mamę Lilki. Ty również prawie płakałeś.
Płakałeś bo traciłeś ją bezpowrotnie. Słowa przysięgi małżeńskiej wypowiadanie
drżącym głosem przez Liliannę dźwięczały ci w głowie i rozbijały twoje serce na
miliony kawałeczków. Teraz już nawet w małym stopniu nie była twoja. Jej wzrok
był skierowany tylko i wyłącznie na
Ludwika. Nie zaszczyciła cię choćby przelotnym spojrzeniem. Może sądziła, że
nie przyjdziesz? Nie mogłeś tego jej zrobić. Nie złamałbyś danej jej obietnicy,
choć teraz właśnie umierałeś, widok jej jak oddaje swoje serce innemu zabijał
cię, rozrywał twoje serce. Jednak szczęście Lili jest warte wszystkiego. Gdy wasze oczy wreszcie się spotkały,
zamarłeś. Widziałeś w nich ogromny smutek. Nie chciałeś jej psuć tego dnia
sobą. Wyszedłeś na zewnątrz i stanąłeś pod jednym z rosnących tam drzew. Patrzyłeś
jak Lilka wraz Ludwikiem wyszła z urzędu. Jak ludzie sypali im ryżem, ja tłum
roześmianych gości składał im życzenia. Jak byli po prostu szczęśliwi. Czekałeś
cierpliwie, aż kolejka składających życzenia młodej parze się skończy. Widziałeś jak Wojtek mówił coś
Ludwikowi. Wiedziałeś, że zrobił to dla ciebie, byś miał chwilę sam na sam z
Lilianną. Gdy parking pustoszał, a Wojciech wraz z jej mężem poszli zanieść
prezenty do samochodu. Zrobiłeś kilka kroków w jej stronę i spojrzałeś na nią
zaszklonymi oczami.
- Obiecałem, że będę na ślubie więc jestem. – powiedziałeś patrząc na nią. Była taka piękna w białej sukience, z delikatnym makijażem i z włosami ułożonymi w cudowne rude fale. Podziwiałeś ją, teraz gdy stała naprzeciw ciebie, wyglądała jeszcze śliczniej niż w środku. Była tak blisko ciebie, była tuż obok. Ale była też tak bardzo nie twoja mimo, że twoje serce biło tylko dla niej. - Wybacz mi ale nie będę na tej weselnej imprezie. Po prostu nie mogę. – spuściłeś głowę. Czułeś się niezręcznie, sam nie wiesz co się z tobą działo, ogarniała cię jakaś dziwna pustka. Miałeś milion myśli w głowie. Chciałeś tyle jej powiedzieć. Powiedzieć, że zawsze będziesz, chciałaś powiedzieć jak wiele dla ciebie znaczy. Chciałeś ją do siebie przytulić i już nigdy nie wypuszczać. Jednak wiedziałeś że nie możesz tego zrobić.
- Ale Kamil... - zadźwięczał jej smutny głos odbijając się echem w całej twojej duszy. Jej smutek cię przerażał, tak bardzo tego nie chciałeś.
- Obiecałem, że będę na ślubie więc jestem. – powiedziałeś patrząc na nią. Była taka piękna w białej sukience, z delikatnym makijażem i z włosami ułożonymi w cudowne rude fale. Podziwiałeś ją, teraz gdy stała naprzeciw ciebie, wyglądała jeszcze śliczniej niż w środku. Była tak blisko ciebie, była tuż obok. Ale była też tak bardzo nie twoja mimo, że twoje serce biło tylko dla niej. - Wybacz mi ale nie będę na tej weselnej imprezie. Po prostu nie mogę. – spuściłeś głowę. Czułeś się niezręcznie, sam nie wiesz co się z tobą działo, ogarniała cię jakaś dziwna pustka. Miałeś milion myśli w głowie. Chciałeś tyle jej powiedzieć. Powiedzieć, że zawsze będziesz, chciałaś powiedzieć jak wiele dla ciebie znaczy. Chciałeś ją do siebie przytulić i już nigdy nie wypuszczać. Jednak wiedziałeś że nie możesz tego zrobić.
- Ale Kamil... - zadźwięczał jej smutny głos odbijając się echem w całej twojej duszy. Jej smutek cię przerażał, tak bardzo tego nie chciałeś.
- Chciałbym, ale nie dam rady. A teraz życzę Ci.... - Zawiesiłeś
głos na chwilę czując jak cały drżysz. Przymknąłeś powieki by się uspokoić -
Bądź szczęśliwa Lili. - pocałowałeś ją w
czoło i mocno przygarnąłeś do siebie. Przycisnąłeś ją do siebie najmocniej jak
tylko potrafiłeś i wtuliłeś się w jej włosy, które tak cudownie pachniały.
Pocałowałeś ją w głowę i ostatni raz wysiliłeś
się na uśmiech. Po czym odszedłeś. – Cholernie cię kocham. – powiedziałeś cicho do
siebie. Wiedziałeś, że tego nie słyszy…. Czułeś na sobie jej smutne spojrzenie,
jednak nie dałbyś rady patrzeć na nią w jego ramionach, nie mógłbyś się cieszyć
ich szczęściem, chciałeś oszczędzić przesiąkniętych bólem spojrzeń twojej Liliannie.
Poczułeś nagle jak ktoś szarpię cię za ramię.
- Już idziesz? - zapytał cię Włodarczyk. Widziałeś jak bardzo był zmartwiony.
- Nie będę psuł jej tak wyjątkowego dnia. – westchnąłeś. – Gdybym został chyba bym się tam wykończył.
- Może będzie lepiej jak z tobą zostanę? Lilka zrozumie. – popatrzył na ciebie, pokręciłeś szybko głową
- Nie. To jej wielki dzień, a ty jesteś świadkiem. Zostań z nią, chociaż ty tu bądź. Ona tego potrzebuje, a ja i tak chce pobyć sam. – spojrzałeś na przyjaciela. Nie mógł zostawić teraz Lilki samej. Nie było takiej możliwości. Byłoby jej bardzo przykro, gdyby nie było na jej weselu żadnego z was.
- Na pewno dasz sobie radę? – pokiwałeś głową, Wojtek tylko westchnął. – No dobrze, ale jak coś to dzwoń. Przyjadę, trzymaj się stary. – uściskał cię i poklepał po plecach i już miał iść.
- Wojtek… - odwrócił się jeszcze na moment i spojrzał na ciebie pytająco – Dzięki wielkie za wszystko.
- Przecież jesteś moim przyjacielem, nie robię nic nadzwyczajnego. – stwierdził wzruszając ramionami.
- Jesteś najlepszym z najlepszych Włodek. – stwierdziłeś, czym wywołałeś uśmiech na twarzy przyjmującego – Baw się dobrze. – powiedziałeś i poszedłeś w tylko sobie znanym kierunku. Byłeś mu niezmiernie wdzięczny, za to że po prostu był. Zawsze kiedy tego potrzebowałeś mogłeś do niego zadzwonić, nawet w środku nocy. On zawsze odbierze, czasami zaspany cię wyzywa, że go budzisz, ale zawsze cię wysłucha. To jest prawdziwy przyjaciel. Chodziłeś po Andrychowie. Kroki zaprowadziły cię na jeden z placów zabaw. Był całkiem inny niż dziesięć lat temu. Wasze huśtawki zostały odnowione. Usiadłeś na jednej z nich i próbowałeś jakoś się uspokoić. Nie byłeś w stanie wsiąść teraz do samochodu. Bujałeś się delikatnie, pamiętasz jak zobaczyłeś tutaj pierwszy raz Lilkę, jak bardzo oślepiła cię swoim uśmiechem. Już wtedy wkradła się do twojego serca, jak widać na dobre. Wciąż kochałeś ją równie mocno, mimo że Wojtek wielokrotnie powtarzał ci po tamtym spotkaniu, że się z nią ożeni. A teraz ona nie wyszła ani za niego ani za ciebie… Co za ironia. Wyszła za kogoś zupełnie innego i już nie należy do ciebie nawet małej cząstce. Już nigdy nie zasmakujesz jej ust, nie otumanisz tym cudownym zapachem jej ciała. Ona już nie jest twoja. Należy do Ludwika i teraz on ma twój największy skarb.
Rozejrzałeś się dookoła, byłeś całkiem sam. Pozwoliłeś w końcu łzą spłynąć po twoich policzkach. Pierwszy raz płakałeś jednak nie potrafiłeś inaczej. Twoja miłość przestała być choć w małym stopniu twoja, a ty czułeś że twoje serce umiera i nawet oddychanie tak bardzo cię bolało…. Chciałbyś cofnąć się w czasie… Nie wiesz jak teraz będziesz teraz funkcjonował, zwłaszcza że skończyła się Liga. Jesteś na skraju przepaści Kamilu i boisz się że z każdym dniem będziesz w nią wpadał coraz bardziej. Straciłeś swój skarb. A twoje serce dzisiaj umarło.
- Już idziesz? - zapytał cię Włodarczyk. Widziałeś jak bardzo był zmartwiony.
- Nie będę psuł jej tak wyjątkowego dnia. – westchnąłeś. – Gdybym został chyba bym się tam wykończył.
- Może będzie lepiej jak z tobą zostanę? Lilka zrozumie. – popatrzył na ciebie, pokręciłeś szybko głową
- Nie. To jej wielki dzień, a ty jesteś świadkiem. Zostań z nią, chociaż ty tu bądź. Ona tego potrzebuje, a ja i tak chce pobyć sam. – spojrzałeś na przyjaciela. Nie mógł zostawić teraz Lilki samej. Nie było takiej możliwości. Byłoby jej bardzo przykro, gdyby nie było na jej weselu żadnego z was.
- Na pewno dasz sobie radę? – pokiwałeś głową, Wojtek tylko westchnął. – No dobrze, ale jak coś to dzwoń. Przyjadę, trzymaj się stary. – uściskał cię i poklepał po plecach i już miał iść.
- Wojtek… - odwrócił się jeszcze na moment i spojrzał na ciebie pytająco – Dzięki wielkie za wszystko.
- Przecież jesteś moim przyjacielem, nie robię nic nadzwyczajnego. – stwierdził wzruszając ramionami.
- Jesteś najlepszym z najlepszych Włodek. – stwierdziłeś, czym wywołałeś uśmiech na twarzy przyjmującego – Baw się dobrze. – powiedziałeś i poszedłeś w tylko sobie znanym kierunku. Byłeś mu niezmiernie wdzięczny, za to że po prostu był. Zawsze kiedy tego potrzebowałeś mogłeś do niego zadzwonić, nawet w środku nocy. On zawsze odbierze, czasami zaspany cię wyzywa, że go budzisz, ale zawsze cię wysłucha. To jest prawdziwy przyjaciel. Chodziłeś po Andrychowie. Kroki zaprowadziły cię na jeden z placów zabaw. Był całkiem inny niż dziesięć lat temu. Wasze huśtawki zostały odnowione. Usiadłeś na jednej z nich i próbowałeś jakoś się uspokoić. Nie byłeś w stanie wsiąść teraz do samochodu. Bujałeś się delikatnie, pamiętasz jak zobaczyłeś tutaj pierwszy raz Lilkę, jak bardzo oślepiła cię swoim uśmiechem. Już wtedy wkradła się do twojego serca, jak widać na dobre. Wciąż kochałeś ją równie mocno, mimo że Wojtek wielokrotnie powtarzał ci po tamtym spotkaniu, że się z nią ożeni. A teraz ona nie wyszła ani za niego ani za ciebie… Co za ironia. Wyszła za kogoś zupełnie innego i już nie należy do ciebie nawet małej cząstce. Już nigdy nie zasmakujesz jej ust, nie otumanisz tym cudownym zapachem jej ciała. Ona już nie jest twoja. Należy do Ludwika i teraz on ma twój największy skarb.
Rozejrzałeś się dookoła, byłeś całkiem sam. Pozwoliłeś w końcu łzą spłynąć po twoich policzkach. Pierwszy raz płakałeś jednak nie potrafiłeś inaczej. Twoja miłość przestała być choć w małym stopniu twoja, a ty czułeś że twoje serce umiera i nawet oddychanie tak bardzo cię bolało…. Chciałbyś cofnąć się w czasie… Nie wiesz jak teraz będziesz teraz funkcjonował, zwłaszcza że skończyła się Liga. Jesteś na skraju przepaści Kamilu i boisz się że z każdym dniem będziesz w nią wpadał coraz bardziej. Straciłeś swój skarb. A twoje serce dzisiaj umarło.
***
Jak mam o tobie
zapomnieć? Jesteś częścią mnie.
Żeby cię zapomnieć, musiałabym zapomnieć o
sobie.
***
________
Cześć ! Zabijecie mnie? Czy nie???
Wakacje się kończą, a ja wbrew pozorom będę miała trochę czasu.
Rozdział z dedykacją dla Asi, która obchodzi swoje urodziny!!! Wszystkiego najlepszego kochana! Dużo zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń, udanych studiów. Po prostu wszystkiego dobrego;*
Obiecałam prezent, więc masz.:)
Obiecałam prezent, więc masz.:)
POZDRAWIAM !!!
Paulka
Ps. To jeszcze nie koniec tego opowiadania. :)