piątek, 30 września 2016

Poświęcenie dziesiąte

12 komentarzy:
Było ciepłe majowe popołudnie. Stałaś przy lustrze i patrzyłaś na delikatną śnieżnobiałą sukienkę, która bardzo się różniła od tej która przymierzałaś wraz z Kamilem. Poprawiłaś idealnie ułożone rude fale swoich włosów. Od wielkiej zmiany w twoim życiu dzieliło cię raptem niecałe dwie godziny. Bałaś się tego co stanie się w urzędzie. Bałaś się własnego ślubu. Byłaś przerażona. Za kilka chwil wszystko się zmieni. Zostaniesz żoną mężczyzny, którego kochałaś, jednak on nie był miłością twojego życia. Był ważny, byłaś z nim szczęśliwa, ale nie aż tak. Nie tak jak przy Kamilu. Najbardziej jednak bałaś się o Kamila, bo przyjdzie. Jesteś tego niemal pewna. On zawsze dotrzymuje obietnic, nawet jeśli mają go mocno zranić. Taki już był. Obiecałaś sobie, że gdy już będziesz stała w urzędzie z Ludwikiem, nie pozwolisz sobie na choćby jedno spojrzenie w stronę Kwasowskiego, bo wiesz, że jeśli to zrobisz, zwątpisz w swój ślub jeszcze bardziej. Usłyszałaś nagle jak ktoś otwiera drzwi. Twoim oczom ukazał się Włodarczyk. Zmierzyłaś go wzrokiem, musiałaś przyznać, że twój przyjaciel w tym garniturze wygląda nadzwyczaj korzystnie, że też żadna piękna kobieta nie potrafi go sobą zainteresować.
- Gotowa? – spytał i podszedł bliżej ciebie. Spojrzałaś na niego niepewnie.
- Z każdą chwilą coraz mniej. – mruknęłaś  patrząc na ciemną podłogę w swoim pokoju.
- Lili, możesz jeszcze się wycofać. – dotknął twojego ramienia. Pokręciłaś szybko głową.
- Nie. Już jest za późno.  Wyjdę za Ludwika. – powiedziałaś już bardziej pewnie i ruszyłaś w stronę drzwi. On jednak zastąpił ci drogę i podniósł twój podbródek tak byś patrzyła mu w oczy.
- Jesteś tego pewna? – zapytał. Nie, nie byłaś niczego pewna. Jednak skoro przyjęłaś oświadczyny, nie miałaś prawa z tego rezygnować. Po za tym wiesz, że Kamil to już przeszłość. Gdy zobaczyłaś go tamtej marcowej niedzieli w towarzystwie blondynki zamarłaś. Widziałaś jak przy niej się śmiał. Zrozumiałaś, że on może być jeszcze szczęśliwy, a jedyną przeszkodą jest twoja osoba. To przez ciebie cierpiał i był cieniem samego siebie. Dlatego postanowiłaś już nie mieszać w jego życiu. Musi je ułożyć bez ciebie. Tamten wieczór wiele ci uświadomił i naprawdę ułatwił decyzję. Rozdział pt. Kamil Kwasowski przechodzi po raz kolejny do historii. Teraz zaczniesz coś całkiem nowego, nowe życie Lilianny Majewskiej-Woźniak.
- Nie mam już wyjścia. Wojtek obiecaj mi coś. – powiedziałaś  patrząc na swojego przyjaciela.
- Co takiego?  Znam cię całe życie i nauczyłem się, że z twoimi pomysłami lepiej w ciemno ci nie obiecywać. – uśmiechnął się do ciebie.
- Zajmij się po ślubie Kamilem. On musi o mnie zapomnieć. Tak będzie najlepiej dla wszystkich. – Włodarczyk spojrzał na ciebie zdezorientowany i już chciał coś powiedzieć lecz mu przerwałaś. – Tak wiem, że go nie zostawisz samego. Pamiętasz tą blondynkę? Jak jej tam… Weronika tak? Pomóż mu się zbliżyć do niej. – oczy Wojciecha z każdym twoim słowem robiły się coraz większe.
- Ty do reszty zwariowałaś?! – krzyknął. Westchnęłaś cicho. Nie wiesz jak zniesiesz widok Kwasowskiego w towarzystwie innej kobiety, ale tylko tak mogłaś mu pomóc.
- Wojtek, ja za chwilę będę miała męża. To co jest miedzy nami, nie powinno tak naprawdę się nigdy wydarzyć. Widziałam jak się przy niej śmieje, przy mnie dawno się nie śmiał.  – popatrzyłaś smutno na Wojtka.
- Może jeszcze powiesz, że przez to że się do niej uśmiechnął bierzesz ten ślub?! - spuściłaś  wzrok – No nie wierzę. Lilka do cholery!  Naprawdę uważasz, że on o tobie zapomni?
- Przynajmniej będzie miał kogoś kto mu pomoże i nie pozwoli upaść. – powiedziałaś błądząc wzrokiem po pokoju.
- Oszalałaś do reszty! Nie ma mowy! Nie będę obiecywał ci takich głupot! Kamil zrobi co  będzie chciał. Nie będę  brał udziału w tym cyrku! – oburzył się i spojrzał na ciebie zdenerwowany.
- Chce żeby nie cierpiał…. – powiedziałaś, a z twoich oczu zaczęły płynąć łzy. Włodarczyk znalazł się natychmiast przy tobie i otarł łzy.
- Nie płacz, zepsujesz sobie cały makijaż. Co to za panna młoda z rozmazanym makijażem. – uśmiechnął się do ciebie i przygarnął cię do siebie, mocno otulając ramionami. – Nie mogę ci tego obiecać, gdyby to się udało zniszczyłbym też cząstkę ciebie Lili. Przyczyniłbym się do rozbicia tego twojego malutkiego serduszka. – powiedział tuląc cię do siebie i starał uspokoić. Włodarczyk był naprawdę wyjątkowym człowiekiem. Wiesz, że cierpiał równie mocno co Kamil, wiedząc, że nie będzie potrafił pomóc najlepszemu przyjacielowi. Mimo to nie miał ci niczego za złe, był przy tobie, wspierał i pocieszał cię. Nie wiesz czym sobie zasłużyłaś na takiego przyjaciela, ale gdyby nie Wojtek ty rozpadłabyś się już dawno temu. Był dla ciebie ogromnym wsparciem i zawsze stał po twojej stronie. Za  to będziesz mu zawsze wdzięczna.
- Dziękuję ci za wszystko. – powiedziałaś cicho i odsunęłaś się od przyjmującego.
- Nie masz za co. Musimy już iść. – powiedział otwierając powoli drzwi. Wzięłaś go pod rękę i wyszłaś z pokoju. Powoli wsiadłaś do pięknie przystrojonej białej limuzyny, poprosiłaś Wojtka aby jechał z tobą. Jego obecność naprawdę ci pomagała. Gdy podjechaliście pod urząd, szybko wysiadł z auta i otworzył ci drzwi. Rozejrzał się nerwowo dookoła, wiedziałaś kogo szukał. Westchnęłaś cicho i ruszyłaś w stronę wejścia, za chwilę będzie po wszystkim.
Szłaś  powoli w stronę Ludwika, który szczerze się do ciebie uśmiechał. Twój bukiet drżał ci w twoich drobnych dłoniach, niepewnie rozglądałaś się po wszystkich gościach. Byli wszyscy… Dumni rodzice, rodzeństwo, przyjaciele, znajomi. Nie było tylko jego. Spojrzałaś na Wojtka który uśmiechnął się do ciebie pokrzepiająco. Naprawdę się cieszyłaś, że zgodził się zostać twoim świadkiem. Inaczej chyba byś tu za chwilę się rozpłakała.  Stanęłaś naprzeciwko swojego narzeczonego i spojrzałaś w jego roześmiane oczy. Był tak bardzo szczęśliwy, ty też powinnaś. Czułaś jakby to wszystko był sen, wydawało ci się że zaraz się obudzisz wtulona w ramiona Kamila. I będziesz tak po prostu szczęśliwa. Wszystko działo się tak szybko. Patrzyłaś na Ludwika, nie spuszczał wzroku z twojej twarzy gdy mówił słowa przysięgi. Patrzył na ciebie z tak wielką miłością. Tak bardzo chciałaś mu się tym odwdzięczyć, niestety od kilkunastu tygodni nie potrafiłaś tego zrobić. Gdy przyszła kolej na ciebie wzięłaś głęboki wdech.
- Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z Ludwikiem i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe. – wypowiadając każde z tych słów głos ci drżał niesamowicie, podobnie jak twoje ciało.
- Wobec zgodnego oświadczenia obu stron, złożonego w obecności świadków, oświadczam, że Związek Małżeński Pani Lilianny Majewskiej i Pana Ludwika Woźniaka został zawarty zgodnie z przepisami. Jako symbol łączącego Państwa związku wymieńcie proszę obrączki. - Poczułaś jak Ludwik chwyta delikatnie twoją dłoń i wsuwa na nią złoty krążek, po chwili ty uczyniłaś to samo. Teraz byłaś już mężatką, teraz wszystko miało się  zmienić. Poczułaś jak twój mąż delikatnie muska twoje usta. Uśmiechnęłaś się do niego najszczerzej jak tylko w tamtej chwili potrafiłaś.  Ludwik natomiast wziął cię pod rękę i mieliście właśnie wychodzisz z urzędu stanu cywilnego. Podniosłaś głowę do góry i zobaczyłaś go. Stał oparty o drzwi wejściowe,  miał na sobie błękitną koszulę, którą kupiłaś mu kiedyś na urodziny. Elegancka marynarka dodawała mu tylko niesamowitego uroku. Patrzyłaś na Kamila jak zaczarowana. Gdy zaczęli grać marsz Mendelsona, a ty powolnym krokiem zbliżałaś się do niego, zobaczyłaś ogromne cierpienie malujące się na jego twarzy. Patrzyłaś jak jego oczy robią się coraz bardziej zaszklone. Patrzył na ciebie przez dłuższą chwilę, wiedziałaś, że dostrzegł twoje zatroskane spojrzenie. Wyszedł. Tak po prostu zniknął za drzwiami. A ty właśnie zrozumiałaś, że zniszczyłaś mu życie. Sprawiłaś, że serce twojego ukochanego mężczyzny rozbiło się na małe kawałeczki. Doprowadziłaś go na skraj przepaści. Tym ślubem sprawiłaś, że umarła jakaś jego cząstka. Przez poproszenie go o to by tu się pojawił, doprowadziłaś do tego,  że rozpadł się cały jego świat, skazałaś go na niesamowity ból i nie wiesz jak sobie teraz z tym wszystkim poradzisz. Nie masz pojęcia. Czułaś się wtedy jak najgorsza kobieta na tej ziemi. Nienawidziłaś siebie za to. I wiedziałaś, że nigdy sobie tego nie wybaczysz…. Nigdy nie wybaczysz sobie, że zraniłaś mężczyznę który był miłością twojego życia.


***
Przed ślubem zdawało się jej, że go kocha, ale oczekiwane szczęście nie nadeszło. 
„Pomyliłam się więc” – myślała i starała się dociec znaczenia słów: 
szczęście, namiętność, upojenie, słów, które tak pięknie brzmiały w książkach.
***


Stałeś oparty o drzwi wejściowe i patrzyłeś jak twoja ukochana bierze ślub. Była piękna, nawet w tej sukni ślubnej. Oddałbyś wszystko by być teraz na miejscu Ludwika. By stać naprzeciwko niej i wypowiadać słowa przysięgi. Patrzyłeś na wzruszoną mamę Lilki. Ty również prawie płakałeś. Płakałeś bo traciłeś ją bezpowrotnie. Słowa przysięgi małżeńskiej wypowiadanie drżącym głosem przez Liliannę dźwięczały ci w głowie i rozbijały twoje serce na miliony kawałeczków. Teraz już nawet w małym stopniu nie była twoja. Jej wzrok był skierowany  tylko i wyłącznie na Ludwika. Nie zaszczyciła cię choćby przelotnym spojrzeniem. Może sądziła, że nie przyjdziesz? Nie mogłeś tego jej zrobić. Nie złamałbyś danej jej obietnicy, choć teraz właśnie umierałeś, widok jej jak oddaje swoje serce innemu zabijał cię, rozrywał twoje serce. Jednak szczęście Lili jest warte wszystkiego.  Gdy wasze oczy wreszcie się spotkały, zamarłeś. Widziałeś w nich ogromny smutek. Nie chciałeś jej psuć tego dnia sobą. Wyszedłeś na zewnątrz i stanąłeś pod jednym z rosnących tam drzew. Patrzyłeś jak Lilka wraz Ludwikiem wyszła z urzędu. Jak ludzie sypali im ryżem, ja tłum roześmianych gości składał im życzenia. Jak byli po prostu szczęśliwi. Czekałeś cierpliwie, aż kolejka składających życzenia młodej parze się  skończy. Widziałeś jak Wojtek mówił coś Ludwikowi. Wiedziałeś, że zrobił to dla ciebie, byś miał chwilę sam na sam z Lilianną. Gdy parking pustoszał, a Wojciech wraz z jej mężem poszli zanieść prezenty do samochodu. Zrobiłeś kilka kroków w jej stronę i spojrzałeś na nią zaszklonymi oczami.
- Obiecałem, że  będę na ślubie więc jestem. – powiedziałeś patrząc na nią.  Była taka piękna w białej sukience, z delikatnym makijażem i z włosami ułożonymi w cudowne rude fale. Podziwiałeś ją, teraz gdy stała naprzeciw ciebie, wyglądała jeszcze śliczniej niż w środku. Była tak blisko ciebie, była tuż obok. Ale była też tak bardzo nie twoja mimo, że twoje serce biło tylko  dla niej. - Wybacz mi ale nie będę na tej weselnej imprezie.  Po prostu nie mogę. – spuściłeś głowę. Czułeś się niezręcznie, sam nie wiesz co się z tobą działo, ogarniała cię jakaś dziwna pustka. Miałeś milion myśli w głowie. Chciałeś tyle jej powiedzieć. Powiedzieć, że zawsze będziesz, chciałaś powiedzieć jak wiele dla ciebie znaczy. Chciałeś ją do siebie przytulić i już nigdy nie  wypuszczać. Jednak wiedziałeś że nie możesz tego zrobić.
- Ale Kamil... - zadźwięczał jej smutny głos odbijając się echem w całej twojej duszy. Jej smutek cię przerażał, tak bardzo tego nie chciałeś.
- Chciałbym, ale nie dam rady. A teraz życzę Ci.... - Zawiesiłeś głos na chwilę czując jak cały drżysz. Przymknąłeś powieki by się uspokoić - Bądź szczęśliwa Lili. - pocałowałeś ją  w czoło i mocno przygarnąłeś do siebie. Przycisnąłeś ją do siebie najmocniej jak tylko potrafiłeś i wtuliłeś się w jej włosy, które tak cudownie pachniały. Pocałowałeś ją w głowę i  ostatni raz wysiliłeś się na uśmiech.  Po czym odszedłeś. –  Cholernie cię kocham. – powiedziałeś cicho do siebie. Wiedziałeś, że tego nie słyszy…. Czułeś na sobie jej smutne spojrzenie, jednak nie dałbyś rady patrzeć na nią w jego ramionach, nie mógłbyś się cieszyć ich szczęściem, chciałeś oszczędzić przesiąkniętych bólem spojrzeń twojej Liliannie. Poczułeś nagle jak ktoś szarpię cię za ramię.
- Już idziesz?  - zapytał cię Włodarczyk. Widziałeś jak bardzo był zmartwiony.
- Nie będę psuł  jej  tak wyjątkowego dnia. – westchnąłeś. – Gdybym został chyba bym się tam wykończył. 
- Może będzie lepiej jak z tobą zostanę? Lilka zrozumie. – popatrzył na ciebie, pokręciłeś szybko głową
- Nie. To jej wielki dzień, a ty jesteś świadkiem. Zostań z nią, chociaż ty tu bądź. Ona tego potrzebuje, a ja i tak chce pobyć sam. – spojrzałeś na przyjaciela. Nie mógł zostawić teraz Lilki samej. Nie było takiej możliwości. Byłoby jej bardzo przykro, gdyby nie było na jej weselu żadnego z was.
- Na pewno dasz sobie radę? – pokiwałeś głową, Wojtek tylko westchnął. – No dobrze, ale jak coś to dzwoń. Przyjadę, trzymaj się stary. – uściskał cię i poklepał po plecach i już miał iść.
- Wojtek… - odwrócił się jeszcze na moment i spojrzał na ciebie pytająco – Dzięki wielkie za wszystko.
- Przecież jesteś moim przyjacielem, nie robię nic  nadzwyczajnego. – stwierdził wzruszając ramionami.
- Jesteś najlepszym z najlepszych Włodek. – stwierdziłeś, czym wywołałeś uśmiech na twarzy przyjmującego – Baw się dobrze. – powiedziałeś i poszedłeś w tylko sobie znanym kierunku. Byłeś mu niezmiernie wdzięczny, za to że po prostu był. Zawsze kiedy tego potrzebowałeś mogłeś do niego zadzwonić, nawet w środku nocy. On  zawsze odbierze, czasami zaspany cię wyzywa, że go budzisz, ale zawsze cię wysłucha. To jest prawdziwy przyjaciel. Chodziłeś po Andrychowie. Kroki zaprowadziły cię na jeden z placów zabaw. Był całkiem inny niż dziesięć lat temu. Wasze huśtawki zostały odnowione. Usiadłeś na jednej z nich i próbowałeś jakoś się uspokoić. Nie byłeś w stanie wsiąść teraz do samochodu. Bujałeś się delikatnie, pamiętasz jak zobaczyłeś tutaj pierwszy raz Lilkę, jak bardzo oślepiła cię swoim uśmiechem. Już wtedy wkradła się do twojego  serca, jak widać na dobre. Wciąż kochałeś ją równie mocno, mimo że Wojtek wielokrotnie powtarzał ci po tamtym  spotkaniu, że się z nią ożeni.  A teraz ona nie wyszła ani za niego ani za ciebie… Co za ironia. Wyszła za kogoś zupełnie innego i już nie należy do ciebie nawet małej cząstce. Już nigdy nie zasmakujesz jej ust, nie otumanisz tym cudownym zapachem jej ciała. Ona już nie jest twoja. Należy do Ludwika i teraz on ma twój największy skarb.
Rozejrzałeś się dookoła, byłeś całkiem sam.  Pozwoliłeś w końcu łzą spłynąć po twoich policzkach. Pierwszy raz płakałeś jednak nie potrafiłeś inaczej. Twoja miłość przestała być choć w małym stopniu twoja, a ty czułeś że twoje serce umiera i nawet oddychanie tak bardzo cię bolało…. Chciałbyś cofnąć się w czasie… Nie wiesz jak teraz będziesz teraz funkcjonował, zwłaszcza że skończyła się Liga. Jesteś na skraju przepaści Kamilu i boisz się że z każdym dniem będziesz w nią wpadał coraz bardziej. Straciłeś swój skarb. A twoje serce dzisiaj umarło.


***
Jak mam o tobie zapomnieć? Jesteś częścią mnie. 
Żeby cię zapomnieć, musiałabym zapomnieć o sobie.
***



________


Cześć ! Zabijecie mnie? Czy nie??? 

Wakacje się kończą, a ja wbrew pozorom będę miała trochę czasu.
Rozdział z dedykacją dla Asi, która  obchodzi swoje urodziny!!! Wszystkiego najlepszego kochana! Dużo zdrowia, szczęścia,  spełnienia marzeń, udanych studiów. Po prostu wszystkiego dobrego;*
Obiecałam prezent, więc masz.:)
POZDRAWIAM !!!
Paulka
Ps. To jeszcze nie koniec tego opowiadania. :)

niedziela, 18 września 2016

Poświęcenie dziewiąte

3 komentarze:
Przygotowania do świąt wielkanocnych szły pełną parą. W sobotni poranek obudził cię smak ust twojego narzeczonego, co było dla ciebie miłym zaskoczeniem. Umówiliście, że tym roku święta spędzacie u twoich rodziców w związku ze zbliżającym się wielkimi krokami ślubem. Już za półtora miesiąca miałaś stać się żoną Ludwika, który patrzył teraz na ciebie z uwielbieniem. Musisz przyznać, że od twojego przyjazdu z Bielska się zmienił. Stał się bardziej opiekuńczy i troskliwy. Przynosił ci śniadanie do łóżka, zawsze starał się znaleźć dla ciebie choć trochę czasu, by gdzieś wyjść, czy zwyczajnie porozmawiać.  Przypominał twojego dawnego Ludwika, a ty powoli zaczynałaś odczuwać tą samą fascynacje jego osobą co na początku. Znowu czułaś jak twoje serce szybciej biło na jego widok, znowu pragnęłaś czuć na sobie jego smak, znowu stawał się kimś ważnym. Przynajmniej tak ci się wydawało…
- To jakie plany skarbie na dziś? – uśmiechnął się i pocałował cię w czubek głowy.
- Musze pomóc mamie w kuchni przed jutrzejszym śniadaniem i przyjazdem reszty rodzinki. – mówisz leniwie przeciągając się na łóżku.
- To wam pomogę. – stwierdził z radością – Po za tym mam dla ciebie niespodziankę. Miałem pokazać ci wczoraj, ale jakoś nie było okazji. – podniósł się energicznie z łóżka i sięgnął do swojej walizki.  Po chwili na twoich kolanach znajdowało się małe czerwone pudełeczko. Spojrzałaś na niego niepewnie, po czym je otworzyłaś. A twoim oczom ukazały się dwie złote obrączki. Były piękne.  W tamtym momencie dotarło do ciebie, że niedługo będziesz całkowicie należała do tego mężczyzny. Trzymasz w dłoniach właśnie dowód waszej nierozerwalnej miłości, dowód waszego uczucia.
- Są śliczne. – powiedziałaś cicho, poczułaś jak Ludwik cię obejmuje. Nagle uczucie sielanki jakie między wami panowało zaczęło cię opuszczać. Spojrzałaś na swoją szafkę i oprawioną w ramkę fotografię, widziałaś na niej twarz człowieka, który pewnie gdzieś teraz śpi jeszcze w Bielsku, albo krząta się wesoło po mieszkaniu w towarzystwie rodziny. Spojrzałaś na obrączki, wiedziałaś, że gdy je założycie już nigdy nie będziesz mogła wtulić się w jego ramiona. Nagle wszystko wróciło, jego dotyk, smak, zapach. Wszystko co się z nim wiązało kołatało się w twojej głowie.  Ten jego uśmiech gdy na ciebie patrzył, czuły głos wypowiadający twoje imię. Przeraziłaś, bo to wszystko nie tak powinno wyglądać. Nie powinnaś teraz myśleć o Kwasowskim, lecz cieszyć się nadchodzącym ślubem. Czemu nie potrafisz   tak po prostu wyrzucić go z głowy? Doskonale wiesz, że jest już za późno na zmianę decyzji. Patrzysz na szczęśliwego Ludwika. Czy można tak po prostu jednym zdaniem złamać komuś życie? Wszystkie plany, marzenia…. Zniszczyć całą przyszłość? Nie potrafiłaś tego zrobić. Nie potrafiłaś zerwać tych zaręczyn, skoro się zgodziłaś nie masz już innego wyjścia.  Teraz możesz jedynie żałować, że nie porozmawiałaś szczerze z Kamilem kilka lat temu. Twoja miłość  do Kwasowskiego musi zostać wspomnieniem. Tylko jak tego dokonać?



***


W końcu dodarłeś do Andrychowa. Miałeś nadzwyczaj doskonały humor, mimo tego całego cyrku z przygotowaniami do  ślubu Lilki, który zbliżał się wielkimi krokami. Widziałeś jak Kamil co raz bardziej się załamywał, co raz bardziej zatracał się w jakiejś dziwnej pustce. Nie potrafiłeś do niego dotrzeć. Nie miałeś już na niego wpływu. I wiesz, że pozbierać mu się też nie potrafisz pomóc. Mimo tego wierzyłeś, że coś da się zrobić. Wierzyłeś, że po jutrze pojedziesz z Lilką do Bielska jak  każdego roku, że ona w końcu zrozumie, że musi też zadbać o własne szczęścia. A nim jest Kamil. To była już chyba jedyna szansa. Nie mogłeś pozwolić na to by twoi przyjaciele, byli wiecznie nieszczęśliwi. Sam byłeś temu winien. Wyszedłeś na balkon by odetchnąć świeżym powietrzem  i spojrzałeś w stronę domu swojej przyjaciółki.
- Cześć Włodarczyk ! – usłyszałeś z dołu i spojrzałeś  na Liliannę, która  stała na werandzie wtulana w Ludwika. W tej jednej chwila twój cały plan przestał mieć znaczenie. Obecność tego całego Ludwika wszystko zepsuła.  Zmarszczyłeś gniewnie brwi i spojrzałeś na nich. Po co on tu się wpraszał? Jeszcze nie jest mężem Lili, a zachowuje się jakby już należał do tej rodziny. Już ty bardziej do niej należałeś niż on…
- Hej. – mruknąłeś i wróciłeś powrotem do domu. Nie przejmowałeś się tym jak odbierze to pan prawnik. Wiedziałeś, że tym zaskoczysz Lilkę i ją trochę zmartwisz, tylko tak mogłeś sprawić by cię odwiedziła bez Ludwika.  Nie musiałeś czekać długo na reakcję dziewczyny, bo chwile później słyszałeś dzwonek do drzwi, słyszałeś również jak wita się z twoją rodziną i z tego co wydedukowałeś przyszła sama. Może nic straconego?
- Chyba nie jesteś zadowolony z tego, że tu przyszłam. – powiedziała rozsiadając się na twoim łóżku. Spojrzałeś na nią i usiadłeś obok.
- Nie. Dlaczego? – spytałeś obojętnie. I wyciągnąłeś swoje długie nogi opierając się głową o ścianę.
- Widzę. Coś się stało? – spytała odwracając się  do ciebie i dotknęła twojego ramienia. Spojrzałeś w jej oczy, była naprawdę przejęta.
- Nic szczególnego. Jadę w poniedziałek do Bielska. – może jeszcze zgodzi się z tobą pojechać. Może Ludwik nie będzie siedział tu przez całe święta? Może w końcu się zejdą z  Kwasowskim.
- Uwielbiam te lane poniedziałki w Bielsku. – mruknęła z przekąsem -  Może my też pojedziemy? – spytała z uśmiechem. Musiałeś przyznać jej rację. Uwielbiałeś moment gdy wraz z Kamilem, wylewaliście na Lilkę litry wody, a ona nigdy nie zdołała się na was odegrać. Zawsze później   nie odzywała się do was do końca wieczoru. Zaśmiałeś się na to wspomnienie. Jednak zaraz potem dotarło do ciebie co jeszcze powiedziała.
- My? -  popatrzyłeś na nią zdezorientowany.
- Ja i Ludwik. – słysząc to mało się nie spadłeś z łóżka. Patrzyłeś  na nią z niedowierzaniem. Nie poznawałeś jej, byłeś pewny, że Kamil dla niej coś znaczy. A on chce się zjawić u niego z nim… Przecież to tylko go dobije.
- Chyba zwariowałaś! – krzyknąłeś  i podniosłeś się zdenerwowany.
- O co Ci chodzi Włodarczyk? Ludwik to mój narzeczony i chyba to normalne, że…..
- Tu nic nie jest normalne! Myślałem, że Kwasu dla ciebie  coś znaczy, a nawet więcej niż coś… A ty chyba chcesz by się wykończył. – oczy Lilianny robiły się coraz większe. Powoli wstała z łóżka i podeszła bliżej ciebie
- O czym ty mówisz? – pytała. Spojrzałeś w jej oczy i widziałeś w nich pustkę… Nic więcej.
- O tym, że ten kretyn za tobą szaleje i wariuje z miłości do ciebie. O tym, że to co było w Bielsku, sprawiło, że stałaś się jeszcze ważniejsza! A  teraz wpadł w jakąś czarną dziurę, chodzi tylko na treningi, gdybym nie wiedział go w meczowym składzie to bym nie wiedział, że żyje. A to dopiero początek! Ten ślub będzie ponad jego siły, a ty chcesz go katować jeszcze widokiem tego pieprzonego Ludwika!  - patrzyłeś jak z jej oczu spadają kolejne łzy. Wiedziałeś, że przesadziłeś, jednak nie miałeś kompletnie siły   na tłumaczenie jej tego wszystkiego na spokojnie. Zirytowało cię jej zachowanie. Kamil naprawdę był wrakiem człowieka i cholernie bałeś się tego ślubu. Bałeś się, że jemu coś się stanie, że sobie nie poradzi. Bałeś się, że stracisz przyjaciela.  A tylko Lilka może go uratować.
- Nic nie rozumiesz…. – powiedziała ocierając łzy.
- Tu nie ma nic do rozumienia. Zastanów się sama czego chcesz.  Ten ślub nie tylko zniszczy coś w Kamilu, ale również w Tobie. Sama sobie robisz krzywdę. – mówisz już trochę spokojniej, jednak złość nadal w tobie buzuje.
- Trzeba brać odpowiedzialność za swoje błędy i podjęte decyzje. – westchnęła, w tamtej chwili widziałeś dawną Lili. Cierpiała, a ty nie potrafiłeś jej pomóc. To ona musi to zrobić, ona musi wybrać.  – Brakuje mi Kamila i nie wiem co mam robić. Mnie też boli, że cierpi. – mówiła siedząc na łóżku i płacząc. Usiadłeś obok niej i mocno przytuliłeś.
- Lili wiesz, że zawsze ci pomogę. Może mnie trochę poniosło i przepraszam za to,  ale się martwię. Strasznie się martwię o was. – mówiłeś. Wtuliła się w ciebie jeszcze mocnej. Gładziłeś delikatnie jej plecy. – Wiem, że chcesz zapomnieć i odsunąć się od tego, tylko nie wiem czy to coś da.
- Nie wiem co mam robić. Kamil znowu stał się ważny, jednak mam już zobowiązania. To stało się zbyt późno. – mówiła powoli się uspokajając. Bolały cię jej słowa, bo wiesz że miała rację.
- To moja wina. – gdybyś tylko nie był taki uparty, gdybyś kiedyś porozmawiał szczerze z Kamilem, teraz siedziałbyś obok przyszłej pani Kwasowskiej… Ale to już było, teraz musisz się zastanowić jak wybrnąć z tej sytuacji. Sam na siłę tez nic nie zrobisz. Masz nadzieję, że niepewność Lilianny sprawi, że w końcu zrozumie, że jej szczęście też jest ważne. 


***
Chcę, żebyś była szczęśliwa i by on był szczęśliwy.
A mimo to kiedy będziesz zmierzać w kierunku ołtarza,
aby się z nim spotkać i złączyć wasze dusze na zawsze,
przejdziesz również po niewidzialnym szlaku mojego zdruzgotanego serca.
***


Chodziłeś bez celu po bielskim parku. Musiałeś odetchnąć świeżym powietrzem po wielkanocnych smakołykach jakie zafundowała ci mama. Oprócz tego kusiło cię aby pojechać do Andrychowa. Nie chodziło tu tylko o spotkanie z Włodarczykiem, chciałeś przede wszystkim zobaczyć ją. Spojrzeć w jej oczy, poczuć zapach i zapytać zwyczajnie co u niej.  Starałeś się ze wszystkich sił zapomnieć o tym co się wydarzyło między wami. Nie potrafiłeś, nie potrafiłeś wymazać z pamięci smaku jej ust.  Brakowało ci jej, potrzebowałeś jej bliskości jak powietrza. Bez niej zamykałeś się  sobie. Bez niej umierałeś z tęsknoty. Bez niej nie byłeś już sobą. Nie wiele myśląc wyciągnąłeś z kieszeni telefon i wystukałeś wiadomość do Wojtka, że wpadniesz wieczorem. Wiesz, że jej narzeczony również tam będzie, wiesz że to  cholernie zaboli. Jednak mimo tego nie potrafiłeś nie pojawić się w Andrychowie, wiedząc że ona tam jest. Jest tak blisko ciebie. Po za tym musisz się przyzwyczajać do widoku swojej ukochanej z Ludwikiem. Niedługo zostaną małżeństwem. Trochę cię to przerażało, bałeś się tego ślubu. Bałeś się, że to będzie dla ciebie nie do zniesienia, że zepsujesz jej najważniejszy dzień w życiu. Ale musisz tam być, obiecałeś. A ty zawsze dotrzymujesz obietnic, zwłaszcza tych danych Liliannie. Czując na swoim policzku krople marcowego deszczu, postanowiłeś  wracać już do domu i  jak najszybciej ruszyć w stronę Andrychowa.  Idąc  szybkim krokiem po chodniku nawet nie zauważyłeś jak obok ciebie zatrzymał się srebrny samochód. Mogłeś przysiąc, że gdzieś go już widziałeś. Przystanąłeś  i zobaczyłeś jak z auta wysiada długonoga blondynka.
- Weronika? – zdziwiłeś się widząc siostrzenicę prezesa, ona tylko się do ciebie promiennie uśmiechnęła. Musisz  przyznać, że była piękną kobietą. Zawsze gdy odwiedzała swojego wuja, oglądała się za nią połowa BBTs-u. Ty jednak należałeś do tej drugiej połowy, u której pojawienie się dziewczyny w klubie nie wywoływało większych emocji.
- Jak widać. Podrzucić cię gdzieś Kamilu? Mój wujaszek nie będzie zachwycony, jeśli jego najlepszy przyjmujący zachoruje. – puściła ci oczko, zaśmiałeś się pod nosem słysząc ten komplement.
- Już mi tak nie słódź. – zaśmiałeś się – A za podwózkę muszę podziękować. Właśnie idę do domu po samochód i jadę do Wojtka. – stwierdziłeś chowając ręce do kieszeni kurtki.
- To podwiozę cię do Andrychowa. Nawet będę miała po drodze. – spojrzałeś w jej śmiejące się do ciebie błękitne oczy. Może to nie był zły pomysł? Włodarczyk i tak miał jutro przyjechać do Bielska, wiec dzisiaj u niego się zatrzymasz, a jutro z nim wrócisz.
- Niech będzie. – zgodziłeś się, co wyraźnie uradowało blondynkę. Podróż mijała ci o dziwo wesoło. Weronika była zakręconym  człowiekiem, co chwilę wybuchałeś śmiechem słuchając jej opowieści. Lubiłeś ją, jednak unikałeś bliższych kontaktów. Sam nie wiesz czemu, teraz widzisz, że wiele traciłeś. Nie chciałeś tylko by odebrał tego zbyt opacznie. Jest dobrą koleżanką i tylko tego typu znajomość cię interesowała.
- Mam wrażenie, że ostatnio się zmieniłeś Kwasu. – stwierdza obdarowując cię przelotnym spojrzeniem.
- To znaczy? – pytasz. Nawet nie ma pojęcia ile uczuć w tobie szaleje każdego dnia i jak bardzo rozpada ci się  twój świat.
- Stałeś się smutnym facetem. Pamiętam gdy cię poznałam, miałeś taki niesamowity blask w oczach i byłeś taki hmm...zwariowany. A teraz czuję jakbym widziała zupełnie kogoś innego, bez blasku w oczach, bez chęci życia. – zamyśliłeś się słysząc te słowa. Wiesz, że miała rację. Nie sądziłeś tylko, że aż tak widać co się z tobą dzieje. Chyba jednak musisz popracować nad ukrywaniem swoich uczuć.
- Takie życie. – mruknąłeś nawet na nią nie patrząc.
- Życie wcale nie jest takie złe, to my je komplikujemy.  Uważam, że nie powinieneś się nią zadręczać. – spojrzałeś zaskoczony na blondynkę. Skąd ona wie, że tu chodzi o kobietę? Widząc twoją zaskoczoną minę, wybucha śmiechem. – Nie patrz tak. Nie trudno się domyślić. Jesteś wyjątkowym facetem Kamilu, nie jedna dałaby się za ciebie pokroić. Jeśli ona tego nie widzi, nie jest ciebie warta. Teraz pewnie się na mnie złościsz, ale wbrew temu co ci się wydaje, nie chce jej obrażać. Nawet jej nie znam, wiem za to jaki ty jesteś. I jeśli ona nie widzi, że teraz jesteś cieniem samego siebie, to zastanów się czy warto cierpieć dla  niej te wszystkie katusze. – wsłuchiwałeś się w słowa blondynki. Rozum ci podpowiadał, że ma rację, jednak całym sobą czułeś, że nie. Lili nie chciała twojego cierpienia. Na pewno nie.  Jedynie nie darzyła cię tego typu miłością co ty ją. To jest jedyny powód jej zachowania. Po za tym  Lilka nawet nie ma pojęcia jak bardzo ją kochasz. Dalsza podróż minęła wam w milczeniu. Nie chciałeś dłużej  o tym mówić.
- Dziękuję za podwózkę.  Na razie.– powiedziałeś patrząc na Weronikę  i wysiadłeś z samochodu.
- Kamil, zaczekaj. – usłyszałeś za sobą, zatrzymałeś się i spojrzałeś na blondynkę – Przepraszam. Nie powinnam tego wszystkiego mówić. Po prostu strasznie mi ciebie szkoda. – mówiła błądząc wzrokiem po chodniku.
- Nie gniewam się. Doceniam to, ale jestem dużym facetem, jak widać. – wskazałeś na siebie - Dam sobie radę. – uśmiechnąłeś się do niej.
- Cieszę się. Jakby co, zawsze jestem do dyspozycji, nawet jako kierowca. – zaśmiała się  - Wesołych świąt Kamil. – powiedziała po czym cmoknęła cię w policzek i wsiadła do samochodu. Pomachałeś jej na pożegnanie i miałeś właśnie zadzwonić do drzwi Włodarczyka, gdy same się otworzyły.  Zamarłeś. Tak dawno nie rozmawialiście. Twoje serce biło jak oszalałe na jej widok. Wszystkie uczucia wróciły. Patrzyłeś w jej cudowne oczy, które były tak strasznie smutne. Zastanawiasz się tylko dlaczego.
-Lili. – powiedziałeś cicho, jednak ona nadal milczała. Zdziwiło cię jej zachowanie. Przez głowę przeszła ci nawet myśl, że może widziała cię z Weroniką.  Tylko dlaczego tak zareagowała?
- Wejdź, ja właśnie wychodzę.  – widziałeś jak bardzo starała się zachować obojętność, jednak w ogóle jej to nie wychodziło.
- Porozmawiajmy. – powiedziałeś i założyłeś jej kosmyk włosów za ucho. Przymknęła oczy gdy to robiłeś, widziałeś jak walczy sama ze sobą.
-  Kamil ma rację. – spojrzałeś na Wojtka, który miał równie dziwny wyraz twarzy co Lilianna. Nie zastanawiałeś się nad tym dłużej, wziąłeś Lili za rękę i ruszyłeś w stronę pokoju Włodarczyka. Nie protestowała. – Zostawiam was samych.  – spojrzałeś na Wojtka i skinąłeś tylko głową po  czym wróciłeś wzrokiem do Lilianny. Usiadła na fotelu, kucnąłeś przy niej i oparłeś ręce na jej kolanach. Napawałeś się jej widokiem i tym, że jest tuż przy tobie.
- Tęskniłem za tobą. – powiedziałeś patrząc w jej oczy.
- A nie powinieneś. – dodała cicho.
- Być może. Nie potrafię o tym zapomnieć Lili. – westchnąłeś i oparłeś się głową o jej kolana. Dawno nie byłeś tak bardzo szczery w mówieniu o swoich uczuciach. Jednak brakowało ci już siły na udawanie szczęśliwego człowieka. Poczułeś jak głaszcze dłonią twoje włosy. Przymknąłeś powieki i delektowałeś się jej dotykiem.
- To zabrnęło zbyt daleko. – powiedziała, podniosłeś głowę. Nie potrafiłeś niczego wyczytać z jej twarzy. – A ja nie potrafię ciebie teraz nawet odepchnąć.
- Uważasz, że powinienem się odsunąć? – pytasz spoglądając w jej oczy i podnosisz się z miejsca. Ona również to robi. Podchodzi bliżej okna i wpatruje się w  powoli zatapiający się w nocy Andrychów.
- Nie. – odpowiada, podchodzisz do niej i obejmujesz ją w pasie przytulając się do jej pleców. -  W sylwestra pytałeś mnie o czym marzę. Teraz zmieniłabym  odpowiedź.  Chciałabym cofnąć się w czasie i powiedzieć ci, że jesteś najważniejszym facetem w moim życiu. – słysząc to po twoim ciele przeszedł dreszcz. Odwróciłeś ją w swoją stronę. – Niestety nie mam wehikułu czasu.
- Wyjdziesz za niego. – stwierdziłeś z pewnością, ona jedynie spuściła wzrok  - Lili nigdy nie oczekiwałem, że tego nie zrobisz. Jesteś całym moim światem i chce byś była szczęśliwa. – powiedziałeś ścierając łzę z jej policzka. – Jeśli ten ślub ma cię uszczęśliwić, nie mogę mieć nic przeciwko.
- Chyba nawet wiem dlaczego… - mruknęła, chyba się domyśliłeś o co jej chodzi.
- Mówisz o Weronice. Jeśli chodzi o nią… - chciałeś coś powiedzieć jednak ona pokręciła tylko głową.
- Nie musisz mi się tłumaczyć. Jesteś wolnym człowiekiem i również masz prawo do szczęścia. – westchnęła patrząc na ciebie. Widziałeś doskonale, że była tym wszystkim zmęczona równie mocno co ty.
- Ty jesteś moim szczęściem. – dodałeś znacznie ciszej i objąłeś ją mocno ramionami. Może mówiłeś za dużo. Może  nie powinieneś. Ale nie potrafiłeś dłużej tego wszystkiego  dusić w sobie. Kochasz ją jak wariat i chcesz dla  niej jak najlepiej. Wiesz, że to nie wiele zmieni. Teraz gdy trzymasz ją w ramionach wiesz że to jest jedyne czego potrzebujesz w życiu. Wiesz, że  tylko jej obecność potrafi przynieść ci ukojenie. Nie ważne czy jest na ciebie zła, czy krzyczy, czy się śmieje. Ważne, że jest. Tak po prostu znajduje się przy tobie i w tym momencie nic więcej ci nie jest potrzebne. Musisz się tym nacieszyć bo już niedługo to wszystko się skończy.


________


Hej! To powyżej dnoo....
Przepraszam, że mnie nie ma u Was, ale wychodzę  rano wracam wieczorem. I nie mam siły nawet otwierać laptopa.  Dziś miałam chwile by coś napisać....
 Przepraszam Was za wszystko. 
POZDRAWIAM !!!   
Paulka