niedziela, 22 października 2017

Poświęcenie dwudzieste

4 komentarze:
Wracałeś powolnym krokiem do swojego mieszkania. Cały czas zastanawiałeś się nad swoim życiem i nad tym co myślałeś będąc przy Weronice. Nawet nie wiesz jak mogło ci coś takiego przyjść do głowy, Werka była jak młodsza siostra, a ty tylko jedną kobietę kochałeś naprawdę. I kochasz nadal. Mimo tego, że nigdy nie będziecie razem, nie wiesz czy potrafiłbyś być z kimkolwiek innym niż z Lilianną. Przecież nikt tak się nie uśmiecha, nikt inny tak na ciebie nie krzyczy, gdy robisz głupoty, nikt inny tak cię nigdy nie potrafi przytulić. Tylko z Lilką chciałbyś mieć ten jej wymarzony domek z czerwonym dachem, o  którym niegdyś tyle ci opowiadała. Tylko przy Lilce chcesz się budzić każdego dnia i tylko z nią spędzać wszystkie wieczory i noce. Chcesz żeby twoja poduszka pachniała tylko i wyłącznie nią. Nikt inny nie może ci tego zapewnić, tylko twoja Lilianna.  Jesteś w niej naprawdę beznadziejnie zakochany Kamilu.... I to nawet teraz, gdy całkowicie przestałeś dla niej istnieć....
- Kwasu. - usłyszałeś i podniosłeś głowę. Twoim oczom ukazała się Weronika. Widziałeś, że jest dziwnie zestresowana. Dopiero po chwili przypomniało ci się, że chciała z tobą porozmawiać. Przyglądałeś się jej przez chwilę, musisz przyznać, że była naprawdę piękna. A ta kremowa sukienka dodawała jej jeszcze większego uroku. Jednak nawet jej zjawiskowy wygląd nie był w stanie poruszyć twojego serca, które biło tylko dla jednej kobiety.
- Cześć Werka - przytuliłeś ją na powitanie.  Ona się odsunęła bez słowa i spojrzała na ciebie przerażona. Patrzyła tak przez dłuższą chwilę, a ty nie miałeś pojęcia o co jej chodzi.
- Przepraszam za to co teraz zrobię - powiedziała i nim zdążyłeś cokolwiek odpowiedzieć poczułeś smak jej ust. Nie miałeś pojęcia co się teraz działo... Zaskoczony w pierwszej chwili odwzajemniłeś ten pocałunek, jednak szybko wróciłeś do siebie i odsunąłeś ją natychmiast od siebie.
-Werka, może ja dałem ci coś źle do zrozumienia, ale ja... - zacząłeś trochę zaskoczony tym co przed chwilą się stało.
- To nie tak... - przerwała ci i patrzyła w jakiś punkt przed sobą  - To niemożliwe, niesamowite... To on.... Ja naprawdę nic  już do ciebie nie czuję. - mówiła  zdumiona. Patrzyłeś na nią lekko skołowany, bo tak naprawdę niczego już nie rozumiałeś z tego co się tu działo. Nie miałeś pojęcia o czym ona mówi i dlaczego jej oczy tak bardzo się śmieją. Postanowiłeś z nią wszystko dokładnie wyjaśniać.
- Wydaje mi się, że musimy porozmawiać. Zapraszam na górę. - zaprosiłeś ją gestem ręki do klatki schodowej. Blondynka z wielkim uśmiechem na twarzy poszła  do wnętrza twojego bloku. Otworzyłeś wam drzwi od mieszkania. - Rozgość się. - Weronika od razu usiadła na kanapie, a ty postanowiłeś zrobić wam herbatę.
- Chcesz za pewne wyjaśnień. - stwierdziła, gdy pojawiłeś się w pokoju stawiając na ławie dwa kubki z gorąca herbatą. Usiadłeś w fotelu i podparłeś się na łokciu.
- Przyznaje, że nic nie rozumiem. - westchnąłeś. - Dlaczego mnie pocałowałaś?
- Wiesz, że spotykałam się z Wojtkiem? - spytała patrząc na ciebie swoimi błękitnymi oczami
- Domyślałem się. - uśmiechnąłeś się pod nosem.
- Wydawało mi się, że tylko się przyjaźnimy. Lubiłam  z nim spędzać czas i nawet nie zauważyłam, gdy zaczęło mnie coś do niego przyciągać.... Nie zdawałam sobie nawet sprawy z tego, kim on dla mnie jest. Aż do momentu, gdy mnie pocałował dokładnie w drugi dzień świat. - słysząc to mało nie spadłeś fotela. Nie mogłeś uwierzyć w to, że Wojtek nic ci o tym nie powiedział. - W dodatku powiedział wtedy, że się we mnie zakochał, a ja zwyczajnie się wystraszyłam. Bałam się, że go zranię, bo zawsze mi się wydawało, że to ciebie kocham. - mimo wszystko dziwnie ci się słuchało Weroniki, gdy wprost mówiła o swoich uczuciach do ciebie, jednak nie chciałeś jej przerywać. Widziałeś, że dla niej to również nie jest łatwe - To było straszne, patrzeć w te smutne oczy.... On prawie płakał... Przecież, nigdy taki nie był, a to wszystko przeze mnie...
- Ale ty tak naprawdę nie możesz o nim zapomnieć? - spytałeś uważanie na nią patrząc. Byłeś tego niemal pewny. Blondynka przymknęła powieki i wzięła głęboki oddech
- Od tamtego pocałunku, nie mogę się pozbyć z głowy tych smutnych oczu, nie mogę zapomnieć dotyku jego ciepłych warg, wciąż słyszę jak mówi, że mnie kocha. Uznałam, że z czasem mi przejdzie, że to tylko szok tymi wydarzeniami. Ale nie przeszło, jest tylko gorzej. Minęło pół roku, a ja wciąż za nim tęsknie. - teraz chyba zaczynałeś wszystko rozumieć. Podrapałeś się po brodzie i spojrzałeś na nią niepewnie.
- Czyli, całując mnie chciałaś sprawdzić czy  czujesz to samo co wtedy, gdy całował cię Wojtek? - blondynka skinęła głową. Zastanawiałeś się teraz czy powinno być ci przykro. Ale nie było, wręcz przeciwnie. Byłeś szczęśliwy, że sprawy potoczyły się tak a nie inaczej, bo Wojtek zasługiwał na prawdziwą miłość.
- Tak, chciałam się przekonać i mieć pewność, że jesteś dla mnie tylko przyjacielem. I teraz mam. Wybacz Kamil, ale nie było w tym tej magi co przy Wojtku. - uśmiechnęła się delikatnie. Ty natomiast się naprawdę cieszyłeś. Wiedziałeś, że jak Włodarczyk to usłyszy oszaleje ze szczęścia i miałeś nadzieję, że chociaż jemu coś się ułoży.
- Nie mam ci tego za złe. Naprawdę mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi. - stwierdziłeś z szerokim uśmiechem.
- Napisze od razu do Wojtka, że chce się z nim dzisiaj zobaczyć. - powiedziała radośnie i szybko sięgnęła po torebkę, która niesfornie zahaczyła o kubek stojący na drewnianym stoliku. Cała jego zwartość wylądowała na kremowej sukience blondynki. - Cholera! Moja ulubiona... - mruknęła zirytowana. Zaśmiałeś się pod nosem i poszedłeś do swojej sypialni wyciągając z szafy swoją koszulkę, po czym znowu wróciłeś do pomieszczenia, w którym znajdowała się Weronika. 
-   Łap!  - rzuciłeś w jej stronę koszulkę. - Chyba najdłuższa jaką mam, przebierz się, a co do sukienki będzie chyba najlepiej jak od razu zapierzesz. - puściłeś jej oczko.
- Łał, Kwasu perfekcyjny pan domu. - zaśmiała się pod nosem - Zaraz wrócę i posprzątam. Dzięki. - zniknęła za drzwiami łazienki. Ty natomiast wziąłeś się za sprzątanie, nie czekając na Werkę. Wiedziałeś, że zawsze była strasznie zakręcona, nie inaczej było w tym przypadku.  Powycierałeś podłogę i zerknąłeś w stronę drzwi od łazienki, które przed chwilą się otworzyły.
- Do twarzy ci w niej. - stwierdziłeś mierząc wzrokiem Weronikę, która stała ubrana w twoją granatową koszulkę. Musisz przyznać, że zatrzymałeś się chwilę dłużej na jej długich opalonych nogach, ale szybko potrząsnąłeś głową odganiając wszelkie głupie myśli.
- Właściwie jest nie wiele krótsza od tej mojej sukienki. - stwierdziła i podchodząc bliżej ciebie - Teraz będziesz musiał się ze mną jeszcze chwilę pomęczyć.
- Nie mam nic przeciwko temu. - puściłeś jej oczko, jednak waszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. Weronika spojrzała na ciebie pytająco, jednak ty tylko wzruszyłeś ramionami.
- Spodziewasz kogoś? - spytała , pokręciłeś przecząco głową.
- Nie wiem kto to... Wojtek dzisiaj miał wrócić do Andrychowa, może to on. - blondynka słysząc imię twojego przyjaciela szeroko się uśmiechnęła.
- To pójdę otworzyć. - powiedziała i pobiegła w stronę drzwi nim zdążyłeś cokolwiek powiedzieć. Bałeś się, że Wojtek może źle zareagować na jej widok.... Wyszedłeś powoli na korytarz  i się nie pomyliłeś. Włodarczyk stał i patrzył niedowierzająco na Weronikę.
- Nie wierzę..... - powiedział cicho - To dlatego.... Dlatego wtedy powiedziałaś nie. - skierował wzrok na ciebie, miałeś wrażenie, że jakby mógł to  zabił by cię samym spojrzeniem.
- Wojtek ale o czym ty... - zaczęła blondynka, Włodarczyk tylko wyminął ją bez słowa i podszedł bliżej ciebie. Widziałeś, że był wściekły, a jego furia rosła z sekundy na sekundę.
- Nie wierze.... Kurwa nie wierze, że to zrobiłeś! Chciałeś się zemścić za Lilkę ?!  Za to, że przeze mnie nie jesteście razem?! To ci się kurwa udało! Właśnie odebrałeś mi kogoś, kto był sensem mojego istnienia! Złamałeś mi wszystko..... - patrzyłeś  na niego oniemiały i nie potrafiłeś wypowiedzieć choćby słowa.  Widziałeś jak jego złość zamieniała się powoli w bezradność. Nie miałeś nawet pojęcia, że aż tak bardzo obwinia się  o to, co się stało z tobą i Lilianną....
- Wojtek to nie tak.... - dotknąłeś jego ramienia, jednak on szybko zrzucił twoja rękę.
- Zostaw mnie! Nie chce cię więcej widzieć! Wiedziałeś o wszystkim, o niej.... I mi ją odebrałeś.... Ty... idealny pan Kwasowski..... - mówił ironicznie patrząc na ciebie ze łzami w oczach. Najgorsze było to, że nie dawał ci nawet dojść do słowa. Spojrzałeś na Werkę, która stała za Włodarczykiem i zaskoczona wpatrywała się w jego postać, jakby chciała zrozumieć co tu się właśnie dzieje. -    Ze  mną możesz robić co chcesz. Ale co ci zawiniła Lilka?! Czemu ją tak niszczysz?! I to przez jeden błąd, który popełniła?
- Włodi wieź się uspokój i daj mi coś powiedzieć. - powiedziałeś starając się zachować spokój -  I co ma do tego Lilka? Ona ma już męża, a dzisiaj pewnie świętuje pierwszą rocznice. - mruknąłeś z przekąsem, jednak to jeszcze bardziej zirytowała Wojciecha.
- Ona się dla ciebie rozwiodła kretynie! I to właśnie dzisiaj! Ale ty oczywiście wolałeś przespać się z Werką.! - twoje oczy omal nie wyszły z orbit. Nie potrafiłeś wykrztusić z siebie choćby słowa. Nawet nie myślałeś już o jego ostatnim zdaniu. Ona się rozwiodła..... Dla ciebie...  Tylko to krążyło ci po głowie. Twoja Lilka jest już wolna. Możesz ją znowu tak po prostu przytulić, możesz znowu zasmakować jej ust, bez żadnych wyrzutów sumienia. Możesz po prostu przy niej być. On cię naprawdę kocha, skoro zdobyła się na taki gest. Nigdy sobie nie wybaczysz, że kiedykolwiek wątpiłeś w jej miłość. Jedyne czego teraz chciałeś to jak najszybciej się z nią zobaczyć. Chciałeś już teraz w tym momencie wziąć ją w ramiona i powiedzieć, że jest wszystkim i że będziesz ją kochał aż do ostatniego tchnienia a nawet i dłużej. Z zamyślenia wyrwało cię trzaśniecie drzwi.
- Pójdę za nim. - powiedziała Weronika - Trzeba w końcu  zakończyć tę serię nieporozumień.  - skinąłeś tylko głową  i natychmiast zacząłeś się szykować do wyjścia. Szukałeś w pośpiechu dokumentów i kluczyków od samochodu, które jak na złość  gdzieś ci się zapodziały. Wiedziałeś jedno. Musisz się przy niej znaleźć i to już, w tej chwili. Musisz z nią szybko porozmawiać i wszystko wyjaśnić. Bo ty bez niej  nie potrafisz żyć, ona jest powodem twojego istnienia. Możesz próbować o niej zapomnieć, ale to ci się nigdy nie uda bo tylko dla niej żyjesz i dzięki niej jesteś tak naprawdę szczęśliwy, a teraz będziecie mogli być razem. Ona będzie mogła być tylko twoja.... Już na zawsze .... Tylko czy nie jest już za późno Kamilu?

***


Na bielskiej ulicy świeciły się już latarnie, usiadłeś powoli na drewnianej ławce, by choć trochę ochłonąć. Majowy chłód otulał twoją twarz i osuszał łzy, sam nie wiedziałeś, czy bardziej byłeś wściekły czy po prostu smutny. To wszystko co mówiła Lilianna okazało się prawdą.... Czułeś jak rozpadasz się na małe kawałeczki. Był twoim przyjacielem, najlepszym.... A wbił nóż prosto w twoje serce. Zabił je, tak jak całego ciebie. Miał  kogoś, kto nigdy nie będzie twój. Może powinieneś wrócić i mu przywalić, nie potrafiłeś.... W końcu to był Kamil. Twój niemal brat. Wypuściłeś ze świstem powietrze i schowałeś twarz w dłoniach. Każdy twój oddech tak bardzo bolał, a ty płakałeś po raz pierwszy w życiu. Tak ten Wojciech, który wiecznie się śmiał, ma w oczach łzy. A wszystko przez kobietę, obiecałeś sobie, że nigdy tak się nie stanie. A teraz? Teraz cierpisz, umiera ci serce i dusza.... Może nie powinieneś tak się zachowywać... Ale ona tak pięknie pachnie, tak cudownie się śmieje, a gdy na ciebie patrzy jesteś w niebie.... Nie masz pojęcia jak to się stało, że Weronika tak bardzo zawładnęła całym twoim życiem. Nie miałeś pojęcia jak masz żyć bez niej, bez tej cholernej nadziei, że chociaż raz spojrzy na ciebie z takim uczuciem, jakim patrzy na Kamila. Chociaż raz.... 
- Wojtuś.... - usłyszałeś cichy głos...  To ona... 
- Mam już omamy. - mruknąłeś do siebie.... nie podnosząc nawet głowy. Było ci strasznie źle, chciałeś z niknąć, już nawet słyszałeś jej głos... 
- Nie masz. Podnieś głowę do cholery. - zaskoczony poderwałeś się z miejsca i spojrzałeś na blondynkę. Zmierzyłeś ją wzrokiem, stała tam ubrana w tą cholerną koszulkę Kamila i  patrzyła na ciebie smutno. 
- Co ty tu robisz? - spytałeś zaskoczony jej widokiem. Całe twoje serce się do niej wyrywało i za nic w świecie nie mogłeś go uspokoić. 
- Musimy porozmawiać Włodarczyk. - stwierdziła poważnie. Przeczesałeś dłonią swoje włosy i wlepiłeś w nią swój wzrok.
- Jakbyśmy mieli o czym. - powiedziałeś gorzko.  Widziałeś jak powoli zaczyna jej się robić zimno, choć za wszelką cenę chciała to przed tobą ukryć. Westchnąłeś ciężko i zdjąłeś z siebie bluzę zarzucając jej na plecy. - Mogłaś się ubrać... 
- Jesteś na mnie wściekły, a dajesz mi swoją bluzę? - spytała wbijając w ciebie swoje błękitne oczy. Kochałeś ją i nic na to nie mogłeś poradzić. Nawet jeśli złamała ci twoje serce, nie potrafiłeś patrzeć na to, jak marznie. 
- To się nazywa litość. - mruknąłeś niemiło. Ona tylko się cicho zaśmiała. Wiedziała, że powiedziałeś to specjalnie, że chciałeś by ją dotknęły twoje słowa. Czytała z ciebie jak z otwartej księgi.
- Nie Włodarczyk, to się nazywa miłość. - nie miałeś pojęcia po ci o tym przypomina, czy jej naprawdę tak  bardzo zależy na tym, byś za chwilę umarł tu z bólu, który coraz bardziej przeszywa twoje serce? -  I własnie dlatego mamy o  czym rozmawiać. 
- Po co tu jesteś? Nie możesz odejść?! Zostawić mnie w spokoju! Tak kocham cię! Ale to bez znaczeniu, nie widzisz, że ja umieram! Ja bez ciebie sobie nie daje rady, a ty mnie teraz katujesz tym swoim delikatnym uśmiechem, tym błękitnym spojrzeniem za które mógłbym zginąć. - miałeś ochotę tak zwyczajnie uciec. Twój oddech stawał się coraz cięższy, jednak nie mogłeś się od niej zwyczajnie odsunąć, przyciągała cię niczym magnez.   Ona spojrzała po sobie i na chwile się zamyśliła 
- Spójrz na mnie. Na moje ubranie Wojtek...  - nie wiesz po co ona to robiła. Aż tak bardzo chciała ci przypomnieć o tym, że Kamil miał ją tylko dla siebie? - Powiedz co mam na sobie. 
- Koszulkę Kamila... - warknąłeś, jednak ona patrzyła na ciebie jakby chciała byś kontynuował - I moją bluzę?
- Dokładnie. Spójrz koszulka Kamila jest dla mnie bardzo ważna, przykrywa moje ciało.... - tego było już dla ciebie za wiele - Ale ona nie potrafiła mnie ogrzać. Zrobiła to twoja bluza, otuliła mnie, dała mi ciepło i nie pozwoliła bym zmarzła. Tak samo jest z Wami. Kamil zna moje tajemnice, jest blisko mnie i mnie wspiera, ale nie potrafi sprawić, że nigdy nie zmarznę ... Ty to robisz. Ty sprawiasz, że istnieje, przekryłeś mi sobą cały świat. - nie wierzyłeś w to co mówi. Miałeś wrażenie, że to jest jakiś żart...
- Wasz pocałunek, twoje ubranie.... - mówiłeś patrząc na nią zaskoczony. 
- Sukienkę zalałam herbatą, a pocałunek... Chciałam sprawdzić co poczuje, czy to będzie bardziej magiczne od co czułam gdy ty mnie całowałeś. Nie było.... Od tamtych świąt wciąż czuje na sobie smak twych ust, wciąż widzę twoje smutne oczy, wciąż nie potrafię sobie wybaczyć... - przerwałeś jej wpijając się w jej usta. Nie potrafiłeś się potrzymać. Myśli w głowię krążyły ci jak szalone. Nie potrafiłeś ich ułożyć. Wiedziałeś jedno, chciałeś jej. 
- Chcesz mi coś powiedzieć ? - uśmiechnąłeś się cwaniacko opierając o jej czoło. 
- Kocham cię Włodarczyk. Nie wiem co mi zrobiłeś, ale nie mogę przestać o tobie myśleć. - przygarnąłeś ją mocno do siebie. Z załamania natychmiast przeniosłeś się do euforii. To co z tobą robiła ta drobna blondynka było nieprawdopodobne. Ona dyrygowała twoim sercem i życiem. Ale wiedziałeś, że za ten jej uśmiech możesz jej to wszystko oddać. 
-  Mówiłem ci już kiedyś, że umiem czarować. - zaśmiałeś pod nosem. 
- Zaczarowałeś mnie swoją miłością. - powiedziała i musnęła twoje usta. Patrzyłeś w jej oczy, widziałeś w nich  miłość. Czułeś, że masz wszystko. Wszelkie nieporozumienia przestały mieć znaczenie, gdy ona stała ubrana w twoją bluzę i  wtulona w ciebie. 
- Przepraszam was. - usłyszałeś za sobą i zobaczyłeś Kamila, który mierzył was wzrokiem. Było ci głupio, że o coś takiego go podejrzewałeś... W końcu był twoim najlepszym przyjacielem....
- Kamil, posłuchaj. Ja naprawdę.... 
- Nie teraz. Później. - przerwał ci - Gdzie Lili? - dopytywał patrząc na ciebie z nadzieją. 
- U mnie w Andrychowie. - powiedziałeś, wiedziałeś, że ta miłość nie mogła od tak zniknąć. I że musi coś w końcu do niego dotrzeć. 
- U ciebie? Czemu nie u rodziców? - zmarszczył brwi.
- W skrócie, jak rodzice Lilki się tylko dowiedzieli o rozwodzie zerwali z nią kontakt. Mówili coś tam o marnowaniu sobie życia... Strasznie to przeżyła, ale wiedziała, że robi dobrze, że w końcu będzie mogła być przy tobie.  - widziałeś jak oczy Kamila robią się coraz szersze. 
- Jadę do niej.... - rzucił i pobiegł w stronę samochodu. Odprowadziłeś wzrokiem swojego przyjaciela. 
- Będą razem. - spojrzałeś na Weronikę, która przyglądała się oddalającemu się Kamilowi. 
- Nie ma innej opcji. Oby byli szczęśliwi jak my. - stwierdziłeś całując ja w głowę. Byłeś najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. To niesamowite jak w jednej chwili może się zmienić życie człowieka. Przed chwilą wszystko w tobie umierało, a  wystarczyło kilka słów, byś odżył. Byś znowu uwierzył w miłość. A te dwa słowa, które padły z jej ust, sprawiły, że znalazłeś się niebie.


***

Majowa noc otulała sobą cały Andrychów. Spacerowałaś powoli ulicami swojego rodzinnego miasta. Czując delikatny chłód naciągnęłaś mocniej bluzę na siebie i cicho westchnęłaś. Próbowałaś zebrać do kupy myśli, ale nic z tego nie wychodziło...  Twoje życie całkowicie się rozpadło. Nie miałaś już niczego, nie miałaś już rodziny, miłości. Niczego. Doprowadziłaś wszystko do ruiny. Czułaś się jakbyś stała na zgliszczach całego swojego świata, swoich marzeń. Popełniłaś setki błędów,  największym z nich był ślub z Ludwikiem.... Przez to straciłaś coś cennego, straciłaś miłość Kamila. Nie miałaś mu za złe tego, że próbuje sobie od nowa ułożyć życie. W końcu na to zasługiwał jak nikt inny. Zasługiwał na to by ktoś go kochał bez tych wszystkich zawirowań, niespełnionych oczekiwań... Tak zwyczajnie i po prostu. Tylko, że ty.... Ty tak naprawdę bez niego nie istniałaś....  Straciłaś całą nadzieję na to, że jeszcze kiedykolwiek poczujesz smak jego ust, że kiedykolwiek po prostu wtulisz się w jego silne ramiona. Nie umiesz się już odnaleźć w świecie bez niego, przecież tylko dzięki niemu  jakoś funkcjonowałaś  Zatrzymałaś się raptownie przed znajomym placem zabaw... Przymknęłaś delikatnie powieki....

Było ciepłe wrześniowe popołudnie. Miałaś na sobie błękitną zwiewną sukienkę, którą od czasu do czasu bawił się wiatr. W słońcu lśniły twoje  dwa długie warkocze.  Idąc przez andrychowski plac zabaw dostrzegłaś swojego sąsiada. Siedział  bujając się na huśtawce. Pokręciłaś ze śmiechem głową, gdyż zajmował  tylko miejsce dzieciom. Obok niego leżała piłka do kosza, on natomiast był w swoim świecie. Dopiero gdy podeszłaś kilka kroków, zauważyłaś, że  Wojciech nie był sam... 
- Kamil. 
Przedstawił ci się ściskając twoją dłoń. Po czym wylądował na chodniku, bo nie trafił na rozbujaną huśtawkę. Siedział tam na dole i patrzył na ciebie swoimi czekoladowymi oczami. A ty czując jego zaciekawiony wzrok na sobie po prostu uciekłaś. Uciekłaś, bo wizyta u koleżanki to był tylko pretekst.
Uciekłaś, bo jego wzrok za bardzo cię przeszywał. 
Uciekłaś, bo już wtedy wydawał ci się idealny.
I to się nie zmieniało.
Zawsze uciekałaś, bo twoje nogi na jego widok  ci się uginały. 
Tak jak jak tamtego wrześniowego popołudnia,
gdy poczułaś po raz pierwszy ciepło w swoim sercu.

A to wszystko za sprawą Kamila Kwasowskiego. 

Podeszłaś bliżej huśtawek i usiadłaś na jednej z nich.  Bujałaś się na niej delikatnie, a twoje łzy powoli spływały po twojej twarzy.  Tak bardzo byś chciała cofnąć się w czasie o te niespełna dwanaście lat. Tak bardzo byś chciała, żeby on tu z tobą był. By usiadł obok, wziął cię za rękę i powiedział, że wciąż cię kocha... Tęskniłaś za nim, dla niego jest każdy twój oddech, tylko dla niego potrafisz wywrócić całe życie. Bo to on jest wszystkim....
- Lili. - nie patrzyłaś przed siebie. Znowu wydawało ci się, że go słyszysz. - Spójrz na mnie. - podniosłaś powoli wzrok do góry i zamarłaś. Stał tuż obok, patrzył na ciebie swoim ciepłym wzrokiem.
- Co tu robisz? - spytałaś zaskoczona. On  szeroko się uśmiechnął.
- Chciałbym się z tobą umówić. - stwierdził ze śmiechem. Spojrzałaś na niego jak na wariata. Czyli Włodarczyk mu powiedział...
- Nie umawiam się z zajętymi. - westchnęłaś. Za to Kamil był jakby zbity z tropu.
- O czym ty mówisz?  - zaskoczony mierzył cię wzrokiem .  Zdziwiła cię jego postawa, przecież był z Weroniką. Naprawdę miał ochotę udawać, że ona nie istnieje?
- O tobie i Werce. Widziałam was. - stwierdziłaś. On opadł ciężko na  huśtawkę obok  i patrzył w przestrzeń.
- Naprawdę myślisz, że potrafiłbym być z kimkolwiek oprócz ciebie? Naprawdę, aż tak wątpisz w moja miłość?  - niczego tutaj już nie rozumiałaś. Nigdy nie wątpiłaś w jego miłość, nigdy aż do dzisiejszego dnia....
- Nie Kamil. Wierzyłam cały czas w to, że mnie kochasz. Inaczej nie zniszczyłabym swojego małżeństwa..... Zrobiłam to,  nie tylko dlatego, że się w tym dusiłam, ale przede wszystkim dlatego, że wierzyłam w twoją miłość. Ta wiara dała  mi odwagę na to, co zrobiłam. Jednak wiem co widziałam..... - westchnęłaś. Kamil spojrzał na ciebie i podniósł się z miejsca, po czym kucnął tuż przy twoich nogach. Położył dłonie na twoich kolanach, przymknęłaś oczy czując  mocny zapach jego perfum.
- Nie jestem z Weroniką. Ten pocałunek.... To nic nie znaczyło, zarówno dla niej jak i dla mnie.... - zmarszczyłaś brwi -  Werka chciała sprawdzić czy do mnie jeszcze coś czuje, bo po tym jak Wojtek ją całował nie może go sobie wybić z głowy. A gdy stwierdziła, że to dla niej nic nie znaczy była bardzo szczęśliwa i szczerze mówiąc ja też.  Lili  to ty jesteś moim sensem. Nie chce nikogo po za tobą, rozumiesz? Jesteś całym moim życiem. - patrzyłaś w jego czekoladowe oczy. Wiedziałaś, że mówi prawdę. Wiedziałaś, że to wszystko jest prawdziwe. Wzięłaś w dłonie jego twarz.
- Przepraszam Kamil. Przepraszam, że tyle przeze mnie musiałeś wycierpieć. - poczułaś jak zdejmuje z siebie twoje ręce i mocno je ściska.  - Kocham cię. - w końcu mogłaś mu to powiedzieć, nikt ci nie przerywał, nikt nie mówił, że to bez sensu i co najważniejsze, ty nie miałaś już poczucia winy, że robisz coś złego. Poczułaś smak jego warg. Tak, bardzo za nim tęskniłaś. Coraz bardziej zatapiałaś się w tym pocałunku, chciałaś by on się już nigdy nie kończył.
- Mógłbym wycierpieć jeszcze milion razy więcej, widząc że choć przez moment twoje serce zabije tylko dla mnie.  A teraz  gdy już na zawsze jesteś moja... - uśmiechnął się do ciebie  i pogładził delikatnie po policzku - Nikomu cię nie oddam.
- Pod warunkiem, że ty będziesz zawsze mój. - powiedziałaś cmokając go usta. Byłaś szczęśliwa. W końcu się stało to, o czym marzyłaś od niespełna dwunastu lat. W końcu miałaś go przy sobie, a on należał tylko do ciebie, tak samo jak ty tylko do niego. Tak naprawdę niczego już więcej  nie potrzebowałaś.
- Już jestem. Należę do ciebie od tamtego wrześniowego popołudnia, gdy siedziałem właśnie na tej huśtawce co ty teraz. Tak naprawdę, to już wtedy nie powinienem  dać ci odejść. - słysząc to, mocno się w niego wtuliłaś. Kamil zacisnął mocniej swoje ramiona. Nie potrzebowałaś już niczego więcej i  nie chciałaś. Miałaś już wszystko, swój cały skarb. Miałaś prawdziwą miłość i dzięki Kamilowi poznałaś jej smak. Był tak bardzo  szczęśliwy, jego oczy cały czas śmiały się do ciebie. Nie wiesz, co przyniesie wam przyszłość. Ale wiesz jedno, skoro po tym wszystkim  znajdujecie się znowu na tym placu zabaw wtuleni w siebie, to przetrwacie wszystko, ponieważ za wami już największa burza. Wierzysz, że teraz przed wami tylko dobre chwile, bo prawdziwa miłość przetrwa wszystko.





_______

Witajcie moi drodzy w tą pochmurną niedzielę. Za to do naszych bohaterów zawitało słońce. :) To już ostatni rozdział. Został jeszcze epilog w tej historii. :) Dlatego tutaj niedługo będę się z Wami żegnać. ;) 
Musze przyznać, że naprawdę ich polubiłam, a zwłaszcza tego naszego kochanego Kamilka. <3 No i Wojciecha. ;) 
W tajemnicy Wam powiem, że chodził za mną pomysł, by połączyć Lilkę z Wojtkiem. ;) Ale jednak nie mogłam im tego zrobić.. ;) 

Zapraszam na 1 rozdział -> gdy-odszedlem

POZDRAWIAM !!!
Paulka

niedziela, 17 września 2017

Poświęcenie dziewiętnaste

10 komentarzy:
Podobno ta jedyna prawdziwa miłość zdarza się tylko raz, podobno tylko raz kochamy naprawdę. Tylko co w przypadku, gdy ta miłość jest nierealna? Gdy osoba której oddajemy nasze serce jest zupełnie z kimś innym? Czy go kocha, tego nikt nie jest w stanie stwierdzić. Ty również nie wiedziałeś Kamilu. Z jej ust padło tyle cudownych słów, słów które radowały twoje serce. Tylko jej ciepły głos sprawiał, że czułeś się szczęśliwy. Tylko z nią chciałeś mieć plany na wspólną przyszłość. Jednak czy ona tego też chciała? Gdyby tego chciała, tak jak ci mówiła nie wybrała by Ludwika, nigdy by za niego nie wyszła. Gdyby tak bardzo mocno jak ty marzyła o was, teraz byś ją tulił do siebie. Ale jej nie było. Ona całkowicie odeszła z twojego życia. A ty uczyłeś się żyć na nowo. Każdego dnia uczyłeś się jak  nie kochać. Uczyłeś się nie czekać na jej telefon, uczyłeś się nie szukać jej wzorkiem na ulicach Bielska, mając nadzieję, że może los was przypadkiem ze sobą zetknie. Bo tak się nie stanie. Zdziwiło cię, że na święta Wielkanocne nie było jej u swoich rodziców, ale to pewnie też dlatego, by ciebie nie spotkać. Pewnie spędzili je u rodziny tego jej prawnika, chociaż Wojtek nie dał ci jednoznacznej odpowiedzi, gdy o to zapytałeś. Teraz już przestałeś pytać o nią. Dałeś Włodarczykowi spokój, bo w końcu musisz zapomnieć. Twoja jedyna i prawdziwa miłość to przeszłość, nie jest ci łatwo. Szczególnie dzisiaj.... Spojrzałeś na klubowy kalendarz zawieszony w kuchni. 21 maja. Data śmierci twojego serca. Dokładnie rok temu ono umarło. Umarło wraz z wypowiedzianym tak  w andrychowskim urzędzie przez kobietę twoich marzeń.
- Ciekawe czy już zaplanowaliście pierwszą rocznicę. - prychnąłeś pod nosem i upiłeś łyk gorącej malinowej herbaty. Westchnąłeś i spojrzałeś na bezchmurne niebo za oknem. Dokładnie takie jak przed rokiem. To był najgorszy dzień w twoim życiu. Nie wiedziałeś co ze sobą zrobić, bolało cię nie tylko twoje serce, ale i cała dusza. Jej ślub cię wtedy zniszczył. A ty nawet na moment nie przestałeś jej kochać. Teraz jej już  nie ma w twoim życiu. Zniknęła z niego zapominając o tobie, a ty również jesteś kimś innym. Przede wszystkim przestałeś się łudzić, że coś kiedykolwiek się zmieni. Wiedziałeś, że straciłeś ją bezpowrotnie. Ostatnie miesiące poświęciłeś siatkówce. Wróciłeś do formy, zdobyłeś nawet statuetkę MVP. Byłeś wtedy szczęśliwy, żałowałeś jedynie, że nie masz jej komu zadedykować. Z zamyślenia wyrwał cię wibrujący telefon.
- Cześć Kamilku! - usłyszałeś wesoły głos twojego klubowego kolegi
- Cześć Przemku. - odpowiedziałeś bez większych emocji
- Oj już nie bądź taki nabormuszony, bo więcej nie zadzwonię! - mimowolnie się uśmiechnąłeś słysząc te jego groźby. - Słuchaj, moja piękna wyjechała do rodziców, a ja siedzę sam w domu. Wpadnij chociaż na chwilę, bo mi się nudzi.
- Właściwie czemu nie...Też nie mam planów. - stwierdziłeś. Przynajmniej nie będziesz tyle myślał. - Zaraz  u ciebie będę. - zakomunikowałeś, a Czauderna nie krył radości. Szybko zarzuciłeś na siebie bluzę i wziąłeś klucze od mieszkania. Postanowiłeś się przejść, bo nie miałeś do niego daleko. Czując na sobie ciepłe majowe słońce, kroczyłeś powolnym krokiem ulicami Bielska. Cały czas w głowie ci szumiała przysięga Lilki, jaką przed rokiem złożyła Ludwikowi, cały czas widziałeś ten obraz. Czułeś, że przeżywasz tę rocznicę bardziej od nich.... Nie miałeś pojęcia co się  z tobą działo. Miałeś nadzieję, że już o niej zapominasz, ale dzisiejsza data wyprowadziła cię z równowagi.
- Kwasu? - usłyszałeś za sobą i raptownie się zatrzymałeś. Odwróciłeś się powoli, by zobaczyć kto cię woła. Widząc powód, dzięki któremu powoli zapominasz o Lilce, szeroko się uśmiechnąłeś.
- Werka? - zmierzyłeś wzrokiem blondynkę.  - A co ty tu robisz?
- Właśnie idę na małe zakupy. A ty gdzie tak się spieszysz, że nawet znajomych z pracy nie poznajesz? - zaśmiała się patrząc na ciebie swoimi błękitnymi oczami. Jednak miałeś wrażenie, że coś jest nie tak... Musisz przyznać, że Weronika przez te miesiące była dla ciebie prawdziwym oparciem. Dzięki niej wracałeś jakoś do normalności, zawsze wspierała cię na meczach. I co najważniejsze, nie wspominała o Lilce, za co jej w duchu dziękowałeś. Chyba wiedziała, że nie chcesz o tym mówić. Podobnie jak ona o Wojtku, postanowiłeś jej nie dręczyć tym tematem, ponieważ ona też ciebie nie męczyła Lilką.
- Do Przemka. - odpowiedziałeś i uważnie się jej przyjrzałeś. Wiedziałeś, że coś ją dręczy. Przez jej twarz przemykał jakiś dziwny smutek. - Wszystko w porządku?- spytałeś patrząc na nią zmartwiony. Ona tylko  cicho westchnęła i oparła się o parapet jakiegoś sklepu.
- Od kilku miesięcy nic nie jest w porządku Kamil. - powiedziała spuszczając wzrok. Oparłeś się obok niej.
- To znaczy? - spojrzałeś na nią wyraźnie zaniepokojony.
- Mogę dzisiaj wieczorem do ciebie wpaść? Musimy chyba w końcu porozmawiać. - stwierdziła zerkając na ciebie.
- No dobra. To wieczorem u mnie.  Dam ci znać jak wrócę do domu. - blondynka skinęła głową, natomiast ty stanąłeś naprzeciw niej i dotknąłeś jej ramienia. - Werka.... Nie martw się, jeśli jest jakiś problem, to rozwiążemy go razem. Nie jesteś sama, masz mnie. Nie zapominaj o tym. Jesteś dla mnie kimś bardzo ważnym i zawsze będę cię wspierał. - uśmiechnąłeś się niej. Ona w odpowiedzi tylko cię przytuliła. Objąłeś ją mocno ramionami, poczułeś się dość dziwnie. Dawno już nikt się tak do ciebie nie tulił. Może to przez to, że zwyczajnie brakowało ci drugiej osoby? Kogoś kto byłby z tobą na dobre i na złe, kogoś kto tak po prostu cię przytuli, gdy masz zły dzień. Samotność cię strasznie już męczyła, pragnąłeś mieć kogoś z kim będziesz się wszystkim dzielił, pragnąłeś mieć do kogo wracać, kogoś kto cię wesprze i zrozumie. Może zwyczajnie do tej pory szukałeś zbyt daleko, dryfowałeś gdzieś po krainie swoich nierealnych marzeń, podczas, gdy prawdziwy skarb był tuż przy tobie. Lecz ty nie zwracałeś na niego uwagi, bo wciąż goniłeś za tym co jest niemożliwe. Może miłość tak naprawdę, to nie tylko przyspieszone bicie serca, ale opiekowanie się drugą osobą i jej poświęcenie. Ty to wszystko miałeś teraz w swoich ramionach Kamilu. Może tak naprawdę pomyliłeś się w wtedy jedenaście lat temu i nie chciałeś się do tego przyznać, może warto uwierzyć w coś nowego, a nie w to, czego i tak nigdy nie zdobędziesz.  Gdy wszystko zaczynałeś od miłości, ona zniszczyła twoje serce i doprowadziła cię na skraj przepaści. Musisz o tym zapomnieć, bo masz teraz przy sobie kogoś, kto nigdy cię nie zawiedzie.


***

Promienie słońca wdzierały się przez okno do jednej z sali rozpraw w bielskim sądzie. Siedziałaś na drewnianej ławce obok swojego adwokata i spoglądałaś na Ludwika, który siedział ze spuszczoną głową  po przeciwnej stronie i starał się unikać twojego spojrzenia. Miałaś wyrzuty sumienia, że tak go ranisz. Ale wiesz, że jeśli  byście byli razem wcale nie byłoby lepiej. Westchnęłaś pod nosem. Los z ciebie kpił na każdym kroku Lilianno. Nawet w dzień twojej drugiej rozprawy rozwodowej, która przypadała dokładnie w pierwszą rocznicę waszego ślubu. Czy ktoś widział większą ironie?  Życie sobie z ciebie robiło pod każdym względem żarty. Chciałaś jednak o tym nie myśleć, wiedziałaś, że za kilka chwil będzie po wszystkim, że zakończy się coś co nie powinno mieć nigdy miejsca. Trochę cię przeraża ten koniec.... Spędziliście ze sobą wiele czasu. Naprawdę bardzo cenisz Ludwika, ale go nie kochasz, a przynajmniej nie tak jakby tego oczekiwał. I tego jesteś w stu procentach pewna.
- Dnia 21 maja 2017 roku sąd okręgowy w Bielsku Białej w składzie tu obecnym, po rozpoznaniu sprawy z powództwa Lilianny Majewskiej - Woźniak przeciwko Ludwikowi Woźniak o rozwód, w  punkcie pierwszym rozwiązuje przez rozwód związek małżeński zawarty w dniu 21 maja 2016 roku w Andrychowie pomiędzy Lilianną Majewską- Woźniak, a Ludwikiem Woźniak- stałaś zaciskając mocniej rękaw granatowego żakietu i patrzyłaś ze smutkiem na Ludwika. Właśnie zakończył się pewien etap. Zakończyło się coś co jeszcze nie tak dawno miało być na zawsze. Jednak to wszystko zmienił jeden człowiek, człowiek, którego tak naprawdę nigdy nie przestałaś kochać.  Przymknęłaś powieki i zaczęłaś się wsłuchiwać w słowa sędziego. - W punkcie drugim, sąd uwzględnia ugodę stron w zakresie podziału majątku.  - Każde zdanie wypowiadane przez sąd, sprawiało, że czułaś się coraz gorzej. Czułaś, że niszczysz komuś cały świat, rozbijasz go na małe kawałeczki, choć na to nie zasłużył. Obiecałaś mu szczęśliwe życie, rodzinę, a zawiodłaś...  -  Pomiędzy stronami nastąpił zupełny rozkład pożycia małżeńskiego, ustały wszelkie więzi, więź gospodarcza, fizyczna i duchowa. Rozpad ten ma charakter trwały i nie ma żadnych szans na kontynuowanie tego małżeństwa przez strony. - wyłapywałaś tylko strzępki zdań jakie wypowiadał sędzia. Powinnaś teraz się cieszyć, jednak czułaś się co najmniej dziwnie. Kilka zdań i koniec wszystkiego. Wyszłaś powoli z sali rozpraw obok swojego adwokata .Twoje życie dzisiejszego dnia zmieniło się nieodwracalnie...
- Lili.. - usłyszałaś za sobą i odwróciłaś się w stronę już byłego męża. Stał wpatrując się w ciebie, wiedziałaś, że jest mu przykro, ale starał się to ukryć.
- Przepraszam... - spuściłaś głowę. Było ci okropnie wstyd. Nie wiesz ile jeszcze będziesz go za to przepraszać, ale czujesz, że musisz. Masz wrażenie, że zniszczyłaś mu życie
- Nie przepraszaj. Nie wyszło, trudno się mówi. - westchnął i ponownie spojrzał na ciebie. - Obiecaj mi tylko, że wciąż będziemy przyjaciółmi. Jesteś dla mnie bardzo ważna.
- Obiecuje. - przytaknęłaś. Nie bardzo wiedziałaś co masz jeszcze mu powiedzieć  - Dziękuję ci za wszystko. Za to, że nie robiłeś, żadnych problemów...
- To było bez sensu... Po za tym chciałabym byś była szczęśliwa. - powiedział i złapał cię za ramiona - Mam nadzieję, że Kamil doceni, to co dla niego zrobiłaś. Życzę wam szczęścia. - uśmiechnął się smutno i pożegnał się z tobą. Patrzyłaś na to jak znika za rogiem sądowego korytarza. Odkąd pamiętasz jedynym twoim marzeniem była szczęśliwa rodzina. Zawsze chciałaś mieć kochającego męża, gromadkę dzieci. Jednak ty również musiałaś pokochać tak mocno, by być szczęśliwa. Kiedy wyjeżdżałaś z Andrychowa, wydawało ci się, że Kamil to tylko zwykłe zauroczenie. A gdy widziałaś go kiedyś przez przypadek  z inną kobietą zrozumiałaś, że dla niego byłaś zwyczajną przyjaciółką. Nie śmiałaś nawet marzyć o tym, że tak bardzo cię pokocha. Poznałaś Ludwika  i chciałaś wierzyć, że to on jest tym najważniejszym, a nie Kamil. Przez zwykłe niedomówienia doprowadziliście się na skraj przepaści. Jednak wierzysz, że to co robisz ma sens! Wierzysz, że wszystko da się naprawić, że odzyskasz swoją miłość, odzyskasz Kamila. W końcu nie można przestać kochać z dnia na dzień, ty nie przestałaś przez  jedenaście lat. Nie miałaś już innego wyjścia, straciłaś małżeństwo, rodzinę, która  nie potrafiła zrozumieć twojego wyboru. Teraz miałaś oprócz swojej miłości do Kwasowskiego, jedynie Wojtka, który stał zawsze po twojej stronie. I udostępnił ci nawet swoje mieszkanie w Bielsku.
- Witam Liliannę Majewską, już bez drugiego nazwiska. - usłyszałaś wesoły głos i zobaczyłaś Włodarczyka opierającego się o swojego ukochanego Volkswagena.
- Wojtek. - powiedziałaś cicho i mocno się w niego wtuliłaś. On objął cię ramionami.
- Jak się czuje moja mała Pipi na wolności? - puścił ci oczko, gdy tylko się od niego odsunęłaś.
- Dziwnie.-  wzruszyłaś ramionami
- Nie martw się, teraz będzie tylko lepiej. To co jedziemy do Andrychowa? Rodzice wracają po jutrze, mamy wolną chatę. W ogóle wyobrażasz to sobie? Ukochany syn wraca po ciężkim sezonie, a oni sobie wakacje robią. - prychnął oburzony. Zaśmiałaś się pod nosem.
- I po jeszcze cięższych wakacjach. - mruknęłaś śmiejąc się - W ogóle co to ma być Włodarczyk, dopiero co się rozwiodłam, a ty już mnie do domu chcesz zabierać.
- Nie mogłem się oprzeć! Podobno rozwódki są najlepsze. - spojrzał na ciebie znacząco. Nie mogłaś nie powstrzymać się od wybuchnięcia śmiechem. Uwielbiałaś tego człowieka za to jaki był. Jedyna osoba, która nigdy cię nie zawiodła. Jest jedynym człowiekiem, która zawsze potrafi cię rozbawić, nawet gdy wali ci się cały świat.
- Będziesz musiał trochę poczekać Wojciechu. Chce dzisiaj zostać w Bielsku, muszę z kimś porozmawiać. - nie mogłaś się już doczekać, aż zobaczysz minę Kamila. Miałaś nadzieję, że się ucieszy. Nie chciałaś mu wcześniej nic mówić. Chciałaś mu powiedzieć jak będzie po wszystkim. Nie wiesz czemu, ale bałaś się, że może coś nie pójść po twojej myśli, a wtedy byś go bardziej zraniła.... Chciałaś najpierw wszystko doprowadzić do końca, by zaczynać coś nowego.
- No dobrze, jakoś przeżyję.  Ale w zamian za to, zapraszam cię na gorącą czekoladę. Kamil jeszcze chwilę poczeka.- uśmiechnął się cwaniacko i wziął cię pod rękę.
- Gorąca czekolada w maju? - spytałaś zaskoczona.
- Zawsze ci poprawia humor. Po za tym muszę ci coś ważnego powiedzieć. - próbowałaś coś z niego wyciągnąć, jednak on tylko powtarzał, że dowiesz się w swoim czasie. Nie mając wyjścia poszłaś z nim do jednej z waszych ulubionych kawiarni i miałaś nadzieję, że to co ci powie, będzie czymś dobrym. Marzyłaś o tym, by w końcu się poukładało, by Wojtek był szczęśliwy. A przede wszystkim, by Kamil wszystko zrozumiał, byś mogła znowu się do niego przytulić i w końcu powiedzieć mu, że mocno go kochasz... Tak bardzo tego chciałaś... Tylko czy to jeszcze jest możliwe?


***

Siedziałeś oparty o brązową skórzaną kanapę i przyglądałeś się swojej przyjaciółce, która delektowała się smakiem czekolady, otulając filiżankę swoimi drobnymi dłońmi. Cieszyłeś się niezmiernie, że na jej serdecznym palcu, nie lśni już złota obrączka. Bardzo chciałeś by dzisiejsza rozmowa z Kamilem się udała. Widziałeś, że już nie może się doczekać, jednak teraz najbardziej ją ciekawi, to co chcesz jej zakomunikować. W twoim życiu też zachodziły zmiany, może nie takie jak u Lilianny, ale zawsze. Z Weroniką mało rozmawiałeś, ale wierzyłeś, że to przyniesie jakiś efekt. Chciałeś z nią porozmawiać, ale nie przez telefon. Przez  końcówkę sezonu, nie miałeś nawet kiedy odwiedzić Bielska, a kiedy sezon się skończył i miałeś chwilę czasu, okazało się, że ona wyjechała na kilka tygodni do dziadków. Może to lepiej, przynajmniej mogłeś wymyślić swój szalony plan.
- No mów w końcu. - ponagliła cię twoja towarzyszka. Zaśmiałeś się widząc jej niecierpliwą minę. Rozsunąłeś suwak swojej  pomarańczowej bluzy  i podparłeś się na drewnianym stoliku.
- Odchodzę z Olsztyna. - powiedziałeś  spokojnie. Lilka wzruszyła ramionami i odstawiła filiżankę.
- Też mi nowość... Ty co roku zmieniasz klub, jest w ogóle jakiś, gdzie grałeś dwa sezony? - mruknęła.
- Bełchatów. - puściłeś jej oczko - Myślę jednak, że bardziej się ucieszysz z tego, gdzie będę grał  w przyszłym sezonie. - Lilianna się natychmiast ożywiła.
- Gdzie? - patrzyła na ciebie wyczekująco.
- Mam ciekawą ofertę z Warszawy. - słysząc to mało się nie zakrztusiła pitą czekoladą.
- Naprawdę?! Nawet nie wiesz jak się cieszę! - krzyknęła uradowana, po czym wstała z miejsca i mocno cię uściskała. - Będziemy razem jak kiedyś!
- Też o tym pomyślałem. - stwierdziłeś i ponownie podparłeś się na stoliku. Lilianna natomiast zmierzyła cię swoim spojrzeniem.
- Dobra, a teraz mów, dlaczego ta Warszawa. Nie wierzę, że to ze względu na mnie. - zmrużyła oczy. Znała cię doskonale, niczego nie mogłeś przed nią ukryć.
- Weronika mi kiedyś powiedziała, że chce się przenieść do stolicy, że chciała by w końcu coś osiągnąć sama, a nie przez znajomości. Zobacz wtedy będzie tam sama i .... - zawiesiłeś na moment głos
- I będziesz jedyną osobą, którą zna. - pokiwałeś głową. Lilka tylko pokręciła głową ze śmiechem.
- Wojciech konspirant. Trzymam kciuki. Ale najpierw spróbuj swojego szczęścia póki jesteś tutaj.  - wiedziałeś, że Lilka ma rację. Wiedziałeś,  też, że musisz w końcu zobaczyć się z Werką i jutro z samego rana polecisz do kwiaciarni i udasz się w stronę Bielska. Bez niej nic nie było ta jak powinno być. Strasznie ci brakowało waszych rozmów, długich nocnych telefonów, czy zwykłego "powodzenia" przed meczem. Tęskniłeś po prostu za nią. I nie mogłeś doczekać momentu, w którym w końcu ją zobaczysz. Weźmiesz ją wtedy w ramiona i nigdy nie pozwolisz jej odejść, bo wierzysz w to, że ona można ciebie pokochać, równie mocno co ty ją.
- Tak zrobię. Ale wiesz co Lili? Jak do czterdziestki nam się nie uda ułożyć z nimi życia, to się z tobą ożenię. - stwierdziłeś przyglądając się swojej przyjaciółce.
- Całkiem zwariowałeś. - zaśmiała się.  - Chociaż bylibyśmy zgodnym  małżeństwem, ale na razie mam dość małżeństw...  - dodała patrząc na ciebie z uśmiechem. Musisz przyznać, że w końcu widzisz w jej oczach ten błysk, który towarzyszył jej jeszcze przed rokiem, przed tym całym ślubem. W końcu się śmieje. Ostatnie miesiące były dla niej katastrofą. Było ci jej bardzo szkoda, zwłaszcza po tym jak się odwrócili od niej rodzice, ponieważ niszczy własne życie. Nie mieli racji, ona je ratowała. Masz jednak cichą nadzieję, że zmienią zdanie, gdy dowiedzą się kto jest ukochanym Lili. Kamil zawsze był dla nich zięciem idealnym więc zawsze mogą zmienić zdanie. Wiedziałeś jedno, dzisiejszy dzień jest na pewno dla niej przełomowym. Wszystko teraz będzie tylko lepiej.


***


Wojtek pojechał do Andrychowa, a ty siedziałaś jeszcze w kawiarni. Próbowałaś zebrać myśli i ułożyć sobie w głowie o powiesz Kamilowi. Ale w głowie miałaś pustkę, wiedziałaś jednak, że w końcu musisz to zrobić. Wyszłaś z kawiarni i skierowałaś się w stronę swojego samochodu, by pojechać do Kwasowskiego.  Z każda kolejną godziną zaczynałaś coraz bardziej  się bać, serce biło coraz szybciej, a myśli krążył jak szalone po głowie. Nawet przed rozwodem tak bardzo się nie bałaś.... Z drugiej strony czemu tak się boisz? W końcu to Kamil, twoja największą miłość. Człowiek którego znasz doskonale. Wiesz nawet, co najbardziej lubi jeść na śniadanie, znasz jego wszystkie nawyki. Wiesz również, że cię kocha. Powiedział ci o tym, przecież on nigdy nie mógłby cię zranić. Przecież znaczysz dla niego tyle co on dla ciebie... Zatrzymałaś się na parkingu i z uśmiechem wysiadłaś z samochodu. Nie mogłaś się doczekać, aż w końcu mu wszystko opowiesz. Powiesz o swojej miłości, o tym, że się rozwiodłaś i dlatego się nie odzywałaś. Opowiesz mu o tym, że chcesz wszystko zacząć od nowa i to z nim, bo to on jest całym twoim życiem, całym twoim szczęściem. Poprawiałaś szybko swój żakiet i już trochę pewniej ruszyłaś w stronę kamilowego osiedla. Widząc go, jak zmierza chodnikiem w stronę swojej klatki schodowej, uśmiechnęłaś się pod nosem. Szedł z zarzucona na na plecy czarną bluzą. Musisz przyznać, ze trochę się zmienił,  miał dłuższyą brodę... Jednak to nie miało znaczenia, przecież to był wciąż twój Kwasu, miłość twojego życia. Już chciałaś do niego podbiec, gdy nagle zatrzymałaś się w pół kroku słysząc jak ktoś go woła. Widziałaś zmierzającą w jego stronę blondynkę. Kamil się szeroko uśmiechnął na jej widok, dawno u niego nie widziałaś tak rozpromienionej twarzy. Przytulił  ją mocno do siebie, po czym.... Po czym zawalił się twój cały świat. Patrzyłaś na to jak twój ukochany całuje się z Weroniką. Zakryłaś dłonią usta i pokręciłaś z niedowierzaniem głową.  W twoich oczach natychmiast nagromadziły się łzy, które coraz szybciej spływały po policzkach. Wróciłaś szybko do swojego samochodu. Wierzyłaś w to, że miłość jest najważniejsza, że wasza przetrwa wszystko. Nie przetrwa. Ale masz to na co  zasłużyłaś. Sama zapracowałaś na to, by zniszczyć to uczucie. Sama zawiodłaś Kamila, to wszystko to twoja wina. I nawet cie nie usprawiedliwia ten rozwód. Straciłaś już wszystko na czym ci zależało....  Straciłaś swój sens życia... Usłyszałaś nagle dźwięk telefonu. Sięgnęłaś po niego i ujrzałaś roześmianą twarz Włodarczyka, po czym rozpłakałaś się jeszcze bardziej, wiedząc, że i on będzie cierpiał.....



*** 
Same uczucia niczego nie naprawią. Mówi się,że miłość wszystko wybaczy.
 Ale to nieprawda. Nie,kiedy dusza jest tak bardzo zraniona.
*** 


Siedziałeś spokojnie na kanapie i zastanawiałeś się jak zaplanować jutrzejszy dzień z Weroniką i co jej powiedzieć. W dodatku w dobry humor wprawiało cie to, że Lilka nie odbiera telefonu. Byłeś pewny, że była za bardzo zajęta twoim najlepszym przyjacielem. Słysząc dzwonek do drzwi z uśmiechem na ustach  poszedłeś otworzyć. Jednak widok jaki tam zastałeś nie miało cię zaskoczył, a nawet przeraził. W progu stała Lilianna z rozmazanym makijażem, zapłakana  i pociągająca nosem. Popatrzyłeś na nią zaskoczony i wpuściłeś do środka, weszła bez słowa ze spuszczoną głową.
- Lili co się stało? - zapytałeś zamykając drzwi.  Jednak ona milczała.  Westchnąłeś i podszedłeś do niej odwracając ją w swoją stronę. - Lilka, mów do cholery.
- Kamil.... On.... Ma już kogoś. - powiedziała cicho, jeszcze bardziej płacząc  - To moja wina, jestem sama sobie winna.
- Co ty mówisz? Jak to ma? - pytałeś zdezorientowany. Nie miałeś pojęcia o czym ona mówi. Przecież Kwasu kochał Lilkę ponad życie... - Powiedział ci?
- Nie musiał. Widziałam ich jak się całowali... -  patrzyłeś na Lilkę nie mogą zrozumieć, co do ciebie mówi. Byłeś naprawdę zbity z tropu..
- Z Kim? - Lilianna nagle zamilkła i patrzyła na ciebie przerażona. W tej jednej chwili zrozumiałeś, kim była ta kobieta.... Chociaż tak bardzo chciałeś się mylić.. - Nie.... To nie możliwe! Musiałaś się pomylić!
- Przykro mi Wojtek... - spojrzała na ciebie smutno. A ty czułeś jak w tobie coś umiera, jak twoje serce rozłamuje się na kawałki, jak płacze. Przecież to twój przyjaciel... Najlepszy przyjaciel... Przecież wiedział.... Dlaczego ci to robi...? To musi być pomyłka! Nie mógłby....
- Trzymaj. To klucze od domu. Ja niedługo wracam. Zrób sobie ciepłą herbatę, będę za godzinkę i się tobą zaopiekuję. - cmoknąłeś ją w czoło i założyłeś na siebie bluzę, po czym wziąłeś kluczyki od samochodu.
- Wojtek? Ale co ty chcesz zrobić? To nie ma sensu... - złapała cię za ramię.
- Zostaw mnie. I nie próbuj zatrzymywać!  - mruknąłeś i wyszedłeś szybko ze swojego domu. Po czym z pędem ruszyłeś w stronę Bielska, modląc się o to by Lilka się pomyliła. Czułeś się jak w jakimś koszmarze. Werka była całym twoim światem, twoją miłością, kimś bez kogo nie potrafisz normalnie funkcjonować. A Kamil ci to wszystko miał odebrać? Z drugiej strony wszystko się układało w całość... To dlaczego Werka dała ci kosza, czemu Kamil odsuwał od siebie Lilkę i mało z tobą rozmawiał ostatnimi czasy. Sam już nie wiesz czy bardziej ci było przykro, czy bardziej byłeś wściekły. W pośpiechu pokonywałeś wszystkie stopnie schodów. Zatrzymując się przed drzwiami do mieszkania Kamila, nacisnąłeś niecierpliwie dzwonek. Bałeś tego, co tam ujrzysz, bałeś się, że
wszystko za chwile stracisz. Usłyszałeś nagle jak zamek od drzwi się przekręca, jednak widok który tam zastałeś przerósł cię całkowicie.
- Witaj Wojtek. - przywitała cię rozpromieniona Weronika. Patrzyłeś na nią ze łzami w oczach, była piękna gdy jej oczy tak się śmiały, jednak już wiedziałeś, że nigdy nie będzie twoja. Na sobie miała jedynie koszulkę Kamila..... A twoje serce właśnie umarło. Nie mogłeś wypowiedzieć choćby słowa, stałeś tak przez dłuższą chwilę nic nie mówiąc, mierzyłeś ją tylko wzrokiem.
- Nie wierzę... - wyszeptałeś cicho... Wszystko na czym ci zależało, przestało mieć znaczenie. Wszystko zostało zniszczone. Wszystko odebrał ci ten, który był twoim najlepszym przyjaciele, on wyrwał ci twoje serce Wojciechu. Widząc Kwasowskiego jak wyszedł na korytarz zaczęła ogarniać cię coraz większa furia. Nie panowałeś już nad sobą, zadrwił z ciebie i z Lili. Ona dla niego wzięła rozwód, wszystko zmieniła, a on? A on odbił ci ukochaną. Byłeś wściekły! I wiedziałeś, że tak tego nie zostawisz! To nic, że stracisz przyjaciela... On już nie ma prawa się tak nazywać! On dzisiaj rozbił twoje serce na małe kawałeczki.... I nie tylko twoje...

***
Podobno zranić potrafią nas tylko Ci, których kochamy zbyt mocno.






_________

Hej! Witam Was z 19! Miała być w środę, ale oczywiście moje plany legły w gruzach więc jest dzisiaj. 
Dlaczego w środę ? Ponieważ 13 miał urodziny główny bohater tegoż opowiadania! Także, Kamilu wszystkiego dobrego! Dużo szczęścia! No i samych sukcesów w Radomiu! ;) 

Co powiecie o tym co tu się zadziało? ;) Jestem bardzoo ciekawa. Płaczemy razem z Lilką? 

Podziękowania dla Win za porady prawne. ;)

A co do całego opowiadania. Został  już tylko 1 rozdział + epilog. ;) 

POZDRAWIAM !!!
Paulka



środa, 6 września 2017

Poświęcenie osiemnaste

3 komentarze:
Szedłeś powoli jednym z warszawskich osiedli czując pod nogami skrzypiący śnieg. Od świąt minęło niewiele ponad miesiąc  i jak tak dłużej się nad tym zastanawiasz. to każde z was było osobno. Ty nie rozmawiałeś już godzinami z Weroniką, Kamil nie kontaktował się z Lilianną. Właściwie nie wiesz dlaczego. Może chciał się od tego odpocząć, podobnie jak ty? Tylko, że ty po prostu przestałeś wierzyć, cisza ze strony Weroniki świadczyła tylko o tym, że nic dla niej nie znaczyłeś. Chciałeś o tym wszystkim zapomnieć, o tej jednej rozmowie, która zniszczyła twoje serce. Chciałeś wymazać z pamięci to, co stało się w drugi dzień świąt na bielskim rynku. Byłeś gotowy dla niej zrobić wszystko, wystarczyło tylko jedno jej słowo, ale ona tego wszystkiego nie chce. Nie można kogoś zmusić do kochania. Westchnąłeś ciężko, teraz musiałeś pomóc swojej przyjaciółce. Podszedłeś pod kremowy blok strzeżonego osiedla.  Jakiś starszy pan wpuścił cię do klatki, a ty w pospiechu pokonywałeś kolejne schodki tego niedawno wybudowanego bloku. Zatrzymałeś się przed znajomymi drzwiami i zadzwoniłeś dzwonkiem. Drzwi otworzył ci blondyn, który wyraźnie się ucieszył na twój widok. Natomiast, ty przyjechałeś tutaj tylko i wyłącznie dla Lilki, szczerze mówiąc nie do końca chciało ci się z nim rozmawiać. Jednak musiałeś.... Naprawdę cię poraził swoim telefonem i tym co mówił o  stanie Lili. Widziałeś, że się martwił, a ty domyślałeś się co jest powodem jej stanu.
- Cieszę się, że jesteś Wojtek. Chyba tylko ty możesz mi pomóc. - westchnął bezradnie i zamknął za tobą drzwi.
- Co się stało? Gdzie Lilka? - pytałeś rozsuwając zamek od swojej beżowej kurtki.
- Mam wrażenie, że nas już nie ma. Ona w ogóle ze mną nie rozmawia. Szef ją wręcz zmusił  do urlopu, bo jest cieniem samej siebie. Mi nic nie mówi, patrzy godzinami w przestrzeń i odsuwa się ode mnie jak tylko może. Myśli pewnie, że tego nie widzę, ale widzę i to bardzo dobrze. - popatrzyłeś przerażony na Ludwika. Nie sądziłeś, że jest z nią aż tak źle.
- Pójdę do niej. - powiedziałeś zawieszając kurkę na wieszak i chciałeś go wyminąć.
- Wojtek... Ty wiesz co się wydarzyło wtedy w listopadzie w Bielsku. - powiedział cicho, zatrzymałeś i na niego spojrzałeś
- Nie do końca . - stwierdziłeś zgodnie z prawdą. Ani Kamil, ani Lilka nigdy tak naprawdę nie powiedzieli ci, co miedzy nimi zaszło. - Po za tym tak naprawdę, to z Lilianną musisz to wyjaśnić, a nie ze mną.
- Rozumiem. - westchnął - Dobra zostawiam was samych. Proszę cię porozmawiaj z nią. Martwię się o nią.
- Porozmawiam. - uciąłeś i miałeś ochotę jak najszybciej zakończyć z nim rozmowę.
- Bardzo się boję, że ją stracę, że chce odejść. - patrzyłeś na niego i chyba pierwszy raz było ci go szkoda. W końcu wiesz doskonale, jakie to straszliwe uczucie, gdy kobieta cię zostawia, bo kocha innego. I żeby było śmiesznie zarówno jego jak i twoja kobieta kochają tego samego mężczyznę. Czy ktoś widział większą parodie? Odgoniłeś od siebie wszelkie podobne myśli, w końcu Kamil to twój przyjaciel.
- Na jej uczucia nie mam wpływu. Mogę jedynie ją podnieść na duchu. - stwierdziłeś. Co miałeś mu innego powiedzieć? Miałeś mu powiedzieć, że cieszyłbyś się gdyby się rozstali?  Na szczęście on szybko się tobą pożegnał. Wszedłeś powoli do salonu i zatrzymałeś się w drzwiach. Patrzyłeś uważnie na swoją przyjaciółkę, która siedziała w granatowej bluzie na kanapie owinięta zielonym kocem i patrzyła w telewizor. Na stoliku obok niej stała za pewne zimna już herbata, w telewizorze leciały napisy końcowe. Po chwili napisy zmieniły się na reklamy, a ona ani drgnęła. Znasz ją pół życia, a po raz pierwszy widzisz ją w takim stanie, naprawdę się przestraszyłeś. W dodatku była strasznie wychudzona...
- Interesujący ten serial. - prychnąłeś zakładając dłonie na klatkę piersiową. Lilianna zdziwiona spojrzała na ciebie.
- Włodi? - spytała mierząc cię wzrokiem - Skąd ty się tu wziąłeś?
- Nie mogę odwiedzić przyjaciółki?  - spytałeś i podszedłeś do niej rozsiadając się na kanapie
- Ludwik cię przysłał? - zmrużyła oczy i świdrowała cię spojrzeniem.
- Jakie to ma znaczenie? Wyglądasz jak kupa nieszczęść. - stwierdziłeś mierząc ją wzrokiem.
- Jak zwykle uprzejmy.... - mruknęła opierając się o kanapę.
- Już tak się nie obrażaj. - zaśmiałeś się pod nosem - Powiesz mi? - dotknąłeś delikatnie jej ramienia, a ona spuściła wzrok na podłogę.
- Chcę złożyć pozew rozwodowy. - słysząc to mało nie spadłeś z kanapy. Patrzyłeś na nią zdumiony, jednak twoja radość natychmiast została stłumiona przez jej smutek.
- To chyba dobrze? W końcu ułożysz sobie życie. - uśmiechnąłeś pokrzepiająco.
- Wojtek tu nie chodzi o mnie. Jak mam komuś zniszczyć życie? Jak mam powiedzieć, że to wszystko to była jedna wielka pomyłka, skoro on się tak stara i martwi. Każdego dnia, próbuję się zdobyć na odwagę, by o tym z nim porozmawiać, ale nie potrafię. Nie potrafię tak po prostu go zranić, wiedząc, że sama dałam mu nadzieję na szczęśliwe życie. - schowała twarz w dłonie. Objąłeś ją mocno ramieniem i przytuliłeś do siebie.
- Spokojnie, jestem tu z tobą i zawsze możesz na mnie liczyć. Jakoś to wszystko poukładamy. - mówiłeś starając się ją uspokoić. Wiedziałeś, że teraz bardzo cię potrzebuję, bo po za tobą nie ma tak naprawdę nikogo innego, kto by ją wspierał w tej decyzji. - Wiem, że to trudne, ale skoro podjęłaś taką decyzję, to znaczy, że nie kochasz Ludwika i nie potrafisz być przy nim szczęśliwa. A przez to, męczysz nie tylko siebie, ale i jego.
- Wiem, ale... - zaczęła odsuwając się od ciebie.
- Tu nie ma ale Lili. - przerwałeś jej. - Ty też zasługujesz na szczęście. Nie ma ludzi, którzy nie popełniają błędów. Każdy jakieś robi, sztuką jest je potem naprawić. A ty możesz to jeszcze zrobić. Możesz być tak po prostu szczęśliwa. - mówiłeś starając się ją podnieść na duchu. Było ci jej szkoda. Widziałeś jak bardzo cierpiała, jednak to ona sama musiała zebrać się na odwagę. Ty mogłeś ją jedynie wspierać. Nagle przerwał wam wibrujący telefon Lilki.  Spojrzałeś na nią pytająco.
- To Ludwik. Napisał, że zostanie dziś u Szymona, by nam nie przeszkadzać. - westchnęła  przeczesując dłonie ręką - Jak tylko wróci to z nim porozmawiam....
- Cieszę się, że podjęłaś taką decyzję. - uśmiechnąłeś się. Naprawdę odetchnąłeś. W końcu będzie mogła być szczęśliwa, w końcu twoi przyjaciele nie będą mieli problemów na drodze do wspólnego szczęścia. - Kamil oszaleje ze szczęścia!
- No własnie. Mam prośbę, nic mu nie mów. Chce sama mu o tym powiedzieć, jak będzie już po wszystkim. - w końcu się uśmiechnęła To ciekawe, wystarczy wspomnieć jego imię, a na jej twarz wkrada się uśmiech.
- Nie ma sprawy. - stwierdziłeś opierając się o kanapę. Naprawdę się ucieszyłeś, w końcu się skończy ta ich męczarnia.  Czułeś jednak na sobie jej skupiony wzrok.
- Dosyć o mnie. - powiedziała nie odrywając od ciebie swojego spojrzenia, chyba się domyślałeś co cię czeka - Wojtek... Co z Weroniką? - wiedziała o tym, że ją pocałowałeś. Zaraz po tym co stało się wtedy w Bielsku, wróciłeś do Andrychowa i od razu udałeś się do rodzinnego domu twojej przyjaciółki. Wszystko jej wtedy opowiedziałeś, niemal płacząc. Siedząc tamtego wieczora razem z tobą w jej pokoju na poddaszu, była zmartwiona, nie bardziej niż ty teraz, gdy patrzysz na jej smutną twarz i podkrążone oczy.
- Nic. - mruknąłeś biorąc głęboki oddech  - Nie odzywa się do mnie, ani ja do niej. Nic dla niej nie znaczę. Nie będę się pchał tam, gdzie mnie nie chcą. - choć prawda była taka, że gdyby się do ciebie odezwała, powiedziała choć jedno słowo, ty byś teraz pędził w stronę Bielska, by choć przez chwilę ją ujrzeć. Miłość całkowicie ci odbierała rozum....
- Wojciech Włodarczyk się poddaje? - spytała unosząc brew do góry. A ty tylko spuściłeś wzrok na kolorowy dywan.
- Wojciech Włodarczyk przestał wierzyć. - odpowiedziałeś smutno - Dałem jej całego siebie Lili, oddałem jej moje serce. A ona? Tak po prostu je wyrzuciła.... Po raz pierwszy kogoś pokochałem i wiesz co? Nie mam zamiaru już kochać. W miłości są dwie drogi, albo cię uszczęśliwi i sprawi, że będziesz unosić się nad ziemią, albo całkowicie cię zniszczy. Mi przyszło zmierzyć się z ta drugą opcją. - schowałeś twarz w dłonie. Natomiast Lilianna siedziała zamyślona przez dłuższą chwilę.
- W miłość nie wolno nigdy wątpić Wojtuś. - uśmiechnęła się pokrzepiająco i dotknęła twojego ramienia - Czy Werka kiedykolwiek powiedziała, że cię nie kocha?
- Nie musiała.... - zacząłeś, jednak Lilka pokręciła tylko głową - Nie dała nam nawet szansy. Powiedziała, że to bez sensu! Czy uczucia mogą nie mieć sensu? - cały czas nie ukrywałeś swojego rozgoryczenia. Ale co miałeś zrobić? Twoja przyszłość z Weroniką była jedyną rzeczą, w którą wierzyłeś tak bardzo, bardziej niż w zwycięstwo w każdym meczu. Ona zajmowała twoja głowę. Każdej nocy ci się śni, na każdym meczu zastanawiasz się, czy go ogląda. Ty przez nią całkowicie zwariowałeś, a teraz gdy  wyciągnąłeś do niej dłoń, by iść razem  przez życie, ona ją odepchnęła. Byłeś wściekły sam na siebie, za to, że w końcu pokochałeś tak mocno....
- Ona nie zrobiła tego przeciwko tobie tylko dla ciebie Włodarczyk. - spojrzałeś na Lilkę zdziwiony. Chyba całkowicie jej się poprzestawiało w głowie. Jak można złamać komuś serce dla jego dobra? - Nie patrz na mnie jak na idiotkę. - stwierdziła ze śmiechem.
- To nie gadaj głupot. - prychnąłeś zakładając ręce na klatkę piersiową. Z boku przypominałeś pewnie obrażone dziecko.
- Jesteś niby na nią zły, ale jakby tu się pojawiła od razu byś do niej pobiegł. - mruknęła rudowłosa. Wiedziałeś, że miała rację...
- Wcale nie. - zaprzeczyłeś szybko. Lili  kręciła tylko głową z politowaniem.
- Przestań tu się obrażać, tylko posłuchaj. Spójrz na chwilę na wszystko z jej perspektywy. Jesteś od lat zakochany w jakiejś kobiecie, może i nie możecie być razem, ale wciąż coś do niej czujesz. Nagle się zjawia inna, wywraca wszystko do góry nogami. Czujesz, że chcesz z nią jak najwięcej przebywać, ale pamiętasz wciąż o tamtym uczuciu, które gdzieś w tobie jeszcze istnieje. Czujesz, że chcesz spróbować czegoś nowego, ale boisz się, że to dawne uczucie może powrócić, a ty wtedy jeszcze bardziej zranisz tę drugą dziewczynę, która tak mocno cię pokochała.... - zamilkła nagle i spuściła głowę. Byłeś pewny, że powstrzymuje swój płacz - W dodatku widziała w co wpakowaliśmy się z Kamilem...
- Uważasz, że zrobiła to, by uchronić mnie przed jeszcze większym cierpieniem? - pytałeś zdumiony. Lilka tylko skinęła głową. - Wy kobiety, to się jednak zawsze potraficie zrozumieć. Chodź tutaj - przygarnąłeś ją do siebie ramieniem i mocno przytuliłeś. - Dziękuję ci moja mała Pipi.
- Nie znoszę, gdy mnie tak nazywasz, już nie noszę warkoczyków. - mruknęła jeszcze bardziej się w ciebie wtulając. Była dla ciebie jak młodsza siostra, mimo że była młodsza jedynie o miesiąc. Wiedziałeś, że zawsze możesz na nią liczyć i nigdy cię nie zawiedzie.
- Ale charakter masz wciąż taki sam. Nie ważne, jak bardzo zmienia się nasze życie. - zaśmiałeś się pod nosem - Lepiej powiedz, co mam teraz zrobić? Mam do niej jechać? - spytałeś. Tak na dobrą sprawę byłeś bezradny. Nie potrafiłeś znaleźć sensownego rozwiązania. Ale wiedziałeś jedno, że wciąż to ona jest całym twoim światem i nawet twój wcześniejszy gniew nie zdołał tego zmienić.
- Daj jej trochę czasu. - Lilka się od siebie odsunęła - Musi to sobie poukładać.
- Masz rację, niech zatęskni. - stwierdziłeś poważnie, po czym wesoło się roześmiałeś. Wiedziałeś jedno, na pewno nie pozwolisz pannie Weronice tak zwyczajnie odejść. Nie pozwolisz, bo to ona sprawia, że twoje serce bije szybciej, to ona wyznacza sens twojemu życiu, a nie siatkówka, jak do tej pory myślałeś.... Jesteś w niej bez pamięci zakochany i masz gdzieś w sobie cichą nadzieję, że ona w tobie także. W końcu gdyby jej na tobie nie zależało, nie bałaby się ciebie zranić. Musisz teraz jedynie sprawić, by przyznała się do swoich uczuć przed samą sobą. W końcu o miłość chyba warto walczyć, prawda?


***

Zapiąłeś zieloną bluzę BBTSu pod samą szyję i zarzuciłeś na ramię czarną torbę z logo swojego klubu. Wyszedłeś z szatni udając się w stronę wyjścia z hali. Jedyne o czym teraz marzyłeś, to swoje łóżko i ciepła kołdra. Twoja rehabilitacja i powolny powrót do normalnych treningów całkowicie cię wykańczają, ale przynajmniej nie myślisz tyle o własnym życiu, które jest w jeszcze większej  rozsypce niż twój bark. Z Lilianną nie rozmawiałeś, tak jak sobie zażyczyła w drugi dzień świąt i nawet nie miałeś już na nią siły. Każde spotkanie z nią doprowadzało cię do ruiny, męczyłeś się sam ze sobą potem przez tygodnie dochodząc do siebie i starając się wegetować, bo nie nazwałbyś tego pełnią życia, jedyne na czym ci teraz zależało, to wrócenie do gry i  pokazanie jeszcze w tym sezonie na co cię stać. Nie chciałeś już myśleć o miłości, która doprowadzała cię do autodestrukcji i na dobrą sprawę i tak nigdy nie miała prawa się spełnić. To było oczywiste, że Lilka i tak się z nim nie rozwiedzie. Nawet jeśli go nie kocha, to będzie się bała go zranić, nie myśląc nawet o tym, jak bardzo rani przez to siebie samą. Gdybyście mieli być kiedykolwiek razem, ona nigdy nie powiedziałaby "tak" w majowe popołudnie w andrychowskim urzędzie. Czułeś, że musisz się w końcu pogodzić z tym, że twoja miłość do Lilianny pozostanie tylko pięknym snem, a wasza szansa na szczęśliwe życie została zaprzepaszczona kilka lat temu.... Musisz ponownie zacząć od nowa Kamilu... Tylko jak? Szedłeś powoli wlepiając swój wzrok w szare płytki na korytarzu, a twoje przemyślenia przerwał stukot czyichś szpilek. Podniosłeś wzrok i zobaczyłeś blondynkę, która szła przed siebie z nosem w jakichś papierach  i była opatulona granatowym płaszczem. Zatrzymała się na moment wertując stos kartek na swoim ręku. Podszedłeś do niej powoli i  stanąłeś tuż za nią.
- Szpilki w zimę?  - powiedziałeś jej nad uchem. Ona aż podskoczyła, a wszystkie kartki rozsypały się po podłodze.
- Kamil! Umrę na zawał przez ciebie! - krzyknęła przestraszona. - Mieliśmy dzisiaj spotkanie z waszym sponsorem. Musiałam przyjść w tym.... - wskazała na buty-  Ale w samochodzie mam na szczęście coś bardziej sensownego. - uśmiechnęła się pokazując ręką w stronę parkingu, po czym zaczęła składać dokumenty do pomarańczowej teczki. Kucnąłeś przy niej i pomogłeś jej pozbierać kartki.
- To byłaby piękna śmierć... Umrzeć przez Kamila Kwasowskiego. - zaśmiałeś się podając jej kilka zebranych dokumentów. Weronika spojrzała na ciebie jak na ostatniego kretyna i szybko się podniosła z podłogi, a ty poszedłeś w jej ślady.
- Za jakie grzechy ja się muszę z tobą męczyć. - mruknęła podnosząc oczy ku niebu i ruszyła w stronę wyjścia. Ostatnio miałeś wrażenie, że cie unika. Nie wiesz nawet czemu, postanowiłeś to wszystko wyjaśnić. Wyszedłeś szybkim krokiem za nią z hali. Poczułeś na policzkach mroźnie powietrze, nasunąłeś szybko kaptur na głowę.
- Poczekaj. Chciałbym z tobą porozmawiać. - złapałeś ją za nadgarstek, odwróciła się w twoja stronę, stając przy tym bardzo blisko ciebie. Dzieliło was zaledwie kilkanaście centymetrów.
- O czym? - spytała cicho wpatrując się w twoje ciemne oczy.
- Nie chciałabyś mi czegoś powiedzieć? - zapytałeś nagle. Ona zmarszczyła śmiesznie brwi.
- Czego? - westchnąłeś i uśmiechnąłeś się pod nosem.
- Czegoś bardzo ważnego... Czegoś co dotyczy też nas bezpośrednio... Czegoś szczerego... Czegoś, co wiążę się z twoimi uczuciami? - mówiłeś cały czas z delikatnym uśmiechem na twarzy, nie odrywając się ani na moment od jej błękitnego spojrzenia.
- Kamil ja.... - zaczęła niepewnie, a jej twarz delikatnie się zrumieniła, nagle jednak uciekła wzrokiem od ciebie.
- Kamil? - słysząc ponownie swoje imię rozejrzałeś dookoła po parkingu przed halą. I dosłownie zamarłeś. Stałeś jak sparaliżowany. - Przepraszam, że przeszkadzam... - spojrzał na ciebie wymownie Musimy porozmawiać.
- Czego chcesz?  - spytałeś mało przyjaźnie i skierowałeś wzrok na Werkę, która była jeszcze bardziej zdezorientowana od ciebie.  - Zapomniałem przedstawić. Werka to jest Ludwik, mąż Lili. Ludwik, to jest Weronika moja przyjaciółka. - powiedziałeś znudzony. Blondynka spojrzała na ciebie zaskoczona, po czym podała prawnikowi rękę.
- To ja was zostawię samych. Miło było poznać. Do jutra Kamil. - uśmiechnęła się w waszym kierunku i ruszyła w stronę samochodu.
- Przyjaciółka? - Ludwik przeszył cię swoim spojrzeniem.
- Tak, pracuje w BBTSie, ale to chyba nie twoja sprawa. - mruknąłeś. Nie miałeś zamiaru być dla niego miły, w końcu to on odebrał ci twój największy skarb i za każdym razem ci o tym przypominał, rozbijając ci serce. - Co cię sprowadza? - powiedziałeś znudzony i oparłeś się o swój samochód.
- Lilka. O ile ona jeszcze coś dla ciebie znaczy. - prychnął. A w tobie zaczynało się wszystko gotować. Kim on był, żeby oceniać twoje uczucia!
- Nie muszę rozpowiadać ile dla mnie znaczy.... A tym bardziej tobie. - westchnąłeś. Tak naprawdę wiedziałeś, że on bez powodu, by tu nie przyjeżdżał. Bałeś się tego, co możesz usłyszeć. Jego mina nie mówiła nic dobrego. Z minuty na minute coraz bardziej bałeś się o nią. Bałeś się, że coś się stało.
- Dobra nie ważne. Posłuchaj z nią jest bardzo źle. Ona zamyka się w sobie, praktycznie nie śpi, nie je. Myśli, że nie zauważam tego, ale się myli. To wszystko się zaczęło, od kiedy wróciła w listopadzie z Bielska. Z dnia na dzień jest tylko gorzej. Dlatego chce wiedzieć, co się wtedy wydarzyło między wami. - Patrzyłeś na niego oszołomiony i nie wiedziałeś co powiedzieć. Najchętniej zostawiłbyś go teraz, wsiadł do samochodu i pojechał do Warszawy. Jednak wiedziałeś, że jest to niemożliwe. Przetarłeś twarz dłonią i zapatrzyłeś się w przestrzeń przed sobą. Czułeś na swoim ciele jej dotyk, czułeś smak jej ciała, czułeś jej zapach. Przymknąłeś oczy, przypominając sobie wieczór, podczas którego wszystko miało się skończyć.
- Powiedziałem jej, żebyśmy się rozstali. Zakończyliśmy wtedy naszą przyjaźń. - spojrzałeś na Ludwika i zacisnąłeś usta. Nie mogłeś mu powiedzieć wszystkiego. Jeszcze mogło by się to odbić na Lilce, a nie chciałeś by tak się stało. Co by się nie działo, twoim obowiązkiem jest ją chronić.
- Ale dlaczego? - spojrzał na ciebie zaskoczymy - Ty.... Kochasz ją prawda? - słysząc to opuściłeś głowę. Nie chciałeś z nim o tym rozmawiać. Chciałeś o tym w końcu zapomnieć. A gdy chcesz to zrobić, zjawia się nagle on i mówi ci, że ona bardzo cierpi. A ty teraz czujesz, jak rozrywa cię od środka. Czemu miłość musi tak bardzo boleć?
- Jest dla mnie najważniejsza. - stwierdziłeś wypuszczając z siebie powietrze. Zapadła między wami niezręczna cisza. Z boku musiało to wyglądać komicznie. Dwóch mężczyzn patrzących bez słowa na siebie i zakochanych do szaleństwa w jednej kobiecie.
- Dzięki, że mi powiedziałeś. Tylko to chciałem wiedzieć, pójdę już. - stwierdził i już miał odejść. Wtedy zrozumiałeś, że on na swój sposób musiał ją kochać, skoro tylko po to jechał przez pół Polski. Chciał ją po prostu zrozumieć i jej pomóc. Lilka wybrała sobie jednak dobrego męża.
- Masz ogromne szczęście. - powiedziałeś do niego gdy odchodził. On się nagle zatrzymał i odwrócił w twoją stronę.
- Mylisz się Kamilu. Z nas dwóch to ty jesteś większym szczęściarzem. - uśmiechnął się blado i zostawił cię samego. Ty natomiast wsiadłeś do samochodu i oparłeś się o fotel. Co on chciał przez to powiedzieć? Miałeś już dość tej chorej sytuacji. Chciałeś w końcu normalnie żyć. Mieć przy sobie ukochaną kobietę i wieść z nią spokojne życie, mieć rodzinę, dom, ogród. A nawet nie mieć tych dwóch ostatnich rzeczy, ale po prostu być przy niej. Czemu to wszystko jest tak bardzo nierealne. Czy ty naprawdę nie zasłużyłeś na szczęście? Nie zasłużyłeś na to by być kochanym? Wiedziałeś jedno, Lilianna za bardzo miesza ci w głowie. Za mocno za nią tęsknisz, to się musi w końcu skończyć.... Bo ty naprawdę już nie dajesz sobie rady z własnymi emocjami i uczuciami. Nie potrafisz uciec od własnych uczuć, od wspomnień, od jej ciepłego głosu, otumaniającego zapachu, czy pięknego uśmiechu. Może faktycznie ktoś powinien ci w tym pomóc? Nie miałeś pojęcia. W tej chwili wiedziałeś jedno. Byłeś strasznie zagubiony Kamilu.


***
Pomyślałam, że nie można się zmusić do miłości. Albo jest, albo jej nie ma. 
Jeśli nie, trzeba umieć się do tego przyznać. 
A kiedy się kogoś kocha, należy robić wszystko, żeby ten ktoś był szczęśliwy.
***

Siedziałaś w jasnej kuchni oparta o drewniany stolik i powoli piłaś zimną już kawę. Wojtek wczoraj wieczorem wrócił do Olsztyna, a ty zostałaś sama ze swoimi myślami. Patrzyłaś za okno na prószący spokojnie śnieg. Ty ani trochę nie byłaś spokojna. W nocy prawie w ogóle nie spałaś. Bałaś się tej rozmowy, ale musisz w końcu to zrobić. Dla Ludwika, dla siebie, dla Kamila... Dla was wszystkich. Słysząc jak ktoś przekręca zamek w drzwiach, zaczęłaś nerwowo obracać obrączkę znajdującą się na na twojej drobnej dłoni. Wzięłaś głęboki oddech i wyszłaś na korytarz. Teraz albo nigdy!
- Cześć. Możemy porozmawiać? - powiedziałaś cicho spuszczając wzrok na jasne panele.
- Cześć kochanie. - cmoknął cię w policzek. Czy on musiał tak wszystko utrudniać?  - Oczywiście.
- Nie wiem od czego zacząć. - powiedziałaś bezradnie patrząc na blondyna i usiadłaś obok niego na kanapie.
- Chodzi o to co się między nami ostatnio dzieje? - zapytał, a ty skinęłaś głową.
- Dużo o tym myślałam. - zaczęłaś skubiąc rękaw swojego ciemnozielonego swetra - Ja nie potrafię tak żyć.
- Tak, czyli jak? - spytał wpatrując się w twoją postać. Westchnęłaś, to wszystko było dla ciebie tak bardzo trudne.
- Bez miłości. - stwierdziłaś wciąż uciekając od niego wzrokiem.
- Ale ja cię kocham Lili. -  złapał za twój podbródek - Kocham bardzo mocno i chce ci to każdego dnia okazywać.
- Tylko, że ja nie kocham ciebie. - powiedziałaś w końcu, a Ludwik natychmiast się od siebie odsunął.
- To po co za mnie wyszłaś? - spytał lekko poddenerwowany.
- Myślałam, że jesteś tym jedynym. - ponownie opuściłaś głowę. Czułaś się dziwnie, sama nie potrafiłaś tego wyjaśnić. Właśnie kończysz, swój kilkuletni związek, własnie kończysz coś co miało być na zawsze - Jednak z każdym kolejnym dniem przekonywałam się, że tak nie jest. Starałam się jakoś to zmienić, ale nie potrafię okłamywać siebie samej, a przede wszystkim ciebie. Jesteś dla mnie kimś bardzo ważnym, ale....
- Ale nie najważniejszym. - przerwał ci - Nie jestem jak Kwasowski.  - wstał z miejsca i zaczął krążyć po pokoju. Patrzyłaś na niego smutno - Lili, mogę ci dać wszystko czego tylko zapragniesz. Dlaczego wolisz jego?!
- Tego nie da się wytłumaczyć. Kiedyś byłam zakochana w Kamilu, potem nasze drogi się rozeszły, a teraz to wszystko wróciło. Ale tu nie chodzi tylko o niego Ludwik. Ty naprawdę nie widzisz jak bardzo się różnimy?  - spytałaś wbijając w niego swój wzrok. On przetarł twarz dłonią i spojrzał na ciebie.
- Pasowaliśmy do siebie idealnie, uzupełnialiśmy się. Gdyby nie on... - zacisnął dłonie w pięści
- To i tak by się stało.  - powiedziałaś już pewniej. Ludwik zaskoczony zmierzył cię wzrokiem.
- A ja myślałem, że jesteś moim słońcem pośród gwiazd. - powiedział cicho - Pamiętasz gdy ci to powiedziałem? Jak mogłem się tak mylić....
- Ludwik proszę cię.... Przepraszam, że cię zraniłam... - mówiłaś cicho. Widząc jego nieobecną twarz i zaszklone oczy, miałaś ochotę się rozpłynąć. Nienawidziłaś ranić innych, jednak teraz nie miałaś innego wyjścia. - Chcę się rozwieźć.
- Jesteś jedyną kobietą, z którą czułem, że mogę wszystko... - miałaś wrażenie, że cię w ogóle nie słucha. Usiadł na fotelu na przeciw ciebie i patrzył gdzieś w przestrzeń - Chciałem mieć z tobą rodzinę, czułem, że to ty jesteś właśnie tą właściwą kobietą. I mimo słów, które tu przed chwilą padły Lili, ja wciąż cię bardzo kocham, dlatego jeśli tego tak bardzo chcesz... Nie będę robił żadnych problemów.  - spojrzałaś na niego zaskoczona. Byłaś mu naprawdę wdzięczna, po tym co mu teraz robisz, miał prawo się nie zgadzać. W końcu zniszczyłaś mu życie, doprowadziłaś do tego, że zmarnował na ciebie kilka lat.
- Do jutra się wyprowadzę. Dziękuję. - powiedziałaś cicho.
- Nie masz za co, nic na siłę. Mam tylko nadzieję, że on będzie potrafił to docenić. - westchnął i wyszedł do kuchni. A ty nadal siedziałaś na kanapie, a w twojej głowie wirowały różne myśli. Właśnie przekreśliłaś, to co budowałaś przez ostatnie miesiące, zniszczyłaś własne małżeństwo. Było ci strasznie przykro, bo zraniłaś Ludwika. Mimo że nie pokazywał tego po sobie, wiedziałaś, że cierpi. Nigdy nie pokazywał uczuć, zawsze wszystko dusił w sobie, jednak tym razem ty nie mogłaś mu pomóc. Byłaś jedynie powodem jego cierpienia. Z drugiej strony odetchnęłaś. Bałaś się tej rozmowy, a teraz masz ją już za sobą. Zaczynasz właśnie wielki przewrót we własnym życiu. A to wszystko po to, by w pewnych czekoladowych oczach znowu gościły ciepłe ogniki. To wszystko po to, by znowu zaciągnąć  się mocnym zapachem jego perfum i w końcu powiedzieć mu jak bardzo go kochasz. Masz nadzieję, że to wszystko się uda, że Kamil wciąż cię będzie kochał, tak mocno jak ty jego, że nic nie będzie w stanie zniszczyć tego uczucia. Jeszcze kilka miesięcy i będziesz mogła tak po prostu się w niego wtulić, bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia.  Mimo, że teraz jest ci szkoda Ludwika, wierzysz, że on również ułożyć sobie życie z kimś, kto pokocha tak mocno, jak ty Kamila, bo mocniej się już nie da. Ten wielkolud skradł twoje serce jedenaście lat temu w andrychowskim parku i do tej pory to się nie zmienia. Jedyne czego teraz pragniesz, to dać mu to szczęście o jakim marzy, o ile jeszcze będzie tego chciał.... Właśnie zaczynasz coś nowego Lilianno i obyś się  znowu nie pomyliła!


________


Cześć i czołem, miało być wczoraj, ale jest dzisiaj! To tak małe opóźnienie jak na mnie! ;) Padam z nóg więc nie będę się rozpisywać.
Co sądzicie o tym wyżej? Coś się zaczęło dziać. :D
Rozdział z dedykacją dla tych, co wczoraj poszli do szkoły. ;) Ja na szczęście mam jeszcze miesiąc wolnego! <3

POZDRAWIAM !!!
Paulka

środa, 30 sierpnia 2017

Poświęcenie siedemnaste

25 komentarzy:

Śnieg prószył za oknem, w kominku ogień bawił się swoimi płomykami, a ty siedziałaś w grubym swetrze na kanapie w rodzinnym Andrychowie. Zatopiłaś swój wzrok w choince i rozmyślałaś o tym, co dzieje się w twoim życiu. Starałaś się być najlepszą żoną, robiłaś swojemu mężowi śniadanie do pracy, gotowałaś pyszne obiady. Chodziliście na romantyczne kolacje, jednak za nic w świecie nie mogłaś mu okazywać tyle uczuć, co on tobie. Nie potrafiłaś, miałaś poczucie, że wszystko jest przesycone sztucznością.  A przecież zawsze chciałaś tego unikać... Ludwik był kimś ważnym, jednak nie najważniejszym i miałaś wrażenie, że te twoje starania idą na marne, bo ty i tak nie potrafisz żyć z nim jak dawniej. Czułaś się okropnie, dusiłaś się we własnym życiu, tak jakby ktoś odciął ci zapas tlenu. Mimo początkowych starań, łapałaś się coraz częściej na tym, że celowo się od Ludwika odsuwasz....Wiedziałaś już, że musisz niedługo podjąć jakąś decyzję. Widząc przez okno światła samochodu na sąsiednim podjeździe, doskonale wiedziałaś, kto w drugi dzień świąt odwiedził Włodarczyków. Zawsze o tej porze przyjeżdżał, a ty zawsze czekałaś na niego w pokoju Wojciecha z jakimś małym prezentem w ręku. Teraz nawet nie wolno ci spojrzeć w jego stronę. Pamiętasz jak dwa tygodnie temu Bielsko grało w Warszawie. Długo się zastanawiałaś czy powinnaś iść. Bilet miałaś kupiony już ponad miesiąc przed meczem i leżał on w górnej szufladzie twojej komody. Nie wiedziałaś czy dobrze robisz, cieszyłaś się jedynie z tego, że nie wykupiłaś miejsca przy samym boisku, wręcz przeciwnie. Pamiętasz jak siedziałaś na filetowym krzesełku  w hali Torwar i zamiast na boisko patrzyłaś na kwadrat dla rezerwowych, na to jak bardzo był smutny, jak chodził ze spuszczoną głową. Nie wiesz czy cię widział, ale po wygranym meczu, zamiast cieszyć się z kolegami, poszedł od razu do szatni. Ty też zaraz wyszłaś z hali. Miałaś się od niego odciąć, ale nie potrafiłaś. Nie potrafiłaś siedzieć w mieszkaniu, w momencie, gdy on będzie tak blisko. Chciałaś go zobaczyć, chociaż przez moment. Lilianno kogo ty chcesz oszukać? Przecież ty nie potrafisz  bez  Kwasowskiego normalnie funkcjonować! 
- Kochanie przyniosłem ci gorącą herbatę. - usłyszałaś ciepły głos obok siebie. Spojrzałaś na Ludwika, który stawiał na drewnianym stoliku dwa kubki. 
- Dziękuję. - wysiliłaś się na uśmiech - Słodziłeś?
- Tak, dwie łyżeczki, tak jak lubisz. - zmarszczyłaś brwi, przecież od zawsze piłaś herbatę z łyżeczką cukru,  może to i zwykły szczegół, ale Kamil zawsze o tym pamiętał. Westchnęłaś cicho i bez słowa upiłaś łyk herbaty. Twój mąż usiadł obok ciebie i objął cię ramieniem.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię mam. - powiedział odgarniając ci kosmyk włosów i pocałował w czoło. Czy on musi to robić? Uśmiechnęłaś się do niego, zastanawiając się co powiedzieć... Coraz bardziej takie  gesty zaczynały cię irytować. Przeszkadzało ci, że dotyka cię własny mąż.... Przecież to nie jest normalne.
- Jak wy pięknie razem wyglądacie. - zachwyciła się twoja mama, która akurat weszła do pomieszczenia. Dziękowałaś jej w duchu, bo trochę cię uratowała.
- Bo jesteśmy dla siebie stworzeni. - Ludwik jeszcze mocniej cię do siebie przygarnął. Odsunęłaś się od niego, pod pretekstem wypicia herbaty. Każdy jego taki gest sprawiał, że czułaś się źle. Miałaś wrażenie, że nie jest w porządku w stosunku to mężczyzny, który zapewne właśnie wita się z rodzicami Wojtka...
- Masz rację Ludwiczku. - miałaś ochotę wywrócić oczami. Twoja matka, aż nad wyraz go lubiła....- Myślę, że pora już na jakieś wnuki. Z chęcią bym się taki maluchem zajęła. - słysząc to zakrztusiłaś się pitą właśnie herbatą.
-  Zgadzam się z mamą. - odparł wesoło twój mąż - Też z chęcią zostałbym już ojcem. Niestety, nie tylko ode mnie to zależy.... - spojrzał znacząco na ciebie. Oni chyba wszyscy zwariowali!
- Lili, to najlepszy moment na... - zaczęła twoja mama, a ty miałaś już powoli tego dosyć! Dusiłaś się we własnym życiu i nie miałaś ochoty na to, by jeszcze decydowali za ciebie, kiedy masz urodzić dziecko.
- Nie. - powiedziałaś twardo - To jest sprawa między mną, a Ludwikiem. - spojrzałaś groźnie w stronę swojej rodzicielki.
- Ale kochanie, nie mamy się czego wstydzić przed twoją mamą, ona chce dobrze. - zaczął blondyn. Miałaś wrażenie, że się umówili na to by dręczyć cię tematem dziecka. Tylko jak on sobie to wyobrażał? Miałaś mieć dziecko z człowiekiem, którego nie kochasz i coraz częściej myślisz o rozstaniu z nim?
- Uważam, że to by była bardzo zła decyzja. Uwielbiam moją pracę i nie chce z niej rezygnować, a ty też nie zrezygnujesz ze swojej. Nie mamy czasu dla siebie, a co mówić dla dziecka. - odpowiedziałaś. Właściwie, ostatnio celowo brałaś na siebie tyle pracy, chciałaś spędzać jak najwięcej czasu z dala od niego... Udawanie idealnej żony coraz bardziej cię męczyło, a praca była dobrą wymówką.  Pisząc artykuły nie musiałaś myśleć o tym, jak bardzo jest teraz puste twoje życie. Jak bardzo musisz udawać i jak bardzo brakuje ci Kamila.... W salonie zapadła cisza, którą przerwał twój ojciec.
- Kochanie telefon do ciebie. - spojrzał na ciebie z uśmiechem i podał telefon twojej matce. Odetchnęłaś z ulgą. Twoja mama wyszła szybko z salonu i udała się do kuchni. Nie wiesz o co chodzi, słyszałaś jedynie jak trzaskała szafkami szukając czegoś.
- Nie powinnaś się tak zachowywać. - spojrzałaś zaskoczona na Ludwika.
- Tak czyli jak? To są nasze prywatne sprawy i nie ma sensu ich roztrząsać przy rodzicach.- mruknęłaś i oparłaś się zdenerwowana o kanapę. Miałaś wrażenie, że naprawdę chciał wykorzystać mamę do tego, by cię namówić na dziecko...
- Lili, mam do ciebie prośbę.- usłyszałaś głos swojej mamy. Ona podała ci kartkę papieru. - To przepis na ciasto, mama Wojtka prosiła o niego. Jakbyś mogła teraz jej zanieść, jutro wieczorem przyjeżdżają jej rodzice i chciałaby je upiec. - popatrzyłaś na przepis, a potem na nią. I dopiero po chwili dotarło do ciebie, gdzie masz pójść.
- Muszę? - spytałaś z nadzieją, jednak ona tylko pokiwała głową.
- Tak, przy okazji spotkasz się z Wojtkiem. - uśmiechnęła się. No i nie tylko z Wojtkiem... W twojej głowie krążyła tylko jedna myśl... Kamil... On tam będzie. Bałaś się tej wizyty, bałaś się tego, że jak go zobaczysz wszystko wróci, że znowu będziesz miała ochotę wtulić się w jego ramiona,  że nie będziesz chciała się od niego oderwać... Bałaś się, że znowu wszystko przestanie istnieć i będzie tylko on i jego ciepłe czekoladowe oczy wpatrzone w ciebie, a może raczej smutne?  Westchnęłaś cicho i wstałaś z miejsc ubierając się do wyjścia. A może to tylko ułatwi ci podjęcie decyzji?


***
Można odejść od swoich miłości, lecz nie podobna zapomnieć, że się kochało.
***


Siedziałeś na fotelu i patrzyłeś w sufit Włodrczykowego pokoju, byle tylko nie patrzeć za okno, które wychodziło na sąsiedni dom. Nie mogłeś się pozbyć  z głowy widoku z przed kilku chwil. Wysiadłeś ze swojego samochodu odruchowo zerknąłeś w stronę rodzinnego domu Lilki. Przez szklane drzwi wychodzące na taras widziałeś doskonale, to co działo się w środku. Widziałeś jak siedziała w objęciach swojego męża, który całował ją w głowę, widziałeś jak się uśmiechała patrząc na choinkowe lampki, jak by była przy nim bardzo szczęśliwa. A ty stałeś tam nieruchomo wpatrując się w ten obrazek i byłeś zupełnie obcym człowiekiem. Czułeś się jak ktoś niepotrzebny, ktoś kogo można tak po prostu wyrzucić ze swojego życia. Wiedziałeś  teraz, że postąpiłeś dobrze. Lilianna bardzo szybko o tobie zapomniała w ramionach męża. A ty? Kim ty właściwie dla niej byłeś? Nikim ważnym. Dawnym przyjacielem, który pokochał ją do szaleństwa i stał jak totalny kretyn na dworze, moknąc przy tym przez padający śnieg.
- Dlaczego ty tak po prostu nie możesz zniknąć. - wzdychasz ciężko, czym przykuwasz uwagę Wojciecha, wchodzącego właśnie do swojego pokoju.
- Bo to mój dom?- pyta za śmiechem. Patrzysz na niego smutno. Naprawdę mu zazdrościsz. Może i Werka jeszcze się w nim nie zakochała, ale przynajmniej ma o co walczyć.
- Nie ważne. Może mi w końcu opowiesz, kiedy poznam miłość twojego życia? - spytałeś mierząc go wzrokiem. On spuścił wzrok  i zaczął się nad czymś zastanawiać. Miałeś dość już tego, że ani on, ani Weronika nic ci nie mówili na temat tych wszystkich ich spotkań, które odbywały się coraz częściej.
- Porozmawiajmy może o twojej miłości. - stwierdził wesoło i rzucił się na swoje łóżko.
- Nie ma o czym, bo nie ma miłości. - mruknąłeś, naprawdę nie chciałeś już po raz setny wałkować tematu Lilianny. Włodarczyk spojrzał na ciebie jak na kretyna i podparł się na łokciu.
- Ciekawe kto ci w to uwierzy? - spytał uważnie na ciebie patrząc - Kamil czy ty nie możesz o nią zawalczyć?
- Jak mam to zrobić? - spytałeś poirytowany. Miałeś już tego wszystkiego dość. Czemu każde twoje spotkanie z przyjacielem musiało się sprowadzać do jednego tematu?
- Stanąć przed nią i powiedzieć w prost, żeby zostawiła go w cholerę, bo ty jesteś tym właściwym facetem?  - miałeś wrażenie, że ta cała miłość całkowicie odebrała mu rozum.
- Nie Wojtek, nigdy jej tego nie powiem. To musi być jej świadoma decyzja, bez jakiejkolwiek mojej ingerencji. Ona musi tego chcieć. Ja już zrobiłem co mogłem. Powiedziałem jej, że ją kocham. Czy to nie wystarczy? - westchnąłeś i spojrzałeś w stronę okna.
- Nie. - skierowałeś zaskoczony wzrok na swojego przyjaciela - Powiedziałeś jej to, ale zaraz potem kazałeś zniknąć ze swojego życia. I przez to oboje się tylko męczycie.
- No nie powiedziałbym.... Widziałeś ich dzisiaj... - przymknąłeś na chwile powieki, tak bardzo nie chciałeś by ten obraz powracał, tak bardzo cię to bolało - Ona jest z nim szczęśliwa, to tylko pokazuje, że dobrze zrobiłem.
- Czasami nie mam do ciebie siły Kwasu. Rób jak uważasz, ale chyba zapomniałeś o jednej istotnej rzeczy. - spojrzałeś na niego pytająco, nie mając pojęcia o co mu chodzi - Kto zawsze dostawał główną rolę w szkolnych przedstawieniach.
- Lilka. - wzruszyłeś ramionami, a Wojtek tylko z uśmiechem pokiwał głową - Sugerujesz, że udaje?
- Jestem tego pewny! A powiedz mi, co się stanie jeśli ona się  jednak rozwiedzie? - te pytania Włodarczyka naprawdę zaczynały ci już działać na nerwy... Po co tu gdybać?
- Byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi i już nigdy nie pozwoliłbym jej odejść. - mruknąłeś - A teraz pozwól, że ... - nagle drzwi się otworzyły, a ty zamarłeś. Wszystko w okół zniknęło, była tylko ona,  i to w tym swoim ulubionym swetrze. W swetrze, który  był prezentem od ciebie , gdy  pewnego listopadowego dnia zastukała przemoknięta do twoich drzwi. Wtedy jak zwykle zapomniała parasola..... Wtedy, byliście jeszcze zwykłymi przyjaciółmi....
- Cześć Wojciechu! Twoja mama mnie zmusiła bym...- ucichła nagle na twój widok - Bym do ciebie zajrzała. Witaj Kamil.
-  Miło cię widzieć moja droga przyjaciółko. W takim układzie pójdę na dół, przyniosę coś do picia. A wy sobie pogadajcie. - uśmiechnął się cwaniacko i zniknął gdzieś w korytarzu. Jesteś niemal pewny, ze to on tutaj ściągnął Liliannę.... Przysięgasz, że kiedyś go zamordujesz za te spiski.
- Dawno się nie widzieliśmy. - dodała cicho i spuściła wzrok na kolorowy dywan - Lepiej już pójdę. - powiedziała i ruszyła w stronę wyjścia. Poderwałeś się szybko z miejsca i złapałeś ją za nadgarstek przyciągając bliżej siebie.
- Mylisz się. Widzieliśmy się niewiele ponad tydzień temu. - uśmiechnąłeś się do niej - Mimo, że ze sobą nie rozmawialiśmy, to się widzieliśmy. Wiem, że byłaś na Torwarze. Naprawdę sądziłaś, że cię nie zauważę?
- Miałam taką na dzieję, bo nie zrobiłam tego o co mnie prosiłeś. Ale nie mogłam siedzieć spokojnie w domu, wiedząc, że jesteś tak blisko. - patrzyłeś w jej piękne oczy. Widziałeś w nich tyle uczuć. Jak mogłeś w ogóle pomyśleć, że jej zależy na Ludwiku.... Dotknęła twojego policzka i popatrzyła na ciebie z czułością.
- Czy nie uważasz, że im dalej od siebie jesteśmy, tym bardziej chcemy być przy sobie? - spytałeś . Ona milczała przez dłuższą chwilę.  Przyglądałeś się jej, a twój rozum już wariował. Myśli w głowie ci się plątały, próbując się ułożyć w całość, nie potrafiłeś ich kontrolować. Wiedziałeś tylko, że ona jest zdecydowanie za blisko....
- Chcesz powiedzieć, że to co wtedy powiedziałeś to błąd? Kamil ja widzę.... Ty nie jesteś szczęśliwy. - powiedziała przyglądając ci się uważnie. Słysząc te słowa, wypuściłeś z siebie  powietrze.
- Jak mam być? To ty jesteś moim szczęściem.  Jeśli ty się śmiejesz, ja też się śmieję. Wszystko co sprawia mi radość wiąże się z tobą. Tylko ty nadajesz wszystkiemu sens... Tak na prawdę ja bez ciebie nie istnieje Lili.... - nie masz pojęcia po co jej to mówiłeś. Mieliście już ze sobą nie rozmawiać, mieliście zapomnieć.... A teraz stoicie w małym pokoju Wojciecha, patrzycie sobie głęboko w oczy, jakby nic więcej po za wami nie istniało. Możecie się delektować swoją bliskością. Jednocześnie odnosisz wrażenie, że ta bliskość was zabija. Doprowadza was oboje do jakiejś ruiny.  Niszczy wszystkie wasze założenia i przy okazji was samych...
- Ostatnie miesiące bez ciebie były czymś strasznym. Nie było cię, nie mogłam nawet zadzwonić, wiedząc, że tego nie chcesz. Myślałam, że zwariuje. - westchnęła przeczesując dłonią włosy. Nie wiele myśląc wziąłeś jej twarz w dłonie i patrzyłeś  w jej cudowne oczy.
- Lili, ja mogę na ciebie czekać ile zechcesz. Mogę dla ciebie naprawdę wiele poświęcić, ale chce tylko byś była naprawdę moja. Tylko moja. Bym to ja mógł cię zawsze przytulać, gdy ci źle. Bym to ja zawsze rano mówił ci dzień dobry, patrząc na twoje zaspane oczy.  Byś to ze mną się dzieliła swoimi sukcesami i porażkami. Chciałbym byś nie bała się, że będąc przy mnie robisz coś strasznego, że to wszystko co jest między nami, to jakieś przestępstwo.... Chciałbym po prostu być z tobą. -  patrzyła na ciebie nie mogąc wypowiedzieć choćby słowa. Poczułeś jak dotyka twoich dłoni i zabiera je ze swojej twarzy, po czym mocno je ściska.
- Chcę byś wiedział, że jesteś najważniejszym facetem w moim życiu. I tego nic nie jest w stanie zmienić. Jednak uważam, że powinno na razie zostać tak jest. - nie bardzo rozumiałeś. Wyrwałeś jej swoje dłonie i spojrzałeś na nią zaskoczony. Przecież przed chwilą otworzyłeś przed nią całego siebie, a ona teraz ci mówi, że tego nie chce? Mówi, że woli by zostało tak jak jest?
- Tak jak jest? Czyli? Mamy oboje się dręczyć własnym życiem. Mamy żyć jak bez powietrza, bo tym powietrzem jest dla każdego z nas to drugie? - Lilianna spuściła głowę    - Skoro tego chcesz.. Tylko pamiętaj, że to nie zmieni naszych uczuć.
- Chciałeś bym była szczęśliwa. Podjąłeś taką decyzję, bym ułożyła własne życie i uratowała swoje małżeństwo. Wierzyłeś w to chyba bardziej ode mnie... Teraz ja muszę coś zrobić. Ja też chce byś był szczęśliwy. - powiedziała  i mocno się w ciebie wtuliła, wywołując przy tym dreszcze na całym twoim ciele.Spojrzałeś na jej postać wtuloną w ciebie i nie miałeś siły dłużej się jej opierać. Całą złość na nią w tej jednej chwili się ulotniła.  Objąłeś ją mocno ramionami, chowając swoją twarz w jej włosach.  - I obiecuje, że będziesz.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - odsunąłeś ją od siebie uważnie  jej się przyglądając.
- Muszę już iść. Do zobaczenia. - cmoknęła cię w policzek i tak po prostu sobie poszła zostawiając cię z natłokiem myśli.  Byłeś już strasznie zmęczony własnym życiem i tą sytuacją. Twoja miłość cię niszczyła i odbierała wszelkie chęci do życia. A to spotkanie znowu wszystko wywróciło do góry nogami. Jej obecność znowu przywołała wspomnienia i rozbiła świat, który próbowałeś poskładać. Jednak czy ty kiedykolwiek naprawdę o tym wszystkim zapomniałeś? Czy twój  świat można poskładać bez Lilianny? Przecież to ona jest całym twoim światem.... Jest i zawsze będzie. niestety nic z tym nie możesz zrobić.... Bo kochasz całym sobą.

***
Nie wypuszczaj mnie z rąk
Bo rozbije się w pył
Jestem jak puste szkło
Pod światło nie patrz na mnie dziś
Nie wyganiaj ze snów
Na ten bez ciebie świat
Miłość to kruchy lód
Wie dobrze ten co spadł

***

Stałeś właśnie przy ogromnej choince znajdującej się przy bielskim rynku i pocierałeś nerwowo zmarznięte dłonie  czekając na pewną blondynkę. Nie mogłeś się już doczekać, aż znowu ujrzysz jej roześmianą twarz. Czekanie na nią strasznie ci się dłużyło, pomimo że jesteś tu dopiero kilka minut. Poczułeś nagle zimne dłonie na swojej twarzy.
- Zgadnij kto to! - usłyszałeś jej śmiech ih natychmiast ściągnąłeś jej dłonie ze swoich oczu.
- Werka... Ciebie wszędzie poznam. - stwierdziłeś i odwróciłeś się w jej strone, po czym mocno przytuliłeś do siebie  - Tak dawno cię nie widziałem
- Udusisz mnie Włodek. - mruknęła próbując się od ciebie oderwać
- Już nie udawaj i tak wiem, że lubisz gdy cię przytulam. - uśmiechnąłeś się cwaniacko na co blondynka wywróciła oczami. - Czemu musimy się spotykać akurat tutaj? Nie możemy pójść do jakiejś kawiarni. - odkąd pamiętasz zawsze nienawidziłeś zimy. Uwielbiałeś lato i cieple słonce, które zawsze ogrzewało przyjemnie twoje ciało, w przeciwieństwie do tego okropnego mrozu.
- Ponieważ prezenty daje się pod choinka. Wszystkiego najlepszego Włodarczyk. - uśmiechnęła się uroczo i wyciągnęła zza pleców małe granatowe pudełeczko ze złota  kokardka. Wziąłeś je od niej i otworzyłeś, a twoim oczom ukazał się srebrny zegarek, dokładnie taki, jaki zamierzałeś sobie kupić w najbliższym czasie. Spojrzałeś na nią zdumiony.
- Ale skąd.... - patrzyłeś na mieniący się od światełek choinkowych zegarek - Ja miałem go kupić jak wrócę do Olsztyna.
- Powiem krotko, zakupy świąteczne z Kamilem, to czysta przyjemność. - zaprezentowała ci rząd białych zębów. - Ciszę się, że ci się podoba.
- Mogłem się domyślić! Dziękuję. - cmoknąłeś ja w policzek, zaciągając się przy tym jej cudownym zapachem.
- Było warto, patrząc jak jak ci się świecą oczy na jego widok. - stwierdziła. naprawdę cię tym zaskoczyło, nie spodziewałeś się od niej żadnego prezentu, a tym bardziej takiego, na który wydała, połowę swojej pensji. Może to oznacza, że jesteś dla niej ważny?
- Też mam coś dla ciebie. - wyciągnąłeś ze swojej beżowej kurtki mała torebeczkę i podałeś ją blondynce. Patrzyłeś wyczekująco, aż otworzy swój  prezent.
- W jak Wojtek? - spytała wyciągając z pudełeczka złoty łańcuszek z literką "W" i zerknęła na ciebie. Uśmiechnąłeś się do siebie na to jej skojarzenie.
- Miało być W jak Weronika. Ale jeśli chcesz tak to interpretować, nie mam nic przeciwko. - mówiłeś z cwaniackim uśmiechem. Werka w odpowiedzi cmoknęła cię w policzek.
- Dziękuję Wojtek. - powiedziała patrząc na łańcuszek - Jednak mam wrażenie, że nie tylko z powodu prezentów masz tak dobry humor. Spojrzała na ciebie podejrzliwie.
- Może ciesze się, że cię widzę? - spytałeś, jednak ani trochę jej tym nie przekonałeś. - Dobra... Doprowadziłem dziś do spotkania Lilki i Kamila, moja mama  jest świetna. - stwierdziłeś dumny z siebie.
- Już nawet mamę w to zaangażowałeś. Ciebie trzeba się bać Wojciechu.  - stwierdziła kręcąc ze śmiechem głową.
- Jeśli wierze, że coś ma sens, to nigdy nie rezygnuje i wykorzystuje wszelkie możliwe sposoby. - puściłeś jej oczko. Taka była prawda, nigdy się nie poddawałeś i obiecałeś sobie, że tak będzie też z Weroniką. Wierzyłeś w to, że możesz z nią być i zrobisz wszystko, by zasłużyć na jej miłość, byś to ty zajął ważne miejsce w jej sercu, takie jak ona zajmuje w twoim. Pierwszy raz czułeś, że ktoś jest dla ciebie tak ważny, choć nie miałeś zielonego pojęcia jak to się stało. Znacie się już kilka lat, a dopiero teraz stała się każdą  twoją myślą. - Po za tym ty wcale nie jesteś lepsza. Lilka mi opowiedziała o waszej rozmowie i o tym jak bardzo jej pomogłaś. Cieszę się, że mimo wszystko tak im pomagasz.
- Ja nie zrobiłam tego tylko  dla Kamila i Lilki.... - spuściła wzrok na ośnieżony chodnik.
- A dla kogo jeszcze? - spytałeś zdezorientowany.
- Dla ciebie. - słysząc to byłeś zaskoczony. Szukałeś odpowiedzi w jej oczach, jednak ona starała się unikać twojego wzroku jak tylko mogła. - Wojtek.... Ja widziałam, jak ty się  o wszystko obwiniasz. Jak bardzo chcesz ich pogodzić i ci nie wychodzi,  i jak się tym zadręczasz.... Uważasz się za winnego, choć wcale nie powinieneś.  Chciałam ci jakoś pomóc. - słysząc jej słowa zrobiłeś kilka kroków w jej stronę. Podniosłeś jej głowę i zmusiłeś do spojrzenia ci w oczy.
- Martwiłaś się o mnie? - spytałeś z cichą nadzieją. Tak bardzo byś chciał by na to przytaknęła.
- Tak. - słysząc to,  zupełnie straciłeś nad sobą kontrole i nie panowałeś już nad własnym uczuciami, które narastały coraz bardziej z każdym kolejnym dniem bez niej. Przywarłeś do jej ust, wkładając w swój pocałunek wszystkie swoja uczucia, całą tęsknotę za nią. Chciałeś pokazać, że jest dla ciebie bardzo ważna. Miałeś dość już tego waszego trzymania się na dystans. Chciałeś zrobić krok w przód, nie myślałeś nawet o tym, że jednak  możesz przez to się tylko cofnąć, zamiast iść do przodu.
- Włodarczyk co ty wprawiasz?! - spytała odsuwając się szybko od ciebie.
- To co chciałem zrobić już dawno temu. Werka, ja dla ciebie całkowicie straciłem głowę. - powiedziałeś szerze. Ona patrzyła na ciebie przerażona.
- Wojtek, przepraszam cię.... To... My.... To jest bez sensu.... - powiedziała spuszczając wzrok - Lepiej już pójdę. - nie mogłeś pozwolić jej tak po prostu odejść, przecież wierzyłeś w was, wierzyłeś, że uda wam się stworzyć coś wspaniałego. Nie możesz tak tego zostawić.
- Zaczekaj. - powiedziałeś łapiąc ją za rękę - Rozumiem, że Kamil dla ciebie wiele znaczy. Ale obiecuje ci, że zrobię wszystko byś o  nim zapomniała. Jesteś dla mnie naprawdę ważna, nie wiem jak to się stało i kiedy, ale jedyne o czym myślę to o kolejnym spotkaniu z tobą. Chce być dla ciebie kimś, kto sprawi, że będziesz szczęśliwa, kimś kto będzie twoim powodem do uśmiechu, bo ty tak cudownie się śmiejesz.  Werka ja się w tobie tak po prostu zakochałem. Proszę cię daj nam szansę. - patrzyłeś na nią wzrokiem pełnym nadziei. Widziałeś jak w jej pięknych oczach gromadzą się łzy. To chyba nie wróżyło nic dobrego...
- Nie mogę Wojtek, to nie ma przyszłości. Naprawdę mi przykro. Nie chciałam cię zranić.... Jesteś   fajnym facetem.... Świetnym przyjacielem.... Ale... - mówiła nawet na ciebie nie patrząc.
- Ale nigdy nie będę nim. - mruknąłeś bardziej do siebie.
- Przepraszam. - powiedziała cicho i odeszła. Tak po prostu cię zostawiła przy tej cholernej choince, która wesoło do wszystkich mrugała, w momencie gdy twoje życie się właśnie rozpadało. Nie rozumiałeś, dlaczego zawsze Kamil musi być tym idealnym facetem. Z Lilką było tak samo. Dobrze może jej tak na prawdę nie kochałeś, a przynajmniej nie w taki sposób jak Kamil,  ale chciałbyś wiedzieć co jest nie tak. Co ma Kwasu, że wszystkie wartościowe  kobiety do niego lgną, a ty zawsze jesteś tym drugim? Do tej pory ci to nie przeszkadzało, ale teraz.... Pierwszy raz kogoś pokochałeś, pierwszy raz ktoś był dla ciebie niczym tlen, pierwszy raz chciałeś tak po prostu z kimś być. Chciałeś komuś dawać całego siebie, oddałeś swoje serce, a ono zostało teraz rozbite na małe kawałeczki. Usiadłeś na skutej lodem drewnianej ławce i spojrzałeś na zegarek, który od niej dostałeś.
- Dlaczego mi go dałaś? - powiedziałeś do siebie i zamknąłeś pudełeczko. Teraz rozumiałeś Kamila, rozumiałeś jak to jest tracić swój największy skarb, mimo że jest on obok. Jak to jest, gdy nawet oddychanie zaczyna cię boleć. Chyba jeszcze nigdy nie czułeś się tak strasznie, po raz pierwszy twoje oczy są mokre od łez i to przez kobietę. Teraz poznałeś jak smakuje ta cudowna miłość, poznałeś jej gorzki smak i nie masz pojęcia jak się po tym pozbierasz. Przecież ostatnio, żyłeś tylko dla niej. W głowie sobie w kółko układałeś rozmowę, w której powiesz jej, jak ważna dla ciebie się stała. A teraz... Po raz pierwszy Wojciechu tak bardzo cierpiałeś. Cierpiałeś, bo panna Weronika złamała twoje serce.

________


Hej! Przepraszam za taką długą przerwę między rozdziałami. Problemem jest to, że jestem w rozjazdach, a nie mam ze sobą laptopa.i wychodzi jak wychodzi. :( 
Do Was też  niedługo zajrzę :) Obiecuje! 
Co sądzicie o tym wyżej? Do końca już coraz bliżej. Zostało 3  rozdziały. ;) 

Rozdział z dedykacją dla Win, by nie była już zła. :) (może szybciej do nas wróci)

Tymczasem  trzymamy kciuki za naszych!  #teamPoland

POZDRAWIAM !!!
Paulka