Wracałeś powolnym krokiem do swojego mieszkania. Cały czas zastanawiałeś się nad swoim życiem i nad tym co myślałeś będąc przy Weronice. Nawet nie wiesz jak mogło ci coś takiego przyjść do głowy, Werka była jak młodsza siostra, a ty tylko jedną kobietę kochałeś naprawdę. I kochasz nadal. Mimo tego, że nigdy nie będziecie razem, nie wiesz czy potrafiłbyś być z kimkolwiek innym niż z Lilianną. Przecież nikt tak się nie uśmiecha, nikt inny tak na ciebie nie krzyczy, gdy robisz głupoty, nikt inny tak cię nigdy nie potrafi przytulić. Tylko z Lilką chciałbyś mieć ten jej wymarzony domek z czerwonym dachem, o którym niegdyś tyle ci opowiadała. Tylko przy Lilce chcesz się budzić każdego dnia i tylko z nią spędzać wszystkie wieczory i noce. Chcesz żeby twoja poduszka pachniała tylko i wyłącznie nią. Nikt inny nie może ci tego zapewnić, tylko twoja Lilianna. Jesteś w niej naprawdę beznadziejnie zakochany Kamilu.... I to nawet teraz, gdy całkowicie przestałeś dla niej istnieć....
- Kwasu. - usłyszałeś i podniosłeś głowę. Twoim oczom ukazała się Weronika. Widziałeś, że jest dziwnie zestresowana. Dopiero po chwili przypomniało ci się, że chciała z tobą porozmawiać. Przyglądałeś się jej przez chwilę, musisz przyznać, że była naprawdę piękna. A ta kremowa sukienka dodawała jej jeszcze większego uroku. Jednak nawet jej zjawiskowy wygląd nie był w stanie poruszyć twojego serca, które biło tylko dla jednej kobiety.
- Cześć Werka - przytuliłeś ją na powitanie. Ona się odsunęła bez słowa i spojrzała na ciebie przerażona. Patrzyła tak przez dłuższą chwilę, a ty nie miałeś pojęcia o co jej chodzi.
- Przepraszam za to co teraz zrobię - powiedziała i nim zdążyłeś cokolwiek odpowiedzieć poczułeś smak jej ust. Nie miałeś pojęcia co się teraz działo... Zaskoczony w pierwszej chwili odwzajemniłeś ten pocałunek, jednak szybko wróciłeś do siebie i odsunąłeś ją natychmiast od siebie.
-Werka, może ja dałem ci coś źle do zrozumienia, ale ja... - zacząłeś trochę zaskoczony tym co przed chwilą się stało.
- To nie tak... - przerwała ci i patrzyła w jakiś punkt przed sobą - To niemożliwe, niesamowite... To on.... Ja naprawdę nic już do ciebie nie czuję. - mówiła zdumiona. Patrzyłeś na nią lekko skołowany, bo tak naprawdę niczego już nie rozumiałeś z tego co się tu działo. Nie miałeś pojęcia o czym ona mówi i dlaczego jej oczy tak bardzo się śmieją. Postanowiłeś z nią wszystko dokładnie wyjaśniać.
- Wydaje mi się, że musimy porozmawiać. Zapraszam na górę. - zaprosiłeś ją gestem ręki do klatki schodowej. Blondynka z wielkim uśmiechem na twarzy poszła do wnętrza twojego bloku. Otworzyłeś wam drzwi od mieszkania. - Rozgość się. - Weronika od razu usiadła na kanapie, a ty postanowiłeś zrobić wam herbatę.
- Chcesz za pewne wyjaśnień. - stwierdziła, gdy pojawiłeś się w pokoju stawiając na ławie dwa kubki z gorąca herbatą. Usiadłeś w fotelu i podparłeś się na łokciu.
- Przyznaje, że nic nie rozumiem. - westchnąłeś. - Dlaczego mnie pocałowałaś?
- Wiesz, że spotykałam się z Wojtkiem? - spytała patrząc na ciebie swoimi błękitnymi oczami
- Domyślałem się. - uśmiechnąłeś się pod nosem.
- Wydawało mi się, że tylko się przyjaźnimy. Lubiłam z nim spędzać czas i nawet nie zauważyłam, gdy zaczęło mnie coś do niego przyciągać.... Nie zdawałam sobie nawet sprawy z tego, kim on dla mnie jest. Aż do momentu, gdy mnie pocałował dokładnie w drugi dzień świat. - słysząc to mało nie spadłeś fotela. Nie mogłeś uwierzyć w to, że Wojtek nic ci o tym nie powiedział. - W dodatku powiedział wtedy, że się we mnie zakochał, a ja zwyczajnie się wystraszyłam. Bałam się, że go zranię, bo zawsze mi się wydawało, że to ciebie kocham. - mimo wszystko dziwnie ci się słuchało Weroniki, gdy wprost mówiła o swoich uczuciach do ciebie, jednak nie chciałeś jej przerywać. Widziałeś, że dla niej to również nie jest łatwe - To było straszne, patrzeć w te smutne oczy.... On prawie płakał... Przecież, nigdy taki nie był, a to wszystko przeze mnie...
- Ale ty tak naprawdę nie możesz o nim zapomnieć? - spytałeś uważanie na nią patrząc. Byłeś tego niemal pewny. Blondynka przymknęła powieki i wzięła głęboki oddech
- Od tamtego pocałunku, nie mogę się pozbyć z głowy tych smutnych oczu, nie mogę zapomnieć dotyku jego ciepłych warg, wciąż słyszę jak mówi, że mnie kocha. Uznałam, że z czasem mi przejdzie, że to tylko szok tymi wydarzeniami. Ale nie przeszło, jest tylko gorzej. Minęło pół roku, a ja wciąż za nim tęsknie. - teraz chyba zaczynałeś wszystko rozumieć. Podrapałeś się po brodzie i spojrzałeś na nią niepewnie.
- Czyli, całując mnie chciałaś sprawdzić czy czujesz to samo co wtedy, gdy całował cię Wojtek? - blondynka skinęła głową. Zastanawiałeś się teraz czy powinno być ci przykro. Ale nie było, wręcz przeciwnie. Byłeś szczęśliwy, że sprawy potoczyły się tak a nie inaczej, bo Wojtek zasługiwał na prawdziwą miłość.
- Tak, chciałam się przekonać i mieć pewność, że jesteś dla mnie tylko przyjacielem. I teraz mam. Wybacz Kamil, ale nie było w tym tej magi co przy Wojtku. - uśmiechnęła się delikatnie. Ty natomiast się naprawdę cieszyłeś. Wiedziałeś, że jak Włodarczyk to usłyszy oszaleje ze szczęścia i miałeś nadzieję, że chociaż jemu coś się ułoży.
- Nie mam ci tego za złe. Naprawdę mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi. - stwierdziłeś z szerokim uśmiechem.
- Napisze od razu do Wojtka, że chce się z nim dzisiaj zobaczyć. - powiedziała radośnie i szybko sięgnęła po torebkę, która niesfornie zahaczyła o kubek stojący na drewnianym stoliku. Cała jego zwartość wylądowała na kremowej sukience blondynki. - Cholera! Moja ulubiona... - mruknęła zirytowana. Zaśmiałeś się pod nosem i poszedłeś do swojej sypialni wyciągając z szafy swoją koszulkę, po czym znowu wróciłeś do pomieszczenia, w którym znajdowała się Weronika.
- Łap! - rzuciłeś w jej stronę koszulkę. - Chyba najdłuższa jaką mam, przebierz się, a co do sukienki będzie chyba najlepiej jak od razu zapierzesz. - puściłeś jej oczko.
- Łał, Kwasu perfekcyjny pan domu. - zaśmiała się pod nosem - Zaraz wrócę i posprzątam. Dzięki. - zniknęła za drzwiami łazienki. Ty natomiast wziąłeś się za sprzątanie, nie czekając na Werkę. Wiedziałeś, że zawsze była strasznie zakręcona, nie inaczej było w tym przypadku. Powycierałeś podłogę i zerknąłeś w stronę drzwi od łazienki, które przed chwilą się otworzyły.
- Do twarzy ci w niej. - stwierdziłeś mierząc wzrokiem Weronikę, która stała ubrana w twoją granatową koszulkę. Musisz przyznać, że zatrzymałeś się chwilę dłużej na jej długich opalonych nogach, ale szybko potrząsnąłeś głową odganiając wszelkie głupie myśli.
- Właściwie jest nie wiele krótsza od tej mojej sukienki. - stwierdziła i podchodząc bliżej ciebie - Teraz będziesz musiał się ze mną jeszcze chwilę pomęczyć.
- Nie mam nic przeciwko temu. - puściłeś jej oczko, jednak waszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. Weronika spojrzała na ciebie pytająco, jednak ty tylko wzruszyłeś ramionami.
- Spodziewasz kogoś? - spytała , pokręciłeś przecząco głową.
- Nie wiem kto to... Wojtek dzisiaj miał wrócić do Andrychowa, może to on. - blondynka słysząc imię twojego przyjaciela szeroko się uśmiechnęła.
- To pójdę otworzyć. - powiedziała i pobiegła w stronę drzwi nim zdążyłeś cokolwiek powiedzieć. Bałeś się, że Wojtek może źle zareagować na jej widok.... Wyszedłeś powoli na korytarz i się nie pomyliłeś. Włodarczyk stał i patrzył niedowierzająco na Weronikę.
- Nie wierzę..... - powiedział cicho - To dlatego.... Dlatego wtedy powiedziałaś nie. - skierował wzrok na ciebie, miałeś wrażenie, że jakby mógł to zabił by cię samym spojrzeniem.
- Wojtek ale o czym ty... - zaczęła blondynka, Włodarczyk tylko wyminął ją bez słowa i podszedł bliżej ciebie. Widziałeś, że był wściekły, a jego furia rosła z sekundy na sekundę.
- Nie wierze.... Kurwa nie wierze, że to zrobiłeś! Chciałeś się zemścić za Lilkę ?! Za to, że przeze mnie nie jesteście razem?! To ci się kurwa udało! Właśnie odebrałeś mi kogoś, kto był sensem mojego istnienia! Złamałeś mi wszystko..... - patrzyłeś na niego oniemiały i nie potrafiłeś wypowiedzieć choćby słowa. Widziałeś jak jego złość zamieniała się powoli w bezradność. Nie miałeś nawet pojęcia, że aż tak bardzo obwinia się o to, co się stało z tobą i Lilianną....
- Wojtek to nie tak.... - dotknąłeś jego ramienia, jednak on szybko zrzucił twoja rękę.
- Zostaw mnie! Nie chce cię więcej widzieć! Wiedziałeś o wszystkim, o niej.... I mi ją odebrałeś.... Ty... idealny pan Kwasowski..... - mówił ironicznie patrząc na ciebie ze łzami w oczach. Najgorsze było to, że nie dawał ci nawet dojść do słowa. Spojrzałeś na Werkę, która stała za Włodarczykiem i zaskoczona wpatrywała się w jego postać, jakby chciała zrozumieć co tu się właśnie dzieje. - Ze mną możesz robić co chcesz. Ale co ci zawiniła Lilka?! Czemu ją tak niszczysz?! I to przez jeden błąd, który popełniła?
- Włodi wieź się uspokój i daj mi coś powiedzieć. - powiedziałeś starając się zachować spokój - I co ma do tego Lilka? Ona ma już męża, a dzisiaj pewnie świętuje pierwszą rocznice. - mruknąłeś z przekąsem, jednak to jeszcze bardziej zirytowała Wojciecha.
- Ona się dla ciebie rozwiodła kretynie! I to właśnie dzisiaj! Ale ty oczywiście wolałeś przespać się z Werką.! - twoje oczy omal nie wyszły z orbit. Nie potrafiłeś wykrztusić z siebie choćby słowa. Nawet nie myślałeś już o jego ostatnim zdaniu. Ona się rozwiodła..... Dla ciebie... Tylko to krążyło ci po głowie. Twoja Lilka jest już wolna. Możesz ją znowu tak po prostu przytulić, możesz znowu zasmakować jej ust, bez żadnych wyrzutów sumienia. Możesz po prostu przy niej być. On cię naprawdę kocha, skoro zdobyła się na taki gest. Nigdy sobie nie wybaczysz, że kiedykolwiek wątpiłeś w jej miłość. Jedyne czego teraz chciałeś to jak najszybciej się z nią zobaczyć. Chciałeś już teraz w tym momencie wziąć ją w ramiona i powiedzieć, że jest wszystkim i że będziesz ją kochał aż do ostatniego tchnienia a nawet i dłużej. Z zamyślenia wyrwało cię trzaśniecie drzwi.
- Pójdę za nim. - powiedziała Weronika - Trzeba w końcu zakończyć tę serię nieporozumień. - skinąłeś tylko głową i natychmiast zacząłeś się szykować do wyjścia. Szukałeś w pośpiechu dokumentów i kluczyków od samochodu, które jak na złość gdzieś ci się zapodziały. Wiedziałeś jedno. Musisz się przy niej znaleźć i to już, w tej chwili. Musisz z nią szybko porozmawiać i wszystko wyjaśnić. Bo ty bez niej nie potrafisz żyć, ona jest powodem twojego istnienia. Możesz próbować o niej zapomnieć, ale to ci się nigdy nie uda bo tylko dla niej żyjesz i dzięki niej jesteś tak naprawdę szczęśliwy, a teraz będziecie mogli być razem. Ona będzie mogła być tylko twoja.... Już na zawsze .... Tylko czy nie jest już za późno Kamilu?
***
Na bielskiej ulicy świeciły się już latarnie, usiadłeś powoli na drewnianej ławce, by choć trochę ochłonąć. Majowy chłód otulał twoją twarz i osuszał łzy, sam nie wiedziałeś, czy bardziej byłeś wściekły czy po prostu smutny. To wszystko co mówiła Lilianna okazało się prawdą.... Czułeś jak rozpadasz się na małe kawałeczki. Był twoim przyjacielem, najlepszym.... A wbił nóż prosto w twoje serce. Zabił je, tak jak całego ciebie. Miał kogoś, kto nigdy nie będzie twój. Może powinieneś wrócić i mu przywalić, nie potrafiłeś.... W końcu to był Kamil. Twój niemal brat. Wypuściłeś ze świstem powietrze i schowałeś twarz w dłoniach. Każdy twój oddech tak bardzo bolał, a ty płakałeś po raz pierwszy w życiu. Tak ten Wojciech, który wiecznie się śmiał, ma w oczach łzy. A wszystko przez kobietę, obiecałeś sobie, że nigdy tak się nie stanie. A teraz? Teraz cierpisz, umiera ci serce i dusza.... Może nie powinieneś tak się zachowywać... Ale ona tak pięknie pachnie, tak cudownie się śmieje, a gdy na ciebie patrzy jesteś w niebie.... Nie masz pojęcia jak to się stało, że Weronika tak bardzo zawładnęła całym twoim życiem. Nie miałeś pojęcia jak masz żyć bez niej, bez tej cholernej nadziei, że chociaż raz spojrzy na ciebie z takim uczuciem, jakim patrzy na Kamila. Chociaż raz....
- Wojtuś.... - usłyszałeś cichy głos... To ona...
- Mam już omamy. - mruknąłeś do siebie.... nie podnosząc nawet głowy. Było ci strasznie źle, chciałeś z niknąć, już nawet słyszałeś jej głos...
- Nie masz. Podnieś głowę do cholery. - zaskoczony poderwałeś się z miejsca i spojrzałeś na blondynkę. Zmierzyłeś ją wzrokiem, stała tam ubrana w tą cholerną koszulkę Kamila i patrzyła na ciebie smutno.
- Co ty tu robisz? - spytałeś zaskoczony jej widokiem. Całe twoje serce się do niej wyrywało i za nic w świecie nie mogłeś go uspokoić.
- Musimy porozmawiać Włodarczyk. - stwierdziła poważnie. Przeczesałeś dłonią swoje włosy i wlepiłeś w nią swój wzrok.
- Jakbyśmy mieli o czym. - powiedziałeś gorzko. Widziałeś jak powoli zaczyna jej się robić zimno, choć za wszelką cenę chciała to przed tobą ukryć. Westchnąłeś ciężko i zdjąłeś z siebie bluzę zarzucając jej na plecy. - Mogłaś się ubrać...
- Jesteś na mnie wściekły, a dajesz mi swoją bluzę? - spytała wbijając w ciebie swoje błękitne oczy. Kochałeś ją i nic na to nie mogłeś poradzić. Nawet jeśli złamała ci twoje serce, nie potrafiłeś patrzeć na to, jak marznie.
- To się nazywa litość. - mruknąłeś niemiło. Ona tylko się cicho zaśmiała. Wiedziała, że powiedziałeś to specjalnie, że chciałeś by ją dotknęły twoje słowa. Czytała z ciebie jak z otwartej księgi.
- Nie Włodarczyk, to się nazywa miłość. - nie miałeś pojęcia po ci o tym przypomina, czy jej naprawdę tak bardzo zależy na tym, byś za chwilę umarł tu z bólu, który coraz bardziej przeszywa twoje serce? - I własnie dlatego mamy o czym rozmawiać.
- Po co tu jesteś? Nie możesz odejść?! Zostawić mnie w spokoju! Tak kocham cię! Ale to bez znaczeniu, nie widzisz, że ja umieram! Ja bez ciebie sobie nie daje rady, a ty mnie teraz katujesz tym swoim delikatnym uśmiechem, tym błękitnym spojrzeniem za które mógłbym zginąć. - miałeś ochotę tak zwyczajnie uciec. Twój oddech stawał się coraz cięższy, jednak nie mogłeś się od niej zwyczajnie odsunąć, przyciągała cię niczym magnez. Ona spojrzała po sobie i na chwile się zamyśliła
- Spójrz na mnie. Na moje ubranie Wojtek... - nie wiesz po co ona to robiła. Aż tak bardzo chciała ci przypomnieć o tym, że Kamil miał ją tylko dla siebie? - Powiedz co mam na sobie.
- Koszulkę Kamila... - warknąłeś, jednak ona patrzyła na ciebie jakby chciała byś kontynuował - I moją bluzę?
- Dokładnie. Spójrz koszulka Kamila jest dla mnie bardzo ważna, przykrywa moje ciało.... - tego było już dla ciebie za wiele - Ale ona nie potrafiła mnie ogrzać. Zrobiła to twoja bluza, otuliła mnie, dała mi ciepło i nie pozwoliła bym zmarzła. Tak samo jest z Wami. Kamil zna moje tajemnice, jest blisko mnie i mnie wspiera, ale nie potrafi sprawić, że nigdy nie zmarznę ... Ty to robisz. Ty sprawiasz, że istnieje, przekryłeś mi sobą cały świat. - nie wierzyłeś w to co mówi. Miałeś wrażenie, że to jest jakiś żart...
- Wasz pocałunek, twoje ubranie.... - mówiłeś patrząc na nią zaskoczony.
- Sukienkę zalałam herbatą, a pocałunek... Chciałam sprawdzić co poczuje, czy to będzie bardziej magiczne od co czułam gdy ty mnie całowałeś. Nie było.... Od tamtych świąt wciąż czuje na sobie smak twych ust, wciąż widzę twoje smutne oczy, wciąż nie potrafię sobie wybaczyć... - przerwałeś jej wpijając się w jej usta. Nie potrafiłeś się potrzymać. Myśli w głowię krążyły ci jak szalone. Nie potrafiłeś ich ułożyć. Wiedziałeś jedno, chciałeś jej.
- Chcesz mi coś powiedzieć ? - uśmiechnąłeś się cwaniacko opierając o jej czoło.
- Kocham cię Włodarczyk. Nie wiem co mi zrobiłeś, ale nie mogę przestać o tobie myśleć. - przygarnąłeś ją mocno do siebie. Z załamania natychmiast przeniosłeś się do euforii. To co z tobą robiła ta drobna blondynka było nieprawdopodobne. Ona dyrygowała twoim sercem i życiem. Ale wiedziałeś, że za ten jej uśmiech możesz jej to wszystko oddać.
- Mówiłem ci już kiedyś, że umiem czarować. - zaśmiałeś pod nosem.
- Zaczarowałeś mnie swoją miłością. - powiedziała i musnęła twoje usta. Patrzyłeś w jej oczy, widziałeś w nich miłość. Czułeś, że masz wszystko. Wszelkie nieporozumienia przestały mieć znaczenie, gdy ona stała ubrana w twoją bluzę i wtulona w ciebie.
- Przepraszam was. - usłyszałeś za sobą i zobaczyłeś Kamila, który mierzył was wzrokiem. Było ci głupio, że o coś takiego go podejrzewałeś... W końcu był twoim najlepszym przyjacielem....
- Kamil, posłuchaj. Ja naprawdę....
- Nie teraz. Później. - przerwał ci - Gdzie Lili? - dopytywał patrząc na ciebie z nadzieją.
- U mnie w Andrychowie. - powiedziałeś, wiedziałeś, że ta miłość nie mogła od tak zniknąć. I że musi coś w końcu do niego dotrzeć.
- U ciebie? Czemu nie u rodziców? - zmarszczył brwi.
- W skrócie, jak rodzice Lilki się tylko dowiedzieli o rozwodzie zerwali z nią kontakt. Mówili coś tam o marnowaniu sobie życia... Strasznie to przeżyła, ale wiedziała, że robi dobrze, że w końcu będzie mogła być przy tobie. - widziałeś jak oczy Kamila robią się coraz szersze.
- Jadę do niej.... - rzucił i pobiegł w stronę samochodu. Odprowadziłeś wzrokiem swojego przyjaciela.
- Będą razem. - spojrzałeś na Weronikę, która przyglądała się oddalającemu się Kamilowi.
- Nie ma innej opcji. Oby byli szczęśliwi jak my. - stwierdziłeś całując ja w głowę. Byłeś najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. To niesamowite jak w jednej chwili może się zmienić życie człowieka. Przed chwilą wszystko w tobie umierało, a wystarczyło kilka słów, byś odżył. Byś znowu uwierzył w miłość. A te dwa słowa, które padły z jej ust, sprawiły, że znalazłeś się niebie.
Majowa noc otulała sobą cały Andrychów. Spacerowałaś powoli ulicami swojego rodzinnego miasta. Czując delikatny chłód naciągnęłaś mocniej bluzę na siebie i cicho westchnęłaś. Próbowałaś zebrać do kupy myśli, ale nic z tego nie wychodziło... Twoje życie całkowicie się rozpadło. Nie miałaś już niczego, nie miałaś już rodziny, miłości. Niczego. Doprowadziłaś wszystko do ruiny. Czułaś się jakbyś stała na zgliszczach całego swojego świata, swoich marzeń. Popełniłaś setki błędów, największym z nich był ślub z Ludwikiem.... Przez to straciłaś coś cennego, straciłaś miłość Kamila. Nie miałaś mu za złe tego, że próbuje sobie od nowa ułożyć życie. W końcu na to zasługiwał jak nikt inny. Zasługiwał na to by ktoś go kochał bez tych wszystkich zawirowań, niespełnionych oczekiwań... Tak zwyczajnie i po prostu. Tylko, że ty.... Ty tak naprawdę bez niego nie istniałaś.... Straciłaś całą nadzieję na to, że jeszcze kiedykolwiek poczujesz smak jego ust, że kiedykolwiek po prostu wtulisz się w jego silne ramiona. Nie umiesz się już odnaleźć w świecie bez niego, przecież tylko dzięki niemu jakoś funkcjonowałaś Zatrzymałaś się raptownie przed znajomym placem zabaw... Przymknęłaś delikatnie powieki....
***
Majowa noc otulała sobą cały Andrychów. Spacerowałaś powoli ulicami swojego rodzinnego miasta. Czując delikatny chłód naciągnęłaś mocniej bluzę na siebie i cicho westchnęłaś. Próbowałaś zebrać do kupy myśli, ale nic z tego nie wychodziło... Twoje życie całkowicie się rozpadło. Nie miałaś już niczego, nie miałaś już rodziny, miłości. Niczego. Doprowadziłaś wszystko do ruiny. Czułaś się jakbyś stała na zgliszczach całego swojego świata, swoich marzeń. Popełniłaś setki błędów, największym z nich był ślub z Ludwikiem.... Przez to straciłaś coś cennego, straciłaś miłość Kamila. Nie miałaś mu za złe tego, że próbuje sobie od nowa ułożyć życie. W końcu na to zasługiwał jak nikt inny. Zasługiwał na to by ktoś go kochał bez tych wszystkich zawirowań, niespełnionych oczekiwań... Tak zwyczajnie i po prostu. Tylko, że ty.... Ty tak naprawdę bez niego nie istniałaś.... Straciłaś całą nadzieję na to, że jeszcze kiedykolwiek poczujesz smak jego ust, że kiedykolwiek po prostu wtulisz się w jego silne ramiona. Nie umiesz się już odnaleźć w świecie bez niego, przecież tylko dzięki niemu jakoś funkcjonowałaś Zatrzymałaś się raptownie przed znajomym placem zabaw... Przymknęłaś delikatnie powieki....
Było ciepłe wrześniowe popołudnie. Miałaś na sobie błękitną zwiewną sukienkę, którą od czasu do czasu bawił się wiatr. W słońcu lśniły twoje dwa długie warkocze. Idąc przez andrychowski plac zabaw dostrzegłaś swojego sąsiada. Siedział bujając się na huśtawce. Pokręciłaś ze śmiechem głową, gdyż zajmował tylko miejsce dzieciom. Obok niego leżała piłka do kosza, on natomiast był w swoim świecie. Dopiero gdy podeszłaś kilka kroków, zauważyłaś, że Wojciech nie był sam...
- Kamil.
Przedstawił ci się ściskając twoją dłoń. Po czym wylądował na chodniku, bo nie trafił na rozbujaną huśtawkę. Siedział tam na dole i patrzył na ciebie swoimi czekoladowymi oczami. A ty czując jego zaciekawiony wzrok na sobie po prostu uciekłaś. Uciekłaś, bo wizyta u koleżanki to był tylko pretekst.
Uciekłaś, bo jego wzrok za bardzo cię przeszywał.
Uciekłaś, bo już wtedy wydawał ci się idealny.
I to się nie zmieniało.
Zawsze uciekałaś, bo twoje nogi na jego widok ci się uginały.
Tak jak jak tamtego wrześniowego popołudnia,
gdy poczułaś po raz pierwszy ciepło w swoim sercu.
A to wszystko za sprawą Kamila Kwasowskiego.
gdy poczułaś po raz pierwszy ciepło w swoim sercu.
A to wszystko za sprawą Kamila Kwasowskiego.
Podeszłaś bliżej huśtawek i usiadłaś na jednej z nich. Bujałaś się na niej delikatnie, a twoje łzy powoli spływały po twojej twarzy. Tak bardzo byś chciała cofnąć się w czasie o te niespełna dwanaście lat. Tak bardzo byś chciała, żeby on tu z tobą był. By usiadł obok, wziął cię za rękę i powiedział, że wciąż cię kocha... Tęskniłaś za nim, dla niego jest każdy twój oddech, tylko dla niego potrafisz wywrócić całe życie. Bo to on jest wszystkim....
- Lili. - nie patrzyłaś przed siebie. Znowu wydawało ci się, że go słyszysz. - Spójrz na mnie. - podniosłaś powoli wzrok do góry i zamarłaś. Stał tuż obok, patrzył na ciebie swoim ciepłym wzrokiem.
- Co tu robisz? - spytałaś zaskoczona. On szeroko się uśmiechnął.
- Chciałbym się z tobą umówić. - stwierdził ze śmiechem. Spojrzałaś na niego jak na wariata. Czyli Włodarczyk mu powiedział...
- Nie umawiam się z zajętymi. - westchnęłaś. Za to Kamil był jakby zbity z tropu.
- O czym ty mówisz? - zaskoczony mierzył cię wzrokiem . Zdziwiła cię jego postawa, przecież był z Weroniką. Naprawdę miał ochotę udawać, że ona nie istnieje?
- O tobie i Werce. Widziałam was. - stwierdziłaś. On opadł ciężko na huśtawkę obok i patrzył w przestrzeń.
- Naprawdę myślisz, że potrafiłbym być z kimkolwiek oprócz ciebie? Naprawdę, aż tak wątpisz w moja miłość? - niczego tutaj już nie rozumiałaś. Nigdy nie wątpiłaś w jego miłość, nigdy aż do dzisiejszego dnia....
- Nie Kamil. Wierzyłam cały czas w to, że mnie kochasz. Inaczej nie zniszczyłabym swojego małżeństwa..... Zrobiłam to, nie tylko dlatego, że się w tym dusiłam, ale przede wszystkim dlatego, że wierzyłam w twoją miłość. Ta wiara dała mi odwagę na to, co zrobiłam. Jednak wiem co widziałam..... - westchnęłaś. Kamil spojrzał na ciebie i podniósł się z miejsca, po czym kucnął tuż przy twoich nogach. Położył dłonie na twoich kolanach, przymknęłaś oczy czując mocny zapach jego perfum.
- Nie jestem z Weroniką. Ten pocałunek.... To nic nie znaczyło, zarówno dla niej jak i dla mnie.... - zmarszczyłaś brwi - Werka chciała sprawdzić czy do mnie jeszcze coś czuje, bo po tym jak Wojtek ją całował nie może go sobie wybić z głowy. A gdy stwierdziła, że to dla niej nic nie znaczy była bardzo szczęśliwa i szczerze mówiąc ja też. Lili to ty jesteś moim sensem. Nie chce nikogo po za tobą, rozumiesz? Jesteś całym moim życiem. - patrzyłaś w jego czekoladowe oczy. Wiedziałaś, że mówi prawdę. Wiedziałaś, że to wszystko jest prawdziwe. Wzięłaś w dłonie jego twarz.
- Przepraszam Kamil. Przepraszam, że tyle przeze mnie musiałeś wycierpieć. - poczułaś jak zdejmuje z siebie twoje ręce i mocno je ściska. - Kocham cię. - w końcu mogłaś mu to powiedzieć, nikt ci nie przerywał, nikt nie mówił, że to bez sensu i co najważniejsze, ty nie miałaś już poczucia winy, że robisz coś złego. Poczułaś smak jego warg. Tak, bardzo za nim tęskniłaś. Coraz bardziej zatapiałaś się w tym pocałunku, chciałaś by on się już nigdy nie kończył.
- Mógłbym wycierpieć jeszcze milion razy więcej, widząc że choć przez moment twoje serce zabije tylko dla mnie. A teraz gdy już na zawsze jesteś moja... - uśmiechnął się do ciebie i pogładził delikatnie po policzku - Nikomu cię nie oddam.
- Pod warunkiem, że ty będziesz zawsze mój. - powiedziałaś cmokając go usta. Byłaś szczęśliwa. W końcu się stało to, o czym marzyłaś od niespełna dwunastu lat. W końcu miałaś go przy sobie, a on należał tylko do ciebie, tak samo jak ty tylko do niego. Tak naprawdę niczego już więcej nie potrzebowałaś.
- Już jestem. Należę do ciebie od tamtego wrześniowego popołudnia, gdy siedziałem właśnie na tej huśtawce co ty teraz. Tak naprawdę, to już wtedy nie powinienem dać ci odejść. - słysząc to, mocno się w niego wtuliłaś. Kamil zacisnął mocniej swoje ramiona. Nie potrzebowałaś już niczego więcej i nie chciałaś. Miałaś już wszystko, swój cały skarb. Miałaś prawdziwą miłość i dzięki Kamilowi poznałaś jej smak. Był tak bardzo szczęśliwy, jego oczy cały czas śmiały się do ciebie. Nie wiesz, co przyniesie wam przyszłość. Ale wiesz jedno, skoro po tym wszystkim znajdujecie się znowu na tym placu zabaw wtuleni w siebie, to przetrwacie wszystko, ponieważ za wami już największa burza. Wierzysz, że teraz przed wami tylko dobre chwile, bo prawdziwa miłość przetrwa wszystko.
Witajcie moi drodzy w tą pochmurną niedzielę. Za to do naszych bohaterów zawitało słońce. :) To już ostatni rozdział. Został jeszcze epilog w tej historii. :) Dlatego tutaj niedługo będę się z Wami żegnać. ;)
Musze przyznać, że naprawdę ich polubiłam, a zwłaszcza tego naszego kochanego Kamilka. <3 No i Wojciecha. ;)
W tajemnicy Wam powiem, że chodził za mną pomysł, by połączyć Lilkę z Wojtkiem. ;) Ale jednak nie mogłam im tego zrobić.. ;)
Zapraszam na 1 rozdział -> gdy-odszedlem
POZDRAWIAM !!!
Paulka
- Lili. - nie patrzyłaś przed siebie. Znowu wydawało ci się, że go słyszysz. - Spójrz na mnie. - podniosłaś powoli wzrok do góry i zamarłaś. Stał tuż obok, patrzył na ciebie swoim ciepłym wzrokiem.
- Co tu robisz? - spytałaś zaskoczona. On szeroko się uśmiechnął.
- Chciałbym się z tobą umówić. - stwierdził ze śmiechem. Spojrzałaś na niego jak na wariata. Czyli Włodarczyk mu powiedział...
- Nie umawiam się z zajętymi. - westchnęłaś. Za to Kamil był jakby zbity z tropu.
- O czym ty mówisz? - zaskoczony mierzył cię wzrokiem . Zdziwiła cię jego postawa, przecież był z Weroniką. Naprawdę miał ochotę udawać, że ona nie istnieje?
- O tobie i Werce. Widziałam was. - stwierdziłaś. On opadł ciężko na huśtawkę obok i patrzył w przestrzeń.
- Naprawdę myślisz, że potrafiłbym być z kimkolwiek oprócz ciebie? Naprawdę, aż tak wątpisz w moja miłość? - niczego tutaj już nie rozumiałaś. Nigdy nie wątpiłaś w jego miłość, nigdy aż do dzisiejszego dnia....
- Nie Kamil. Wierzyłam cały czas w to, że mnie kochasz. Inaczej nie zniszczyłabym swojego małżeństwa..... Zrobiłam to, nie tylko dlatego, że się w tym dusiłam, ale przede wszystkim dlatego, że wierzyłam w twoją miłość. Ta wiara dała mi odwagę na to, co zrobiłam. Jednak wiem co widziałam..... - westchnęłaś. Kamil spojrzał na ciebie i podniósł się z miejsca, po czym kucnął tuż przy twoich nogach. Położył dłonie na twoich kolanach, przymknęłaś oczy czując mocny zapach jego perfum.
- Nie jestem z Weroniką. Ten pocałunek.... To nic nie znaczyło, zarówno dla niej jak i dla mnie.... - zmarszczyłaś brwi - Werka chciała sprawdzić czy do mnie jeszcze coś czuje, bo po tym jak Wojtek ją całował nie może go sobie wybić z głowy. A gdy stwierdziła, że to dla niej nic nie znaczy była bardzo szczęśliwa i szczerze mówiąc ja też. Lili to ty jesteś moim sensem. Nie chce nikogo po za tobą, rozumiesz? Jesteś całym moim życiem. - patrzyłaś w jego czekoladowe oczy. Wiedziałaś, że mówi prawdę. Wiedziałaś, że to wszystko jest prawdziwe. Wzięłaś w dłonie jego twarz.
- Przepraszam Kamil. Przepraszam, że tyle przeze mnie musiałeś wycierpieć. - poczułaś jak zdejmuje z siebie twoje ręce i mocno je ściska. - Kocham cię. - w końcu mogłaś mu to powiedzieć, nikt ci nie przerywał, nikt nie mówił, że to bez sensu i co najważniejsze, ty nie miałaś już poczucia winy, że robisz coś złego. Poczułaś smak jego warg. Tak, bardzo za nim tęskniłaś. Coraz bardziej zatapiałaś się w tym pocałunku, chciałaś by on się już nigdy nie kończył.
- Mógłbym wycierpieć jeszcze milion razy więcej, widząc że choć przez moment twoje serce zabije tylko dla mnie. A teraz gdy już na zawsze jesteś moja... - uśmiechnął się do ciebie i pogładził delikatnie po policzku - Nikomu cię nie oddam.
- Pod warunkiem, że ty będziesz zawsze mój. - powiedziałaś cmokając go usta. Byłaś szczęśliwa. W końcu się stało to, o czym marzyłaś od niespełna dwunastu lat. W końcu miałaś go przy sobie, a on należał tylko do ciebie, tak samo jak ty tylko do niego. Tak naprawdę niczego już więcej nie potrzebowałaś.
- Już jestem. Należę do ciebie od tamtego wrześniowego popołudnia, gdy siedziałem właśnie na tej huśtawce co ty teraz. Tak naprawdę, to już wtedy nie powinienem dać ci odejść. - słysząc to, mocno się w niego wtuliłaś. Kamil zacisnął mocniej swoje ramiona. Nie potrzebowałaś już niczego więcej i nie chciałaś. Miałaś już wszystko, swój cały skarb. Miałaś prawdziwą miłość i dzięki Kamilowi poznałaś jej smak. Był tak bardzo szczęśliwy, jego oczy cały czas śmiały się do ciebie. Nie wiesz, co przyniesie wam przyszłość. Ale wiesz jedno, skoro po tym wszystkim znajdujecie się znowu na tym placu zabaw wtuleni w siebie, to przetrwacie wszystko, ponieważ za wami już największa burza. Wierzysz, że teraz przed wami tylko dobre chwile, bo prawdziwa miłość przetrwa wszystko.
_______
Witajcie moi drodzy w tą pochmurną niedzielę. Za to do naszych bohaterów zawitało słońce. :) To już ostatni rozdział. Został jeszcze epilog w tej historii. :) Dlatego tutaj niedługo będę się z Wami żegnać. ;)
Musze przyznać, że naprawdę ich polubiłam, a zwłaszcza tego naszego kochanego Kamilka. <3 No i Wojciecha. ;)
W tajemnicy Wam powiem, że chodził za mną pomysł, by połączyć Lilkę z Wojtkiem. ;) Ale jednak nie mogłam im tego zrobić.. ;)
Zapraszam na 1 rozdział -> gdy-odszedlem
POZDRAWIAM !!!
Paulka

