Czekałeś dni, miesiące, nawet lata na swoje prawdziwe
szczęście. Miotałeś się we własnym życiu, błąkałeś bez celu po Bielsku, ale gdy
jej nie było, nawet to pełne uroku miasto straciło barwy. Nie potrafiłeś wrócić
do życia gdy jej nie było obok, a każda godzina bez niej nie była tak wyjątkowa
jak sekunda z nią. Teraz już wiesz co jest twoim prawdziwym szczęściem, teraz
gdy wracasz z przedpołudniowego treningu,
gdy zawieszasz kurtkę w przedpokoju
rzucając przedtem torbę treningową w kąt i masz w głowie świadomość, że ona
znajduje się tuż za ścianą. Wchodzisz powoli do salonu i widzisz jak siedzi po
turecku na kanapie przeglądając jakieś kartki. Widzisz w niej cały swój świat, swoje
życie. Patrzysz na nią jak niedomyślająca się twojej obecności zakłada kosmyk
włosów za ucho i coś notuje, właśnie w tej chwili zdajesz sobie sprawę, że
chcesz by twoje życie już zawsze tak wyglądało, chcesz wracać do mieszkania w
którym będziesz czuć jej obecność, chcesz wchodzić do łazienki i widzieć na
szafce jej kosmetyczkę, chcesz otulić się ulubionym kocem i czuć na nim jej
cudowny zapach, tak jak to było przez ostatnie 14 dni. Jeszcze dwa tygodnie i
twój piękny sen pryśnie jak bańka mydlana. Odrzucałeś tą myśl, chciałeś być
przy niej tak jak przez ostatnie dwa
tygodnie i napawać się jej widokiem.
- O już jesteś. – spojrzała na ciebie z uśmiechem – Co chcesz na obiad? – zwykle codzienne pytanie, a ty mógłbyś je słyszeć każdego dnia.
- Nie jestem głodny, jadłem po drodze. Może masz ochotę na spacer? – spytałeś siadając obok, nie liczyło się to, że byłeś zmęczony po treningu, chciałeś z nią spędzić jak najwięcej czasu, nie chciałeś stracić ani ułamka sekundy.
- Wiesz w sumie to dobry pomysł, oderwałabym się trochę od tych papierów. – stwierdziła składając porozrzucane kartki – Nawet nie spodziewałam się, że wszyscy mnie tak dobrze przyjmą w redakcji, aż żal będzie z niej odchodzić….
- Też nie chce… - wyrwało ci się, Lili spojrzała na ciebie uważnie – Ale przecież jeszcze się nie żegnamy!
- Właśnie! Idziemy, robi się zbyt sentymentalnie. – zaśmiała się i ruszyła w stronę przedpokoju, patrzyłeś jak zakłada na siebie w pośpiechu ubranie i owija szyje szalikiem. Zaśmiałeś się i zrobiłeś kilka kroków w jej stronę by poprawić jej czapkę.
- Zawsze musisz to robić? –pyta poważnym tonem.
- Zawsze. – odpowiadasz i otwierasz przed nią drzwi. – Panie przodem.
- O już jesteś. – spojrzała na ciebie z uśmiechem – Co chcesz na obiad? – zwykle codzienne pytanie, a ty mógłbyś je słyszeć każdego dnia.
- Nie jestem głodny, jadłem po drodze. Może masz ochotę na spacer? – spytałeś siadając obok, nie liczyło się to, że byłeś zmęczony po treningu, chciałeś z nią spędzić jak najwięcej czasu, nie chciałeś stracić ani ułamka sekundy.
- Wiesz w sumie to dobry pomysł, oderwałabym się trochę od tych papierów. – stwierdziła składając porozrzucane kartki – Nawet nie spodziewałam się, że wszyscy mnie tak dobrze przyjmą w redakcji, aż żal będzie z niej odchodzić….
- Też nie chce… - wyrwało ci się, Lili spojrzała na ciebie uważnie – Ale przecież jeszcze się nie żegnamy!
- Właśnie! Idziemy, robi się zbyt sentymentalnie. – zaśmiała się i ruszyła w stronę przedpokoju, patrzyłeś jak zakłada na siebie w pośpiechu ubranie i owija szyje szalikiem. Zaśmiałeś się i zrobiłeś kilka kroków w jej stronę by poprawić jej czapkę.
- Zawsze musisz to robić? –pyta poważnym tonem.
- Zawsze. – odpowiadasz i otwierasz przed nią drzwi. – Panie przodem.
Na dworze panuje cudowna pogoda, śnieg mieni się w blasku
słońca a nad wami jest błękitne bezchmurne niebo. Kroczysz obok rudowłosej piękności
wspominając wydarzenia z waszego dzieciństwa. Masz wrażenie, że cofasz się w
czasie, że znowu jesteś tym dawnym zwariowanym Kamilem, może faktycznie jesteś
, ale tylko dlatego, że ona jest przy
tobie. Nie wiesz dlaczego się na to godzisz, ale dajesz się jej namówić do
wejścia do salonu sukien ślubnych. Patrzyłeś jak twoja przyjaciółka pochłania
je wszystkie wzrokiem, widziałeś w jej
oczach tyle szczęścia. Chociaż to całe
otoczenie przypominało ci, że już nie długo nie będzie twoja, mimo to nie mogłeś jej
odmówić.
- Przymierzę tylko tą i wyjdziemy. – obiecuje ci i znika w jednej z przymierzalni, nie masz o to do niej pretensji. Zdajesz sobie sprawę, że to będzie jej wielki dzień i chce się cieszyć przygotowaniami do niego. Siadasz na kanapie i cierpliwie czekasz na swoją towarzyszkę. Pani ekspedientka z uśmiechem na ciebie zerka, ale starasz się to ignorować. Po chwili widzisz jak Lilianna wychodzi z przymierzalni w ślicznej białej sukni, a tobie zapiera dech w piersiach. Oddałbyś chyba wszystko by to dla ciebie ją włożyła i to tobie ślubowała miłość.
- Narzeczona wygląda przepięknie. – stwierdza wcześniej wspomniana pani ekspedientka.
- Bo narzeczona jest wyjątkowa. – uśmiechasz się patrząc tylko i wyłącznie na Lilkę, na to jak jej twarz promienieje. Pochodzisz bliżej i okręcasz ją wokół jej osi. – Wyglądasz pięknie.
- Zawsze o czymś takim marzyłam, ale muszę znaleźć coś bardziej prostego, nie wiem czy do końca pasuje to do urzędu. – westchnęła smutno i podeszła do ogromnego lustra wpatrując się we własne odbicie.
- Lili to twój wielki dzień, twoja kreacja ma być wymarzona, bo ta chwila ma należeć do ciebie. – celowo omijałeś wzmiankę o Ludwiku. Nie chciałeś się tym dodatkowo katować. Teraz gdy stałeś tuż za dziewczyną i wpatrywałeś się w wasze odbicie, miałeś wrażenie, że wyglądacie idealnie, tak jakbyście byli dopasowani już dawno, tak jakbyś to ty był jej narzeczonym, a ona tę suknię wkładała dla ciebie, tylko że prawda jest zupełnie inna. Między wami jest pewna granica nie wolno ci tego zmieniać.
- Gdybyś miał garniak, moglibyśmy naprawdę wyglądać jak młoda para.- uśmiechnęła się do waszego odbicia w lustrze.
- Mówisz? – uśmiechnąłeś się i odwróciłeś ją do siebie patrząc w jej oczy - Ja Kamil biorę sobie ciebie Lilianno za przyjaciółkę i ślubuję ci przyjaźń, wierność oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. – nie wiesz dlaczego to powiedziałeś, ale czułeś w tych słowach pewną magię, nawet jeśli zmieniłeś ich treść. Patrzyłeś na swoją przyjaciółkę, ale ona nie odzywała się ani słowem, zamilkła. Nie odrywała od ciebie wzroku po chwili jednak poczułeś jak się w ciebie wtula. Przygarnąłeś ją jeszcze mocniej do siebie. W tamtej chwili byłeś najszczęśliwszym facetem na ziemi bo miałeś swój skarb .
- Przymierzę tylko tą i wyjdziemy. – obiecuje ci i znika w jednej z przymierzalni, nie masz o to do niej pretensji. Zdajesz sobie sprawę, że to będzie jej wielki dzień i chce się cieszyć przygotowaniami do niego. Siadasz na kanapie i cierpliwie czekasz na swoją towarzyszkę. Pani ekspedientka z uśmiechem na ciebie zerka, ale starasz się to ignorować. Po chwili widzisz jak Lilianna wychodzi z przymierzalni w ślicznej białej sukni, a tobie zapiera dech w piersiach. Oddałbyś chyba wszystko by to dla ciebie ją włożyła i to tobie ślubowała miłość.
- Narzeczona wygląda przepięknie. – stwierdza wcześniej wspomniana pani ekspedientka.
- Bo narzeczona jest wyjątkowa. – uśmiechasz się patrząc tylko i wyłącznie na Lilkę, na to jak jej twarz promienieje. Pochodzisz bliżej i okręcasz ją wokół jej osi. – Wyglądasz pięknie.
- Zawsze o czymś takim marzyłam, ale muszę znaleźć coś bardziej prostego, nie wiem czy do końca pasuje to do urzędu. – westchnęła smutno i podeszła do ogromnego lustra wpatrując się we własne odbicie.
- Lili to twój wielki dzień, twoja kreacja ma być wymarzona, bo ta chwila ma należeć do ciebie. – celowo omijałeś wzmiankę o Ludwiku. Nie chciałeś się tym dodatkowo katować. Teraz gdy stałeś tuż za dziewczyną i wpatrywałeś się w wasze odbicie, miałeś wrażenie, że wyglądacie idealnie, tak jakbyście byli dopasowani już dawno, tak jakbyś to ty był jej narzeczonym, a ona tę suknię wkładała dla ciebie, tylko że prawda jest zupełnie inna. Między wami jest pewna granica nie wolno ci tego zmieniać.
- Gdybyś miał garniak, moglibyśmy naprawdę wyglądać jak młoda para.- uśmiechnęła się do waszego odbicia w lustrze.
- Mówisz? – uśmiechnąłeś się i odwróciłeś ją do siebie patrząc w jej oczy - Ja Kamil biorę sobie ciebie Lilianno za przyjaciółkę i ślubuję ci przyjaźń, wierność oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. – nie wiesz dlaczego to powiedziałeś, ale czułeś w tych słowach pewną magię, nawet jeśli zmieniłeś ich treść. Patrzyłeś na swoją przyjaciółkę, ale ona nie odzywała się ani słowem, zamilkła. Nie odrywała od ciebie wzroku po chwili jednak poczułeś jak się w ciebie wtula. Przygarnąłeś ją jeszcze mocniej do siebie. W tamtej chwili byłeś najszczęśliwszym facetem na ziemi bo miałeś swój skarb .
***
Po skończonym treningu wyszedłeś z szatni i kierowałeś się
powoli Lubińską halą w stronę wyjścia. Dni mijały jeden za drugim, nie mogłeś się doczekać aż znowu zawitasz do
Bielska i znajdziesz w towarzystwie swoich przyjaciół. Znowu będziesz mógł się
poczuć jak za dawnych lat, kiedy wszystko było o wiele prostsze i kiedy
byliście zwykłą paczką przyjaciół, a
może nie do końca? Były sprawy o których nikt z was nie chciał mówić w prost bo
bał się, że gdy zacznie mówić o swoich
uczuciach to, to co już zbudowaliście rozpadnie się na kawałki. Ty też się tego
bałeś , mimo że robiłeś wszystko by zdobyć serce Lilianny ona nigdy nie potraktowała
tego poważnie. Zawsze byłeś
przyjacielem, tylko przyjacielem. Pamiętasz jak
byliście jeszcze w liceum, a ty
uwielbiałeś przesiadywać na jej łóżku rozmawiać o tym który z nauczycieli was
najbardziej irytuje, popijając przy tym gorącą czekoladę. Lubiłeś jak opierała
głowę na twoim ramieniu, gdy uczyliście się wspólnie do klasówki. Pamiętasz też, że większość waszych znajomych
uznawała was za parę. Lilka zawsze odpowiadała na to głośnym śmiechem mówiąc,
że nie wytrzymalibyście w związku nawet dwóch dni. Było ci wtedy przykro, bo
wiedziałeś że ty byś wytrzymał i dał jej wszystko co najlepsze. Tak wtedy
myślałeś. Jednak postanowiłeś, że lepiej będzie gdy wszystko zostanie tak jak
jest. Dodatkowo był jeszcze Kamil, który przy Lilce zawsze zachowywał się inaczej,
myślałeś że to dlatego, że wie o twoich uczuciach do dziewczyny. Nawet przez myśl ci nie przeszło, że prawda mogła
być nieco inna. A ty zauważyłeś to dopiero nie tak dawno. Nie możesz tego
sobie wybaczyć. Wiesz też, że mimo
upływu lat Lilianna jest nadal cudowną kobietą i zasługuje na wszystko co
najlepsze, tutaj nic się zmieniło. Wychodzisz z hali i czujesz jak na twoją
twarz spadają malutkie białe płatki. Wzdychasz tylko, naprawdę nienawidzisz
zimy i oczekujesz już jej końca. Tylko
Lilka sprawiała, że zima była nawet przyjemna siedząc w jej pokoju. Wsiadłeś do
swojego samochodu i wyciągnąłeś z torby
treningowej telefon, wybierając numer który znałeś już na pamięć.
- Cześć rudzielcu! – przywitałeś się, gdy tylko twoja przyjaciółka odebrała telefon.
- No hej, co tam Włodarczyk?– mruknęła obojętnie, chcąc dać ci do zrozumienia, że nie podobało jej się powitanie.
- Tak dzwonię. Co tam słychać u moich gołąbeczków? Kamil w domu? – spytałeś ze śmiechem i oparłeś się wygodniej o fotel.
- Jeszcze na treningu wieczornym. Po za tym ty nigdy nie dzwonisz bez powodu. – zauważyła, według ciebie dość niesłusznie.
- Może po prostu się za wami stęskniłem? – słysząc po drugiej stronie parsknięcie, pokręciłeś głową. – Po za tym musze was sprawdzać, czy nie robicie niedozwolonych rzeczy.
- Telefonicznie to trochę ci kiepsko wychodzi…. – mruknęła
- Dlatego będę w Bielsku w weekend. Sprawdzę co u was, a potem muszę podjechać do Andrychowa. Jedziesz ze mną? – pytasz mając nadzieję, że się zgodzi. Musisz z nią poważnie porozmawiać. Nie chcesz by był przy tym Kamil, tak będzie lepiej dla was wszystkich, a znając jego humory mógłby tylko wszystko popsuć.
- Jeszcze się pytasz? Moją mama i tak narzeka, że jestem tak blisko, a byłam u niej tylko 5 razy w ciągu dwóch tygodni. – zaśmiała się, mogłeś się założyć, że mówiąc to przewróciła oczami.
- To jesteśmy umówieni. Będę kończył, bo wracam właśnie do domu. Pozdrów Kamila. – pożegnawszy się z Lili, odpaliłeś silnik samochodu i uśmiechnąłeś się pod nosem. Wszystko zależało teraz od tej szczerej rozmowy. Musiałeś tylko teraz zaplanować w głowie co jej dokładnie powiesz. – Przecież, zaręczyny to nie ślub. – powiedziałeś do siebie wyjeżdżając z parkingu pod halą. Wiedziałeś tyle, masz czas do Maja by wszystko naprawić, masz nadzieję, że ci się uda.
- Cześć rudzielcu! – przywitałeś się, gdy tylko twoja przyjaciółka odebrała telefon.
- No hej, co tam Włodarczyk?– mruknęła obojętnie, chcąc dać ci do zrozumienia, że nie podobało jej się powitanie.
- Tak dzwonię. Co tam słychać u moich gołąbeczków? Kamil w domu? – spytałeś ze śmiechem i oparłeś się wygodniej o fotel.
- Jeszcze na treningu wieczornym. Po za tym ty nigdy nie dzwonisz bez powodu. – zauważyła, według ciebie dość niesłusznie.
- Może po prostu się za wami stęskniłem? – słysząc po drugiej stronie parsknięcie, pokręciłeś głową. – Po za tym musze was sprawdzać, czy nie robicie niedozwolonych rzeczy.
- Telefonicznie to trochę ci kiepsko wychodzi…. – mruknęła
- Dlatego będę w Bielsku w weekend. Sprawdzę co u was, a potem muszę podjechać do Andrychowa. Jedziesz ze mną? – pytasz mając nadzieję, że się zgodzi. Musisz z nią poważnie porozmawiać. Nie chcesz by był przy tym Kamil, tak będzie lepiej dla was wszystkich, a znając jego humory mógłby tylko wszystko popsuć.
- Jeszcze się pytasz? Moją mama i tak narzeka, że jestem tak blisko, a byłam u niej tylko 5 razy w ciągu dwóch tygodni. – zaśmiała się, mogłeś się założyć, że mówiąc to przewróciła oczami.
- To jesteśmy umówieni. Będę kończył, bo wracam właśnie do domu. Pozdrów Kamila. – pożegnawszy się z Lili, odpaliłeś silnik samochodu i uśmiechnąłeś się pod nosem. Wszystko zależało teraz od tej szczerej rozmowy. Musiałeś tylko teraz zaplanować w głowie co jej dokładnie powiesz. – Przecież, zaręczyny to nie ślub. – powiedziałeś do siebie wyjeżdżając z parkingu pod halą. Wiedziałeś tyle, masz czas do Maja by wszystko naprawić, masz nadzieję, że ci się uda.
***
Noc ogarnęła twój tymczasowy pokój w kamilowym mieszkaniu.
Siedzisz na łóżku i gapisz się w srebrzysty księżyc za oknem. Zawsze to
lubiłaś robić, gdy nie mogłaś spać, jednak teraz to cię wcale nie uspokaja. Dwa
tygodnie minęły dość szybko, praca, Kamil, telefony do Ludwika oraz wizyty u
rodziców. I najbardziej zadziwiało cię, to że wcale nie chce Ci się wracać do
ponurej, żyjącej w biegu Warszawy, nawet
świadomość, że czekam tam twój narzeczony jakoś nie pomagała. Polubiłaś na nowo to miejsce. W pracy czujesz się świetnie i z
każdym potrafisz się doskonale porozumieć. Nie masz większych kłopotów z
pisaniem artykułów, dodatkowo masz blisko do rodziców. No i jest jeszcze Kamil. Mieszkanie z nim uświadomiło ci, jak
bardzo brakowało ci jego obecności w twoim życiu. Jak bardzo tęskniłaś za tym
śmiechem, ciepłych iskierkach w oczach,
czy zwykłej rozmowie o siatkówce. Przez
ostatnie miesiące to z Wojtkiem miałaś lepszy kontakt, z Kamilem
widziałeś się tylko wtedy kiedy udawałaś
się w rodzinne strony. Teraz masz go
codziennie i coraz częściej łapiesz się na tym,
że lubisz patrzeć na to jak przegląda swoje statystyki i zastanawia się co ma poprawić, jak zwyczajnie
zatapia wzrok w komedii lecącej akurat w telewizorze, czy po prostu przygarnia cie do siebie, a ty możesz się w niego wtulić. Może powinnaś się tego bać, ale te odruchy to
nic w porównaniu z tym, co zdarzyło się dziś... Dzisiejsza sytuacja w salonie sukien ślubnych
naprawdę cię przestraszyła. Gdy Kamil stał naprzeciwko ciebie i patrząc w oczy
wypowiadał ci słowa przysięgi, wyobraziłaś sobie swój ślub. Tylko, że ty nie
widziałaś w swojej wyobraźni Ludwika, tylko Kwasowskiego. I to było dziwne, w
tamtej chwili czułaś, że to Kamil powinien wypowiedzieć wraz tobą słowa
przysięgi i nie miało to znaczenia, że ta mówiona przez niego w salonie, była
trochę zmieniona. Może powinnaś wziąć Kamila na jakiś dystans, ale nie
potrafisz, a może wcale nie chcesz? Kręcisz głową chcąc odgonić od siebie tego
typu myśli, po prostu brakuje ci Ludwika i to stąd ta chwila słabości. Podrywasz
się nagle z miejsca i idziesz w stronę sypialni swojego przyjaciela. Delikatnie
pukasz i otwierasz drzwi gdy słyszysz pozwolenie.
- Mogę? –pytasz nieśmiało.
- Jasne. Coś się stało? – pyta zapalając małą lampkę przy łóżku i kieruje na ciebie swój wzrok.
- Przepraszam, ja wiem, że masz jutro trening…. Tylko nie mogę spać i pomyślałam, że posiedzę chwilę z tobą. – spuściłaś wzrok na jasne panele w pokoju przyjmującego.
- Chodź tutaj i nie marudź. – usłyszałaś śmiech Kamila i niepewnie usiadłaś obok niego.
- Wojtek dzwonił, że przyjedzie w weekend i kazał cie pozdrowić. – powiedziałaś patrząc na Kwasowskiego.
- Miło z jego strony, że jeszcze o mnie pamięta, ale chyba nie o to chodzi, co? – wlepił w ciebie swoje ciemne oczy i wyczekiwał odpowiedzi. Ale ty nie miałaś pojęcia co chcesz powiedzieć. I dlaczego tak właściwie tutaj przyszłaś.
- Boje się… - powiedziałeś cicho i podciągnęłaś nogi pod brodę.
- Ale czego? – spytał zdezorientowany.
- Tego, że gdy wyjdę za Ludwika, na początku będzie cudownie, a potem okaże się, że to nie to i że to był błąd…- powiedziałaś przyglądając się uważnie niezwykle interesującej pościeli Kwasa.
- Podobno przed ślubne wątpliwości są normalne. – wysilił się na uśmiech, ale jakoś kiepsko mu wyszło.
- Kamil ja mówię poważnie. – westchnęłaś cicho i przeczesałaś włosy ręką.
- Spójrz na mnie. – podniósł ci głowę tak byś popatrzyła na niego - Jeśli on jest tym właściwym facetem, będziesz wiedziała. Możesz mieć teraz milion wątpliwości, bo to poważna decyzja, ale jeśli nadejdzie właściwy moment będziesz czuła, że dobrze robisz, że chcesz właśnie z nim spędzić resztę życia, że to on jest tym jedynym. I wiesz co? On jest zajebistym szczęściarzem Lili. – mówiąc ostatnie zdanie na jego twarzy widniał uśmiech, jednak jesteś niemal pewna, że w oczach zagościł smutek. Znałaś przecież jego oczy doskonale.
- Jesteś najlepszym przyjacielem na świecie. – stwierdziłaś unosząc kąciki ust do góry.
- Wiem! A teraz chodź tutaj. – przygarnął cie do siebie, a ty się w niego mocno wtuliłaś. Czułaś, że Kamil to nieodpowiednia osoba do takich rozmów, ale tylko on tu był. Czułaś również, że źle robisz pozwalając sobie na taką bliskość z Kamilem, jednak nie potrafiłaś teraz tak po prostu odejść i nie poczuć znowu tego cudownego zapachu twojego przyjaciela…
- Mogę? –pytasz nieśmiało.
- Jasne. Coś się stało? – pyta zapalając małą lampkę przy łóżku i kieruje na ciebie swój wzrok.
- Przepraszam, ja wiem, że masz jutro trening…. Tylko nie mogę spać i pomyślałam, że posiedzę chwilę z tobą. – spuściłaś wzrok na jasne panele w pokoju przyjmującego.
- Chodź tutaj i nie marudź. – usłyszałaś śmiech Kamila i niepewnie usiadłaś obok niego.
- Wojtek dzwonił, że przyjedzie w weekend i kazał cie pozdrowić. – powiedziałaś patrząc na Kwasowskiego.
- Miło z jego strony, że jeszcze o mnie pamięta, ale chyba nie o to chodzi, co? – wlepił w ciebie swoje ciemne oczy i wyczekiwał odpowiedzi. Ale ty nie miałaś pojęcia co chcesz powiedzieć. I dlaczego tak właściwie tutaj przyszłaś.
- Boje się… - powiedziałeś cicho i podciągnęłaś nogi pod brodę.
- Ale czego? – spytał zdezorientowany.
- Tego, że gdy wyjdę za Ludwika, na początku będzie cudownie, a potem okaże się, że to nie to i że to był błąd…- powiedziałaś przyglądając się uważnie niezwykle interesującej pościeli Kwasa.
- Podobno przed ślubne wątpliwości są normalne. – wysilił się na uśmiech, ale jakoś kiepsko mu wyszło.
- Kamil ja mówię poważnie. – westchnęłaś cicho i przeczesałaś włosy ręką.
- Spójrz na mnie. – podniósł ci głowę tak byś popatrzyła na niego - Jeśli on jest tym właściwym facetem, będziesz wiedziała. Możesz mieć teraz milion wątpliwości, bo to poważna decyzja, ale jeśli nadejdzie właściwy moment będziesz czuła, że dobrze robisz, że chcesz właśnie z nim spędzić resztę życia, że to on jest tym jedynym. I wiesz co? On jest zajebistym szczęściarzem Lili. – mówiąc ostatnie zdanie na jego twarzy widniał uśmiech, jednak jesteś niemal pewna, że w oczach zagościł smutek. Znałaś przecież jego oczy doskonale.
- Jesteś najlepszym przyjacielem na świecie. – stwierdziłaś unosząc kąciki ust do góry.
- Wiem! A teraz chodź tutaj. – przygarnął cie do siebie, a ty się w niego mocno wtuliłaś. Czułaś, że Kamil to nieodpowiednia osoba do takich rozmów, ale tylko on tu był. Czułaś również, że źle robisz pozwalając sobie na taką bliskość z Kamilem, jednak nie potrafiłaś teraz tak po prostu odejść i nie poczuć znowu tego cudownego zapachu twojego przyjaciela…
Jak tam gotowi na F4? Pojutrze nawet ja zakładam biało-czerwone barwy! (Pasiaka nie mam, ale liczą się kolory i wsparcie ;) ) #GoSovia
POZDRAWIAM !!!
Paulka
PS. Win wynegocjowała ze mną ten rozdział w tym tygodniu. Teraz czekam na coś u Ciebie, ^^