czwartek, 14 kwietnia 2016

Poświęcenie czwarte

9 komentarzy:
Czekałeś dni, miesiące, nawet lata na swoje prawdziwe szczęście. Miotałeś się we własnym życiu, błąkałeś bez celu po Bielsku, ale gdy jej nie było, nawet to pełne uroku miasto straciło barwy. Nie potrafiłeś wrócić do życia gdy jej nie było obok, a każda godzina bez niej nie była tak wyjątkowa jak sekunda z nią. Teraz już wiesz co jest twoim prawdziwym szczęściem, teraz gdy wracasz z przedpołudniowego treningu,  gdy zawieszasz kurtkę w przedpokoju  rzucając przedtem torbę treningową  w kąt i masz w głowie świadomość, że ona znajduje się tuż za ścianą. Wchodzisz powoli do salonu i widzisz jak siedzi po turecku na kanapie przeglądając jakieś kartki. Widzisz w niej cały swój świat, swoje życie. Patrzysz na nią jak niedomyślająca się twojej obecności zakłada kosmyk włosów za ucho i coś notuje, właśnie w tej chwili zdajesz sobie sprawę, że chcesz by twoje życie już zawsze tak wyglądało, chcesz wracać do mieszkania w którym będziesz czuć jej obecność, chcesz wchodzić do łazienki i widzieć na szafce jej kosmetyczkę, chcesz otulić się ulubionym kocem i czuć na nim jej cudowny zapach, tak jak to było przez ostatnie 14 dni. Jeszcze dwa tygodnie i twój piękny sen pryśnie jak bańka mydlana. Odrzucałeś tą myśl, chciałeś być przy niej  tak jak przez ostatnie dwa tygodnie i napawać się jej widokiem.
- O już jesteś. – spojrzała na ciebie z uśmiechem – Co chcesz na obiad? – zwykle codzienne pytanie, a ty mógłbyś je słyszeć każdego dnia.
- Nie jestem głodny, jadłem po drodze. Może masz ochotę na spacer? – spytałeś siadając obok, nie liczyło się to, że byłeś zmęczony po treningu, chciałeś z nią spędzić jak najwięcej czasu,  nie chciałeś stracić ani ułamka sekundy.
- Wiesz w sumie to dobry pomysł,  oderwałabym się trochę od tych papierów. – stwierdziła składając porozrzucane kartki – Nawet nie spodziewałam się, że wszyscy mnie tak dobrze przyjmą w redakcji, aż żal będzie z niej odchodzić….
- Też nie chce… - wyrwało ci się, Lili spojrzała na ciebie uważnie – Ale przecież jeszcze się nie żegnamy!
- Właśnie! Idziemy, robi się zbyt sentymentalnie. – zaśmiała się i ruszyła w stronę przedpokoju, patrzyłeś jak zakłada na siebie w pośpiechu ubranie i owija szyje szalikiem. Zaśmiałeś się i zrobiłeś kilka kroków w jej stronę by poprawić jej czapkę.
- Zawsze musisz to robić? –pyta poważnym tonem.
- Zawsze. – odpowiadasz i otwierasz przed nią drzwi.  – Panie przodem.
Na dworze panuje cudowna pogoda, śnieg mieni się w blasku słońca a nad wami jest błękitne bezchmurne niebo. Kroczysz obok rudowłosej piękności wspominając wydarzenia z waszego dzieciństwa. Masz wrażenie, że cofasz się w czasie, że znowu jesteś tym dawnym zwariowanym Kamilem, może faktycznie jesteś ,  ale tylko dlatego, że ona jest przy tobie. Nie wiesz dlaczego się na to godzisz, ale dajesz się jej namówić do wejścia do salonu sukien ślubnych. Patrzyłeś jak twoja przyjaciółka pochłania je wszystkie wzrokiem,  widziałeś w jej oczach tyle szczęścia.  Chociaż to całe otoczenie przypominało ci, że już nie długo nie będzie twoja, mimo to nie mogłeś jej odmówić.
- Przymierzę tylko tą i wyjdziemy. – obiecuje ci i znika w jednej z przymierzalni, nie masz o to do niej pretensji. Zdajesz sobie sprawę,  że to będzie jej wielki dzień i chce się cieszyć przygotowaniami do niego. Siadasz na kanapie i cierpliwie czekasz na swoją towarzyszkę. Pani ekspedientka z uśmiechem na ciebie zerka, ale starasz się to ignorować.  Po chwili widzisz jak Lilianna wychodzi z przymierzalni w ślicznej białej sukni, a tobie zapiera dech w piersiach. Oddałbyś chyba wszystko by to dla ciebie ją włożyła i to tobie ślubowała miłość.
- Narzeczona wygląda przepięknie. – stwierdza wcześniej wspomniana pani ekspedientka.
- Bo narzeczona jest wyjątkowa. – uśmiechasz się patrząc tylko i wyłącznie na Lilkę, na to jak jej twarz promienieje. Pochodzisz bliżej i okręcasz ją wokół jej osi. – Wyglądasz pięknie.
- Zawsze o czymś takim marzyłam, ale muszę znaleźć coś bardziej prostego, nie wiem czy do końca pasuje to do urzędu. – westchnęła smutno i podeszła do ogromnego lustra wpatrując się we własne odbicie.
- Lili to twój wielki dzień, twoja kreacja ma być wymarzona, bo ta chwila ma należeć do ciebie. – celowo omijałeś wzmiankę o Ludwiku. Nie chciałeś się tym dodatkowo katować. Teraz gdy stałeś tuż za dziewczyną i wpatrywałeś się w wasze odbicie, miałeś wrażenie, że wyglądacie idealnie, tak jakbyście byli dopasowani już dawno, tak jakbyś to ty był jej narzeczonym, a ona tę suknię wkładała dla ciebie, tylko że prawda jest zupełnie inna. Między wami jest pewna granica nie wolno ci tego zmieniać.
- Gdybyś miał garniak, moglibyśmy naprawdę wyglądać jak młoda para.-  uśmiechnęła się do waszego odbicia w lustrze.
- Mówisz? – uśmiechnąłeś się i odwróciłeś ją do siebie  patrząc w jej oczy - Ja Kamil biorę sobie ciebie Lilianno za przyjaciółkę i ślubuję ci przyjaźń, wierność oraz że cię nie opuszczę aż  do śmierci. – nie wiesz dlaczego to powiedziałeś, ale czułeś w tych słowach pewną magię, nawet jeśli zmieniłeś ich treść. Patrzyłeś na swoją przyjaciółkę, ale ona nie odzywała się ani słowem, zamilkła.  Nie odrywała od ciebie wzroku po chwili jednak poczułeś jak się w ciebie wtula. Przygarnąłeś ją jeszcze mocniej do siebie.  W tamtej chwili byłeś najszczęśliwszym facetem na ziemi bo miałeś swój skarb .


***


Po skończonym treningu wyszedłeś z szatni i kierowałeś się powoli Lubińską halą w stronę wyjścia. Dni mijały jeden za drugim, nie  mogłeś się doczekać aż znowu zawitasz do Bielska i znajdziesz w towarzystwie swoich przyjaciół. Znowu będziesz mógł się poczuć jak za dawnych lat, kiedy wszystko było o wiele prostsze i kiedy byliście zwykłą  paczką przyjaciół, a może nie do końca? Były sprawy o których nikt z was nie chciał mówić w prost bo bał się,  że gdy zacznie mówić o swoich uczuciach to, to co już zbudowaliście rozpadnie się na kawałki. Ty też się tego bałeś , mimo że robiłeś wszystko by zdobyć serce Lilianny ona nigdy nie potraktowała tego poważnie.  Zawsze byłeś przyjacielem, tylko przyjacielem. Pamiętasz jak  byliście jeszcze w liceum,  a ty uwielbiałeś przesiadywać na jej łóżku rozmawiać o tym który z nauczycieli was najbardziej irytuje, popijając przy tym gorącą czekoladę. Lubiłeś jak opierała głowę na twoim ramieniu, gdy uczyliście się wspólnie do klasówki.  Pamiętasz też, że większość waszych znajomych uznawała was za parę. Lilka zawsze odpowiadała na to głośnym śmiechem mówiąc, że nie wytrzymalibyście w związku nawet dwóch dni. Było ci wtedy przykro, bo wiedziałeś że ty byś wytrzymał i dał jej wszystko co najlepsze. Tak wtedy myślałeś. Jednak postanowiłeś, że lepiej będzie gdy wszystko zostanie tak jak jest. Dodatkowo był jeszcze Kamil, który przy Lilce zawsze zachowywał się inaczej, myślałeś że to dlatego, że wie o twoich uczuciach do dziewczyny.  Nawet przez myśl ci nie przeszło, że prawda mogła być nieco inna. A ty zauważyłeś to dopiero nie tak dawno. Nie możesz tego sobie wybaczyć.  Wiesz też, że mimo upływu lat Lilianna jest nadal cudowną kobietą i zasługuje na wszystko co najlepsze, tutaj nic się zmieniło. Wychodzisz z hali i czujesz jak na twoją twarz spadają malutkie białe płatki. Wzdychasz tylko, naprawdę nienawidzisz zimy i oczekujesz już jej końca.  Tylko Lilka sprawiała, że zima była nawet przyjemna siedząc w jej pokoju. Wsiadłeś do  swojego samochodu i wyciągnąłeś z torby treningowej telefon, wybierając numer który znałeś już na pamięć.
- Cześć rudzielcu! – przywitałeś się, gdy tylko twoja przyjaciółka odebrała telefon.
- No hej, co tam Włodarczyk?– mruknęła obojętnie, chcąc dać ci do zrozumienia, że nie podobało jej się powitanie.
- Tak dzwonię. Co tam słychać u moich gołąbeczków? Kamil w domu? – spytałeś ze śmiechem i oparłeś się wygodniej o fotel.
- Jeszcze na treningu wieczornym. Po za tym ty nigdy nie dzwonisz bez powodu. – zauważyła, według ciebie dość niesłusznie.
- Może po prostu się za wami stęskniłem? – słysząc po drugiej stronie parsknięcie, pokręciłeś głową. – Po za tym musze was sprawdzać, czy nie  robicie niedozwolonych rzeczy.
- Telefonicznie to trochę ci kiepsko wychodzi…. – mruknęła
- Dlatego będę w Bielsku w weekend.  Sprawdzę co u was, a potem muszę podjechać do Andrychowa. Jedziesz ze mną? – pytasz mając nadzieję, że  się zgodzi. Musisz z nią poważnie porozmawiać. Nie chcesz by był przy tym Kamil, tak będzie lepiej dla was wszystkich, a znając jego humory mógłby tylko wszystko popsuć.
- Jeszcze się pytasz? Moją mama i tak narzeka, że jestem tak blisko, a byłam u niej tylko 5 razy w ciągu dwóch tygodni. – zaśmiała się, mogłeś się założyć, że mówiąc to przewróciła oczami.
- To jesteśmy umówieni. Będę kończył, bo wracam właśnie do domu. Pozdrów Kamila. – pożegnawszy się z Lili, odpaliłeś silnik samochodu i uśmiechnąłeś się pod nosem. Wszystko zależało teraz od tej szczerej rozmowy.  Musiałeś tylko teraz zaplanować w głowie co jej dokładnie powiesz. – Przecież, zaręczyny to nie ślub. – powiedziałeś do siebie wyjeżdżając z parkingu pod halą. Wiedziałeś tyle,  masz czas do Maja by  wszystko naprawić, masz nadzieję, że ci się uda.



***


Noc ogarnęła twój tymczasowy pokój w kamilowym mieszkaniu. Siedzisz na łóżku i gapisz się w srebrzysty księżyc za oknem. Zawsze to lubiłaś robić, gdy nie mogłaś spać, jednak teraz to cię wcale nie uspokaja. Dwa tygodnie minęły dość szybko, praca, Kamil, telefony do Ludwika oraz wizyty u rodziców. I najbardziej zadziwiało cię, to że wcale nie chce Ci się wracać do ponurej, żyjącej w biegu Warszawy, nawet  świadomość, że czekam tam twój narzeczony jakoś nie pomagała. Polubiłaś na nowo to miejsce. W pracy czujesz się świetnie i z każdym potrafisz się doskonale porozumieć. Nie masz większych kłopotów z pisaniem artykułów, dodatkowo masz blisko do rodziców. No i jest jeszcze  Kamil. Mieszkanie z nim uświadomiło ci, jak bardzo brakowało ci jego obecności w twoim życiu. Jak bardzo tęskniłaś za tym śmiechem, ciepłych iskierkach w oczach,  czy zwykłej rozmowie o siatkówce. Przez  ostatnie miesiące to z Wojtkiem miałaś lepszy kontakt, z Kamilem widziałeś się tylko wtedy kiedy  udawałaś się w rodzinne strony.  Teraz masz go codziennie i coraz częściej łapiesz się na tym,  że lubisz patrzeć na to jak przegląda swoje statystyki i zastanawia się  co ma poprawić,  jak zwyczajnie zatapia wzrok w komedii lecącej akurat w telewizorze, czy po  prostu przygarnia cie do siebie, a  ty możesz się w niego wtulić.  Może powinnaś się tego bać, ale te odruchy to nic w porównaniu z tym, co zdarzyło się dziś... Dzisiejsza sytuacja w salonie sukien ślubnych naprawdę cię przestraszyła. Gdy Kamil stał naprzeciwko ciebie i patrząc w oczy wypowiadał ci słowa przysięgi, wyobraziłaś  sobie swój ślub. Tylko, że ty nie widziałaś w swojej wyobraźni Ludwika, tylko Kwasowskiego. I to było dziwne, w tamtej chwili czułaś, że to Kamil powinien wypowiedzieć wraz tobą słowa przysięgi  i nie miało to znaczenia, że ta mówiona przez niego w salonie, była trochę zmieniona. Może powinnaś wziąć Kamila na jakiś dystans, ale nie potrafisz, a może wcale nie chcesz? Kręcisz głową chcąc odgonić od siebie tego typu myśli, po prostu brakuje ci Ludwika i to stąd ta chwila słabości. Podrywasz się nagle z miejsca i idziesz w stronę sypialni swojego przyjaciela. Delikatnie pukasz i otwierasz drzwi gdy słyszysz pozwolenie.
- Mogę? –pytasz nieśmiało.
- Jasne. Coś się stało? – pyta  zapalając małą lampkę przy łóżku i kieruje na ciebie swój wzrok.
-  Przepraszam, ja wiem, że masz jutro trening…. Tylko nie mogę spać i pomyślałam, że posiedzę chwilę z tobą. – spuściłaś wzrok na jasne panele w pokoju przyjmującego.
- Chodź tutaj i nie marudź. – usłyszałaś śmiech Kamila  i niepewnie usiadłaś obok niego.
- Wojtek dzwonił, że przyjedzie  w weekend i kazał cie pozdrowić. – powiedziałaś patrząc na Kwasowskiego.
- Miło z jego  strony, że jeszcze o mnie pamięta, ale chyba nie o to chodzi, co? – wlepił w ciebie swoje ciemne oczy i wyczekiwał odpowiedzi. Ale ty nie miałaś pojęcia co chcesz powiedzieć. I dlaczego tak właściwie tutaj przyszłaś.
- Boje się… - powiedziałeś cicho i podciągnęłaś nogi pod brodę.
- Ale czego? – spytał zdezorientowany.
- Tego, że gdy wyjdę za Ludwika, na początku będzie cudownie, a potem okaże się,  że to nie to i że to był błąd…-  powiedziałaś przyglądając się uważnie niezwykle interesującej pościeli Kwasa.
- Podobno przed ślubne wątpliwości są normalne. – wysilił się na uśmiech, ale jakoś kiepsko mu wyszło.
- Kamil ja mówię poważnie. – westchnęłaś cicho i  przeczesałaś włosy ręką.
- Spójrz na mnie.  – podniósł ci głowę tak byś  popatrzyła na niego  - Jeśli on jest tym właściwym facetem, będziesz wiedziała. Możesz mieć teraz milion wątpliwości, bo to poważna decyzja, ale jeśli nadejdzie  właściwy moment będziesz  czuła, że dobrze robisz, że  chcesz właśnie z nim spędzić resztę życia, że to on jest tym jedynym.  I wiesz co? On jest zajebistym szczęściarzem Lili. – mówiąc ostatnie zdanie na jego twarzy widniał uśmiech, jednak jesteś niemal pewna, że w oczach zagościł smutek. Znałaś przecież jego oczy doskonale.
- Jesteś najlepszym przyjacielem na świecie.  – stwierdziłaś unosząc kąciki ust do góry.
- Wiem! A teraz chodź tutaj. – przygarnął cie do siebie, a ty się w niego mocno wtuliłaś. Czułaś, że Kamil to nieodpowiednia osoba do takich rozmów, ale tylko on tu był. Czułaś również, że źle robisz pozwalając sobie na taką bliskość z Kamilem, jednak nie potrafiłaś teraz tak po prostu odejść i nie poczuć znowu tego cudownego zapachu twojego przyjaciela…



_______

Jestem i tutaj! Rozdział... Oceńcie sami. ;)  Co myślicie o Wojtku? ;)

Jak tam gotowi na F4? Pojutrze nawet ja zakładam biało-czerwone barwy!  (Pasiaka nie mam, ale liczą się kolory i wsparcie ;) ) #GoSovia 

POZDRAWIAM !!!
Paulka

PS. Win wynegocjowała ze mną ten rozdział w tym tygodniu. Teraz czekam na coś u Ciebie, ^^