W listopadowy wieczór siedziałeś w kwadracie dla rezerwowych w hali pod Dębowcem i obserwowałeś poczynania swoich kolegów. Byleś wściekły! Siatkówka była twoją odskocznią od tego całego świata. Gdy chodziłeś na treningi, gdy grałeś mecze nie myślałeś jak bardzo rozpada się teraz twoje życie, tylko dzięki niej zbierałeś się do kupy. A teraz ta cholerna kontuzja wyeliminowała cię na dłuższy okres czasu z grania i to akurat wtedy, gdy byłeś w dobrej dyspozycji. Wszystko ci się tylko komplikowało. Poderwałeś się z miejsca patrząc na ostatnie piłki tie breaka.. Mimo tego, że chłopaki się starali przegrali z Effectorem do 12. A ty nie mogłeś nawet im pomóc... Podszedłeś do nich, by pożegnać się po meczu z Kielczanami. Ludzie powoli zaczęli się rozchodzić do domów, część zawodników poszła do szatni. Już miałeś udać się w ich ślady, gdy nagle zatrzymał cię głos Przemka.
- No nie wierzę! Lilka?!- słysząc jej imię natychmiast się odwróciłeś i spojrzałeś w tamtym kierunku. To ona... Przyjechała... Nie wierzyłeś własnym oczom, stała tam w ciepłym szarym swetrze, i rozmawiała z Weroniką? Blondynka się z nią pożegnała i pobiegła w stronę wyjścia. Co tu się tak właściwie dzieje? Chwilę później Czauderna wpuścił Liliannę na boisko i mocno ją do siebie przytulił. - Wieki cię nie widziałem! Chodź do Kamila. - uśmiechnął się ciągnąc ją za sobą.
- Lili? -spytałeś mierząc ją wzrokiem. Była tak bardzo piękna....
- Cześć. - uśmiechnęła się do ciebie i cmoknęła cię w policzek. - Chyba jesteś zaskoczony, czyli niespodzianka się udała!
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że jesteś. - potrzebowałeś jej, zwłaszcza teraz, gdy twój bark nie był w pełni sprawny. Tęskniłeś za nią i tylko ona była jedynym twoim pocieszeniem. Sama jej obecność sprawiała, że wszystko co złe gdzieś ulatywało. Nie mogłeś się już doczekać chwili, gdy wyjdziecie z hali i będziesz miał ją na moment dla siebie.
- Co u ciebie? Słyszałem, że wiele się zmieniło... Podobno wzięłaś ślub. - w tym momencie miałeś ochotę zamordować Czudernę za te słowa. To jedno zdanie sprawiło, że cała magia jej widoku prysła. Jak możesz o niej myśleć, skoro ona nie jest twoja?
- To prawda od kilku miesięcy jestem mężatką. - skinęła głową i wbiła w ciebie swoje spojrzenie - Ale dzisiaj jestem tutaj specjalnie dla Kamila. - uśmiechnęła się niepewnie, wciąż nie odrywała od ciebie wzroku. Zaskoczyła cię, nie spodziewałeś się tego, że jest w stanie coś takiego powiedzieć i to przy Przemku. Ale byłeś szczęśliwy, widziałeś, że wiele dla niej znaczysz.
- Czyli lata lecą, statusy na facebooku się zmieniają, ale pewne rzeczy już nie. Kamil wciąż jest tym najważniejszym. - skwitował ze śmiechem. Wiedziałeś, że powiedział to w żartach i nawet nie miał pojęci jak bardzo się mylił... - Mam propozycję... Idziemy na piwo, może pójdziesz z nami? - spojrzał na rudowłosą. Słysząc to, postanowiłeś szybko wybić mu to z głowy.
- Myślę, ze to nie jest najlepszy pomysł. - popatrzyłeś znacząco na Liliannę.
- Niby dlaczego Kwasu? - mruknęła mierząc cię wzrokiem i podparła się pod boki.
- Bo ty już jesteś pijana po puszcze radlera. - zaśmiałeś się cicho. Choć tak naprawdę, chciałeś spędzić z nią trochę czasu sam.
- W takim razie, będziesz musiał mnie znosić. Przemku idziemy! - wzięła pod rękę twojego kolegę. Przewróciłeś oczami. Wiedziałeś, że ten wieczór będzie ciekawy....
Po szybkim przebraniu się, ruszyliście całą grupą w stronę pobliskiego baru. Złapałeś Liliannę za rękę tuż przed samym wejściem, by trochę się oddalić od reszty. Ona się do ciebie uśmiechnęła i mocniej ścisnęła twoją dłoń.
- Dziękuję, że tu jesteś. - powiedziałeś jej do ucha i otworzyłeś drzwi.
- Nie mogłam cię tak po prostu zostawić. Znam cię już trochę i wiem jak bardzo byłeś zły z powodu tej kontuzji. - powiedziała siadając na podwyższonym czerwonym krześle. To miejsce było również wyjątkowe, każdy kąt tego pomieszczenia miał w sobie jakąś historię, historię, która wiązała się z wami.
- To co? Wódka z colą? - uśmiechnąłeś się do niej, to był wasz trunek, którym zapijaliście nie jeden smutek, opijaliście wszelkie zwycięstwa i sukcesy oraz po prostu się bawiliście.
- Ty nie pijesz? - spytała widząc, że zamawiasz sobie jedynie sok.
- Ten bark zabiera mi wiele przyjemności. - westchnąłeś i nagle przypomniała ci się jej rozmowa z Werką. Miałeś nadzieję, że blondynka nie powiedział jej nic o tym, że chciałeś ją pocałować. Teraz wiesz, że popełniłeś duży błąd. - O czym rozmawiałaś z Weroniką?
- O tobie. - stwierdziła sącząc powoli swojego drinka. Spojrzałeś na nią przerażony, nie to nie możliwe... - Spokojnie! Pytałam tylko jak się czujesz. - zaśmiała się widząc twoją minę.
- Tylko tyle? - dopytywałeś.
- W zasadzie tak, mówiła jeszcze, że jej się spieszy, bo jedzie do Będzina. - wzruszyła ramionami i nagle się poderwała z miejsca - Do Będzina! - powtórzyła, jakby odkryła jakąś niebywałą rzecz. - Celowo nie wspomniała o Sosnowcu... Wiesz co się tam dzieje?
- Wojtek gra z MKS-em jutro. I co z tego?- stwierdziłeś jak gdyby nigdy nic, a ona uderzyła się z otwartej dłoni w czoło.
- Ty nic nie widzisz? Myślisz, że to przypadek? - spytała mierząc cię wzrokiem. Zacząłeś się nad tym głębiej zastanawiać. Po co ona miałaby jechać do Będzina? A ten wyjazd z tobą do Warszawy? Musiała się wtedy spotkać z Wojtkiem. Może on był również powodem odmowy, gdy chciałeś ją pocałować.
- Niemożliwe. - patrzyłeś zdumiony na swoją towarzyszkę.
- Mój odkrywczy Kamilek. - pogłaskała cię ze śmiechem po policzku. Wypiła na razie tylko jednego drinka, chyba o jednego za dużo. - Zatańczymy? - pociągnęła cię za rękę w stronę niewielkiej ilości tańczących ludzi. Objąłeś ją delikatnie w pasie, ona się do ciebie zbliżyła i zarzuciła ci ręce za szyje - Jak to dobrze, że założyłam dzisiaj wysokie buty.
- Nie powtórzysz tego, gdy będziemy wracać do domu.- zaśmiałeś się patrząc w jej cudowne oczy. Była przy tobie taka szczęśliwa. Zanurzyłeś się w jej pachnących truskawkami rudych włosach. Kochałeś ją jak wariat i nie wiesz jak się skończy dzisiejszy wieczór. Może to być nawet ostatni wieczór w twoim życiu, ważne, że z nią.
- Gdyby nie to, że tam dalej są twoi koledzy.... - powiedziała zerkając w stronę chłopaków z drużyny.
- To co? - spytałeś opierając się o jej czoło swoim czołem.
- To.... - niepewnie musnęła twoje usta. Nie miałeś pojęcia co ona wyprawia, ale czułeś, że chcesz więcej, chcesz jej całej... - Nie skończyłoby się na tym. -na jej twarzy nagle pojawił się chytry uśmiech. Pociągnęła cię za sobą w najodleglejszy i zacieniony kąt sali.
- Lili, nie wiem czy wiesz co rob..
- Zamknij się Kwasu. Tego jednego wieczoru nic nie mów! Zapomnij o wszystkim! - i zapomniałeś. Zapomniałeś o tym co się działo przez ostatnie miesiące. Zapomniałeś nawet nawet o tym, że na jej drobnej dłoni lśni złota obrączka. Przywarłeś do jej słodkich warg, nie potrafiłeś się powstrzymać. Gdy poczułeś smak jej ust, cały świat zniknął, z każdą sekundą chciałeś jej coraz bardziej. Była twoim największym skarbem, kimś kto nadawał sens twojemu życiu. Nie masz pojęcia do czego was zaprowadzi, to co robicie teraz, ale nie potrafiłeś, tak po prostu się od niej odsunąć, bo ona była twoim uzależnieniem.
***
Wielka miłość zdarza się w życiu tylko raz, wszystko,
co
następuje potem, jest tylko szukaniem tej utraconej miłości.
***
Nie masz pojęcia co robisz w Bielsku. Czemu tu przyjechałaś, ale nie potrafiłaś inaczej, słysząc o jego kontuzji. O tym jak źle się czuje, jak bardzo jest mu przykro. Weszłaś do mieszkania pijanym krokiem, a Kamil cię delikatnie podtrzymywał. Nie skończyło się na jednym drinku, było ich o wiele więcej. Chciałaś w końcu tak zwyczajnie odetchnąć, zapomnieć o trudnych decyzjach i swojej beznadziejnej sytuacji. Chciałaś poczuć się w końcu beztrosko i mieć przy sobie ukochanego mężczyznę. A każdy jego pocałunek w tym ci pomagał. Cholernie Ci go brakowało, brakowało ci jego głosu, śmiechu, zwyczajnej obecności. Obiecałaś sobie, że jeśli kiedyś w innym życiu dostaniecie szanse, to już jej nie zmarnujesz. Kamil był twoim całym światem i nie mówisz tego, tylko dlatego, że jesteś pijana.
- Nie potrzebnie poszliśmy do tego klubu. - wymruczał i pomógł ci usiąść na łóżku, gdy twój świat zaczął nieprzyjemnie wirować. Patrzyłaś na niego, na to jak jego oczy błyszczą od świecącego przez okno księżyca. Był idealny pod każdym względem, był twoją wielką miłością. Największą! Taką, której nic nie jest w stanie zniszczyć.
- Nie mów tak. Było miło. - uśmiechnęłaś się do niego. Podniosłaś się powoli, by się znowu nie zachwiać i stanęłaś blisko niego. Patrzył na ciebie trochę przerażony, chyba bał się tego co za chwilę może się stać. Uśmiechnęłaś się pod nosem widząc jego wzrok. - Każda chwila z tobą jest wyjątkowa, nie będę żałować tego, że tu jestem. - powiedziałaś pewnie, on jednak pokręcił głową.
- Jesteś pijana i nie wiesz co mówisz Lili. - powiedział poważnie. Założyłaś mu ręce na szyi, on nie poruszył się nawet na moment. Znieruchomiał. Mierzył cię tylko wzrokiem, był oniemiały.
- Wiem, że to ty jesteś tym czego tak naprawdę chcę. - widziałaś w jego oczach ogrom czułości, coś co było w nich zawsze. Tylko on potrafił na ciebie patrzeć w ten sposób... - Musisz być zawsze taki?
- Jaki? - spytał cicho się śmiejąc. Przewróciłaś oczami.
- Roztropny.... - odpowiedziałaś, a on odgarnął ci włosy z czoła.
- Ktoś z nas musi. - powiedział - Ty nigdy taka nie byłaś.
- To prawda, ale zawsze wychodziłam z tarapatów cało. - uśmiechnęłaś się na samo wspomnienie twoich niezliczonych wpadek. - I tak naprawdę mam w życiu tylko jedną słabość.
- Do lodów czekoladowych? - zapytał ze śmiechem, jednak ty pokręciłaś szybko głową - Więc?
- Do Kamila Kwasowskiego. - powiedziałaś cicho i musnęłaś jego usta. Nie musiałaś czekać dłużej na jego reakcje. Przyciągnął cię mocniej do siebie i zachłannie wpił się w twoje malinowe wargi. I teraz nawet gdybyś chciała, nie potrafiłaś tego przerwać. Ale to i tak nie miało znaczenia, bo nie chciałaś tego przerywać. Byliście naprawdę spragnieni, spragnieni siebie nawzajem. Każdy wasz ruch, każde spojrzenie odzwierciedlało wielką tęsknotę za sobą. Nie orientowałaś się już nawet w swoich czynach, nie zważałaś na to, że gdzieś w stolicy czeka na ciebie mąż. Przy Kamilu zapomniałaś, o Ludwiku, o tym, że jesteś jego żoną, że mu ślubowałaś miłość... Nic prócz Kamila nie miało w tej chwili znaczenia. Chciałaś go, chciałaś być blisko niego. Bo to on był miłością twojego życia. Wszystko działo się szybko, jego koszula na podłodze, twój sweter gdzieś w kącie pokoju, nawet nie orientowałaś się, kiedy wylądowałaś na miękkiej pościeli. Poczułaś na sobie jego ciężar, spojrzałaś w jego czekoladowe oczy, tak bardzo chciałaś go mieć na zawsze przy sobie.Nagle szybko się oderwał od ciebie i położył na plecach patrząc w sufit. Usiadłaś szybko na łóżku i spojrzałaś na niego.
- Przepraszam. - powiedział cicho, słyszałaś jak jego głos się łamał.
- Ale o co chodzi? - spytałaś patrząc na niego, choć taka naprawdę się domyślałaś.
- O to. - wziął delikatnie twoją dłoń i przejechał palcem po złotej obrączce. - Ty już kogoś masz, komuś przysięgałaś. Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo bym chciał..... Ale zwyczajnie bym cię wykorzystał. Nie mogę ci zniszczyć życia Lili, nie tak... - westchnął i odwrócił głowę. - Zbyt wiele dla mnie znaczysz.
- Nie, to ja przepraszam. - dopiero w tej chwili do ciebie dotarło, do czego prawie doszło. Omal nie zdradziłaś męża. A przecież zawsze brzydziłaś się zdrady. Nie pojmowałaś jak można coś takiego komuś zrobić. Gdyby Kamil tego nie przerwał, prawdopodobnie zrobiłabyś to. - Nie wykorzystałbyś mnie. Ja tego chciałam. Na trzeźwo też, tego chcę. Ale masz rację, mam męża. Nie chce byś miał wyrzuty sumienia, bo to tylko moja wina. - spuściłaś głowę. Czułaś się naprawdę okropnie, nie chcesz by Kamil płacił za twoje błędy. Tylko czy każdy jego pocałunek, każdy dotyk, każdy czuły uśmiech jest błędem? Nie. Jest dowodem waszego silnego uczucia.
- Nie mów tak. My nie potrafimy już normalnie funkcjonować będąc blisko siebie. Nie potrafimy już być przyjaciółmi. - nie mogłaś znieść tego smutnego głosu, nie patrzył na ciebie, patrzył gdzieś przed siebie, jego wzrok tonął w ciemności pokoju.
- Uważasz że powinniśmy już definitywnie się rozstać. Tak na zawsze? - patrzyłaś na niego, a w twoich oczach lśniły łzy. Nie odpowiedział, zdawałaś sobie sprawę, że zwyczajnie nie ma w sobie już tyle siły. Nie potrafił tego zrobić. Wstałaś z łóżka i ruszyłaś w stronę wyjścia...
- Lili. Zostań. - odwróciłaś się patrząc na Kamila, był bezradny, widziałaś to w jego oczach. Podszedł do ciebie i dotknął twojego policzka. - Jeśli to nasze ostatnie spotkanie, nasze ostatnie chwile razem. Zostań ze mną. Chce cię mieć chociaż te kilka godzin przy sobie. Proszę. - nic nie mówiąc wtuliłaś się mocniej w jego ramiona. Nigdy nie wybaczysz sobie tego, że tak bardzo was zniszczyłaś.
- Zostanę.- wyszeptałaś, sięgnęłaś po jego koszulę leżącą pod twoimi nogami i zarzuciłaś ją na siebie.
- Masz rację lepiej nie kusić losu. - uśmiechnął i pomógł ci pozapinać guziki. Westchnęłaś cicho i położyłaś na łóżku opierając się o klatkę piersiową przyjmującego. Czułaś ciepło jego ciała i słyszałaś szybko bijące serce. Przymknęłaś oczy wsłuchując się w jego rytm. On delikatnie gładził twoje plecy. Tej nocy prawie wcale nie spaliście, nie chcieliście przespać waszych ostatnich chwil. Rozmawialiście o wszystkim, co u niego, co u ciebie. Cieszyliście się samą swoją obecnością. Chcieliście się nagadać na przyszłość, bo w niej na pewno nie było już was.
***
Pomyśl, jak będziemy się czuć nazajutrz.
Pomyśl o ile
trudniejsze po wspólnie spędzonej nocy będzie udawanie, że nic do siebie nie
czujemy przy innych ludziach,
nawet jeśli jedyne co zrobimy to zaśniemy obok
siebie.
To jak wzięcie małej dawki narkotyku... sprawia jedynie, że chce się
więcej.
***
Stałeś przed ciemno brązowymi drzwiami z numerkiem 58. Kolejny raz zadzwoniłeś dzwonkiem i cierpliwie czekałeś, aż ktoś ci otworzy. Przestraszyłeś się, że jednak się spóźniłeś i nikogo już nie zastaniesz. Gdy miałeś już odchodzić, usłyszałeś jak ktoś przekręca zamek w drzwiach. Spojrzałeś na właścicielkę mieszkania i szeroko się uśmiechnąłeś. Stała w granatowym płaszczyku z torebką w ręku i patrzyła na ciebie zaskoczona.
- Gdzieś się wybierałaś Weroniko? - zaśmiałeś się cicho.
- Na zakupy... - mruknęła bez większego zastanowienia.
-Naprawdę? Mi się wydaje, że do pewnego miasta, które leży godzinę drogi od Bielska.- powiedziałeś mierząc ją wzrokiem.
- Przyłapałeś mnie. Tak naprawdę, wychodziłam, bo byłam umówiona z pewnym siatkarzem z Olsztyna. - uśmiechnęła się pod nosem i zaprosiła cię gestem ręki do środka.
- A to ciekawe, bo chyba gramy w tym samym klubie. Znam go? - Weronika zmierzyła cię swoimi błękitnymi oczami.
- Możliwe. Tylko mam taki problem.... - zaczęła niepewnie - Gdy miałam wychodzić on zjawił się u progu moich drzwi i to z bukietem kwiatów w ręku. - spojrzałeś na kilkanaście czerwonych róż, które trzymałeś ręku. Miałeś nadzieje, że to było dobre posunięcie.
- One są dla pięknej właścicielki tego mieszkania. - podałeś blondynce kwiaty i patrzyłeś na to jak jej twarz tonie w ich w czerwonych płatkach. Mógłbyś przysiąc, że to najpiękniejszy widok na świecie . Podziękowała ci uśmiechem, wstawiła je szybko do wazonu i postawiła na szklanym stoliku stojącym w przedpokoju. Po chwili zdjęła z siebie płaszczyk i zawiesiła na wieszaku, poszedłeś w jej ślady zrzucając z siebie kurtkę.
- Kto by pomyślał, że Wojciech Włodarczyk to taki romantyk. - jej cudowny śmiech roznosił się po pomieszczeniu.
- Widocznie mało mnie znasz. - stwierdziłeś siadając na kanapie. Weronika przyniosła wam dwa kubki z herbatą i zajęła miejsce obok ciebie. Sięgnęła po pilota i włączyła jakąś komedie, którą leciała akurat w telewizorze.
- Zawsze mogę cię poznać lepiej. - wzruszyła ramionami i oparła się o kanapę. Wpatrywałeś się w jej piękną twarz zatopioną w szklanym ekranie. Nie potrafiłeś od niej oderwać oczu, nie masz nawet pojęcia o czym jest ten film. Ty wolałeś patrzeć i podziwiać blondynkę, która ostatnio była pierwszą myślą kiedy się budzisz i ostatnią kiedy zasypiasz. Nie wiesz co się z tobą działo, gdy tylko była przy tobie. Poczułeś nagle jak kładzie głowę na twoim ramieniu. Byłeś zaskoczony takim zachowaniem Weroniki, ale bez większego namysłu objąłeś ją delikatnie ramieniem. Sam nie wiesz ile tak siedzieliście, ale czułeś, że ona naprawdę potrzebuje kogoś bliskiego, kogoś kto tak po prostu ją przytuli. Chciałeś jej to dać, chciałeś sprawiać by każdego dnia czuła się jeszcze szczęśliwsza.
- Wiesz, że niedługo muszę się zbierać? - spytałeś zerkając na nią.
- Musisz? - spytała, bardziej się w ciebie wtulając. Widziałeś, jak jej przy tobie było dobrze. Uśmiechnąłeś się do siebie. Byłeś szczęśliwy, mając ją tuż obok siebie czułeś, że niczego już więcej i nie potrzeba. Tylko jej bliskości
- Niestety. - westchnąłeś, nie chciałeś jej zostawiać. Chciałeś zostać z nią tutaj na zawsze. - No proszę ktoś tu mnie chyba lubi. - zaśmiałeś się cwaniacko.
- Wiesz kogo dzisiaj spotkałam na meczu? - szybko zmieniła temat. Postanowiłeś jej odpuścić na chwilę, bo byłeś ciekawy, kto mógł się dzisiaj pojawić w hali pod Dębowcem. - Lilkę. - słysząc to doznałeś niemałego szoku.
- Przyjechała do Kamila? - patrzyłeś przed siebie zdumiony. Ona tylko z uśmiechem pokiwała głową.
- Tak, miała iść na imprezę z chłopakami. Kamil był w jeszcze większym szoku niż ty. - trochę cię dziwił jej dobry humor. Przecież była zakochana w Kamilu, a tymczasem ze spokojem opowiada ci, że widziała się z kobietą, która jest miłością jego życia. Tak po prostu... - Oni będą razem.
- Skąd ta pewność? - zerknąłeś na nią kątem oka.
- Gdy siedziałyśmy dzisiaj na hali, trochę ją poobserwowałam. Zamiast na mecz, patrzyła cały czas w kwadrat na Kamila. - zaśmiała się pod nosem - I do tego to jak ona na niego patrzyła... Tak...
- Jak? - dopytywałeś, Werka się od siebie odsunęła i uważnie ci się przyjrzała.
- Tak jak ty teraz na mnie. - słysząc to spuściłeś szybko wzrok. Czułeś jak twoje policzki cię pieką. Co ty wyprawiasz Wojciechu! - No nie wierzę! Włodarczyk się zawstydził! - jej śmiech przyjemnie dźwięczał ci w uszach.
- Zamiast się ze mnie nabijać, lepiej się przyznaj! - mruknąłeś zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Niby do czego? - spojrzała na ciebie pytająco.
- Do tego, że mnie lubisz. - uśmiechnąłeś się cwaniacko i puściłeś jej oczko.
- Skoro ma cię to uszczęśliwić.... Lubię Cię Wojciechu. - wzruszyła ramionami.
- Ja ciebie też i to bardzo, bardzo. - powiedziałeś spoglądając w jej błękitne oczy. Miałeś wrażenie, że czas się zatrzymał, dotknąłeś jej policzka i delikatnie muskałeś go kciukiem.
- Wojtek... - powiedziała cicho i przymknęła powieki. Skierowałeś wzrok na jej usta i miałeś nieodpartą ochotę ich zasmakować, jednak wiedziałeś, że wtedy byś wszystko przekreślił. Najpierw musi lepiej cię poznać.
- Spotkamy się jutro na hali, a teraz naprawdę muszę iść. Będę czekał. - cmoknąłeś ją w policzek i udałeś się w stronę wyjścia. Była zaskoczona twoim zachowaniem, ty również byłeś. Po tym wieczorze wiedziałeś jedno. Zrobisz wszystko, by Weronika cię pokochała.
________
Cześć !
Na początek wszystkiego najlepszego z okazji dnia dziecka! <3 Łapcie taki mały prezent ode mnie dla Was. :D
Kochana rudap rozdział z dedykacją dla Ciebie, gdyż ostatnio narzekałaś, że między Kamilem i Lilką za mało się dzieje. ;P Dzisiaj się zadziało trochę więcej, aż za dużo bym rzekła. :D
Kochana rudap rozdział z dedykacją dla Ciebie, gdyż ostatnio narzekałaś, że między Kamilem i Lilką za mało się dzieje. ;P Dzisiaj się zadziało trochę więcej, aż za dużo bym rzekła. :D
Treść zamieszczoną wyżej zostawiam do oceny Wam, bo nie chce mi się dzisiaj na siebie narzekać.
Jedynie dodam, że Wojciech się nam rozkręca. :D
A właśnie, jak już jesteśmy przy panu WW, to serdeczne gratulacje dla niego! I życzę dużo szczęścia! <3
Jedynie dodam, że Wojciech się nam rozkręca. :D
A właśnie, jak już jesteśmy przy panu WW, to serdeczne gratulacje dla niego! I życzę dużo szczęścia! <3
Kolejny rozdział, będzie zapewne pod koniec czerwca, gdy uporam się z sesją, której widmo już nadchodzi!
Mam do Was jeszcze taką małą prośbę! Zostawiajcie mi linki do swoich blogów. Jeśli dobrze pójdzie, to za dwa tygodnie będę miała wakacje i chętnie sobie coś poczytam. :D
POZDRAWIAM !!!
Paulka