niedziela, 14 lutego 2016

Poświęcenie drugie

16 komentarzy:
Stojąc  na balkonie z kobietą swoich snów, w mieszkaniu Włodarczyka impreza już dawno temu się porządnie rozkręciła. Ty jednak wolałeś spędzić trochę czasu z Lilianną, patrzyłeś na nią i milczałeś była piękna, wręcz idealna, nawet z tym swoim papierosem w dłoni, podszedłeś bliżej i okryłeś ją swoim płaszczem. Odwróciła  się w twoją stronę promiennie uśmiechając i rozświetlając bardziej świat swoim uśmiechem niż wszystkie sylwestrowe fajerwerki.
- Wszystkiego najlepszego. -  powiedziałeś przerywając między wami panująca ciszę.
- Wzajemnie! Ten rok musi być udany. Podeszła bliżej mocno tuląc cię do siebie – Dobrze, że mam szpilki. - zaśmiała się
- Nie moja wina, że jesteś taka mała. - prychnąłeś, na co ona przewróciła oczami. Uwielbiałeś gdy to robiła, uwielbiałeś ją całą.
- Cieszę się, ze tu jesteś wielkoludzie. Tęskniłam za tobą. - stwierdziła odwracając się w stronę nie kończących się noworocznych fajerwerków. Podszedłeś do niej i objąłeś ją w pasie, przytulając się do jej pleców. Nie wiesz co tobą wtedy kierowało, może wypity alkohol, może ta idiotyczna miłość. Ale było ci przy niej tak dobrze, czując ciepło jej ciała, nie potrzebowałeś niczego więcej. Nie przeszkadzał ci panujący mróz, nie było ci nawet chłodno, natomiast serce wariowało z nadmiaru jej bliskości, a jej zapach całkowicie cię otumaniał.
- Ja za tobą też. - wyszeptałeś jej do ucha, te słowa były jak najbardziej szczere, nawet znaczyły o wiele więcej niż ona mogła sobie wyobrażać. Nagle poczułeś jak przez jej ciało przechodzi dreszcz. - Zimno ci? - spytałeś z troską, a zarazem ogromną czułością w głosie, jeszcze mocniej  przyciągając jej ciało do swojego.
- Nie, z tobą tutaj jest mi idealnie. - powiedziała cicho i przymknęła powieki delektując się tą chwilą. Chciałbyś, żeby ta chwila trwała wiecznie. Chciałbyś mieć ją w swoich ramionach już na zawsze i każdego dnia udowadniać jej, że to uczucie jakim ją darzysz jest silniejsze z każdą sekundą. W tym momencie zatapiałeś się w swojej miłości, mając świadomość, że być może niedługo przyjdzie ci przez nią utonąć.
- Czegoś byś chciała? - spytałeś zerkając na nią, ona otworzyła oczy, a jej kąciki ust powędrowały ku górze.
- Zawsze marzyłam o cudownym ślubie. - no tak, a ty marzyłeś o tym, że to na przeciwko ciebie stanie w białej sukni i to tobie będzie ślubowała miłość, ty mógłbyś to zrobić choćby zaraz. To straszne, jak bardzo odległa od ciebie jest kobieta którą teraz obejmujesz, kobieta którą kochasz. Mimo, że jest przy tobie dzieli was ogromna przestrzeń i niewidzialna ściana.  A najgorsze jest to, że nie możesz jej nawet powiedzieć o swych uczuciach, bo tak będzie lepiej. - Owszem, chce by mój ślub odbył się bez zarzutów i by wszystko się udało. Ale jeszcze bardziej chce byś był tam ty i Wojtek. Bez was nie byłoby tego wszystkiego, nie poszłabym na studia, nie pracowała tam gdzie pracuje i nie poznałabym Ludwika. Wy jesteście najważniejsi i bez was ta ceremonia nie będzie taka jakbym tego chciała. Obiecaj, że przyjdziesz..
- Obiecuję. - odpowiedziałeś, choć wiedziałeś, że w tym momencie podpisujesz na siebie wyrok, że tą obietnicą wyznaczyłeś datę śmierci swojemu sercu, w dzień jej ślubu twoje serce pęknie na pół i nigdy już nie będzie do posklejania. Nigdy. Bo prawdziwie kochasz tylko raz i tylko dla jednej osoby bije twoje serca i tylko jednej jest oddane, na zawsze. Przeraża cię ta wizja, wizja jej ślubu i tego, jak będziesz patrzył, że oddaje swoje serce innemu. Na wieki…. Ale dla niej zrobisz wszystko, nie ważne jak bardzo będziesz cierpiał i do czego to cierpienie cię doprowadzi. Ona ma być szczęśliwa. Tylko tego pragniesz najbardziej, przeklinając w duchu swoją miłość.


***

Po szybkim odświeżeniu się weszłaś do salonu we Włodarczykowym mieszkaniu, Wczorajsza noc była naprawdę udana, zresztą sylwester z dwójką twoich przyjaciół zawsze jest udany. Choć wczorajszy wieczór spędziłaś z Kamilem, przyjmujący nie odstępował cię na rok, a ty jego. Miałaś wrażenie, że byliście obserwowani przez Włodarczyka, tylko nie wiedziałaś czemu? Przecież w waszym zachowaniu nie było nic nadzwyczajnego, zachowywaliście się jak zwykle. Uwielbiałaś  towarzystwo Kamila i ostatniej nocy uświadomiłaś sobie jak  bardzo za nim tęskniłaś. Czułaś się naprawdę wyjątkowo gdy cię obejmował i nie chciałaś aby wczorajszy wieczór się skończył, mogliście siedzieć i rozmawiać przez całą wieczność. Pokręciłaś głową i spojrzałaś na swój pierścionek. Dosyć myśli o Kwasowskim, rozejrzałaś się po pomieszczeniu i dostrzegłaś jedynie Wronę i Kłosa, którzy zawzięcie klikali coś w swych telefonach. Usiadłaś na  kanapie obok środkowych Skry i uwiesiłaś się Wronie na ramieniu.
- Andrzejku... - szepnęłaś, a chłopak z uśmiechem skierował na ciebie swoją twarz.
- Co tam Ruda? - zaśmiał się chowając swój telefon.
- Wracacie do Warszawy czy do Bełka? - spytałaś, mając nadzieję że uda ci się zabrać z nimi do stolicy. Wrona natomiast zaczął się nad tym zastanawiać.
- Chyba do Bełchatowa, jutro rano mamy trening. Chciałaś się z nami jechać? - spytał, a ty cicho westchnęłaś.
- Ja cię odwiozę. - usłyszałaś i spojrzałaś w stronę wejścia do salonu, a w drzwiach stał Kwasowski.
- Ale  to w odwrotnym kierunku niż Bielsko. - stwierdziłaś przyglądając się uważnie przyjmującemu BBTS-u, on uśmiechnął się do ciebie i usiadł w fotelu.
- Mam jutro wolne, więc nie ma problemu, a w Wawie dawną nie byłem. - przewróciłaś oczami  - Ale nie za darmo. Tutaj proszę. - wskazał na swój policzek, a ty wstałaś z miejsca i cmoknęłaś go w policzek. Widziałaś jak ogromną radość mu tym sprawiasz, co również ciebie ucieszyło. Kilka następnych godzin minęło wam na wygłupach pana domu i jego przyjaciół. Nawet się nie spostrzegłaś kiedy musiałaś się zbierać. Podroż z Kwasowskim minęła wam w przyjemnej atmosferze, przez większość drogi nie mogłaś przestać się śmiać, gdy co jakiś czas zerkał na ciebie odrywając wzrok od drogi, mogłaś utonąć w jego ciemnych oczach, w  których błyszczały ciepłe iskierki. Zawsze je lubiłaś, chyba one ci się najbardziej podobały w Kwasowskim, co ciekawe widziałaś je tylko i wyłącznie gdy patrzył na ciebie. Lubiłaś też jego nieśmiałość, był wobec ciebie zawsze bardzo delikatny, jakbyś była jakimś skarbem.
- Jesteśmy już na miejscu. - stwierdziłaś wysiadając z samochodu. Z nieba prószył biały puch, a na dworze panowała już ciemność - Wejdziesz na górę?
- Nie dzięki. Będę wracał. - uśmiechnął się do ciebie i wyciągnął twoją walizkę z bagażnika.
- No przestań, poznasz Ludwika, najważniejszego mężczyznę w moim życiu. - wzięłaś go za rękę i pociągnęłaś w stronę jednego z bloków
- Zawsze stawiasz na swoim. - westchnął ciężko i ruszył razem z tobą po schodach, gdy znaleźliście się na drugim piętrze, otworzyłaś szybko drzwi od twojego mieszkania, zapraszając Kamila do środka, z kuchni wyłonił się blondyn, który widząc cię natychmiast przygarnął do siebie i wpił zachłannie w twoje usta.
- Wreszcie jesteś kochanie. - powiedział odrywając się od ciebie.
- Jestem, proszę poznaj Kamila, podwiózł mnie do domu. - uśmiechnęłaś gdy podali sobie ręce, chciałaś by najważniejsi mężczyźni w twoim życiu się zaprzyjaźnili.
- Miło mi w końcu poznać, tego ważnego dla mojej Lili Kamila. Dzięki, że ją odwiozłeś, - stwierdził twój narzeczony obejmując cię ramieniem, miałaś wrażenie, że Kwasowski nie jest zadowolony z tego spotkania, co trochę cię niepokoiło.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Nie mogłem pozwolić na to by tułała się autobusami. - puścił ci oczko - Chyba  będę już leciał. Lili jest w dobrych rękach.
- Nie wygłupiaj się. Jest już po 20, zostań u nas na kolacji, jutro wrócisz. - twój mężczyzna szczerze się uśmiechnął. Za to chyba kochałaś go najbardziej, za jego gościnność i szczerość. Wiedział doskonale kim jest dla ciebie Kamil i starał się jak tylko mógł by Kwasowski go polubił.
- Ludwik ma rację. Zostajesz u nas i nie ma dyskusji. Nie będziesz po nocach jeździł! - zakomunikowałaś i wciągnęłaś przyjmującego do środka, każąc mu się rozgościć, po chwili poszłaś do swojego narzeczonego  z zamiarem pomocy przy kolacji. Przytuliłaś się do jego pleców. Mimo doskonałej zabawy w mieszkaniu Włodarczyka, naprawdę się stęskniłaś za swoim prawnikiem. Odwrócił się do ciebie zakładając opadający kosmyk włosów za ucho.
- Nawet nie wiesz jak tęskniłem. - mówi po czym przywiera do twoich ust. Zarzucasz mu ręce, na szyję i oddajesz pocałunek, chcąc pokazać jak bardzo ci go brakowało. Ludwik, był twoim spełnieniem marzeń, kimś dla kogo mogłabyś poświęcić wszystko.
- Pomóc ci w czymś ? - pytasz odrywając się od chłopaka.
- Dam sobie radę idź do Kamila, by nie siedział sam. - uśmiechnął się cmokając cię przy tym w usta
- Chciałabym byście się polubili. - westchnęłaś opierając się o blat kuchenny.
- Polubimy, nie martw się. Wydaję się być sympatyczny, musi taki być inaczej nie byłby  dla ciebie ważny. Może trochę mi nie ufa, ale to normalne, w końcu obcy mężczyzna wkroczył do waszej trójki i zagarnął część ciebie. - zaśmiał się krojąc warzywa.

- Kocham cię. - powiedziałaś i pocałowałaś go w ramię, po czym wyszłaś z kuchni by potowarzyszyć Kamilowi. Miałaś nadzieję, że ten wieczór będzie udany, że Kamil polubi Ludwika, tak samo jak on jego, że mu zaufa i uwierzy, że blondyn cię nigdy nie skrzywdzi i że dostrzeże wasze szczęście, oraz miłość jaką darzysz swojego narzeczonego. Czasami nie wierzysz w to wszystko, w to, że mężczyzna taki jak Ludwik, niemal idealny pod każdym względem, pokochał akurat ciebie. Zwykłą prostą, zwariowaną Lilkę, mającą milion pomysłów na sekundę.  Teraz wiesz, że taka miłość jest prawdziwym darem i musisz zrobić wszystko by jej nie zniszczyć. Bo ta właściwa zdarza się podobno tylko raz, a tobie się przytrafiła w postaci Ludwika.

________


Cześć ! Tak wiem, rozdział miał  być potem i w ogóle. Ale pewna osoba, a mianowicie Asia prosi mnie o niego już od kilku dni. Obiecałam, że jak zda sesje to dostanie, (motywacja musi być) nie liczyłam tylko, że to opublikuję. Ale mamy dzisiaj święto miłości, więc łapcie!
Asiu rozdział z dedykacją dla Ciebie!
Właśnie z okazji walentynek życzę Wam duuużo miłości ! :D

Mało Wojtka, ale to chyba tak chwilowo. xd


A więcej Włodiego u mnie możecie znaleźć tutaj:zagubieni-w-ciszy ! Zapraszam, pojawił się się tam nowy rozdział !

POZDRAWIAM !!!
Paulka

środa, 3 lutego 2016

Poświęcenie pierwsze

19 komentarzy:
Końcówka grudnia była dość mroźna. Stałeś na balkonie i patrzyłeś na nocny Lubin pokrywający się białym puchem, co chwilę upijając przy tym  łyk malinowej herbaty przygotowanej przez Włodarczyka. Musisz przyznać, że nowe miejsce zamieszkania twojego przyjaciela ma pewną magię, a lampki świąteczne dodają tylko mu uroku. Myślami jednak cały czas byłeś  w Bielsku-Białej przy kremowej kopercie. Wszystkie wyrazy tam napisane szumiały ci w głowie i jej imię..  Przez 10 lat walczyłeś z tym uczuciem i za każdym razem byłeś dumny, że wygrałeś z tą niedorzeczną miłością. Do czasu, gdy  ona nie pojawiła się gdzieś obok ciebie. Za każdym razem gdy ją spotykałeś cały twój wysiłek szedł na marne, bo ona za każdym razem była tak cholernie idealna.
- Kwasowski oszalałeś! - zapytał twój przyjaciel przynosząc do salonu wielkie pudło i odstawiając je na ławę. - Pizga śniegiem, a ty stoisz w sweterku  na balkonie.
- Już się tak o mnie nie martw kochanie. - zachichotałeś wchodząc do wnętrza mieszkania. Musisz przyznać, że  ciepło jakie w nim panuje jest o wiele lepsze od balkonowego mrozu.
- Pomożesz mi nadmuchać balony? - spytał z nadzieją, wyciągając jednego z pudełka i wręczając ci do ręki, spojrzałeś na niego i cicho się zaśmiałeś, ale bez słowa wziąłeś się do roboty. - A tak właściwie dostałeś zaproszenie?
- Na ślub? Owszem. - odpowiedziałeś starając się ukryć swój smutek i spojrzałeś za okno.
- Ten nasz rudzielec jest nienormalny. Kto wysyła zaproszenia pół roku przed ślubem? - Włodarczyk się zaśmiał i zawiązał błękitny balon.
- Znasz ją. Zawsze musi mieć wszystko wcześniej przygotowane.  Jest perfekcjonistką   i ... - przerwałeś nagle gdy zobaczyłeś podejrzliwe spojrzenie Wojciecha na sobie - i to będzie najważniejszy dzień w jej życiu.
- Zastanawiam się tylko, czy ten pan prawnik to dobra partia dla Pipi. Dziwne, że jeszcze go nie poznaliśmy. Pewnie jest dość sztywny, nie to co my. Takich trzech jak nas dwóch nie ma ani jednego! - zaśmiał się  odbijając w twoją stronę balona.  Nie do końca ci pasowała rozmowa o zaślubinach waszej przyjaciółki, ale Włodarczyk chyba nie zamierzał z niej rezygnować. - A to imię.. Ludwik. Jak tak o nim myślę, to widzę takiego zalizanego gogusia w okularkach z teczuszką, który nawet nie potrafiłby się śmiać z moich kawałów...
- Z twoich kawałów nikt się nie śmieje Włodarczyk! - parsknąłeś zmieniając temat.
- Ranisz! - krzyknął oburzony - Dobra, a teraz porozmawiajmy poważnie. Ostatnio mam w głowie pewną myśl, która nie daje mi spokoju. - stwierdził   patrząc na ciebie.
- Jaką myśl? - spytałeś uważnie lustrując wzrokiem przyjaciela. Jego powaga cię przerażała, bo Wojtek i bycie poważnym to dwa przeciwieństwa.
- Że trochę spieprzyłem ci życie. - spuścił wzrok na podłogę jakby bał się tego co mu powiesz. Tylko, że ty wcale go o nic nie obwiniałeś. Jedyną osobą jaką obwiniałeś byłeś ty sam. Chciałeś mu coś odpowiedzieć jednak przerwał ci dzwonek do drzwi. Włodi tylko wzruszył ramionami i udał się w ich stronę. Wychyliłeś się delikatnie z kanapy by zobaczyć kto was odwiedził. Zamarłeś.
- Wojciechu Julianie Włodarczyku, jak ja cię dawno widziałam! - ten głos. Tak delikatny i aksamitny, który za każdym razem dźwięczy ci w uszach jak najpiękniejsza muzyka.  Patrzyłeś na Wojtka, który tulił do siebie rudowłosą dziewczynę. Zamienili ze sobą jeszcze kilka zdań w korytarzu, by po chwili znaleźć się w salonie. Wstałeś z kanapy i patrzyłeś na nią, na to jak pewnym krokiem stąpa po drewnianych panelach włodarczykowego mieszkania i jak zatrzymuje się patrząc na ciebie spod swoich długich wytuszowanych rzęs.
- Witaj Kamilu. - jak zwykle oniemiałeś. Była piękna, a  jej uśmiech rozjaśniał w tym momencie cały Lubin bardziej niż te wszystkie świąteczne lampki. Czułeś jak twoje serce bije co raz szybciej na jej widok, choć nie powinno...
 A wszystko przez tą cholerną miłość.
Miłość uczucie, które powinno uskrzydlać.  Ciebie ta miłość doprowadza do smutku i zadręczania siebie samego.
Miłość... a mówią że jest cudowna.
Tak.. Cudowna...


***


Zamknęłaś drzwi od taksówki i ciągnęłaś za sobą małą walizkę w kolorowe kwiatki, która odzwierciedlała twoją osobowość. Śnieg co raz bardziej prószył, ale zupełnie ci to nie przeszkadzało, spojrzałaś w niebo i poczułaś jak twoja twarz pokrywa się zimnymi białymi płatkami. Uwielbiałaś zimę! Julek co prawda twierdził, że chyba zwariowałaś, ale taka była prawda. Zawsze śmieszyli cię ludzie którzy z czerwonymi nosami biegli czym prędzej do domu, ty natomiast spokojnie spacerowałaś wdychając mroźne powietrze i delektowałaś się widokiem oszronionych drzew, oraz błyszczących się sopli lodu. Włodarczyk natomiast wiecznie przeklinał tą piękną porę roku, a czasami i ciebie gdy odwiedzając rodziców w święta musiał chodzić z tobą na długie spacery.  Jego złość się ulatniała gdy zapraszałaś go do siebie i robiłaś wam gorącą czekoladę. Idąc przed siebie i rozmyślając o dawnych czasach nie zauważyłaś, że na chodniku jest dość ślisko i wylądowałaś w znajdującej się obok zaspie. Poczułaś szczypiący chłód na policzkach. Wstałaś szybko otrzepując się z białego puchu i poprawiłaś czarną miszczowską czapę z logo Kłosa i wiecznie głodnego ptaka, czyli Wrony. Nie wiele myśląc  złapałaś ponownie walizkę i nim się spostrzegłaś znalazłaś się w ciepłym mieszkaniu Włodarczyka z którym się od razu przywitałaś tuląc się do niego.
- Dlaczego jestem cały mokry ? A ty wyglądasz jak bałwan? - spytał patrząc na ciebie z powagą, a ty nie potrafiłaś nie parsknąć śmiechem.
- Sam jesteś bałwan Julek.  To nie moja wina! Musiałeś akurat teraz wymyślić sylwestra, nie mogłeś go zrobić w lecie? Wtedy byłbyś suchy. - uśmiechnęłaś się szeroko, zdejmując z siebie swój płaszczyk.
- Sylwester w lecie? - spojrzał na ciebie jak na idiotę, ale to nie była nowość - Niech zgadnę wpadłaś do tej zaspy przy chodniku?
- Owszem, ale uprzedzę twoje pytanie. Nie, nie zmieniłam zdania o zimie.  - odpowiedziałaś i powiesiłaś kurtkę na wieszaku.
- Tak... Jest urocza. Kwasu też dzisiaj leżał w tym samym miejscu. - zaśmiał się drwiąco, a ty przewróciłaś oczami i po chwili dotarło do ciebie co powiedział Włodarczyk.
- To Kwasu tutaj jest?! Musze się z nim przywitać, zamiast rozmawiać tutaj z tobą. - stwierdziłaś, widziałaś jednak kątem oka jak Wojtek kręci ze śmiechem głową i idzie za tobą. Ty natomiast weszłaś do salonu i ujrzałaś  Kamila zatrzymując się na chwilę. Mierzył cię uważnie wzrokiem jednak milczał wpatrując się w ciebie, ty robiłaś dokładnie to samo. Trochę się zmienił od roku, kiedy go ostatnio widziałaś. Poczułaś się dziwnie patrząc na Kamila po tak długiej przerwie. Masz wyrzuty sumienia, bo trochę zaniedbałaś waszą przyjaźń. Pamiętasz jak na początku waszej znajomości miałaś wrażenie, że on nie był zwykłym przyjacielem.  Lubiłaś jego nieśmiałość wobec ciebie, a zarazem delikatność.  Przez trzy lata miałaś nadzieję, że między wami może zrodzić się większe uczucie. Zawsze długo rozmawialiście o rożnych rzeczach, jednak on nigdy nie przekraczał przyjacielskiej granicy i trzymał cię na dystans.  Z czasem zaczęłaś zdawać sobie sprawę, że zbyt wiele was dzieli by mogło cokolwiek między wami być. A kiedy zobaczyłaś go z dziewczyną, wiedziałaś, że powinnaś przestać o nim myśleć i tak też się stało. Teraz cieszysz się, bo przy każdym spotkaniu z nim  nie czujesz już nic prócz czystej sympatii. A w dodatku aktualnie jesteś szczęśliwą przyszłą panną młodą. Wiesz, że w końcu spotkałaś prawdziwą miłość i że Ludwik jest tym właściwym mężczyzną.
- Witaj Kamilu. - uśmiechnęłaś się w jego kierunku i podeszłaś bliżej i go przytuliłaś. Delikatnie cię objął  drżącymi dłońmi.
- Hej. - powiedział ledwo słyszalnie, a ty przez tą krótką chwilę zaciągnęłaś się zapachem jego perfum. Dokładnie znałaś ten zapach. Kupiłaś mu te perfumy w prezencie na urodziny, które świętowaliście w rok po waszym poznaniu. Nadal ich używał.
- Miło cię widzieć. Minęło tyle czasu, wybacz że tak mało  cię odwiedzam, ale redakcja i do tego  przygotowania do ślubu… -  zaczęłaś się tłumaczyć, jednak nie wiele to chyba dało, bo Kamil prawie cię nie słuchał, jak zwykle tylko patrzył gdzieś przed siebie. Zawsze gdy milczał przyglądałaś mu się i zastanawiałaś nad czym myśli.
- Właśnie dziękuję ci za zaproszenie. - mogłaś przysiąc, że jego uśmiech w tym momencie nie jest szczery, ale postanowiłaś o tym nie mówić.
- Nie masz  za co. Liczę tylko na to, że się pojawisz. - teraz to ty obdarowałaś go uśmiechem i usiadłaś naprzeciwko swojego przyjaciela.
- Jesteś szczęśliwa? - spytał patrząc na ciebie, zaskoczył cię tym pytaniem i siebie samego chyba również.  Czy byłaś szczęśliwa? Byłaś, w końcu ci się to udało. Długo szukałaś szczęścia, pozbywając się stopniowo ze swojej głowy Kwasowskiego i osiągnęłaś to. Zakochałaś się ponownie w najcudowniejszym facecie na ziemi, który dla ciebie zrobiłby wszystko.
- Jak nigdy wcześniej! W końcu mi się udało znaleźć  tego właściwego mężczyznę. Ludwik, jest tak dobrym człowiekiem.   Chyba właśnie za to tak bardzo go pokochałam. Wiesz jak to jest,  gdy patrzysz na kogoś, i widzisz w jego oczach swój cały świat i że to z nim chcesz spędzić resztę życia? - mówiłaś jak nakręcona. Pamiętasz dokładnie listopadowy wieczór, pogoda nie rozpieszczała. Wiał zimny wiatr, kołysząc drzewami pozbawionymi  liści, do tego padał deszcz. Ty wpadłaś do mieszkania prawnika, cała przemoczona, ale widok jaki tam zastałaś naprawdę cię zaskoczył. Twój ukochany stał z bukietem kwiatów i patrzył na ciebie szeroko się uśmiechając. Podeszłaś nie pewnie i usłyszałaś to pytanie, na które czeka każda kobieta. Nie możesz się już doczekać momentu w którym założysz białą suknie i włożysz na palec złoty krążek.  Krążek, czyli symbol wielkiej miłości, tej prawdziwej, tej wiecznej, której nikt nie pokona. Wiesz, że jesteś ogromną szczęściarą, ponieważ nie każdy od razu spotyka miłość swojego życia. W tym momencie nie miałaś pojęcia, że gdzieś za tobą oparty o drzwi stoi Włodarczyk, który bacznie obserwuje ciebie i Kamila i z uwagą słucha tego co mówisz.
Nie masz pojęcia, że obwinia siebie o sytuację sprzed lat i o to, że was unieszczęśliwił.
Dla  ciebie to było bez znaczenia, bo ty już masz swoje szczęście
Masz narzeczonego, a zarazem swój cały świat.
Masz miłość, która sprawiła, że twoje życie wróciło na właściwe tory.
Miłość, która jest najwspanialszym uczuciem na ziemi.
Bez sprzecznie najwspanialszym...


________

W związku z tym, że wszystko już pozdawane, co mnie bardzo cieszy, pozwoliłam sobie na publikacje pierwszego rozdziału! :) Trochę się wyjaśniło. Mam nadzieję, że nie  jesteście mocno zawiedzeni, że to nie Włodi jest narzeczonym Lili. Bardzo mnie kusiło by umieścić go w tamtym miejscu, jednak nie chce pisać drugi raz takiej samej historii tylko ze zmianą bohaterów. Byłoby to coś bardzo podobnego do Luśki, Wrony i Kłosa. Dlatego postanowiłam troszkę pozmieniać, ale mogę was zapewnić, że Wojtka też tutaj będzie sporo. :) Myślę nawet, że pojawi się jego perspektywa, choć to jeszcze muszę przemyśleć. Na pewno on też jeszcze zamiesza w tej historii ! A na razie musicie się cieszyć Kwasem. :) 
Mam nadzieję, że wam się spodoba! Następny już tak szybko się nie pojawi. :(

Zapraszam oczywiście na opowiadanie o Wojtku :) Gdzie niebawem pojawi się coś nowego ;)
---> zagubieni-w-ciszy


POZDRAWIAM !!!
Paulka