Obudził cię stukający o szyby listopadowy deszcz. Niechętnie otworzyłeś swoje oczy i rozejrzałeś po sypialni. Odruchowo spojrzałeś na prawą stronę łóżka, jednak leżała tam tylko śnieżno białą poduszka pachnąca Lilianną. Odsunąłeś kołdrę i postawiłeś nogi na chłodnych panelach.. Wstałeś powoli z łóżka i wyszedłeś z sypialni. Zatrzymałeś się przy wejściu do kuchni i obserwowałeś Liliannę. Siedziała na krześle w twojej koszuli i otuliła się nią najmocniej jak tylko mogła. Wzrok miała utkwiony w oknie, na którym znajdowały się małe kropelki deszczu. Była tak bardzo piękna w potarganych rudych falach, w twojej koszuli. Marzyłeś o takich prankach, nie pasował tu tylko jej smutek. Westchnęła i upiła łyk zimnej kawy.
- Co ja narobiłam? Przecież teraz.... Ja umrę bez ciebie Kwasowski. - powiedziała do siebie. Przymknąłeś powieki, tak bardzo ją raniłeś. Raniłeś ją i siebie. Ale to przecież dla waszego wspólnego dobra. Tak bardzo pragnąłeś mieć ją wczoraj tylko dla siebie, tak bardzo chciałeś zatopić się w jej wargach, chciałeś obdarować pocałunkami jej ciało, chciałeś stanowić z nią jedność. Jednak to wszystko było bez sensu. Lilianna była kobietą, która nienawidziła zdrady. Wiesz doskonale, że jeśli byś tego nie powstrzymał, ona by sobie tego nie potrafiła wybaczyć.... Może i była pijana, a ty byś wykorzystał tylko sytuacje. Zbyt wiele dla ciebie znaczyła byś tak się zachowywał. Po za tym nawet jeśli była w pełni świadoma tego co robi, to był to dowód, że to musi się skończyć. Nie potrafiliście być już przyjaciółmi, za bardzo was do siebie ciągnęło.
- Dzień dobry. - wszedłeś do wnętrza i cmoknąłeś Lilkę w policzek. Mimowolnie się uśmiechnęła na twój widok.
- Część. Zrobię Ci kawę. - podniosła się ze swojego miejsca i wstawiła wodę - Pamiętam, że nie znosisz kawy z ekspresu. - uśmiechnęła do ciebie, wyciągnęła z szafki twój kubek i wsypała dwie łyżeczki brązowego proszku.
- Lili... - stanąłeś tuż za nią....
- Zaraz ci zaparzę. Co zjesz na śniadanie, jajecznica, omlety, tosty? - zaczęła wyliczać i szukać potrzebnych artykułów spożywczych. Otwierała kolejne szafki, a ręce jej strasznie drżały. Westchnąłeś cicho.
- Lili. - powtórzyłeś cicho, złapałeś ją delikatnie w pasie i odwróciłeś ją w swoją stronę. Widziałeś, że w jej oczach lśniły łzy. Tak bardzo było ci jej szkoda. Gdybyś mógł, przyjął byś jej cierpienie na siebie i tak twoje życie traci większy sens.... Ona przynajmniej była by szczęśliwa. - Uspokój się...
- Jak mam być spokojna? Za kilka chwil wyjdę z twojego mieszkania i z twojego życia. Na zawsze. Nigdy nie będę mogła cię poczuć, dotknąć twojego policzka jak teraz. - przymknąłeś powieki czując ciepło jej dłoni na swojej twarzy. Naprawdę nie wiesz jak długo jeszcze dasz radę trzymać ją na dystans.
- Tak będzie lepiej... - powiedziałeś cicho, ale tak naprawdę wcale w to nie wierzyłeś. Chciałeś ją zatrzymać, zamknąć w swoich ramionach i nigdzie nie wypuszczać.
- Gdyby wczoraj to się stało, nie żałowałabym. Żałowałabym jedynie tego, że to mogłoby cię zranić...- uśmiechnęła się do ciebie smutno - Nie mogę żałować żadnej chwili przy tobie, żadnej sekundy.... Szkoda mi tylko tych momentów, w których mnie przy tobie nie było. Teraz widzę jak bardzo były cenne. - chciałeś już coś powiedzieć, ale przerwał wam gwiżdżący czajnik. Lilianna szybko się odwróciła i zaparzyła twoją kawę.
- Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo bym chciał, by to się wydarzyło. Ale nawet jeśli byś nie żałowała, nie potrafiłabyś sobie wybaczyć. Ty nie potrafisz być kobietą zdradzającą. - powiedziałeś wodząc za nią wzrokiem. Opadła bezradnie na krzesło.
- A co teraz robię? Czy każdy nasz pocałunek nie jest zdradą? Czy każdy mój uśmiech lub spojrzenie w twoją stronę, to nie zdrada? Na Ludwika tak nie patrzę i nigdy nie spojrzę mimo, że jest moim mężem. - westchnęła - Dobra, nie ważne... Pójdę się przebrać, za nie całe dwie godziny mam autobus. - odprowadziłeś ją wzrokiem. Nie miałeś już w sobie siły, chciałeś ją zatrzymać, ale co ty mogłeś. Wiedziałeś, że to was zamęczy. Lilka też to wiedziała. Bałeś się przyszłości. Nie wiesz jak to będzie bez niej. Nie wiesz jak to będzie, gdy nie będziesz mógł do niej zadzwonić, gdy nie będziesz mógł ujrzeć jej uśmiechu, poczuć jej zapachu. Przecież ty bez niej zwariujesz!
- Naprawdę musisz już iść? - spytałeś, gdy pojawiła się w drzwiach z niewielką torbą podróżną. Chciałeś spędzić z nią jeszcze kilka chwil...
- Wiesz, że im szybciej wyjdę, tym łatwiej będzie nam to zrobić. - powiedziała cicho i zaczęła zakładać płaszcz. Stałeś bezradnie oparty o futrynę i patrzyłeś na to jak się ubiera. - Żegnaj Kamil. - uśmiechnęła się blado, wiedziałeś, że robi to tylko po to, by ukryć łzy... Wzięła swoją torbę i zamknęła drzwi. Stałeś osłupiały i wpatrywałeś się w brązowe drzwi. Jak możesz tak po prostu patrzeć jak ona odchodzi na zawsze? Natychmiast wybiegłeś z mieszkania.
- Lilka zaczekaj! - krzyknąłeś widząc jak wsiada do taksówki. Deszcz padał z nieba, a twoja koszulka coraz bardziej stawała się mokra. Nie dbałeś o to, że po tym zaraz się przeziębisz. Ważne było to, by na chwilę ją mieć przy sobie.
- Kamil? Ale co ty.... A gdzie masz choćby bluzę, jesteś w samej koszulce.... Przeziębisz się.. Zapomniałam czegoś? - pytała zdezorientowana.
- Tak. - powiedział przyciągając ją do siebie. - Tego. - zatopiłeś się w jej ustach. W swój pocałunek starałeś się włożyć wszystkie swoje uczucia, wszystko to co wtedy czułeś. Chciałeś by go zapamiętała już na zawsze, po przecież całujesz ją po raz ostatni. Chciałeś, by pojęła jak bardzo ją kochasz, bo kochasz i to jak wariat. Poczułeś jak zaplotła dłonie w twoje włosy, pogłębiłeś tylko pocałunek, przyciskając ją bardziej do siebie.
- Ale... - wydukała próbując unormować swój oddech, gdy tylko się od niej oderwałeś. Przytuliłeś swoje czoło do jej czoła i patrzyłeś w jej oczy.
- Kocham cię Lili, tak bardzo cię kocham. - być może byłeś największym kretynem na świecie. Być może robiłeś największy błąd w swoim życiu, ale ona musiała to wiedzieć. - I pamiętaj, wszystko co robię, robię dla ciebie. Ty jesteś wszystkim, nie ważne gdzie nas los poniesie. Nie ważne z kim i gdzie będziemy, moje uczucia do ciebie się nie zmienią. Rozumiesz? Skradłaś moje serce, jeszcze 11 lat temu w Andrychowskim parku. Obiecuje ci, że jeśli stanie się tak, że los nam da drugą szansę, nie odpuszczę..... - patrzyła na ciebie z niedowierzaniem i nie mogła wypowiedzieć choćby słowa.
- Kamil... Ja też...
- Nie mów. Proszę, jeśli usłyszę to od ciebie, nie będę w stanie cię wypuścić ze swoich rąk. - powiedziałeś odsuwając się od niej.. - Proszę idź już...
- Jak mam teraz iść? - spytała patrząc ci w oczy.
- Normalnie. Chciałem, żebyś wiedziała, ile dla mnie znaczysz. Wiem, że ja dla ciebie też wiele znaczę nie musisz tego mówić. - wbiła wzrok w chodnik. Wiedziałeś, że teraz musicie się już rozstać. Tak naprawdę.
- Niech będzie jak chcesz. - westchnęła i delikatnie musnęła twoje usta. - Do widzenia Kamil.
Odjechała. Miała zniknąć z twojego życia. Miałeś zostać sam, a Lilianna miała być tylko pięknym wspomnieniem. Nie wiesz jak sobie poradzisz bez niej, boisz się tego co się z tobą stanie. Przecież twoje życie bez niej nie ma sensu. Ona jest twoim całym życiem i tego nic nie jest w stanie zmienić.
***
Łzy są takie proste. Wyrażają smutek i nieszczęście, a to,
co ja teraz czuję jest zbyt głębokie, zbyt nieludzkie.
Przez moje ciało przetacza się huragan, wyrywa drzewa z korzeniami, przewraca słupy wysokiego napięcia, niszczy domy, przekonując mnie z uśmiechem, że to przecież nic takiego, że potrafię dać sobie z tym radę.
Przez moje ciało przetacza się huragan, wyrywa drzewa z korzeniami, przewraca słupy wysokiego napięcia, niszczy domy, przekonując mnie z uśmiechem, że to przecież nic takiego, że potrafię dać sobie z tym radę.
***
Deszcz lał z nieba, a niewielkie krople powoli ściekały po mokrych dworcowych szybach, podobnie jak łzy po twoim policzku. Siedziałaś skulona na ławce i cicho pociągałaś nosem. W głowie cały czas szumiały ci jego słowa. On cie kocha, a ty zwyczajnie zaprzepaściłaś szansę na waszą miłość. Wszystko zniszczyłaś jednym słowem. Jednym tak, wypowiedzianym pewnego majowego popołudnia. Jak mogłaś być tak głupia, jak mogłaś nie widzieć uczucia Kamila. Dlaczego nigdy nie powiedziałaś mu, kim tak naprawdę dla ciebie jest? Teraz moglibyście być naprawdę szczęśliwi. Spojrzałaś na zegarek, miałaś jeszcze godzinę. Godzinę głupiego czekania na autobus, który będzie się wlókł przez pół Polski, a ty będziesz musiała być dobrą żoną. W co ty się wpakowałaś. Miałaś ochotę wszystko zostawić i wrócić do mieszkania Kamila, znowu wtulić się w jego ramiona, bo tylko tam czujesz się bezpiecznie. Niestety, musisz ponieść konsekwencję swoich wyborów i o nim zapomnieć. Tylko jak? Jak masz zapomnieć o kimś, kto jest dla ciebie tak ważny? Jak masz zapomnieć o kimś, kto stanowi część ciebie. Przyciągnęłaś nogi do siebie i oparłaś brodę na kolanach i pozwoliłaś by łzy nadal spadały po twoich policzkach.
- Lilianna? - usłyszałaś i podniosłaś głowę. Twoim oczom ukazała się Weronika, która zaskoczona mierzyła cię wzrokiem. - Coś się stało?
- Nie powinnaś być w Będzinie? - odpowiedziałaś pytaniem na pytanie.
- Powinnam, ale trochę mi się plany pozmieniały.- przez jej twarz przemknął uśmiech. Byłaś pewna, że to ma związek z Włodarczykiem. - Mniejsza z tym. Powiedz mi co się stało.
- Nic. - wzruszyłaś ramionami i zrzuciłaś nogi z ławki. Weronika usiadła obok ciebie i zmierzyła cię wzrokiem.
- Nie powiedziałabym. Jesteś strasznie blada i na pewno bez powodu nie płaczesz. - stwierdziła, westchnęłaś i spojrzałaś przed siebie. Nie wiesz czy Weronika, to odpowiednia osoba do takich zwierzeń. Z drugiej strony nie miałaś nawet z kim o tym pogadać. Wojtek to najchętniej zawróciłby cie i zamknął w jednym pokoju z Kamilem, aż w końcu coś do was dotrze. A to wszystko nie było takie proste, jak mu się wydawało. Tylko Weronika znała doskonale waszą sytuacje.
- Chyba zaraz ci odjedzie autobus. - stwierdziłaś, słysząc jak pani przez głośnik zapowiada kolejny odjazd.
- Pojadę następnym. Nie zostawię cię samej w takim stanie. Chodź, tutaj niedaleko jest kawiarnia, może nie jest to jakieś super miejsce, ale mają dobrą herbatę. - uśmiechnęła się i pociągnęła cię za sobą. Musisz przyznać, że momentami ci przypominała Wojtka. On też zawsze cię ciągał nie wiadomo którędy, gdy chciał byś mu powiedziała co cię trapi.
- Chodzi o Kamila. - powiedziałaś wpatrując się w filiżankę z gorącą herbatą - Rozstaliśmy się, o ile możną tak powiedzieć.
- Co?! - krzyknęła zaskoczona - Ale wczoraj...
- Wczoraj wydarzyło się za dużo. Kamil doszedł do wniosku, że będzie lepiej jak się rozejdziemy i nie będziemy mieli kontaktu. - mówiłaś nawet nie patrząc na blondynkę. Dalej nie wiedziałaś, czy dobrze robisz. Ale musiałaś z kimś o tym porozmawiać.
- Kretyn. - mruknęła opierając się o swoje krzesło. Uśmiechnęłaś się pod nosem mimowolnie. Jesteś niemal pewna, że gdyby Włodarczyk siedział na przeciw ciebie, zareagowałby identycznie. Jego obecność się wszystkim udziela. Ciekawi cię, kiedy ci się przyzna, jak wiele dla niego znaczy Weronika.
- Myślę, że on ma racje. My nie potrafimy być przyjaciółmi. Jeszcze rok temu, potrafiliśmy, ale teraz.... Pozwoliliśmy by to wszystko poszło za daleko. Tylko, że ja nie wiem co dalej. Nie wiem, czy potrafię bez niego normalnie funkcjonować. W dodatku... - zatrzymałaś się na moment i spojrzałaś na swoją rozmówczynie - Nie wiem, czy powinnam ci o tym mówić.
- Może myślisz, że chce ci odebrać Kamila, ale tak nie jest. On jest wyjątkowym facetem i zawsze będzie dla mnie ważny, ale wiem, że on należy do ciebie. I nigdy nie spojrzy na mnie, tak jak patrzy na ciebie, dlatego chce tylko, by był szczęśliwy. A ty możesz mu to szczęście dać. - patrzyłaś na nią zaskoczona. Jej naprawdę zależało na Kamilu i w tamtym momencie, naprawdę podziwiałaś Weronikę. Siedziała spokojnie i słuchała o twoich problemach z Kwasem, podczas gdy sama była w nim zakochana i na pewno to wszystko była dla niej też trudne.
- Na razie daje mu tylko cierpienie. On mnie kocha, a ja niczego nie mogę mu już zaoferować. To ja jestem wszystkiemu winna. Zniszczyłam nas... - zamrugałaś szybko oczami, by ponownie się nie rozpłakać.
- Trzeba coś z tym zrobić. - blondynka się podparła na stoliku i na chwilę zamyśliła - Mam dla ciebie propozycję. Wydaje mi się, że powinnaś dać sobie trochę czasu. Wrócisz dzisiaj do Warszawy i zapomnisz o Kamilu, tak jak tego chciał. Będziesz się starała być wspaniałą żoną, tak jakby Kwasu w o ogóle nie istniał.
- Ale... - chciałaś jej przerwać. Jak to Kwasu ma nie istnieć?! Chyba zaczynasz żałować, że jej to powiedziałaś.
-Wiem co myślisz, dlatego daj mi dokończyć. Mamy listopad, poczekaj do końca roku i do tego czasu staraj się tworzyć szczęśliwą rodzinę ze swoim mężem. Jeśli ci się nie uda być szczęśliwą z Ludwikiem przez te dwa miesiące, nie uda ci się już nigdy. Nie dlatego, że nie chcesz, ale dlatego, że zbyt mocno kochasz Kamila. Niech to będzie test dla siebie samej, żebyś potem nie żałowała już żadnej decyzji. W momencie, gdy nie będziesz potrafiła być szczęśliwa przy Ludwiku, złóż papiery rozwodowe. - słuchając Weroniki, musisz przyznać, że byłaś pod wrażeniem. Miała chyba rację. Spróbujesz pójść za jej radą. Jeśli nie zdołasz już być z Ludwikiem, będziesz męczyć nie tylko siebie, ale i jego.
- Dziękuję - powiedziałaś spoglądając na swoją towarzyszkę. - Naprawdę, bardzo mi tym pomogłaś. - uśmiechnęłaś się do blondynki. Nie sądziłaś, że Werka może ci pomóc, patrząc teraz na nią, możesz śmiało stwierdzić, że się nawet zaprzyjaźnicie
- Nie ma za co. Mam nadzieję, że podejmiesz właściwą decyzje. - stwierdziła puszczając ci oczko.
- Muszę już lecieć. - stwierdziłaś zerkając na zegarek i wstałaś z miejsca, żegnając się z Weroniką. Już miałaś odejść, jednak zatrzymałaś się na moment i odwróciłaś w jej stronę. - Wojtek to fajny chłopak. On też może być dobrym wyborem, wszystko zależy od ciebie. Pozdrów go ode mnie. - patrzyła na ciebie zaskoczona, a ty tylko się uśmiechnęłaś i ruszyłaś w stronę dworca, nim zdążyła ci cokolwiek odpowiedzieć. Niech wie, że się wszystkiego domyślasz. Naprawdę masz nadzieję, że blondynką w końcu odwzajemni jego uczucie, a on stanie najszczęśliwszym facetem na ziemi. Może i tego nie mówi, ale gołym okiem widać jak bardzo chce sprawić, by spojrzała na niego trochę inaczej, by poczuła to co on. Znasz go doskonale i wiesz, że tak łatwo nie odpuści. A teraz ty musisz w końcu coś uporządkować. Musisz sobie poukładać życie i zastanowić się co dalej. Choć podświadomie czujesz, że jednak nie będziesz potrafiła już być dobrą żoną, jeszcze rok temu miałabyś inne zdanie na ten temat, ale teraz... Wszystko się zmieniło. Musisz w końcu swoją przyszłość wziąć swoje ręce.
***
Czuję, że z każdą chwilą zakochuję się w nim coraz bardziej.
Boję się tego. Nie można odczuwać emocji z taką siłą, która jest zdolna zmieść mnie
z powierzchni ziemi.
***
Po wygranym meczu z MKS-em wyszedłeś z hali zarzucając sportową torbę na ramie i wesoło nuciłeś jedną z piosenek. Wszystko dzisiaj szło po twojej myśli. A dodatkowo cieszyła cię obecność Weroniki na trybunach. Doskonale pamiętasz ten moment po meczu, gdy wszyscy udawali się do swoich znajomych, a ty mogłeś podejść do niej siedzącej na trybunach i mocno ją przytulić. Chciałbyś, żeby tak już było zawsze... By zawsze już cię wspierała na meczach, ale nie jako przyjaciółka, tylko ktoś więcej. Uśmiechnąłeś się szeroko widząc blondynkę, która opatuliła się grubym czerwonym szalem i czekała na ciebie siedząc na drewnianej ławce przed halą.
- Mówiłem, żebyś czekała w środku. - przewróciłeś oczami. Zastanawiasz się czasami po kim ona jest taka uparta. Poznałeś jej rodziców, gdy grałeś w BBTS-ie i to całkiem sympatyczni i ugodowi ludzie.
- Musiałam trochę pomyśleć, a świeże powietrze dobrze mi zrobiło. - westchnęła. Przyjrzałeś jej się dokładnie, ewidentnie coś ją trapiło.
- Coś się stało? - spytałeś mierząc ją wzrokiem i usiadłeś obok niej na ławce. Ona zmarszczyła brwi patrząc na ciebie.
- Powiedz mi, czy mówiłeś coś o nas Lilce? - odpowiedziała ci pytaniem na pytanie. Popatrzyłeś na nią zaskoczony i zacząłeś w głowie szukać takiego momentu, jednak nic ci się takiego nie przypominało.
- To jesteśmy jacyś my? - uśmiechnąłeś cwaniacko w jej stronę. Tym razem to ona przewróciła oczami.
- Czy ty zawsze musisz łapać mnie za słówka Włodarczyk? - podparła się pod boki, czym szczerze cię rozśmieszyła.
- Dobra już nic nie mówię! - podniosłeś dłonie w obronnym geście. - Mówiłem jej jedynie, że cię lubię, nic więcej. - wzruszyłeś ramionami - A co widziałaś się z nią?
- Tak... - jej twarz nagle posmutniała - Jak jechałam tutaj, spotkałam ją zapłakaną na dworcu, bo rozstała się z Kamilem. Tak na zawsze - słysząc to oparłeś się bezradnie o ławkę i próbowałeś zrozumieć to co przed chwilą powiedziała ci Weronika.
- Ale jak to? - mruknąłeś patrząc przed siebie. Werka ci szybko opowiedziała, czego dowiedziała się od Lilki. Wysłuchałeś jej uważnie, a z każdym kolejnym słowem miałeś ochotę naprawdę strzelić w ten pusty łeb Kwasowskiemu. - Co za kretyn... - mruknąłeś uderzając się z otwartej dłoni w czoło - Czy on nie może tak po prostu zawalczyć o kobietę, którą kocha? Nie mam już do nich siły....
- Widocznie on też już nie ma siły Wojtek. - spojrzała na szary chodnik. Może miała trochę racji. Przecież ta historia z Lilką, naprawdę wykończyła Kamila psychicznie i doskonale o tym wiesz. Po za tym masz wrażenie, że tam wydarzyło się coś jeszcze, coś o czym Lilką nie powiedziała Weronice, coś do doprowadziło do tego, że Kamil zdobył się na taki krok. Przecież on by nie potrafił, tak po prostu jej od siebie odsunąć. Skierowałeś wzrok na zamyśloną blondynkę. Nie chciałeś tym się teraz zajmować, chciałeś spędzić jeszcze trochę czasu z nią.
- To co robimy? - spojrzała na ciebie zdezorientowana - Może pójdziemy gdzieś razem? Na przykład do...
- Nie. Ja muszę wracać do Bielska. Do Kamila. On na pewno jest w strasznym stanie. - powiedziała i poderwała się szybko z miejsca. Popatrzyłeś na nią smutno. Ty nigdy nie zajmiesz jego miejsca. Też się o niego martwisz, ale nawet gdy jest tu teraz z tobą, myśli o nim. Nigdy nie będziesz tak ważny dla niej jak on....Może powinieneś się teraz martwić o swoich przyjaciół, ale nie potrafiłeś. Było ci cholernie przykro, że zawsze musisz być tym drugim.
- Jak chcesz. - mruknąłeś. Wstałeś z miejsca biorąc swoja torbę i ruszyłeś w stronę klubowego autokaru.
- Włodarczyk... Przyjechałeś swoim samochodem. - usłyszałeś za plecami i zatrzymałeś się w pół kroku. Odwróciłeś się w stronę Weroniki, była wyraźne rozbawiona twoim zachowaniem.
- Może pojedziesz ze mną? - spytała z uśmiechem.
- Dlaczego? - dopytywałeś. Po co byłeś jej potrzebny, przecież będzie mogła być sam na sam z Kamilem....
- Bo Kamil też cię potrzebuje, bo jesteś jego najlepszym przyjacielem. I.. - zawiesiła na moment głos - I ja też chciałabym byś tam ze mną był. To co? - wyciągnęła dłoń w twoją stronę, patrzyłeś na nią przez dłuższą chwilę. Zaskoczyła cię, nie spodziewałeś się tego, że coś takiego powie... Może nie do końca jesteś na straconej pozycji Wojciechu?
- Jadę z tobą. - chwyciłeś mocno jej rękę.
- Wiesz co? Widzisz na prawdę wiele spraw. Ale nie potrafisz dostrzec jednej rzeczy Włodarczyk. - spojrzałeś na nią pytająco - Gdyby ciebie tutaj nie było, ja również bym tutaj się dzisiaj nie znajdowała. I jesteś naprawdę zabawny, gdy jesteś zazdrosny. - zaśmiała się pod nosem.
- Nie jestem zazdrosny. - mruknąłeś oburzony. Nie byłeś zazdrosny, niby dlaczego tak miało być? Chyba naprawdę już zmarzła, bo opowiada same głupoty.... Ruszyłeś w stronę parkingu, jednak nawet na moment nie puściłeś jej drobnej dłoni.
- Wmawiaj sobie wmawiaj. - prychnęła i zatrzymała się raptownie - Nie wiem czy powinnam ci to mówić, ale ty zmieniasz mój świat Wojtek. Nie mam pojęcia jak to robisz, ale dzięki tobie wszystko jest lepsze i naprawdę cieszę się, że jesteś. Dziękuję ci za to, że chcesz być cały czas przy mnie i przepraszam, jeśli czasami cię ranię. - patrzyłeś na nią, twoje oczy z każdym jej słowem robiły się coraz większe, a twoje serce coraz bardziej przyspieszało swój rytm. Wszystko w tobie wariowało słysząc tyle ciepłych słów...
- Wiem, że na wszystko potrzeba czasu. I zawsze będę przy tobie. - powiedziałeś i przygarnąłeś ją do siebie, mocno ogarniając ramionami jej drobne ciało. Wtuliła się w ciebie z ufnością. Teraz byłeś już w stu procentach pewny, zakochałeś się w tej drobnej blondynce, która zawsze miała wiele do powiedzenia. Nie potrafiłbyś już bez niej funkcjonować i musisz zawalczyć o jej miłość. Teraz ci pokazała, że naprawdę masz szansę.
________
Cześć wam! W końcu dokończyłam ten rozdział, a było strasznie ciężko się do tego zabrać. Nie za bardzo mi się on podoba, ale niestety moja wena jest na urlopie. :(
Miło mi ( albo i nie) poinformować, że do końca opowiadania, zostały 4 rozdziały! Już sobie to wyliczyłam. Oczywiście, dodatkowo napiszę jeszcze epilog. ;) I pożegnamy Lilkę, Kamila i Wojtka. :(
Miło mi ( albo i nie) poinformować, że do końca opowiadania, zostały 4 rozdziały! Już sobie to wyliczyłam. Oczywiście, dodatkowo napiszę jeszcze epilog. ;) I pożegnamy Lilkę, Kamila i Wojtka. :(
Zapraszam na 2 wpis na pamiętniku! >> kilka-kartek-z-pamietnika << Wszystko się tam powoli rozkręca! Obiecuje będzie częściej, bo kolejny rozdział już mam napisany. ;)
Co do komentowania na waszych blogach! Postaram się jakoś wrócić do systematycznego komentowania. Niby mam wakacje, ale jakoś tego nie czuje... I zaczynam marzyć o jednym dniu spędzonym w domu. :D
Dobra kończę, bo powinnam już wyjść godzinę temu, ale musiałam to do kończyć! <3
POZDRAWIAM !!!
POZDRAWIAM !!!
Paulka