czwartek, 13 lipca 2017

Poświęcenie szesnaste

5 komentarzy:
Obudził cię stukający o szyby listopadowy deszcz. Niechętnie otworzyłeś swoje oczy i rozejrzałeś po sypialni. Odruchowo  spojrzałeś na prawą stronę łóżka, jednak  leżała tam tylko śnieżno białą poduszka pachnąca Lilianną. Odsunąłeś kołdrę i postawiłeś nogi na chłodnych panelach.. Wstałeś powoli z łóżka i wyszedłeś z sypialni. Zatrzymałeś się przy wejściu do kuchni i obserwowałeś Liliannę. Siedziała na krześle w twojej koszuli  i otuliła się nią najmocniej jak tylko mogła. Wzrok miała utkwiony w oknie, na którym znajdowały się małe kropelki deszczu. Była tak bardzo piękna w potarganych rudych falach, w twojej koszuli. Marzyłeś o  takich prankach, nie pasował tu tylko jej smutek. Westchnęła i upiła łyk zimnej kawy.
- Co ja narobiłam? Przecież teraz.... Ja umrę bez ciebie Kwasowski. - powiedziała do siebie. Przymknąłeś powieki, tak bardzo ją raniłeś. Raniłeś ją i siebie. Ale to przecież dla waszego wspólnego dobra. Tak bardzo pragnąłeś mieć ją wczoraj tylko dla siebie, tak bardzo chciałeś zatopić się w jej wargach, chciałeś obdarować pocałunkami jej ciało, chciałeś stanowić z nią jedność. Jednak to wszystko było bez sensu. Lilianna była kobietą, która nienawidziła zdrady. Wiesz doskonale, że jeśli byś tego nie powstrzymał, ona by sobie tego nie potrafiła wybaczyć.... Może i była pijana, a ty byś wykorzystał tylko sytuacje. Zbyt wiele dla ciebie znaczyła byś tak się zachowywał. Po za tym nawet jeśli była w pełni świadoma tego co robi, to był to dowód, że to musi się skończyć. Nie potrafiliście być już przyjaciółmi, za bardzo was do siebie ciągnęło.
- Dzień dobry. - wszedłeś do wnętrza  i cmoknąłeś Lilkę w policzek. Mimowolnie się uśmiechnęła na twój widok.
- Część. Zrobię Ci kawę. - podniosła się  ze swojego miejsca  i wstawiła wodę - Pamiętam, że nie znosisz kawy z ekspresu. -  uśmiechnęła do ciebie, wyciągnęła z szafki twój kubek i wsypała dwie łyżeczki brązowego proszku.
- Lili... - stanąłeś tuż za nią....
- Zaraz ci zaparzę. Co zjesz na śniadanie, jajecznica, omlety, tosty? - zaczęła wyliczać i szukać potrzebnych artykułów spożywczych. Otwierała kolejne szafki, a ręce jej strasznie drżały. Westchnąłeś cicho.
- Lili. - powtórzyłeś cicho, złapałeś ją delikatnie w pasie i odwróciłeś ją w swoją stronę. Widziałeś, że w jej oczach lśniły łzy. Tak bardzo było ci jej szkoda. Gdybyś mógł, przyjął byś jej cierpienie na siebie i tak  twoje życie traci większy sens.... Ona przynajmniej była by szczęśliwa.  - Uspokój się...
- Jak mam być spokojna? Za kilka chwil wyjdę z twojego mieszkania i z twojego życia. Na zawsze. Nigdy nie będę mogła cię poczuć, dotknąć twojego policzka jak teraz. - przymknąłeś powieki czując ciepło jej dłoni na swojej twarzy. Naprawdę nie wiesz jak długo jeszcze dasz radę trzymać ją na dystans.
- Tak będzie lepiej... - powiedziałeś cicho, ale tak naprawdę wcale w to nie wierzyłeś. Chciałeś ją zatrzymać, zamknąć w swoich ramionach i nigdzie nie wypuszczać.
- Gdyby wczoraj to się stało, nie żałowałabym. Żałowałabym jedynie tego, że to mogłoby cię zranić...- uśmiechnęła się do ciebie smutno - Nie mogę żałować żadnej chwili przy tobie, żadnej sekundy.... Szkoda mi tylko tych momentów, w których mnie przy tobie nie było. Teraz widzę jak bardzo były cenne. - chciałeś już coś powiedzieć, ale przerwał wam gwiżdżący czajnik. Lilianna szybko się odwróciła i zaparzyła twoją kawę.
- Nawet sobie  nie wyobrażasz, jak bardzo bym chciał, by to się wydarzyło. Ale nawet jeśli byś nie żałowała, nie potrafiłabyś sobie wybaczyć. Ty nie potrafisz być kobietą zdradzającą. - powiedziałeś wodząc za nią wzrokiem. Opadła bezradnie na krzesło.
- A co teraz robię?  Czy każdy nasz pocałunek nie jest zdradą? Czy każdy mój uśmiech lub spojrzenie w twoją stronę, to nie zdrada? Na Ludwika tak nie patrzę i nigdy nie spojrzę mimo, że jest moim mężem. - westchnęła  - Dobra, nie ważne... Pójdę się przebrać, za nie całe dwie godziny mam autobus. - odprowadziłeś ją wzrokiem. Nie miałeś już w sobie siły, chciałeś ją zatrzymać, ale co ty mogłeś. Wiedziałeś, że to was zamęczy. Lilka też to wiedziała. Bałeś się przyszłości. Nie wiesz jak to będzie bez niej. Nie wiesz jak to będzie, gdy nie będziesz mógł do niej zadzwonić, gdy nie będziesz mógł ujrzeć jej uśmiechu, poczuć jej zapachu. Przecież ty bez niej zwariujesz!
- Naprawdę musisz już iść? - spytałeś, gdy pojawiła się w drzwiach z niewielką torbą podróżną. Chciałeś spędzić z nią jeszcze kilka chwil...
- Wiesz, że im szybciej wyjdę, tym łatwiej będzie nam to zrobić. - powiedziała cicho i zaczęła zakładać płaszcz. Stałeś bezradnie oparty o futrynę i patrzyłeś na to jak się ubiera. - Żegnaj Kamil. - uśmiechnęła się blado, wiedziałeś, że robi to tylko po to, by ukryć łzy... Wzięła swoją torbę i zamknęła drzwi. Stałeś osłupiały i wpatrywałeś się w brązowe drzwi. Jak możesz tak po prostu patrzeć jak ona odchodzi na zawsze? Natychmiast wybiegłeś z mieszkania.
- Lilka zaczekaj! - krzyknąłeś widząc jak wsiada do taksówki. Deszcz padał z nieba, a twoja koszulka coraz bardziej stawała się mokra. Nie dbałeś o to, że po tym zaraz się przeziębisz. Ważne było to, by na chwilę ją mieć przy sobie.
- Kamil? Ale co ty.... A gdzie masz choćby bluzę, jesteś w samej koszulce.... Przeziębisz się.. Zapomniałam czegoś? - pytała zdezorientowana.
- Tak. - powiedział przyciągając ją do siebie. - Tego. - zatopiłeś się w jej ustach.  W swój pocałunek starałeś się włożyć wszystkie swoje uczucia, wszystko to co wtedy czułeś. Chciałeś by go zapamiętała już na zawsze, po przecież całujesz ją po raz ostatni. Chciałeś, by pojęła jak bardzo ją kochasz, bo kochasz i to jak wariat.  Poczułeś jak zaplotła dłonie w twoje włosy, pogłębiłeś tylko pocałunek, przyciskając ją bardziej do siebie.
- Ale... -  wydukała próbując unormować swój oddech, gdy tylko się od niej oderwałeś. Przytuliłeś swoje czoło do jej czoła i patrzyłeś w jej oczy.
- Kocham cię Lili, tak bardzo cię kocham. - być może byłeś największym kretynem na świecie. Być może robiłeś największy błąd w swoim życiu, ale ona musiała to wiedzieć.  - I pamiętaj, wszystko co robię, robię dla ciebie. Ty jesteś wszystkim, nie ważne gdzie nas los poniesie. Nie ważne z kim i gdzie będziemy, moje uczucia do ciebie się nie zmienią. Rozumiesz? Skradłaś moje serce, jeszcze 11 lat temu w Andrychowskim parku. Obiecuje ci, że jeśli stanie się tak, że los nam da drugą szansę, nie odpuszczę.....  - patrzyła na ciebie z niedowierzaniem i nie mogła wypowiedzieć choćby słowa.
- Kamil... Ja też...
- Nie mów.  Proszę, jeśli usłyszę to od ciebie, nie będę w stanie cię wypuścić ze swoich rąk. - powiedziałeś odsuwając się od niej.. - Proszę idź już...
- Jak mam teraz iść? - spytała patrząc ci w oczy.
- Normalnie. Chciałem, żebyś wiedziała, ile dla mnie znaczysz. Wiem, że ja dla ciebie też wiele znaczę nie musisz tego mówić. -  wbiła wzrok w chodnik. Wiedziałeś, że teraz musicie się już rozstać. Tak naprawdę.
- Niech będzie jak chcesz. - westchnęła i delikatnie musnęła twoje usta. - Do widzenia Kamil.
Odjechała. Miała zniknąć z twojego życia. Miałeś zostać sam, a Lilianna miała być tylko pięknym wspomnieniem. Nie wiesz jak sobie poradzisz bez niej, boisz się tego co się  z tobą stanie. Przecież twoje życie bez niej nie ma sensu. Ona jest twoim całym życiem i tego nic nie jest w stanie zmienić.


***
Łzy są takie proste. Wyrażają smutek i nieszczęście, a to, co ja teraz czuję jest zbyt głębokie, zbyt nieludzkie.
Przez moje ciało przetacza się huragan, wyrywa drzewa z korzeniami, przewraca słupy wysokiego napięcia, niszczy domy, przekonując mnie z uśmiechem, że to przecież nic takiego, że potrafię dać sobie z tym radę.
***


Deszcz lał z nieba, a niewielkie krople powoli ściekały po mokrych dworcowych szybach, podobnie jak łzy po twoim policzku. Siedziałaś skulona na ławce i cicho pociągałaś nosem. W głowie cały czas szumiały ci jego słowa. On cie kocha, a ty zwyczajnie zaprzepaściłaś szansę na waszą miłość. Wszystko zniszczyłaś jednym słowem. Jednym tak, wypowiedzianym pewnego majowego popołudnia. Jak mogłaś być tak głupia, jak mogłaś nie widzieć uczucia Kamila. Dlaczego nigdy nie powiedziałaś mu, kim tak naprawdę  dla ciebie jest?  Teraz moglibyście być naprawdę szczęśliwi. Spojrzałaś na zegarek, miałaś jeszcze godzinę. Godzinę głupiego czekania na autobus, który będzie się wlókł przez pół Polski, a ty będziesz musiała być dobrą żoną. W co ty się wpakowałaś. Miałaś ochotę wszystko zostawić i wrócić do mieszkania Kamila, znowu wtulić się w jego ramiona, bo tylko tam czujesz się bezpiecznie. Niestety, musisz ponieść konsekwencję swoich wyborów i o nim zapomnieć. Tylko jak? Jak masz zapomnieć o kimś, kto jest dla ciebie tak ważny? Jak masz zapomnieć o kimś, kto stanowi część ciebie. Przyciągnęłaś nogi do siebie i oparłaś brodę na kolanach i pozwoliłaś by łzy nadal spadały po twoich policzkach.
- Lilianna? - usłyszałaś i podniosłaś głowę. Twoim oczom ukazała się Weronika, która zaskoczona mierzyła cię wzrokiem. - Coś się stało?
- Nie powinnaś być w Będzinie? - odpowiedziałaś pytaniem na pytanie.
- Powinnam, ale trochę mi się plany pozmieniały.- przez jej twarz przemknął uśmiech. Byłaś pewna, że to ma związek z Włodarczykiem. - Mniejsza z tym. Powiedz mi co się stało.
- Nic. - wzruszyłaś ramionami i zrzuciłaś nogi z ławki. Weronika usiadła obok ciebie i zmierzyła cię wzrokiem.
- Nie powiedziałabym. Jesteś strasznie blada i na pewno bez powodu nie płaczesz.  - stwierdziła, westchnęłaś i spojrzałaś przed siebie. Nie wiesz czy Weronika, to odpowiednia osoba do takich zwierzeń. Z drugiej strony nie miałaś nawet z kim o tym pogadać. Wojtek to najchętniej zawróciłby cie i zamknął w jednym pokoju z Kamilem, aż w końcu coś do was dotrze.  A to wszystko nie było takie proste, jak mu się wydawało. Tylko Weronika znała doskonale waszą sytuacje.
- Chyba zaraz ci odjedzie autobus. - stwierdziłaś, słysząc jak pani przez głośnik zapowiada kolejny odjazd.
- Pojadę następnym. Nie zostawię cię samej w takim stanie. Chodź, tutaj niedaleko jest kawiarnia, może nie jest to jakieś super miejsce, ale mają dobrą herbatę. - uśmiechnęła się i pociągnęła cię za sobą. Musisz przyznać, że momentami ci przypominała Wojtka. On też zawsze cię ciągał nie wiadomo którędy, gdy chciał byś mu powiedziała co cię trapi.
- Chodzi o Kamila. - powiedziałaś wpatrując się w filiżankę z gorącą herbatą - Rozstaliśmy się, o ile możną tak powiedzieć.
- Co?! - krzyknęła zaskoczona - Ale wczoraj...
- Wczoraj wydarzyło się za dużo. Kamil doszedł do wniosku, że będzie lepiej jak się rozejdziemy i nie będziemy mieli kontaktu. - mówiłaś nawet nie patrząc na blondynkę. Dalej nie wiedziałaś, czy dobrze robisz. Ale musiałaś z kimś o tym porozmawiać.
- Kretyn. - mruknęła opierając się o swoje krzesło. Uśmiechnęłaś się pod nosem mimowolnie. Jesteś niemal pewna, że gdyby Włodarczyk siedział na przeciw ciebie, zareagowałby identycznie. Jego obecność się wszystkim udziela. Ciekawi cię, kiedy ci się przyzna, jak wiele dla niego znaczy Weronika.
- Myślę, że on ma racje. My nie potrafimy być przyjaciółmi. Jeszcze rok temu, potrafiliśmy, ale teraz.... Pozwoliliśmy by to wszystko poszło za daleko.  Tylko, że ja nie wiem co dalej. Nie wiem, czy potrafię bez niego normalnie funkcjonować. W dodatku... - zatrzymałaś się na moment i spojrzałaś na swoją rozmówczynie  - Nie wiem, czy powinnam ci o tym mówić.
- Może myślisz, że chce ci odebrać Kamila, ale tak nie jest. On jest wyjątkowym facetem i zawsze będzie dla mnie ważny, ale wiem, że on należy do ciebie. I nigdy nie spojrzy na mnie, tak jak patrzy na ciebie, dlatego chce tylko,  by był szczęśliwy. A ty możesz mu to szczęście dać. - patrzyłaś na nią zaskoczona. Jej naprawdę zależało na Kamilu i w tamtym momencie, naprawdę podziwiałaś Weronikę. Siedziała spokojnie  i słuchała o twoich problemach z Kwasem, podczas gdy sama była w nim zakochana i na pewno to wszystko była dla niej też trudne.
- Na razie daje mu tylko cierpienie. On mnie kocha, a ja niczego nie mogę mu już zaoferować. To ja jestem wszystkiemu winna. Zniszczyłam nas... -  zamrugałaś szybko oczami, by ponownie się nie rozpłakać.
- Trzeba coś z tym zrobić. - blondynka się podparła na stoliku i na chwilę zamyśliła - Mam dla ciebie propozycję. Wydaje mi się, że powinnaś dać sobie trochę czasu. Wrócisz dzisiaj do Warszawy i zapomnisz o Kamilu, tak jak tego chciał. Będziesz się starała być wspaniałą żoną, tak jakby Kwasu w o ogóle nie istniał.
- Ale... - chciałaś  jej przerwać. Jak to Kwasu ma nie istnieć?! Chyba zaczynasz żałować, że jej to powiedziałaś.
-Wiem co myślisz, dlatego daj mi dokończyć. Mamy listopad, poczekaj do końca roku i do tego czasu  staraj się tworzyć szczęśliwą rodzinę ze swoim mężem. Jeśli ci się nie uda być szczęśliwą z Ludwikiem przez te dwa miesiące, nie uda ci się już nigdy. Nie dlatego, że nie chcesz, ale dlatego, że zbyt mocno kochasz Kamila. Niech to będzie test dla siebie samej, żebyś potem nie żałowała już żadnej decyzji. W momencie, gdy nie będziesz potrafiła być szczęśliwa przy Ludwiku, złóż papiery rozwodowe. - słuchając Weroniki, musisz przyznać, że byłaś pod wrażeniem. Miała  chyba rację. Spróbujesz pójść za jej radą. Jeśli nie zdołasz już być z Ludwikiem, będziesz męczyć nie tylko siebie, ale i jego.
- Dziękuję - powiedziałaś spoglądając na swoją towarzyszkę. - Naprawdę, bardzo mi tym pomogłaś. - uśmiechnęłaś się do blondynki. Nie sądziłaś, że Werka może ci pomóc, patrząc teraz na nią, możesz śmiało stwierdzić, że się nawet zaprzyjaźnicie
- Nie ma za co. Mam nadzieję, że podejmiesz właściwą decyzje. - stwierdziła puszczając ci oczko.
- Muszę już lecieć. - stwierdziłaś zerkając na zegarek i wstałaś z miejsca, żegnając się z Weroniką. Już miałaś odejść, jednak zatrzymałaś się na moment i odwróciłaś w jej stronę. - Wojtek to fajny chłopak. On też może być dobrym wyborem,  wszystko zależy od ciebie. Pozdrów go ode mnie. - patrzyła na ciebie zaskoczona, a ty tylko się uśmiechnęłaś i ruszyłaś w stronę dworca, nim zdążyła ci cokolwiek odpowiedzieć. Niech wie, że się wszystkiego domyślasz. Naprawdę masz nadzieję, że blondynką w końcu odwzajemni jego uczucie, a on stanie najszczęśliwszym facetem na ziemi. Może i tego nie mówi, ale gołym okiem widać jak bardzo chce sprawić, by spojrzała na niego trochę inaczej, by poczuła to co on. Znasz go doskonale  i wiesz, że tak łatwo nie odpuści. A teraz ty musisz w końcu coś uporządkować. Musisz sobie poukładać życie i zastanowić się co dalej.  Choć podświadomie czujesz, że jednak nie będziesz potrafiła już być dobrą żoną, jeszcze rok temu miałabyś inne zdanie na ten temat, ale teraz... Wszystko się zmieniło.  Musisz w końcu swoją przyszłość wziąć swoje ręce. 



***
Czuję, że z każdą chwilą zakochuję się w nim coraz bardziej. Boję się tego. Nie można odczuwać emocji z taką siłą, która jest zdolna zmieść mnie z powierzchni ziemi.
***



Po wygranym meczu z MKS-em wyszedłeś z hali zarzucając sportową torbę na ramie  i wesoło nuciłeś jedną z piosenek. Wszystko dzisiaj szło po twojej myśli. A dodatkowo cieszyła cię obecność Weroniki na trybunach. Doskonale pamiętasz ten moment po meczu,  gdy wszyscy udawali się do swoich znajomych, a ty mogłeś podejść do niej siedzącej na trybunach i mocno ją przytulić. Chciałbyś, żeby tak już było zawsze... By zawsze już cię wspierała na meczach, ale nie jako przyjaciółka, tylko ktoś więcej.  Uśmiechnąłeś się szeroko widząc blondynkę, która opatuliła się grubym czerwonym szalem i czekała na ciebie siedząc na drewnianej ławce przed halą.
- Mówiłem, żebyś czekała w środku. - przewróciłeś oczami. Zastanawiasz się czasami po kim ona jest taka uparta. Poznałeś jej rodziców, gdy grałeś w BBTS-ie i to całkiem sympatyczni i ugodowi ludzie. 
- Musiałam trochę pomyśleć, a świeże powietrze dobrze mi zrobiło. - westchnęła. Przyjrzałeś jej się dokładnie, ewidentnie coś ją trapiło. 
- Coś się stało? - spytałeś mierząc ją wzrokiem i usiadłeś obok niej na ławce. Ona zmarszczyła brwi patrząc na ciebie. 
- Powiedz mi, czy mówiłeś coś o nas Lilce? - odpowiedziała ci pytaniem na pytanie. Popatrzyłeś na nią zaskoczony i zacząłeś w głowie szukać takiego momentu, jednak nic  ci się takiego nie przypominało. 
- To jesteśmy jacyś my? - uśmiechnąłeś cwaniacko w jej stronę. Tym razem to ona przewróciła oczami. 
- Czy ty zawsze musisz łapać mnie za słówka Włodarczyk? - podparła się pod boki, czym szczerze cię rozśmieszyła. 
- Dobra już nic nie mówię! - podniosłeś dłonie w obronnym geście. - Mówiłem jej jedynie, że cię lubię, nic więcej. - wzruszyłeś ramionami - A co widziałaś się z nią? 
- Tak... - jej twarz nagle posmutniała - Jak jechałam tutaj, spotkałam ją zapłakaną na dworcu, bo rozstała się z Kamilem. Tak na zawsze - słysząc to oparłeś się bezradnie o ławkę i próbowałeś zrozumieć to co przed chwilą powiedziała ci Weronika.
- Ale jak to? - mruknąłeś patrząc przed siebie. Werka ci szybko opowiedziała, czego dowiedziała się od Lilki. Wysłuchałeś jej uważnie, a z każdym kolejnym słowem miałeś ochotę naprawdę strzelić w ten pusty łeb Kwasowskiemu. - Co za kretyn... - mruknąłeś uderzając się z otwartej dłoni w czoło - Czy on nie może tak po prostu zawalczyć o kobietę, którą kocha? Nie mam już do nich siły.... 
- Widocznie on też już nie ma siły Wojtek. - spojrzała na szary chodnik. Może miała trochę racji. Przecież ta historia z Lilką, naprawdę wykończyła Kamila psychicznie i doskonale o tym wiesz. Po za tym masz wrażenie, że tam wydarzyło się coś jeszcze, coś o czym Lilką nie powiedziała Weronice, coś do doprowadziło do tego, że Kamil zdobył się na taki krok. Przecież on by nie potrafił, tak po prostu jej od siebie odsunąć. Skierowałeś wzrok na zamyśloną blondynkę. Nie chciałeś tym się teraz zajmować, chciałeś spędzić jeszcze trochę czasu z nią. 
- To co robimy? - spojrzała na ciebie zdezorientowana - Może pójdziemy gdzieś razem? Na przykład do... 
- Nie. Ja muszę wracać do Bielska. Do Kamila. On na pewno jest w strasznym stanie. - powiedziała i poderwała się szybko z miejsca. Popatrzyłeś na nią smutno. Ty nigdy nie zajmiesz jego miejsca. Też się o niego martwisz, ale nawet gdy jest tu teraz z tobą, myśli o nim. Nigdy nie będziesz tak ważny dla niej jak on....Może powinieneś się teraz martwić o swoich przyjaciół, ale nie potrafiłeś. Było ci cholernie przykro, że zawsze musisz być tym drugim. 
- Jak chcesz. - mruknąłeś. Wstałeś z miejsca biorąc swoja torbę i ruszyłeś w stronę klubowego autokaru. 
- Włodarczyk... Przyjechałeś swoim samochodem. - usłyszałeś za plecami i zatrzymałeś się w pół kroku. Odwróciłeś się w stronę Weroniki, była wyraźne rozbawiona twoim zachowaniem. 
- Może pojedziesz ze mną? - spytała z uśmiechem.
- Dlaczego? - dopytywałeś. Po co byłeś jej potrzebny, przecież będzie mogła być sam na sam z Kamilem.... 
- Bo Kamil też cię potrzebuje, bo jesteś jego najlepszym przyjacielem. I.. - zawiesiła na moment głos - I ja też chciałabym byś tam ze mną był. To co? - wyciągnęła dłoń w twoją stronę, patrzyłeś na nią przez dłuższą chwilę. Zaskoczyła cię, nie spodziewałeś się tego, że coś takiego powie... Może nie do końca jesteś na straconej pozycji Wojciechu? 


-  Jadę z tobą. - chwyciłeś mocno jej rękę.
- Wiesz co? Widzisz na prawdę wiele spraw. Ale nie potrafisz dostrzec jednej rzeczy Włodarczyk. - spojrzałeś na nią pytająco - Gdyby ciebie tutaj nie było, ja również bym tutaj się dzisiaj nie znajdowała. I jesteś naprawdę zabawny, gdy jesteś zazdrosny. - zaśmiała się pod nosem. 
- Nie jestem zazdrosny. - mruknąłeś oburzony. Nie byłeś zazdrosny, niby dlaczego tak miało być?  Chyba naprawdę już zmarzła, bo opowiada same głupoty.... Ruszyłeś w stronę parkingu, jednak nawet na moment nie puściłeś jej drobnej dłoni. 
- Wmawiaj sobie wmawiaj. - prychnęła  i zatrzymała się raptownie - Nie wiem czy powinnam  ci to mówić, ale ty zmieniasz mój świat Wojtek. Nie mam pojęcia jak to robisz, ale dzięki tobie wszystko jest lepsze i naprawdę cieszę się, że jesteś. Dziękuję ci za to, że chcesz być cały czas przy mnie i przepraszam, jeśli czasami cię ranię. - patrzyłeś na nią,  twoje oczy z każdym  jej słowem robiły się coraz większe, a twoje serce  coraz bardziej przyspieszało swój rytm. Wszystko w tobie wariowało słysząc tyle ciepłych słów...
- Wiem, że na wszystko potrzeba czasu. I zawsze będę przy tobie. - powiedziałeś i przygarnąłeś ją do siebie, mocno ogarniając ramionami jej drobne ciało. Wtuliła się w ciebie z ufnością. Teraz byłeś już w stu procentach pewny, zakochałeś się w tej drobnej blondynce, która zawsze miała wiele do powiedzenia.  Nie potrafiłbyś już bez niej funkcjonować i musisz zawalczyć o jej miłość. Teraz ci pokazała, że naprawdę masz szansę. 


________


Cześć wam! W końcu dokończyłam ten rozdział, a było strasznie ciężko się do tego zabrać. Nie za bardzo mi się on podoba, ale niestety moja wena jest na urlopie. :(
Miło mi ( albo i nie) poinformować, że  do końca opowiadania, zostały 4 rozdziały! Już sobie to wyliczyłam. Oczywiście, dodatkowo napiszę jeszcze epilog. ;) I pożegnamy Lilkę, Kamila i Wojtka.  :(

 
Zapraszam na 2 wpis na pamiętniku! >> kilka-kartek-z-pamietnika << Wszystko się tam powoli rozkręca! Obiecuje będzie częściej, bo kolejny rozdział już mam napisany. ;)

Co do komentowania na waszych blogach! Postaram się jakoś wrócić do systematycznego komentowania. Niby mam wakacje, ale jakoś tego nie czuje... I zaczynam marzyć o jednym dniu spędzonym w domu. :D 

Dobra kończę, bo powinnam już wyjść  godzinę temu, ale musiałam to do kończyć!  <3

POZDRAWIAM !!!
Paulka

czwartek, 1 czerwca 2017

Poświęcenie piętnaste

4 komentarze:
W listopadowy wieczór siedziałeś  w kwadracie dla rezerwowych w hali pod Dębowcem i obserwowałeś poczynania swoich kolegów. Byleś wściekły! Siatkówka była twoją odskocznią od tego całego świata. Gdy chodziłeś na treningi, gdy grałeś mecze nie myślałeś jak bardzo rozpada się teraz twoje życie, tylko dzięki niej zbierałeś się do kupy. A teraz ta cholerna kontuzja wyeliminowała cię na dłuższy okres czasu z grania i to akurat wtedy, gdy byłeś w dobrej dyspozycji. Wszystko ci się tylko komplikowało. Poderwałeś się z miejsca patrząc na ostatnie piłki tie breaka.. Mimo tego, że chłopaki się starali przegrali z Effectorem do 12. A ty nie mogłeś nawet im pomóc... Podszedłeś do nich, by  pożegnać się po meczu z Kielczanami.  Ludzie powoli zaczęli się rozchodzić do domów, część zawodników poszła do szatni. Już miałeś udać się w ich ślady, gdy nagle zatrzymał cię głos Przemka.
- No nie wierzę! Lilka?!- słysząc jej imię natychmiast się odwróciłeś i spojrzałeś w tamtym kierunku. To ona... Przyjechała... Nie wierzyłeś własnym oczom, stała tam w ciepłym szarym swetrze,  i rozmawiała z Weroniką? Blondynka się z nią pożegnała i pobiegła w stronę wyjścia. Co tu się tak właściwie dzieje? Chwilę później Czauderna wpuścił Liliannę na boisko i mocno ją do siebie przytulił.  - Wieki cię nie widziałem! Chodź do Kamila. - uśmiechnął się ciągnąc ją za sobą.
- Lili? -spytałeś mierząc ją wzrokiem. Była tak bardzo piękna....
- Cześć. - uśmiechnęła się do ciebie i cmoknęła cię w policzek. - Chyba jesteś zaskoczony, czyli niespodzianka się udała!
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że jesteś. - potrzebowałeś jej, zwłaszcza teraz,  gdy twój bark nie był w pełni sprawny. Tęskniłeś za nią i tylko ona była jedynym twoim pocieszeniem. Sama jej obecność sprawiała, że wszystko co złe gdzieś ulatywało. Nie mogłeś się już doczekać chwili, gdy wyjdziecie z hali i będziesz miał ją na moment dla siebie.
- Co u ciebie? Słyszałem, że wiele się zmieniło... Podobno wzięłaś ślub. - w tym momencie miałeś ochotę zamordować Czudernę za te słowa. To jedno zdanie sprawiło, że cała magia jej widoku prysła. Jak możesz o niej myśleć, skoro ona nie jest twoja?
- To prawda od kilku miesięcy jestem mężatką. - skinęła głową i wbiła w ciebie swoje spojrzenie - Ale dzisiaj jestem tutaj specjalnie dla Kamila. - uśmiechnęła się niepewnie, wciąż nie odrywała od ciebie wzroku. Zaskoczyła cię, nie spodziewałeś się tego, że jest w stanie coś takiego powiedzieć i to przy Przemku. Ale byłeś szczęśliwy, widziałeś, że wiele dla niej znaczysz.
- Czyli lata lecą, statusy na facebooku się zmieniają, ale pewne rzeczy już nie. Kamil wciąż jest tym najważniejszym. - skwitował ze śmiechem. Wiedziałeś, że powiedział to w żartach i nawet nie miał pojęci jak bardzo się mylił... - Mam propozycję... Idziemy na piwo, może pójdziesz z nami? - spojrzał na rudowłosą. Słysząc to, postanowiłeś szybko wybić mu to z głowy.
- Myślę, ze to nie jest najlepszy pomysł. - popatrzyłeś znacząco na Liliannę.
- Niby dlaczego Kwasu? - mruknęła mierząc cię wzrokiem i podparła się pod boki.
- Bo ty już jesteś pijana po puszcze radlera. - zaśmiałeś się cicho. Choć tak naprawdę, chciałeś spędzić z nią trochę czasu sam.
- W takim razie, będziesz musiał mnie znosić. Przemku idziemy! - wzięła pod rękę twojego kolegę. Przewróciłeś oczami. Wiedziałeś, że ten wieczór będzie ciekawy....
Po szybkim przebraniu się, ruszyliście całą grupą w stronę pobliskiego baru.  Złapałeś Liliannę za rękę tuż przed samym wejściem, by trochę się oddalić od reszty. Ona się do ciebie uśmiechnęła i mocniej ścisnęła twoją dłoń.
- Dziękuję, że tu jesteś. - powiedziałeś jej do ucha i otworzyłeś drzwi.
- Nie mogłam cię tak po prostu zostawić. Znam cię już trochę i wiem jak bardzo byłeś zły z powodu tej kontuzji. - powiedziała siadając  na podwyższonym czerwonym krześle. To miejsce było również wyjątkowe, każdy kąt tego pomieszczenia miał w sobie jakąś historię, historię, która wiązała się z wami.
- To co? Wódka z colą? - uśmiechnąłeś się do niej, to był wasz trunek, którym zapijaliście  nie jeden smutek, opijaliście wszelkie zwycięstwa i sukcesy oraz po prostu się bawiliście.
- Ty nie pijesz? - spytała widząc, że zamawiasz sobie jedynie sok.
- Ten bark zabiera mi wiele przyjemności. - westchnąłeś i nagle przypomniała ci się jej rozmowa z Werką. Miałeś nadzieję, że blondynka nie powiedział jej nic o tym, że chciałeś  ją pocałować. Teraz wiesz, że popełniłeś duży błąd. - O czym rozmawiałaś z Weroniką?
- O tobie. - stwierdziła sącząc powoli swojego drinka. Spojrzałeś na nią przerażony, nie to nie możliwe... - Spokojnie! Pytałam tylko jak się czujesz. - zaśmiała się widząc twoją minę.
- Tylko tyle? - dopytywałeś.
- W zasadzie tak, mówiła jeszcze, że jej się spieszy, bo jedzie do Będzina. - wzruszyła ramionami i nagle się poderwała z miejsca - Do Będzina! - powtórzyła, jakby odkryła jakąś niebywałą rzecz. - Celowo nie wspomniała o Sosnowcu... Wiesz co się  tam dzieje?
- Wojtek gra z MKS-em jutro. I co z tego?- stwierdziłeś jak gdyby nigdy nic, a ona uderzyła się z otwartej dłoni w czoło.
- Ty nic nie widzisz? Myślisz, że to przypadek?  - spytała mierząc cię wzrokiem. Zacząłeś się nad tym głębiej zastanawiać. Po co ona miałaby jechać do Będzina? A ten wyjazd z tobą do Warszawy?  Musiała się wtedy spotkać z Wojtkiem. Może on był również powodem odmowy, gdy chciałeś ją pocałować.
- Niemożliwe. - patrzyłeś zdumiony na swoją towarzyszkę.
- Mój odkrywczy Kamilek. - pogłaskała cię ze śmiechem po policzku. Wypiła na razie tylko jednego drinka, chyba o jednego za dużo. - Zatańczymy? - pociągnęła cię za rękę w stronę niewielkiej ilości tańczących ludzi. Objąłeś ją delikatnie w pasie, ona się do ciebie zbliżyła i zarzuciła ci ręce za szyje - Jak to dobrze, że założyłam dzisiaj wysokie buty.
- Nie powtórzysz  tego, gdy będziemy wracać do domu.- zaśmiałeś się patrząc w jej cudowne oczy. Była przy tobie taka szczęśliwa. Zanurzyłeś się w jej pachnących truskawkami rudych włosach. Kochałeś ją jak wariat i nie wiesz jak się skończy dzisiejszy wieczór. Może to być nawet ostatni wieczór w twoim życiu, ważne, że z nią.
- Gdyby nie to, że tam dalej są twoi koledzy.... - powiedziała zerkając w stronę chłopaków z drużyny.
- To co? - spytałeś opierając się o jej czoło swoim czołem.
- To.... -  niepewnie musnęła twoje usta. Nie miałeś pojęcia co ona wyprawia, ale czułeś, że chcesz więcej, chcesz jej całej... - Nie skończyłoby się na tym. -na jej twarzy nagle pojawił się chytry uśmiech. Pociągnęła cię za sobą w najodleglejszy  i zacieniony  kąt sali.
- Lili, nie wiem czy wiesz co rob..
- Zamknij się Kwasu. Tego jednego wieczoru nic nie mów! Zapomnij o wszystkim! - i zapomniałeś. Zapomniałeś o tym co się działo przez ostatnie miesiące. Zapomniałeś nawet nawet o tym, że na jej drobnej dłoni lśni złota obrączka. Przywarłeś do jej słodkich warg, nie potrafiłeś się powstrzymać. Gdy poczułeś smak jej ust, cały świat zniknął, z każdą sekundą chciałeś jej coraz bardziej. Była twoim największym skarbem, kimś kto nadawał sens twojemu życiu. Nie masz pojęcia do czego was zaprowadzi, to co robicie teraz, ale nie potrafiłeś, tak  po prostu się od niej odsunąć, bo ona była twoim uzależnieniem.


***
Wielka miłość zdarza się w życiu tylko raz, wszystko, 
co następuje potem, jest tylko szukaniem tej utraconej miłości.
***


Nie masz pojęcia co robisz w Bielsku. Czemu tu przyjechałaś, ale nie potrafiłaś inaczej, słysząc o jego kontuzji. O tym jak źle się czuje, jak bardzo jest mu przykro. Weszłaś do mieszkania  pijanym krokiem, a Kamil cię delikatnie podtrzymywał.  Nie skończyło się na jednym drinku, było ich o wiele więcej. Chciałaś w końcu tak zwyczajnie odetchnąć, zapomnieć o trudnych decyzjach i swojej beznadziejnej sytuacji.  Chciałaś poczuć się w końcu beztrosko i mieć przy sobie ukochanego mężczyznę.  A każdy jego pocałunek w tym ci pomagał. Cholernie Ci  go brakowało, brakowało ci jego głosu, śmiechu, zwyczajnej obecności. Obiecałaś sobie, że jeśli kiedyś w innym życiu dostaniecie szanse, to już jej nie zmarnujesz. Kamil był twoim całym światem i nie mówisz tego, tylko dlatego, że jesteś pijana.
- Nie potrzebnie  poszliśmy do tego klubu.  - wymruczał i pomógł ci usiąść na łóżku, gdy twój świat zaczął nieprzyjemnie wirować.  Patrzyłaś na niego, na to jak jego oczy błyszczą od świecącego przez okno księżyca. Był idealny pod każdym względem, był twoją wielką miłością. Największą! Taką, której nic nie jest w stanie zniszczyć.
- Nie mów tak. Było miło. - uśmiechnęłaś się do niego. Podniosłaś się powoli, by się znowu nie zachwiać i stanęłaś blisko niego. Patrzył na ciebie trochę przerażony, chyba bał się tego co za chwilę może się stać. Uśmiechnęłaś się pod nosem widząc jego wzrok. - Każda chwila z tobą jest wyjątkowa, nie będę żałować tego, że tu jestem. - powiedziałaś pewnie, on jednak pokręcił głową.
- Jesteś pijana i nie wiesz co mówisz Lili. - powiedział poważnie. Założyłaś mu ręce na szyi, on nie poruszył się nawet na moment. Znieruchomiał. Mierzył cię tylko wzrokiem, był oniemiały.
- Wiem, że to ty jesteś tym czego tak naprawdę chcę.  - widziałaś w jego oczach ogrom czułości, coś co było w nich zawsze. Tylko on potrafił na ciebie patrzeć w ten sposób...  - Musisz być zawsze taki?
- Jaki? - spytał cicho się śmiejąc. Przewróciłaś oczami.
- Roztropny.... - odpowiedziałaś, a on odgarnął ci włosy z czoła.
- Ktoś z nas musi. - powiedział - Ty nigdy taka nie byłaś.
- To prawda, ale zawsze wychodziłam z tarapatów cało. - uśmiechnęłaś się na samo wspomnienie twoich niezliczonych wpadek.  - I tak naprawdę mam w życiu tylko jedną słabość.
- Do lodów czekoladowych? - zapytał ze śmiechem, jednak ty  pokręciłaś szybko głową - Więc?
- Do Kamila Kwasowskiego. - powiedziałaś cicho i musnęłaś jego usta. Nie musiałaś czekać dłużej na jego reakcje. Przyciągnął cię mocniej do siebie i zachłannie wpił się w twoje malinowe wargi. I teraz nawet gdybyś chciała, nie potrafiłaś tego przerwać. Ale  to i tak nie miało znaczenia, bo nie chciałaś tego przerywać. Byliście naprawdę spragnieni, spragnieni siebie nawzajem. Każdy wasz ruch, każde spojrzenie odzwierciedlało wielką tęsknotę za sobą.  Nie orientowałaś się już nawet w swoich czynach, nie zważałaś na to, że gdzieś w stolicy czeka na ciebie mąż. Przy Kamilu zapomniałaś, o Ludwiku, o tym, że jesteś jego żoną, że mu ślubowałaś miłość... Nic prócz Kamila nie miało w tej chwili znaczenia. Chciałaś go, chciałaś być blisko niego. Bo to on był miłością twojego życia. Wszystko działo się szybko, jego koszula na podłodze, twój sweter gdzieś w kącie pokoju, nawet nie orientowałaś się, kiedy wylądowałaś na miękkiej pościeli. Poczułaś na sobie jego ciężar, spojrzałaś w jego czekoladowe oczy, tak bardzo chciałaś go mieć na zawsze przy sobie.Nagle szybko się oderwał od ciebie i położył na plecach patrząc w sufit. Usiadłaś szybko na łóżku i spojrzałaś na niego.
- Przepraszam. - powiedział cicho, słyszałaś jak jego głos się łamał.
- Ale o co chodzi? - spytałaś patrząc na niego, choć taka naprawdę się domyślałaś.
- O to. - wziął delikatnie twoją dłoń i przejechał palcem po złotej obrączce. - Ty już kogoś masz, komuś przysięgałaś.  Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo bym chciał..... Ale zwyczajnie bym cię wykorzystał. Nie mogę ci zniszczyć życia Lili, nie tak... - westchnął i odwrócił głowę. - Zbyt wiele dla mnie znaczysz.
- Nie, to ja przepraszam. - dopiero w tej chwili do ciebie dotarło, do czego prawie doszło. Omal nie zdradziłaś męża. A przecież zawsze brzydziłaś się zdrady. Nie pojmowałaś jak można coś takiego komuś zrobić. Gdyby Kamil tego nie przerwał,  prawdopodobnie zrobiłabyś to. -  Nie wykorzystałbyś mnie. Ja tego chciałam. Na trzeźwo też, tego chcę. Ale masz rację, mam męża. Nie chce byś miał wyrzuty sumienia, bo to tylko moja wina. - spuściłaś głowę. Czułaś się naprawdę okropnie, nie chcesz by Kamil płacił za twoje błędy. Tylko czy każdy jego pocałunek, każdy dotyk, każdy czuły uśmiech jest błędem? Nie. Jest dowodem waszego silnego uczucia.
- Nie mów tak. My nie potrafimy już normalnie funkcjonować będąc blisko siebie. Nie potrafimy już być przyjaciółmi. - nie mogłaś znieść tego smutnego głosu, nie patrzył na ciebie, patrzył gdzieś przed siebie, jego wzrok  tonął w ciemności pokoju.
- Uważasz że powinniśmy już definitywnie się rozstać. Tak na zawsze? - patrzyłaś na niego, a w twoich oczach lśniły łzy. Nie odpowiedział, zdawałaś sobie sprawę, że zwyczajnie nie ma w sobie już tyle siły. Nie potrafił tego zrobić. Wstałaś z łóżka i ruszyłaś w stronę wyjścia...
- Lili. Zostań.  - odwróciłaś się patrząc na Kamila, był bezradny, widziałaś to w jego oczach. Podszedł do ciebie i dotknął twojego policzka. - Jeśli to nasze ostatnie spotkanie, nasze ostatnie chwile razem. Zostań ze mną. Chce cię mieć chociaż te kilka godzin przy sobie. Proszę. - nic nie mówiąc wtuliłaś się mocniej w jego ramiona. Nigdy nie wybaczysz sobie tego, że tak bardzo was zniszczyłaś.
- Zostanę.-  wyszeptałaś, sięgnęłaś po jego koszulę leżącą pod twoimi nogami i zarzuciłaś ją na siebie.
- Masz rację lepiej nie kusić losu. - uśmiechnął i pomógł ci pozapinać guziki. Westchnęłaś cicho i  położyłaś na łóżku opierając się o klatkę piersiową przyjmującego. Czułaś ciepło jego ciała i słyszałaś szybko bijące serce. Przymknęłaś oczy wsłuchując się w jego rytm. On delikatnie gładził twoje plecy. Tej nocy prawie wcale nie spaliście, nie chcieliście przespać waszych ostatnich chwil. Rozmawialiście o wszystkim, co u niego, co u ciebie. Cieszyliście się samą swoją obecnością.  Chcieliście się nagadać na przyszłość, bo w niej na pewno nie było już  was.


***

Pomyśl, jak będziemy się czuć nazajutrz.
 Pomyśl o ile trudniejsze po wspólnie spędzonej nocy będzie udawanie, że nic do siebie nie czujemy przy innych ludziach, 
nawet jeśli jedyne co zrobimy to zaśniemy obok siebie. 
To jak wzięcie małej dawki narkotyku... sprawia jedynie, że chce się więcej.

***


Stałeś przed  ciemno brązowymi drzwiami z numerkiem 58. Kolejny raz zadzwoniłeś dzwonkiem i cierpliwie czekałeś, aż ktoś ci otworzy. Przestraszyłeś się, że jednak się spóźniłeś i nikogo już nie zastaniesz. Gdy miałeś już odchodzić, usłyszałeś jak ktoś przekręca zamek w drzwiach. Spojrzałeś na właścicielkę mieszkania i szeroko się uśmiechnąłeś. Stała w granatowym płaszczyku z torebką w ręku i patrzyła na ciebie zaskoczona.
- Gdzieś się wybierałaś Weroniko?  - zaśmiałeś się cicho.
- Na zakupy... - mruknęła bez większego zastanowienia.
-Naprawdę? Mi się wydaje, że do pewnego miasta, które leży godzinę drogi od Bielska.- powiedziałeś mierząc ją wzrokiem.
- Przyłapałeś mnie. Tak naprawdę, wychodziłam, bo byłam umówiona z pewnym siatkarzem z Olsztyna. - uśmiechnęła się pod nosem i zaprosiła cię gestem ręki do środka.
- A to ciekawe, bo chyba  gramy w tym samym klubie. Znam go? - Weronika zmierzyła cię swoimi błękitnymi oczami.
- Możliwe. Tylko mam taki problem.... - zaczęła niepewnie - Gdy miałam wychodzić on zjawił się u progu moich drzwi i to z bukietem kwiatów w ręku. - spojrzałeś na kilkanaście czerwonych róż, które trzymałeś  ręku. Miałeś nadzieje, że to było dobre posunięcie.
- One są dla pięknej właścicielki tego mieszkania. - podałeś blondynce kwiaty i patrzyłeś na to jak jej twarz tonie w ich w czerwonych płatkach. Mógłbyś przysiąc, że to najpiękniejszy widok na świecie . Podziękowała ci uśmiechem, wstawiła je szybko do wazonu i postawiła na szklanym stoliku stojącym w przedpokoju. Po chwili  zdjęła  z siebie płaszczyk i zawiesiła na wieszaku, poszedłeś w jej ślady zrzucając z siebie kurtkę.
- Kto by pomyślał, że Wojciech Włodarczyk to taki romantyk. - jej cudowny śmiech roznosił się po pomieszczeniu.
- Widocznie mało mnie znasz. - stwierdziłeś siadając na kanapie. Weronika przyniosła wam dwa kubki z herbatą i zajęła miejsce obok ciebie. Sięgnęła po pilota i włączyła jakąś komedie, którą leciała akurat w telewizorze.
- Zawsze mogę cię poznać lepiej. - wzruszyła ramionami i oparła się o kanapę. Wpatrywałeś się w jej piękną twarz zatopioną w szklanym ekranie. Nie potrafiłeś od niej oderwać oczu, nie masz nawet pojęcia o czym jest ten film. Ty wolałeś patrzeć i podziwiać blondynkę, która ostatnio była pierwszą myślą kiedy się budzisz i ostatnią kiedy zasypiasz. Nie wiesz co się z tobą działo, gdy tylko była przy tobie. Poczułeś nagle jak kładzie głowę na twoim ramieniu. Byłeś zaskoczony takim zachowaniem Weroniki, ale bez większego namysłu objąłeś ją delikatnie ramieniem. Sam nie wiesz ile tak siedzieliście, ale czułeś, że ona naprawdę potrzebuje kogoś bliskiego, kogoś kto tak po prostu ją przytuli. Chciałeś jej to dać, chciałeś sprawiać by każdego dnia czuła się jeszcze szczęśliwsza.
- Wiesz, że niedługo muszę się zbierać? - spytałeś zerkając na nią.
- Musisz? - spytała, bardziej się w ciebie wtulając. Widziałeś, jak jej przy tobie było dobrze. Uśmiechnąłeś się do siebie. Byłeś szczęśliwy, mając ją tuż obok siebie czułeś, że niczego już więcej i nie potrzeba. Tylko jej bliskości
- Niestety. - westchnąłeś, nie chciałeś jej zostawiać. Chciałeś zostać z nią tutaj na zawsze.  - No proszę ktoś tu mnie chyba lubi. - zaśmiałeś się cwaniacko.
- Wiesz kogo dzisiaj spotkałam  na meczu? - szybko zmieniła temat. Postanowiłeś jej odpuścić na chwilę, bo byłeś ciekawy, kto mógł się dzisiaj pojawić w hali pod Dębowcem.  - Lilkę. - słysząc to doznałeś niemałego szoku.
- Przyjechała do Kamila? -  patrzyłeś przed siebie zdumiony. Ona tylko z uśmiechem pokiwała głową.
- Tak, miała iść na imprezę z chłopakami.  Kamil był w jeszcze większym szoku niż ty. - trochę cię dziwił jej dobry humor. Przecież była zakochana w Kamilu, a tymczasem ze spokojem opowiada ci, że  widziała się z kobietą, która jest miłością jego życia. Tak po prostu... - Oni będą razem.
- Skąd ta pewność? -  zerknąłeś na nią kątem oka.
- Gdy siedziałyśmy dzisiaj na hali, trochę ją poobserwowałam. Zamiast na mecz, patrzyła cały czas w kwadrat na Kamila. - zaśmiała się pod nosem - I do tego to jak ona na niego patrzyła... Tak...
- Jak? - dopytywałeś, Werka się od siebie odsunęła i uważnie ci się przyjrzała.
- Tak jak ty teraz na mnie. - słysząc to spuściłeś szybko wzrok. Czułeś jak twoje policzki cię pieką. Co ty wyprawiasz Wojciechu! - No nie wierzę! Włodarczyk się zawstydził! - jej śmiech przyjemnie dźwięczał ci w uszach.
- Zamiast się ze mnie nabijać, lepiej się przyznaj! - mruknąłeś zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Niby do czego? - spojrzała na ciebie pytająco.
- Do tego, że mnie lubisz. - uśmiechnąłeś się cwaniacko i puściłeś jej oczko.
- Skoro ma cię to uszczęśliwić.... Lubię Cię Wojciechu. - wzruszyła  ramionami.
- Ja ciebie też i to bardzo, bardzo. - powiedziałeś spoglądając w jej błękitne oczy. Miałeś wrażenie, że czas się zatrzymał, dotknąłeś  jej policzka i delikatnie muskałeś go kciukiem.
- Wojtek... - powiedziała cicho i przymknęła powieki. Skierowałeś wzrok na jej usta i miałeś nieodpartą ochotę ich zasmakować, jednak wiedziałeś, że wtedy byś wszystko przekreślił. Najpierw musi lepiej cię poznać.
- Spotkamy się jutro na hali, a teraz naprawdę muszę iść. Będę czekał. - cmoknąłeś ją w policzek i udałeś się w stronę wyjścia. Była zaskoczona twoim zachowaniem, ty również byłeś. Po tym wieczorze wiedziałeś jedno. Zrobisz wszystko, by Weronika cię pokochała.


________


Cześć !
Na początek wszystkiego najlepszego z okazji dnia dziecka! <3 Łapcie taki mały prezent ode mnie dla Was. :D
Kochana rudap rozdział z dedykacją dla Ciebie, gdyż ostatnio narzekałaś, że między Kamilem i Lilką za mało się dzieje. ;P Dzisiaj się zadziało trochę więcej, aż za dużo bym rzekła. :D 

Treść zamieszczoną wyżej zostawiam do oceny Wam, bo nie chce mi się dzisiaj na siebie narzekać. 
Jedynie dodam, że Wojciech się nam rozkręca. :D
A właśnie, jak już jesteśmy przy panu WW, to serdeczne gratulacje dla niego! I życzę dużo szczęścia! <3

Kolejny rozdział, będzie zapewne pod koniec czerwca, gdy uporam się z sesją, której widmo już nadchodzi! 

Mam do Was jeszcze taką małą prośbę!  Zostawiajcie mi linki do swoich blogów. Jeśli dobrze pójdzie, to za dwa tygodnie będę miała wakacje i chętnie sobie coś poczytam. :D 


POZDRAWIAM !!! 
Paulka

niedziela, 14 maja 2017

Poświęcenie czternaste

10 komentarzy:
Czułeś jej ciepły oddech na swojej skórze. Chciałeś zasmakować jej ust, chciałeś zacząć wszystko od początku, chciałeś zacząć z nią. Chciałeś by Weronika, stała się teraz kimś więcej.Poczułeś nagle jej drobną dłoń na twojej klatce piersiowej.
- Nie. - odepchnęła cię delikatnie od siebie. Patrzyłeś na nią zaskoczony, niczego nie rozumiałeś, wydawało ci się, że tego chciała, że wiele dla niej znaczysz....
- Nie bardzo rozumiem. Chce byś była dla mnie nowym początkiem. - powiedziałeś szczerze i spojrzałeś w jej błękitne oczy. Nie wiesz czy powinieneś tak mówić, ale  z drugiej strony przez brak takich wyznań już straciłeś wiele.  Ona się do ciebie delikatne uśmiechnęła.
- Oboje wiemy, że to nieprawda. - westchnęła wbijając wzrok w podłogę. - Wiesz o czym zawsze marzyłam? O tym, że spotkam kogoś, dla kogo będę całym światem, tak jak on dla mnie. Chciałam żeby ktoś mnie po prostu pokochał. Nie zrozum mnie źle, zawsze miałam nadzieję, że to ty jesteś właśnie tym człowiekiem, ale nie pozwolę na to co robisz teraz, bo ty mnie nie kochasz i nie chcesz być ze mną, chcesz zapomnieć o Lilce. O tym co do niej czujesz.
- To nie tak. - zaprzeczyłeś szybko i chciałeś się wytłumaczyć, jednak Werka ci przerwała.
- Właśnie tak Kamil. Jesteś dla mnie bardzo ważny, w każdej sytuacji możesz na mnie liczyć, zawsze będę przy tobie.  Niestety nie mam w sobie tyle siły by być tą drugą. Nie poradzę sobie z tym, że w nocy będziesz mnie do siebie tulił, a w dzień będziesz tylko czekał, aż Wojtek coś o niej powie. Nie potrafię tak. To nas zmęczy. I mnie i ciebie. Zawsze ci pomogę  i będę cię wspierać, ale twoje serce należy do niej i do póki ona je będzie miała... To nie ma sensu. Takim zapominaniem zniszczysz sam siebie, a i tak nic z tego nie wyjdzie. Wiem coś o tym. - spojrzała na ciebie smutno i  nacisnęła klamkę od drzwi.
- Wiesz coś o tym.... Werka czy ty... Czy  mówisz o mnie? - wbiłeś wzrok w jej postać, ona zatrzymała się, jednak nie odwróciła się w twoją stronę...
- Sam sobie odpowiedz. Do jutra.... - usłyszałeś tylko trzaśniecie drzwi. Zjechałeś po ścianie i usiadłeś na jasnych panelach. Co ty właściwie wyprawiasz Kamilu? Niszczysz sam siebie i chciałeś jeszcze zniszczyć życie Weroniki. Wiedziałeś, że ma rację. Ty wciąż kochasz Lilkę i nie potrafisz przestać. Możesz sobie wmawiać ile chcesz, ale to Lilka jest całym twoim światem i nie zmienisz tego od tak. Weronika miała racje, oboje byście się męczyli, bo ty wciąż kochasz kogoś, kogo kochać nie możesz. Czy nie mogłeś pokochać Weroniki, bylibyście tacy szczęśliwi....
- Cholera jak ja za tobą tęsknie. - westchnąłeś bezradnie i schowałeś twarz w dłonie. Brakowało ci jej jak powietrza, mogłeś wciąż sobie wmawiać, że nic dla ciebie nie znaczy, ale to było kompletną bzdurą.... Tylko co ty mogłeś zrobić Kamilu? Sam nie wiesz, ile tak siedziałeś skulony w korytarzu swojego mieszkania, pogrążony w ciemności. Chciałeś znaleźć jakieś rozwiązanie. Lilka się tobą bawiła, a ty nawet nie potrafiłeś jej znienawidzić, bo to ona jest sensem twojego życia. Dlaczego  ty nie możesz stać się nim dla niej? 


***
Złam mi serce. Złam je tysiąc razy, jeśli zechcesz. 
Możesz z nim zrobić, co chcesz, bo należy do ciebie. [...]
 Będę cię kochał do ostatniego tchnienia. 
Każde uderzenie mojego serca jest twoje.[...].
***


Stanęłaś przy jednym z białych stolików ustawionych w Centrum Nauki Kopernik i przeglądałaś notatki z przeprowadzonych wywiadów i z części oficjalnej konferencji. Podopisywałaś jeszcze kilka szczegółów ledwo zbierając myśli. Dłonie ci strasznie drżały, a twoje myśli dryfowały przy pewnym siatkarzu z Bielska. Widziałaś, że cię zauważył, jednak przez cały czas starał się na ciebie nie patrzeć i ignorować twoją obecność. Zauważyłaś jak potem o czymś rozmawiał z Włodarczykiem i pociągnął go gdzieś za sobą.  Wiesz, że był wściekły na Wojtka  za to, że nie powiedział mu o tym, że tu będziesz.
- Bu! - usłyszałaś za sobą  i aż podskoczyłaś. Odwróciłaś się i zobaczyłaś przed sobą dwóch środkowych. - Szukamy Wojtka, nie wiesz gdzie zniknął? - Wrona oparł się o stolik i wziął twoje notatki uważnie je przeglądając.
- Pokaż co ona tam o nas napisała.- podszedł do niego Kłos zaglądając mu przez ramię.
- Nie wiem gdzie on jest. A to jest moje.- przesunęłaś do siebie swoje rzeczy i spojrzałaś na nich gniewnie - A wy co?  Takie gwiazdy i nie jesteście rozchwytywani?
- Olaliśmy wszystkich, by przyjść do najlepszej pani dziennikarz! Pamiętasz Karolku jak to było? Nie będę pisała o sporcie, to jest nudne. - prychnął nowy nabytek Politechniki parafrazując twoje słowa. To prawda, kiedyś się broniłaś rękami i nogami przed pisaniem o siatkówce, mimo próśb Włodka....
- Pamiętam. Lilianna pani dziennikarz od ważnych spraw! No właśnie, masz okazję przeprowadzić wywiad  z filarem Skry Bełchatów, mistrzem świata....  - zaczął wyliczać, a ty cicho się zaśmiałaś.
- Też jestem mistrzem świata i w dodatku  będę grał w stołecznym klubie. A Lilka pisze do warszawskiej gazety, mam pierwszeństwo! - Karol przewrócił oczami.
- Kłos vs. Wrona na żywo.  - mruknęłaś zbierając swoje notatki - Andrzeju z tobą się umówię na długi wywiad i tak cię wymagluje, że będziesz miał dość dziennikarzy na cały życie. - puściłaś mu oczko,  a on patrzył na ciebie przerażony. - Nie patrz tak, w końcu jesteś gwiazdą Politechniki. 
- Już ja znam te twoje szatańskie myśli... To ja  zostawiam Wronkę do tego wywiadu, jak chcesz poznać moją wypowiedzieć, to się zdzwonimy. - Karol poklepał przyjaciela po ramieniu i zniknął w tłumie jaki zebrał się w sali. Pokręciłaś ze śmiechem głową patrząc na oddalającego się Kłosa.
- Też uciekasz? - spytałaś patrząc na Wronę, a on  odprowadził wzrokiem Karola.
- Nie, tylko możesz mieć mnie  na wyłączność. Wiesz jeden telefon i zawsze możemy porozmawiać inni dziennikarze nie mają takiego komfortu, więc pogadam może z nimi... Do zobaczenia. - pomachał ci i poszedł w ślady Kłosa, pokręciłaś głową, przynajmniej dali ci spokój... Wzięłaś swoje rzeczy  i miałaś zamiar znaleźć Wojtka. Odwróciłaś się i poczułaś jak na kogoś wpadasz. Wszystkie twoje notatki wylądowały na kremowych płytkach, ale to w tamtej chwili wcale cię nie obchodziło.
- Lili. - ten cichy szept. Te czekoladowe oczy wpatrzone w ciebie, ten dotyk dłoni. Przymknęłaś powieki i westchnęłaś. Nie odezwałaś się ani słowem, zaczęłaś zbierać swoje notatki.  Kamil schylił się  i zaczął ci pomagać.  - Proszę. - oddał ci twoją własność. Patrzyłaś na niego przez dłuższą chwilę, nawet  nie zdawałaś sobie sprawy, że tak bardzo za nim tęskniłaś.
- Dawno się nie widzieliśmy. - powiedziałaś i rozejrzałaś się dookoła. W tle zobaczyłaś szeroko uśmiechniętego Wojtka, który tylko ci pomachał wesoło i wrócił do rozmowy z Karolem i Andrzejem.
- Porozmawiamy? - spytał z nadzieją. Tak bardzo ci go brakowało, tak bardzo za nim tęskniłaś.
- Nie udawaj, że chcesz ze mną rozmawiać. - mruknęłaś wymijając go. Może nie powinnaś tak reagować..... Ale nie odzywał się  trzy miesiące! 
- Na prawdę chcesz teraz odejść? - usłyszałaś za sobą - Chcesz tak po prostu mnie zostawić?  - nie potrafiłaś zrobić choćby kroku do przodu, stałaś tam jak sparaliżowana. Poczułaś jak staje tuż za tobą.
- Nie umiem. - powiedziałaś cicho i się odwróciłaś  w jego stronę. On przyciągnął cię do siebie i zatopił twarz w twoich włosach. Czułaś jak powoli przesiąkasz jego cudownym zapachem, czułaś się bezpiecznie i jedyne czego chciałaś, to tego by ten uścisk trwał wiecznie. - Chodź ze mną. - powiedziałaś chwytając jego dłoń.
- Gdzie? - spytał zdezorientowany. Sięgnęłaś do kieszeni płaszcza i wyciągnęłaś z niego klucze ze srebrnym brelokiem w kształcie czterolistnej kończyny. Kamil wziął je od ciebie i spojrzał na napis wygrawerowany na breloku.
- LKW -powiedział - Nadal go masz. - uśmiechnął się spoglądając na ciebie,
- I nadal zdobi klucze mojego mieszkania. - powiedziałaś  wbijając wzrok w klucze - Miejsca gdzie zawsze się spotykaliśmy.
- Nie wynajmuj go. - spojrzałaś na niego zdziwiona. Skąd on o tym wiedział. - Wojtek.
- Mogłam się domyślić, że poleci się poskarżyć. - przewróciłaś oczami. Kamil tylko się uśmiechnął i wziął twoją dłoń. - Nie win go za to, to nasze źródło wspomnień. Nasze niezliczone noce spędzone na graniu w monopol i obgadywaniu naszego życia, tam opijaliśmy wszystkie pozytywne wydarzenia. No i...Wojtkowe sukcesy na rozegraniu w Politechnice. - mruknął ze śmiechem.
- Odezwał się ten co nigdy nie był rozgrywającym.... - prychnęłaś i zaczęłaś zakładać płaszcz.
- Tęskniłem nawet za tym twoim ironicznym głosem. - stwierdził wlepiając w ciebie swoje czekoladowe oczy.
- Czasami myślę, że masz coś z głową Kwasu. - stwierdziłaś biorąc torebkę i ruszyłaś w stronę drzwi. Kamil szybko zarzucił kurtkę na koszulkę z logo swojego klubu i podążał za tobą.
- Nie bardzo rozumiem. - mruknął otwierając  ci drzwi, wyszłaś na mokry chodnik i spojrzałaś  w niebo, które się powoli rozpogadzało.
- To ja nie rozumiem. Dwie godziny temu udawałeś, że nie istnieje i mogę się założyć, że modliłeś się o to bym zniknęła z tej konferencji. A teraz? Rozmawiasz ze mną jakby nic się nie stało i ciągle się śmiejesz. Nie bardzo wiem o co ci chodzi? - patrzyłaś na niego pytająco, on tylko westchnął  i podszedł do samochodu. Oparł się o niego i przyciągnął cię do siebie.
- Byłem na ciebie zły,  a jak zobaczyłem cię konferencji byłem też zły na Wojtka za to, że mi nic nie powiedział. Po tej oficjalnej części odszedłem z nim na bok, by mu powiedzieć co o tym myślę. Tylko... - spojrzał gdzieś w bok. - To on nakrzyczał na mnie.
- Włodarczyk? - nie potrafiłaś nie wybuchnąć śmiechem... Krzyczący Wojciech... Aż szkoda, że nie widziałaś!
-  Co cię tak bawi? Kazał mi się zamknąć i słuchać. Wyjaśnił mi wszystko i stwierdził, że z tym obrażaniem się zachowuje się jak dziecko z podstawówki... I miał rację. - spuścił głowę - Lilka ja nie wiedziałem co ja mam robić.... - nie potrafiłaś dłużej patrzeć na ten smutek, Podniosłaś jego głowę tak by na ciebie patrzył.
- Żałuje, że pozwoliłam na to byś mnie odprowadził. Nigdy nie pozwoliłabym na to byś to usłyszał. Po za tym, to nie prawda. My nie planujemy dziecka. - Kamil tylko westchnął.
- To i tak kiedyś się stanie. - mruknął - Nie uciekniesz od tego... Tworzycie rodzinę.
- Nie chce na razie o tym myśleć. W najbliższym czasie na pewno nie, a co będzie potem, to się zobaczy. - uśmiechnęłaś się szeroko. Byłaś szczęśliwa, prawda była taka, ze nie potrafiłaś normalnie funkcjonować bez niego.... Potrzebowałaś go, wiedziałaś, że być może to droga donikąd i powinnaś trzymać się jak najdalej od Kamila.  Ale jak miałaś to zrobić, gdy  stał tuż przy tobie, gładził dłonią twój policzek i patrzył prosto w twoje oczy? Był dla ciebie niczym powietrze, nie potrafiłaś tak po prostu go zostawić i odejść. Tylko czy ty możesz tak po prostu z nim zostać? Czy nie zniszczyłaś już was za bardzo?


***
To jakieś szaleństwo.
 Idę do łóżka, myśląc o nim, budzę się, myśląc o nim, myślę o nim przez cały dzień. 
Moje poczucie tęsknoty jest tak ogromne, że aż dosłownie, fizycznie bolesne.
***


Siedziałeś z uśmiechem na jednej z kanap w warszawskiej kawiarni i piłeś wraz z blondynką gorącą herbatę. W tle leciała jakaś wolna muzyka, a ty nie potrafiłeś oderwać od niej wzroku.  Cieszyłeś się, że przyjechała, naprawdę chciałeś ją w końcu zobaczyć. Ona siedziała wpatrzona w okno i nic nie mówiła, zastanawiałeś się czemu jest tak poważna. Nawet jej pochmurna mina ci nie przeszkadzała. Zawsze przecież to możesz zmienić.
- I czemu się tak cieszysz?- mruknęła  nawet na ciebie nie patrząc.
- Z powodu Kamila. Niby obrażony aż po grób, a wystarczyło, że spojrzał na Lilkę i już od razu przestał być taki cwany. -  zaśmiałeś się przypominając sobie ową scenę, wiedziałeś, że tak będzie!
- A własnie. Musimy sobie coś wyjaśnić Włodarczyk.- spojrzała na ciebie i położyła dłonie na stoliku - Doceniam to jak martwisz się o Kamila i to, że chcesz mu pomóc. Ale następnym razem nie wykorzystuj mnie do swoich planów! - patrzyłeś na nią zdumiony i nie miałeś pojęcia o czym o ona mówi.
- Nie wiem o co ci chodzi.. - stwierdziłeś zdezorientowany.
- Nie udawaj! - krzyknęła - Myślisz, że nie wiem, dlaczego mnie tu ściągnęłaś? Chciałeś bym przyjechała razem z Kwasem, bo on wtedy nie będzie mógł  wrócić do Bielska zaraz po konferencji i będzie miał czas dla Lilki. - nie mogłeś uwierzyć w to co słyszysz... Przecież wcale tak nie było...
- Werka to nie tak. - powiedziałeś patrząc na nią, jednak ona ci przerwała.
- Skończ! Ja nie jestem zabawką Wojtek.... A ja głupia myślałam, że ty zwyczajnie chcesz spędzić ze mną czas, że się w końcu zmieniłeś... - pokręciła głową, a ty nie wiedziałeś co masz zrobić, żeby ją przekonać. Przecież to jakaś bzdura, chciałeś tylko z nią porozmawiać.... - Nie musisz już sobie marnować na mnie czasu, umiem znaleźć sobie zajęcie...  Dziękuję za herbatę.- wstała z miejsca i wzięła do ręki kurtkę. Nie mogłeś pozwolić jej tak po prostu wyjść, nie teraz kiedy zaczęła się do ciebie przekonywać. Podniosłeś się szybko i chwyciłeś ją za rękę, by nie odchodziła.  Ona próbowała ci wyrwać swoją dłoń, ty jednak byłeś silniejszy.
-  Do cholery, możesz choć raz mnie posłuchać?! - warknąłeś, patrząc na nią - Czy tobie naprawdę nie przyszło do głowy, że w tych wszystkich telefonach, spotkaniach gdy tylko jestem w Bielsku, wcale nie chodzi tylko o Kamila? Naprawdę nie możesz zobaczyć tego, że się bardzo chcę, byś zobaczyła we mnie normalnego gościa, który się stara byś zwróciła na niego swoją uwagę?! Jeśli chcesz wiedzieć, to nawet  przez moment nie pomyślałem o tym, byś miała zatrzymywać Kamila w Warszawie, chciałem byś tu przyjechała, bo nie mogę przestać o tobie myśleć.- powiedziałeś i zaskoczony wypuściłeś jej dłoń.  Spojrzałeś na nią przerażony,  była w niemałym szoku, usiadła powoli na swoje miejsce i podparła się  na łokciach. Ty również wróciłeś na swoje miejsce i utkwiłeś wzrok w drewnianym stoliku.
- Wojtek... - zaczęła, ale chyba nie miała pojęcia co powiedzieć.
- Zobacz przestało padać. - mruknąłeś i zacząłeś obracać nerwowo filiżankę ze stygnącą powoli herbatą....
- Czyli.... Mówisz, że dużo o mnie myślisz. - zaśmiała się cicho. Popatrzyłeś na nią i zmarszczyłeś brwi. Jej humor diametralnie się zmienił.
- Musisz mnie dręczyć? - spytałeś świdrując ją wzrokiem, ona spojrzała na ciebie ze śmiechem.
- Uwielbiam to! - krzyknęła i upiła łyk herbaty. 
- Jesteś niemożliwa. - pokręciłeś głową, ale uwielbiałeś ją za to - Nie możemy o tym zapomnieć?
- Pod jednym warunkiem. - spojrzałeś na nią pytająco - Dotrzymasz obietnicy z Gdańska.
- Dobrze. - westchnąłeś. Wiedziałeś,  że ma prawo znać prawdę.... W końcu też była już w to uwikłana... Jak się tak teraz zastanawiasz, to robił się  tego jakiś głupi czworokąt....

- Zamieniam się w słuch. - oparła się o kanapa i wlepiła w ciebie swoje błękitne oczy, mógłbyś przysiąc, że nigdy nie wiedziałeś piękniejszych oczu.. Wojciechu co ty wygadujesz! I tak już powiedziałeś zbyt wiele... Wziąłeś głęboki oddech.
- Jak wiesz, znamy się z Lilką i Kamilem od dawna. Wszystko się zaczęło jakieś jedenaście lat temu, gdy Lilka się przeprowadziła do Andrychowa. Ja.... - rozejrzałeś się niepewnie po pomieszczeniu, które powoli stawało się puste. - Ja byłem zakochany w Lilce. - powiedziałeś nawet nie patrząc na Weronikę, nie musiałeś, wiedziałeś, że jest zaskoczona. 
- Co?! - wyrwało się jej. Spojrzałeś na nią, a ona chyba szukała potwierdzenia w twoim wyrazie twarzy - Lilianna ma niesamowite szczęście. - stwierdziła po chwili - Zakochują się w niej sami fajni faceci. 
- Czyli uważasz, że jestem fajny? - spytałeś z głupawym uśmiechem. Komplement ze strony Werki był czymś niespotykanym...
- Nie, ty nie. * - mruknęła mierząc cię wzrokiem, co jeszcze bardziej cię rozbawiło. Ty swoje wiedziałeś, wiedziałeś, że panna Weronika cię polubiła! 
- Oczywiście. - prychnąłeś. - Wracając do tematu... Lilka była dla mnie kimś wyjątkowym, była taka inna od wszystkich dziewczyn. Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu i wydawało mi się, że to jest coś więcej. Byłem kretynem...
- Naprawdę sądzisz, że tylko byłeś. - zaśmiała się pod nosem, spojrzałeś na nią groźnie. - Dobra, już nie przerywam. - podniosła ręce w obronnym geście. 
- Kluczem do tej beznadziejnej sytuacji  jest pewne wrześniowe popołudnie. Pamiętam to jak dziś. Byliśmy z Kamilem  w parku i  wtedy spotkaliśmy Lilkę. Właśnie w tamtym momencie poznałem ich ze sobą... On tak na nią patrzył.. Tak jakby niczego nie było wokół poza nią. Wiesz co mu wtedy powiedziałem? Żeby nawet o niej nie myślał, bo to moja przyszła żona... Przez kilka następnych lat przypominałem mu to przy każdej okazji. Mówiłem, by nie zapominał o umowie. A on... On sobie odpuścił, myślał, że skoro spędzam z Lilką tyle czasu, to ona też coś do mnie czuje.... Tylko oboje nie potrafimy sobie tego powiedzieć.  To ja powinienem opuścić... Ja.... - mówiłeś patrząc na stolik. Byłeś na siebie wściekły, Kamil zawsze cię wspierał, a  jak ty się zachowałeś? 
- Ale teraz już nic do niej nie czujesz? - spojrzałeś na Weronikę i skinąłeś głową. 


- Kocham Lilkę i zrobiłbym dla niej wszystko, ale nie tak jak powinno się kochać swoją żonę. Kiedyś jak byliśmy z Lilianną na wspólnej imprezie, uświadomiłem sobie, że mimo tego, że wtedy zaraz po mamie, była najważniejsza kobietą w moim życiu, nie widziałem w niej matki moich dzieci, nie potrafiłem pod tym względem tego sobie wyobrazić. Ona była taka siostrowata...- mruknąłeś i zauważyłeś, jak blondynka się uśmiecha słysząc to co mówisz. - Wszytko zniszczyłem.... Zamiast wtedy pogadać o tym z Kamilem, nic nie powiedziałem. Nadal ją trzymał na dystans... Powinienem zobaczyć, że łączy ich coś wyjątkowego. Potem Kamil zaczął się z kimś spotykać i to wszystko jakoś się rozpadło. Lilka się od nas odsunęła... Na studiach poznała Ludwika.... Wszystko przeze mnie. Zniszczyłem moich przyjaciół.... Musze ich pogodzić. Musze to naprawić.- mówiłeś patrząc przed siebie. Poczułeś nagle ciepłą dłoń blondynki na swojej. 
- Wojtek to nie twoja wina. Równie dobrze, oni sami mogli porozmawiać ze sobą.... - westchnęła. Widziałeś, że nie jest jej łatwo tego wszystkiego słuchać. 
- Ale ja byłem ich główną przeszkodą... - powiedziałeś smutno. 
- Głowa do góry! Wojciech Włodarczyk i smutek to dwa przeciwieństwa. - uśmiechnęła się do ciebie - Myślę, że jeśli dwoje ludzi jest sobie przeznaczonych, to w końcu będą razem. Nawet mam taką nadzieję, bo Kamil za bardzo wariuje. - spojrzałeś na nią pytająco. 
- Co masz na myśli?


- Nie wiem czy mogę... - spojrzała na ciebie niepewnie -  I tak muszę to komuś powiedzieć, bo mam za dużo myśli w głowie. - westchnęła. Nawet cię to ucieszyło, chyba coraz bardziej się do niej zbliżałeś... -  Kamil mnie wczoraj prawie pocałował. - słysząc to, mało nie spadłeś z kanapy. Jak to możliwe, co mu do cholery strzeliło do głowy! 
- Prawie? - dopytywałeś. Chciałeś wiedzieć co się wydarzyło. Nigdy byś się tego po nim nie spodziewał, a jeszcze niedawno zapewniałeś Lilkę, że Kamil nie jest do tego zdolny....
- Mówił, że chciałby bym była jego nowym początkiem.... A potem... Nie pozwoliłam mu na to... - patrzyłeś na nią zdumiony, przecież ona jest w nim zakochana... 
- Ale przecież czujesz coś Kamila i go odpychasz? - spuściła wzrok i zaczęła się bawić błękitną serwetką. 
- A co miałam zrobić? Przecież on chce tylko o niej zapomnieć.... Wiesz co by się stało, gdybym mu na to pozwoliła? Cholernie by tego żałował, miałby wyrzuty sumienia, że tak postąpił. Znasz go, to by jeszcze bardziej go zniszczyło. Nie mogłam do tego dopuścić, Kamil zbyt wiele dla mnie znaczy... Lilka ma niesamowite szczęście, co jest ze mną nie tak? - pierwszy raz w życiu widziałeś jak w oczach tej wiecznie wesołej blondynki, lśniły łzy. Natychmiast usiadłeś obok niej i podniosłeś go góry jej opuszczoną głowę, tak by patrzyła w twoje czekoladowe oczy. 
- Jesteś niesamowitą kobietą. Potrafisz dla innych poświęcić siebie samą. W dodatku jest piękna. Nie możesz tak myśleć. Wiem, że zasługujesz na prawdziwe szczęście i je dostaniesz.  Ono zawsze przychodzi. - uśmiechnąłeś się do niej i otarłeś kciukiem spadająca po jej policzku łzę. 
-Ty nie powinieneś się do mnie tak zbliżać... Stanie się z tobą, to co ze mną teraz.  - ona się o ciebie naprawdę martwiła! Byłeś w tym momencie szczęśliwy, wiedziałeś, że teraz nie zrezygnujesz z tego postanowienia, by ją do siebie przekonać. 

- Nie boję się tego. Chce być przy tobie, chce byś mnie lepiej poznała, chce już zawsze cię pocieszać tak jak teraz. Bez znaczenia na jakim etapie będzie nasza znajomość. - nie odpowiedziała. Po prostu się mocno do ciebie przytuliła. A ty byłeś szczęśliwy. Wierzyłeś, że wszystko da się zmienić, że ona może na ciebie inaczej spojrzeć. A dzisiejszy dzień przyniósł ogromny przełom miedzy wami. Nie masz zielonego pojęcia co się teraz z tobą stało. Ale gdy tak tkwiła w twoich ramionach, czułeś, że nie chcesz jej nigdy z nich wypuszczać. Była taka zagubiona, tak jak ty kiedyś.  Chciałeś sprawić, by już nigdy nie płakała, dawać jej uśmiech i być dla nie kimś ważnym. Chyba się powoli zakochiwałeś Wojciechu w tej drobnej istocie tulącej się do ciebie. I tak naprawdę nie byłeś tego jeszcze do końca świadomy. 




***
-Znam tylko jedną rzecz, która może być jednocześnie bardzo prosta i bardzo skomplikowana.
-A co to takiego?
-Miłość.
***



Siedziałeś w warszawskim mieszkaniu swojej przyjaciółki. Oparłeś się o futrynę i patrzyłeś na mały pokoik, oczami wyobraźni, widziałeś pijanego Wojtka, słyszałeś cudowny śmiech Lilki i widziałeś siebie wpatrzonego w jej postać. Milion wspomnień przewijało ci się przez głowę... Lilianna zawsze będzie kimś najważniejszym. Nie potrafisz zrozumieć, jak mogłeś w to zwątpić, jak mogłeś zwątpić w to, że ty coś dla niej znaczysz? Byłeś na siebie zły, w dodatku zniszczyłbyś tylko przez to przyjaźń z Weroniką... Jesteś idiotą Kwasowski! Westchnąłeś i usiadłeś na ulubionym fotelu Lilki.
- Jestem. - powiedziała niosąc dwa kubki z kawą. Postawiła je na małym stoliku, a ty się tylko uśmiechnąłeś szeroko. 
- Dalej masz mój kubek. - stwierdziłeś wskazując na naczynie.
- Jest trochę poobijany... Ale nie potrafiłam go wyrzucić, bo jest twój. - posłała ci ciepły uśmiech - I wiesz lubię w nim pić... Mam wtedy wrażenie, że kawa smakuje tobą. - zarumieniła się delikatnie.
- Cholernie mi ciebie brakowało i cieszę się, że  mogę tu zostać chociaż na kawę. - Lilianna zmarszczyła nagle brwi. 
- Kwasowski siedzisz na moim fotelu! - podparła się pod boki. Roześmiałeś się widząc jej nadąsaną minę.
- Możemy tu usiąść oboje. - powiedziałeś i przyciągnąłeś ją do siebie, tak by usiadła ci na kolanach. Popatrzyła na ciebie zaskoczona. 
- Co ty robisz? - spytała, a ty tylko pogłaskałeś ją po policzku. 
- Cieszę się tobą, nim znowu mi znikniesz. - powiedziałeś całując ją w czoło i wtuliłeś się w jej włosy - Przepraszam cię Lili. - wyszeptałeś.
- Chyba ty mi znikniesz. A ja chciałabym żebyś tu został na zawsze. - objąłeś ją mocniej ramionami. Byliście o krok o przekroczenia granicy, która mogłaby wszystko zniszczyć. Wystarczy jeden zły ruch, a możecie zabrnąć za daleko. Jednak pokusa jej bliskości była od ciebie silniejsza. Postanowiłeś się nie ruszać. Nie chciałeś niczego zepsuć. Nie masz pojęcia ile tak siedzieliście wtuleni w siebie. Nic nie mówiliście, staraliście się nacieszyć swoją obecnością na zapas. Gdy miałeś ją tuż przy sobie cały świat zniknął, a zaparzona kawa już dawno temu stała się zimna. 


________

Cześć! Łapcie Kamila i Lilkę ! 14 rozdział dodany czternastego! xd  Trochę się mi z tym zeszło, przepraszam.. :(


* Dziękuję Kamila, wiesz za co. ;) <3

Zapraszam Was na I część nowej krótkiej historii. krótkiej bo tylko 3 częściowej. To mój debiut w kilkupartach, zobaczymy jak wyjdzie. W roli głównej król Artur , krakowski deszcz i dziewczyna w szmaragdowej sukience! :) kilka-momentow


Wybaczcie, ale padam z nóg. A jutro rano wstaje. :) 

POZDRAWIAM !!!
Paulka

wtorek, 18 kwietnia 2017

Poświęcenie trzynaste

9 komentarzy:
Siedziałaś w swojej kawalerce i pakowałaś swoje rzeczy. Usiadłaś w swoim ulubionym fotelu w różnokolorowe kwiaty. Rozejrzałaś się dookoła, w tym mieszkaniu było tyle wspomnień, tyle nocy przegadanych z twoimi siatkarzami, tyle litrów alkoholu wypitych podczas  wspólnych imprez. To w tym mieszkaniu świętowałaś zakończenie studiów, pierwszą pracę, wojtkowy kontrakt ze Skrą i jego powołanie do reprezentacji, to tutaj wraz z Kamilem się cieszyłaś z tego, że Bielsko awansowało do Plus Ligi... A teraz oddasz to wyjątkowe miejsce w obce ręce. Miejsce, które było twoim prawdziwym domem. Spojrzałaś na wielkiego  błękitnego miśka, siedzącego na drugim fotelu. Dostałaś go od chłopaków zaraz po zdaniu  matury. Westchnęłaś cicho... Od tamtej nocy w gdańskim hotelu minęło niespełna trzy miesiące. Kamil się do ciebie nie odzywał. Próbowałaś się z nim skontaktować, jednak on nie chciał z tobą rozmawiać. A Ludwik? Byłaś na niego wściekła. Wasz związek trwa kilka lat, a wy na temat dzieci rozmawialiście raz. Pół roku przed ślubem, gdy jeszcze myślałaś, że to on jest miłością twojego życia. Potem nie było o tym mowy. Widziałaś, że on to zrobił specjalnie, tylko po to by odsunąć od ciebie Kamila. Ale przy tym go strasznie zranił, widziałaś to w tych brązowych tęczówkach. Znowu cierpiał i znowu przez ciebie, nie potrafiłaś sobie  poradzić ze świadomością, że zadajesz mu tyle bólu. Usłyszałaś jak ktoś otwiera drzwi. Wstałaś szybko z fotela.
- Lata ci lecą moja droga, niby się ustatkowałaś, ale głupota z głowy wciąż nie wyparowuje. - usłyszałaś głos swojego przyjaciela, który patrzył na ciebie z drwiącym uśmiechem.
- Naprawdę Wojtek?? Ty to mówisz? Ty?!  Człowiek, który zapomniał ostatnio stroju na mecz.  - powiedziałaś ze  śmiechem,  on tylko przewrócił oczami.
- Ja przynajmniej nie zostawiam kluczy w drzwiach. - mruknął i położył na stoliku klucze od twojego mieszkania.
- Marudzisz.... - westchnęłaś  i podeszłaś bliżej niego - Ale dobrze że jesteś. - mocno go przytuliłaś. Cieszyłaś się, że Wojciech cię odwiedził. Był dla ciebie ogromnym wsparciem i nawet nie chcesz myśleć co by się z tobą stało, gdyby go teraz nie było przy tobie.
- Ojoj ktoś tu się za mną stęsknił. - stwierdził z cwaniackim uśmiechem i odsunął się od siebie.
- Nie wyobrażaj sobie za wiele Włodarczyk, ciesze się, że ktoś mi pomoże przy przeprowadzce. - uśmiechnęłaś się pod nosem. 
- Serio chcesz wynająć mieszkanie? - spytał i rozsiadł się na kanapie.
- I tak stoi puste... Przynajmniej będę miała jakiś zysk. - westchnęłaś pod nosem.
- Racja. A gdzie twój luby? Chyba powinien ci pomagać z tymi pudłami. - wskazał na stojące pod oknem kartony.
- Pojechał do Poznania na szkolenie. I nawet się z tego cieszę.... - dodałaś cicho wbijają wzrok w ciemną podłogę.
- Na szkolenie? Jesteś pewna? - Wojtek przyglądał ci się badawczo.
- Coś sugerujesz? - zmarszczyłaś brwi spoglądając na niego. - Ludwik, naprawdę się stara jak może być idealnym mężem. Każdego ranka dostaje śniadanie do łóżka. W każdy piątek przynosi mi kwiaty, bo to dzień w którym się poznaliśmy.
- Ah ten Ludwik, wręcz ideał. - stwierdził ironicznie. - Mógłby nie być taki fantastyczny, byłoby powód do rozwodu... - uśmiechnął się do ciebie.
- Wojtek! - krzyknęłaś oburzona, jednak nic sobie z tego nie robił.
- Ja tylko głośno myślę... - podniósł ręce w obronnym geście. Czasami się zastanawiasz, czy w ogóle potrafi to robić... - Uważam, że nie powinnaś wynajmować mieszkania, tylko złożyć papiery rozwodowe. - patrzyłaś na niego zdumiona. Nie mogłaś uwierzyć, że coś takiego ci mówi. Nie wiesz co dzisiaj w niego wstąpiło... Nigdy tak nie mówił. - No chyba, że chcesz wynająć i dzięki temu odłożyć na dobrego adwokata.
- O co ci chodzi? - spytałaś zirytowana jego postawą.
- Mogłaś zaczekać z zabraniem rzeczy na Ludwika, albo zrobić to przed jego wyjazdem. Nie zrobiłaś tego... Ty chciałaś, bym to ja tutaj był. I myślę, że wiem dlaczego. - powiedział i podniósł się z miejsca. Podszedł do ogromnego regału i sięgnął na najwyższą półkę ściągając z niej  błękitne pudełko. Postawił je przed tobą. - To nie wszystko. - wodziłaś za nim wzrokiem, a on buszował po twoim mieszkaniu, postawił przed tobą kubek w kolorowe paski w którym Kamil zawsze pił u ciebie herbatę, wyciągnął z szafy jego bluzę, przyniósł łańcuszek, który kiedyś od niego dostałaś na urodziny...
- Wojtek...- powiedziałaś cicho... On stanął przed tobą i wziął wcześniej wspomniane pudełko stawiając ci je na kolanach, po czym je otworzył. Spojrzałaś na zdjęcia jakie w nim się znajdowały, na wszystkich byłaś ty i Kamil.
- Mam przynosić więcej pamiątek? - spytał, a ty pokręciłaś tylko głową, a w twoich oczach pojawiły się łzy. Wzięłaś drżącą dłonią jedno z waszych wspólnych zdjęć. Włodarczyk westchnął i kucnął przed tobą - Widzisz co się z tobą dzieje. Wiedziałaś, że tak się stanie, dlatego chciałaś bym to ja ci pomógł. Spójrz na Was tutaj, jesteście dla siebie stworzeni.
- Nie Wojtek. To już koniec. - powiedziałaś i szybko powycierałaś łzy rękawem swetra.
- Nie gadaj bzdur. Ty kochasz jego, on kocha ciebie. Lilka w czym problem, weźmiesz rozwód i po sprawie. Będziecie szczęśliwi... - patrzył na ciebie, a ty przymknęłaś powieki, starając się zebrać myśli.
- To nie takie proste Wojtek.... - mruknęłaś, a on usiadłaś obok ciebie i obrócił cię w swoją stronę.
- To jest takie proste! Nie wierze, że to koniec.. - powiedział patrząc ci w oczy.
- Co z tego, że się rozwiodę? Kamil mnie nienawidzi. Nie rozmawiamy od trzech miesięcy.... Jak to mówią od miłości do nienawiści jednej krok. - powiedziałaś chowając twarz w dłoniach. Poczułaś jak Wojtek cię obejmuje.
- Nie mów tak, ty wciąż jesteś jego całym światem, ale znasz go. Jest obrażony teraz na cały świat, a jak już coś sobie wbije do głowy... Jest uparty, ale nie mógł przestać cię kochać, to nie możliwe. - spojrzałaś na Wojtka bezradnie.
- Jeśli mnie kocha, to powinien trzymać się ode mnie z daleka. I właśnie to robi... Nawet sobie nie wyobrażasz ile bym dała by cofnąć czas.. Nigdy bym mu nie pozwoliła tam wejść, nigdy nie pozwoliłabym na to, żeby Ludwik go tak zranił... I nie pozwolę na to by coś takiego się powtórzyło. Brakuje mi Kamila, ale nie mogę dopuścić do kolejnej takiej sytuacji. Im dalej ode mnie tym lepiej dla niego... - wiedziałaś, że musisz tak postąpić. Nie chciałaś by znowu cierpiał, nie przeżyłabyś tego... Jednak jak długo będziesz mogła wytrzymać bez jego uśmiechu i ciepłego głosu? Jak długo jeszcze będziesz się wpatrywać w jego numer nie wybierając go?  Może Wojtek ma racje? Pokręciłaś szybko głową, by odgonić te myśli. Nie ma racji. Wybrałaś. Zakładając obrączkę straciłaś Kamila na zawsze.... Nie masz już prawa do choćby jednego spojrzenia w twoją stronę. Powinnaś zniknąć z jego życia....


***
Znowu powróciło wspomnienie ich ostatniej rozmowy. Ciepło jego swetra, płatki złota zatopione w miodzie... 
Czy to jest miłość? Ta wewnętrzna radość, której nic nie potrafi zburzyć? 
Świadomość, że kimkolwiek on się okaże, ona chcę być przy nim? 
A może chodzi o to przeczucie, że nie jest mu obojętna?
***


Stałeś na balkonie w mieszkaniu swojej przyjaciółki i patrzyłeś na zachodzące słońce, które czerwienią oświetlało stolice.  Martwiłeś się zarówno o nią, jaki o Kamila, który uparcie udawał, że wszystko jest w porządku i że przestał kochać. Najgorsze było to, że każda rozpoczęta na ten temat rozmowa kończyła się tylko jednym zdaniem..  Nie chce już o niej mówić. Na samą myśl o aktorstwie Kamila zaśmiałeś się ironicznie.

- Nie chcesz o  niej mówić, ale tylko czekasz by wyłapać, aż coś o niej powiem. - powiedziałeś do siebie. Musiałeś znaleźć sposób, by ich pogodzić. Miałeś nadzieję, że może jutro uda ci się to jakoś zorganizować. W końcu Kamil jako kapitan musi się stawić na konferencji. Oparłeś się o barierkę i wyciągnąłeś z kieszeni telefon. Odnalazłeś w kontaktach numer do pewnej blondynki i uśmiechnąłeś się pod nosem. Dawno z nią nie rozmawiałeś.... Musisz przyznać, że się pomyliłeś, wcale nie jest głupia. Jest naprawdę sympatyczna, ma cudowny śmiech  i nigdy nie jest dla ciebie miła... Chciałbyś zrobić coś, by odpokutować dawne winy, by w końcu spojrzała na ciebie jak na zwykłego chłopaka, a nie jak na  ignoranta Włodarczyka, który wiecznie ją obrażał. Nie wiele myśląc wybrałeś jej numer.

- No proszę, czyżby pan Włodarczyk się za mną stęsknił? - usłyszałeś po drugiej stronie. 

- Oczywiście, tak bardzo brakowało mi twego głosu.- zironizowałeś, a po drugiej stronie usłyszałeś cichy śmiech.

- Niemożliwe! Napisze o tym w moim pamiętniku. -westchnęła.

- Prowadzisz pamiętnik? Pewnie połowa zapisanych kartek jest o mnie. - zaśmiałeś się do siebie.
- Zgadłeś. Zawsze piszę, jaki wspinały z ciebie kretyn. - wiedziałeś, że coś takiego doda. Nie przejmowałeś się jej uwagami, zasłużyłeś. -  Do rzeczy Wojciechu - ponagliła cię.
- Jestem teraz w Warszawie, jutro mamy konferencje. Kamil też będzie. Przyjedź z nim. Chciałbym się z tobą zobaczyć. - podziałałeś uśmiechając się na samą myśl spotkania z nią. Pokręciłeś szybko głową, co się z tobą dzieje?
- W jakim celu? - spytała znudzona.
- Przecież się za tobą stęskniłem! - po drugiej stronie zapadła cisza.  Naprawdę chciałbyś teraz zobaczyć jej zdziwiona minę.
- Żartujesz sobie ze mnie? - spytała niepewnie. Była wyraźnie zbita z tropu. 

- Daj mi jeden dzień, kilka godzin. Udowodnię ci, że nie jestem taki okropny. - powiedziałeś i miałeś nadzieję, że się zgodzi. Sam do końca nie wiesz po co to robisz i dlaczego chcesz się z nią zobaczyć. Jeszcze kilka tygodni temu była dla ciebie głupią blondynką, która uganiała się od zawsze za twoim przyjacielem. 
- Mam z tobą wytrzymać kilka godzin .....Nierealne. - mruknęła, postanowiłeś się jednak nie poddawać.  - Muszę kończyć.
- Werka...- zacząłeś
- Do jutra. - usłyszałeś dźwięk rozłączonego połączenia. Uśmiechnąłeś się do siebie i zadowolony schowałeś telefon do kieszeni. Przyjedzie. To musi coś znaczyć, nie zgodziła by się bez powodu. W końcu będziecie mogli pozmawiać, w końcu pokażesz jej, że też zasługujesz na uwagę, że wcale nie jesteś egoistycznym dupkiem, za jakiego cię uważa. W końcu będzie znowu blisko ciebie. Stojąc tak oparty o barierkę jednej z warszawskich kawalarek zdałeś sobie sprawę, że coraz częściej myślisz o Weronice, że chcesz z nią rozmawiać i że możesz spokojnie słuchać jak cię obraża. Działy się z tobą ostatnio jakieś dziwne rzeczy i sam siebie nie poznawałeś....
- Wojciechu zapraszam. - usłyszałeś i spojrzałeś w stronę stolika, na którym stały dwa kubki z gorącą czekoladą.
- Wyczuwam poważną rozmowę.- powiedziałeś i usiadłeś naprzeciw Lilki. Zawsze, gdy mieliście coś przedyskutować piliście ten o to napój.
- Muszę ci o czymś powiedzieć. Będę jutro na konferencji. - spojrzałeś na nią zaskoczony - Mam zastępstwo. - westchnęła bezradnie. Dzisiejszy dzień jest lepszy niż myślałeś. Właśnie miałeś wymyślać plan, by zaciągnąć Lilkę z tobą na konferencje, a tymczasem sama tam pójdzie. Los ci sprzyja Wojciechu. To musi być przeznaczenie!
- To pojedziemy razem. - stwierdziłeś upijając łyk czekolady i oparłeś się wygodnie o krzesło.
- I tak wiem o czym myślisz. - mruknęła i owinęła się szczelniej  swoim ulubionym czerwonym kocem. - Udam, że nie widzę tego cwaniackiego uśmiechu. Powiedz mi lepiej, co u ciebie?
- Nic. - wzruszyłeś ramionami i zacząłeś się bawić serwetką leżącą na drewnianym stoliku.  Lilianna patrzyła na ciebie uważnie, jakby chciała znaleźć, gdzieś w tobie odpowiedź - Nie patrz tak!
- Z kim rozmawiałeś? - spytała podejrzliwie, westchnąłeś. Z nią nie wygrasz.
- Z Weroniką. - spojrzałeś niepewnie na swoją przyjaciółkę, ona jednak machnęła ręką abyś kontynuował. - Przyjedzie z Kamilem.
- Wojtek.... - zaczęła, jednak ty szybko jej przerwałeś.
- Ja wiem co myślisz... Ale to ja ją zaprosiłem i ja to wszystko zaproponowałem.- zacząłeś się nerwowo tłumaczyć - Chciałem w końcu ją zobaczyć...
- Za każdym razem, gdy wspominałam o tym, że Kamil mógłby zbliżyć się do Weroniki przeczyłeś. Czy naprawdę robiłeś to tylko ze względu na mnie? - uśmiechnęła się zerkając na ciebie. Popatrzyłeś na nią zdezorientowany. Niby dlaczego miało być inaczej?
- Oczywiście. Nie widzę innego powodu. - stwierdziłeś zgodnie z prawdą i dokończyłeś swoją czekoladę.
- A może... Chodzi o Weronikę?  O to, że stała się dla ciebie kimś więcej. - słysząc to głośno się roześmiałeś. Co to w ogóle były za insynuacje, polubiłeś ją. Często o niej myślałeś, lubiłeś z nią rozmawiać, ale to tylko dlatego, że miałeś wyrzuty sumienia, ponieważ w przeszłości byłeś wobec niej niesprawiedliwy.
- Zwariowałaś.... Po prostu.... Ja... -zacząłeś sam się plątać w swojej wypowiedzi, a słowa Lilki sprawiły, że nie potrafiłeś spokojnie zebrać rozbieganych myśli. - Lubię ją.
- Tego nie kwestionuje. - podniosła ręce w obronnym geście - Uważam, że nawet bardzo lubisz. - uśmiechnęła się pod nosem. Przewróciłeś oczami. Już teraz wiesz, jaki jesteś męczący, gdy mówisz jej takie rzeczy o Kamilu.
- Może... - westchnąłeś i włożyłeś dłonie do kieszeni bluzy opierając się o krzesło.
- Uważaj tylko na siebie, by nie wpakować się w tak niedorzeczną historię jak ja teraz. - jedno spojrzenie Lilki wystarczyło, byś pojął o co jej chodzi. Był jeszcze Kamil. Kamil na którym Weronice bardzo  zależało, Kamil za którym biegała od kiedy zaczął grać w Bielsku. Pokręciłeś szybko głową.... Przecież to dla ciebie jutro przyjedzie do Warszawy.... Ale przyjedzie z nim..... Wojciechu twoje myśli zaczęły iść w dziwnym kierunku. Przecież to tylko twoja koleżanka i nic więcej!


***
Szukam cię- a gdy cię widzę, udaję, że cię nie widzę.
 Kocham cię- a gdy się spotkam, udaję, że cię nie kocham. 
Zginę przez ciebie- nim zginę, krzyknę, że ginę przypadkiem.
***

Telewizor grał cicho w kącie pokoju, na komodzie świeciła się mała lampka, a ty leżałeś na kanapie z przymkniętymi oczami. O tamtej nocy  w gdańskim hotelu najchętniej byś zapomniał, ale cały czas szumiały ci w głowie słowa Ludwika. Oni starają się o dziecko. Nie mogłeś tego się pozbyć. W dodatku twoja wyobraźnia podsuwa ci obraz małej rudowłosej dziewczynki, która jest wtulona w siedzącą obok niej na  kanapie Liliannę, która czyta jej bajkę. Lilka delikatnie głaszcze ją po małej główce, a ona się do niej promiennie uśmiecha. Dokładnie tak powinna wyglądać twoja rodzina, która jest twoim największym marzeniem... Niestety głupia wyobraźnia za chwilę pokazuje ci Ludwika, tulącego do siebie Lilkę i jej małą kopie. Ten obraz cały czas cię dręczył, gdy tylko zamykałeś powieki...
- Cholera! - krzyknąłeś otwierając oczy. Dlaczego ty wciąż o tym myślisz?! To cię tylko niszczy... Lilka wtedy z ciebie sobie zadrwiła. Uważa się za twoją przyjaciółkę, a nie miała skrupułów by pozwalać ci na zbliżenie się do niej, by pozwalać na te wszystkie gesty, słowa. Pokochałeś ją do szaleństwa, a ona przejechała się po twoim sercu.... Tak zwyczajnie je rozbiła i wdeptała w ziemie wychodząc za innego... A wtedy w Gdańsku po tak wyjątkowym wieczorze zaprowadziła cię do Ludwika, który jak gdyby nigdy nic oznajmił ci, że chce mieć z nim dziecko! Pogrywała z tobą i bawiła się twoim sercem.... Miałeś już dość, ono i tak ledwo co funkcjonowało. Nie chciałeś by znowu się to powtórzyło, nie chciałeś już cierpieć. Ledwo żyłeś i byłeś zwyczajnie zmęczony. Lilianna powinna zniknąć z twojego życia, nigdy więcej nie pozwolisz jej na dręczenie ciebie. Nie chcesz już o niej słyszeć. Może nigdy jej wprost nie powiedziałeś, że ją kochasz, ale doskonale wie ile dla ciebie znaczy, mimo to świadomie cię rani... Rani wszystkimi cudownymi słowami, rani tym, że jest z nim.... I pewnie się świetnie przy tym bawi. Byłeś tak bardzo wściekły na to, co się z tobą stało. Wściekły i bezradny. Jedno wiesz na pewno. To koniec Lilianny w twoim życiu. Masz tylko nadzieję, że jutro los nie pozwoli się wam spotkać. Musisz zacząć od nowa! I to najlepiej od teraz. Słysząc uporczywy dzwonek do drzwi wstajesz niechętnie z kanapy i idziesz otworzyć. 
- Kwasowski! Wiesz, że w telefonie masz taką zieloną słuchawkę i jak ją przeciągniesz to odbierasz, gdy ktoś do ciebie dzwoni? - widząc zirytowaną blondynkę u progu twoich drzwi nie potrafiłeś się nie roześmiać.... 
- Ciebie też miło widzieć Weroniko. - uśmiechnąłeś się  i wpuściłeś ją do środka. 

- I jeszcze się bezczelnie ze mnie śmiejesz. - mruknęła siadając na kanapie. - Mam do ciebie ważną sprawę, ale nie odbierałeś więc jestem. - wskazała na siebie. 
- Napijesz się czegoś? - spytałeś, jednak ona pokręciła głową - Zamieniam się w słuch. 
- Podobno jedziesz jutro rano do Warszawy. - spojrzała na ciebie zakładając nogę na nogę. 
- Owszem. Mamy konferencję związaną z nowym sezonem. A ja niestety jako kapitan muszę...- westchnąłeś bezradnie. Nie chciałeś tam jechać... Warszawa to duże miasto i wcale nie musisz jej spotkać, ale los kocha z ciebie drwić. 
- Nie cieszysz się? Zobaczysz się z Włodarczykiem.   - uśmiechnęła się do ciebie pokrzepiająco. No tak jeszcze on! Nawet jeśli los ci będzie sprzyjał, to twój przyjaciel na pewno nie...

- Będzie robił głupoty.... Niekoniecznie chce się tam z nim widzieć. - mruknąłeś spuszczając wzrok na podłogę. Werka na chwilę zamilkła, jakby nad czymś się zastanawiała.
- Głupoty... No tak... - powiedziała cicho, chyba zrozumiała o co ci chodzi... 
- Chciałaś ze mną jechać? - zmieniłeś temat, bojąc się, że zaraz zapyta o Lilkę. 

- Tak... Mam coś do załatwienia. - stwierdziła, jednak była jakby nieobecna. Nie do końca wiedziałeś skąd to się wzięło. 
- Miałem wrócić zaraz po konferencji, ale nie ma sprawy. Dla ciebie mogę od tego odstąpić. - uśmiechnąłeś się, chcąc ją jakoś wydobyć z tego dziwnego zamyślenia.  
- Dziękuję. - odpowiedziała bez większego entuzjazmu. - Pójdę już, daj mi znać o której się jutro widzimy. - podniosła się z miejsca i zabrała z kanapy swój płaszczyk kierując się w stronę  wyjścia. Sam nie wiesz czemu, ale poszedłeś szybko za nią. Nie chciałeś by już wychodziła...
- Weronika... - pociągnąłeś ją za rękę by ją zatrzymać. Blondynka się natychmiast odwróciła i wylądowała niemal na twojej klatce piersiowej, odruchowo objąłeś ją ramionami. Spojrzała na ciebie zaskoczona, a ty patrzyłeś w jej oczy, nigdy nie zwracałeś na nie uwagi. Nigdy nie patrzyłeś na nią w ten sposób, w tamtej chwili widziałeś w niej naprawdę piękną kobietę, kobietę której naprawdę na tobie zależało. - Lubisz mnie? 
- Lubię. - odpowiedziała cicho, a głos jej zadrżał. Odgarnąłeś jej kosmyk włosów z twarzy, a ona przymknęła oczy. 
- To dobrze się składa, bo ja ciebie też. - uśmiechnąłeś się jeżdżąc wzrokiem po jej twarzy. Werka była zawsze przy tobie. Ostatnie miesiące były dla ciebie koszmarem, a ona była osobą, która nie pozwalała ci upaść. Podnosiła cię z kolan za każdym razem, gdy ty już nie miałeś na to siły. Byłeś dla niej ważny i jej zachowanie wobec ciebie to potwierdzało. Chcesz zacząć wszystko od nowa. Dlaczego nie zacząć od teraz? Dlaczego nie zacząć z kobietą, której naprawdę na tobie zależy i która naprawdę się o ciebie martwi, a nie tylko na pokaz.... Spojrzałeś na malinowe usta dziewczyny.  I wiesz już, że za chwilę ich zasmakujesz. Weronika to wyjątkowa kobieta i postarasz się zrobić wszystko by była twoim nowym początkiem. 


________


Witajcie kochani! Jak Wam minęły święta? 
Przepraszam, że dodaje dopiero teraz! Rozdział miał być dawno temu, ale z różnych względów nie mogłam go dokończyć...
 Co sądzicie o Kamilu i reszcie?  :D

Powoli nadrabiam u Was zaległości. :) Niedługo postaram się do każdego dotrzeć. <3

Zapraszam Was również na 2 u Miśki i Wojtka  (michalinaiwojtek)! 
W tym tygodniu pojawi się  również nowość na Pamiętniku u Andrzeja! Jeśli macie ochotę zapraszam! (kilka-kartek-z-pamietnika)

To chyba tyle na dziś! 


POZDRAWIAM !!!
Paulka